Przejdź do głównej zawartości

Kącik tematyczny, part III

Kiedy publikuje się ten post [mam nadzieję] jestem właśnie nad jeziorem i opalam się. Z racji tego, że do wody nie wejdę, mogę jedynie leżeć spokojnie i drugi raz w te wakacje się opalać, a także podziwiać swojego chłopaka, który korzysta z uroków tego miejsca. Mam ze sobą Życie bez lata, książkę, która czekała na mnie chyba dwa, a nawet trzy lata i wreszcie doczekała się swojej kolejki. Styl Lyne Griffin jest porównywany do tego, którym posługuje się sama Jodi Picoult. Ciekawe czy to zaleta, czy wada tej powieści. Niebawem napiszę dla Was recenzję, więc poznacie moje zdanie - ja sama również. ;) 

Dzisiaj wpis będzie krótszy niż poprzedni o współpracy. Po prostu tak naprawdę w tym poście chciałabym się wyżalić i opowiedzieć o tym, co mnie dręczy podczas czytania. A nie jest tego wiele. 

Coraz bardziej ostatnimi czasy zwracam uwagę na błędy w książkach. Oczywiście małe literówki, powtórzenie zaimka "się" albo jakiegokolwiek wyrazu, które zdarzą się trzy razy w książce nie są wielką tragedią. Ale jeżeli na niemal każdej stronie znajduje się jedna pomyłka, jest już tutaj problem, który mnie bardzo drażni. Wydaje mi się - jestem niemal pewna ;) - że jest zawsze ktoś odpowiedzialny za korektę. Tekst przed wydrukiem powinien zostać przeczytany przez różne osoby, aby ewentualne błędy zostały poprawione. Mogę się mylić, jeżeli tak jest, to mnie poprawcie. 

Inną sprawą jest już nazywanie bohaterów. Zdarzyło mi się przy okazji książki Czerwony pokój Nicci French, że dostałam mętliku. Na okładce był podpisany Michaell przez dwa ll  ale już w samej książce, był przez jedno l. Także zostało pomylone nazwisko bohaterów, oraz imię postaci. W takich momentach zastanawiam się, czy to ja źle czytam, czy może faktycznie jest tutaj błąd. Ale w żadnym wypadku nie oskarżam autora książki o błąd, bo nie jest on merytoryczny, tylko czysto korektorski. 

Zdarzyło mi się trafić w dwóch książkach na złe podpisanie postaci, które się wypowiadały w danym momencie. Nie chodzi o zwykłą literówkę. Tylko o to, że wypowiadały jakąś kwestię osoby, których nawet nie było w konkretnym wydarzeniu, których sprawa nie dotyczyła. Tak było w np.: Hyperversum, jak Ian był mierzony, bo szykowano dla niego ubranie na turniej rycerski [opisane w wielkim skrócie;)]. I nagle została wtrącona myśl bohatera... wypowiedziana przez Daniela. Jednak dotyczyła ona sprawy związanej z Ianem i jego własnymi przemyśleniami. Dopiero później scena dotyczyła tego drugiego chłopaka. W Ludzie z bagien, jak już wspomniałam w recenzji, znalazłam dwa podobne kwiatki, które zepsuły mi obraz książki. Tak, takie rzeczy mają dla mnie wielkie znaczenie. 


Może być tak, że podczas pisania tekstu na bloga popełniam błędy, literówki, a nawet błędy ortograficzne. Zdarza się, jestem człowiekiem, każdy się myli. Jednak to nie jest na tak dużą skalę, jak drukowanie powieści. Czasami wydaje mi się, że to już jest norma, że w każdej książce trzeba znaleźć jakiś nonsens, jakiś błąd. Takie rzeczy wiele mówią o wydawnictwie. O jego poziomie. To nie spowoduje spadku sprzedaży i popytu na dany produkt, bo jak ktoś chce, to czyta danego autora, bo lubi. Jednak takie niuanse odbierają nieraz przyjemność czytania. Powodują one mieszane uczucia odbiorców względem powieści i właśnie samego wydawcy. 

Nie wiem czy napisałam to ze zrozumieniem. Trochę swoich myśli wylałam na klawiaturę. Ale wiem, że nie wymęczyłam tematu. Można by tu wiele pisać, a także do wielu rzeczy się przyczepić. Jednak nie ma to większego sensu. Napisałam kilka zdań na ten temat, ponieważ po prostu musiałam to zrobić. Na pewno przez błędy korektorskie nie skończę z czytaniem. Również... nie będę czytać tylko ze względu na to, aby wytykać literówki i powtarzające się słowa w zdaniu. 


Komentarze

  1. Muszę przyznać, że nigdy się z czymś takim nie spotkałam :) w każdym razie nie pamiętam, zeby taka sytuacja miała miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że wcześniej tez nie miałam często z takimi kwiatkami do czynienia, a ostatnio jest tego plaga. ;)

      Usuń
  2. Oj, sama też często wpadam na takie błędy. W związku z tym, że szykuję się do zawodu tłumacza, jestem wręcz wyczulona na składnię, literówki, interpunkcję i mylenie bohaterów. Sama mogę przytoczyć kilka przykładów, jak "Bastion" Kinga, kiedy w pewnym momencie swoje zdanie wygłosiła osoba, która była już martwa. Swoją drogą Sienkiewicz też mylił swoich bohaterów, ale pewnie dlatego, że pisząc powieść w odcinkach, był narażony na presję czasu ;)
    Co do korekty- tak, zanim książka dojdzie do druku, powinna być sprawdzona co najmniej dwa razy. Przechodzi przez tłumacza, potem kogoś, kto nadzoruje jego pracę, a ostatecznie wydawnictwo powinno sprawdzić, czy gdzieś się nie zaplątał jakiś chochlik. Mimo to zauważyłam, że -szczególnie- w tych nowszych wydaniach pojawiają się jeśli nie literówki, to błędy stylistyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie w takich momentach myślę: "Czy to ja jestem głupia, że nie rozumiem treści?" . Może są sama wymyslam te błędy, a moje czytanie jest bez zrozumienia?

      Usuń
  3. Ciekawy post. Mnie z kolei drażni powtarzanie w recenzjach tych samych słów zwrotów itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mówisz. Sama powtarzam zwroty, chociaż próbuję pomagać sobie słownikami, żeby urozmaicić teksty...

      Usuń
    2. Sama unikam takich powtórzeń jak ognia a jeśli już to staram się ograniczać do minimum.

      Usuń
  4. czasem błędy w książkach utrudniają czytania :( tłumaczenia potrafią nawet zniechęcić do pisarza :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem Cię. Czasem sama, czytając książkę, zastanawiam się, kto sprawdzał tłumacza. Bo oczywiście, to nie jego praca, żeby wszystko było perfekt, ale właśnie osoby od korekty. Coraz więcej widzę literówki, czy tak jak Ty źle podpisani bohaterowie. Szkoda, bo przecież w dzisiejszych czasach jest znacznie więcej możliwości niż kiedyś, i zamiast to wykorzystywać, coraz częściej robi się książki, aby jak najszybciej wyszły, nieważne w jakim stanie. Trochę szkoda. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś w tym jest. Teraz liczy się ilość a nie jakość wydawanych książek. Trochę to smutne, ale my nic na to nie poradzimy.

      Usuń
  6. z wspomnianych książek czytałam jedynie "Ludzi z bagien"
    "Hyperversum" mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hyperversuym zabieram już jutro ze sobą na wakacje i mam zamiar oddać mu się całkowicie. ;))

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

POWRÓT Z BAMBUKO | KATARZYNA NOSOWSKA

Kiedy sięgałam po książkę Powrót z Bambuko Katarzyny Nosowskiej, czułam niezwykłą ekscytację. Miałam gorszy dzień i szukałam jakiegoś pocieszenia. Pamiętając, że A ja żem jej powiedziała... było i na poważnie i na śmiesznie, myślałam, że tym razem z książką Nosowskiej będzie tak samo. Myliłam się. 
Ta książka nie pociesza, nie podnosi na duchu. 
Ta książka dołuje. 
Ale to dołowanie się nie prowadzi do niczego złego, a wręcz przeciwnie. Prowadzi ono do ogromu myśli i analizy otaczającego nas świata. 
Powyższy tytuł poznawałam w formie audio, a czytała go autorka i dawała mu jeszcze większe wydźwięk i duszę. Trochę jednak żałowałam, że nie byłam w stanie śledzić tekstu oczami, że nie mogłam trzymać fizycznej książki i zaznaczać w niej cytatów. Znaczników byłoby naprawdę dużo. 

Jeżeli tak jak ja, czekaliście na kontynuację A ja żem jej powiedziała..., chcieliście książkę w tym samym klimacie, to się zawiedziecie. A raczej… nie zawiedziecie się w ogóle! Ja się nie zawiodłam, ja się dostosował…

PAŹDZIERNIK Z DRESZCZYKIEM

Cześć!Październik jest zdecydowanie moim ulubionym miesiącem, i nie chodzi mi tylko o to, że na jego początku mam urodziny. Koniec października jest dla mnie również ekscytujący, bo jest wtedy... Halloween, a ja uwielbiam to święto duchów. Co roku sobie obiecuję, że w jego trakcie przeczytam książki z gatunku horroru, coś z dreszczykiem i nutką niepewności. I w tym roku w końcu zrobię sobie mały maraton literatury grozy, bo czemu nie? Zatem zagrzebię się pod kocem, może przebiorę się w strój czarownicy raz czy dwa, aby dodać sobie innych wrażeń igrając z prawem. No i poczytam. Moje plany czytelnicze na październik nie będą jakieś ogromne, bo zdaję sobie sprawę, że nie mam takiej siły przerobowej jaką bym chciała. Jestem zdania, że lepiej sobie zaplanować mniej, a zrobić więcej, niż postąpić odwrotnie i się rozczarować i mieć do samej siebie pretensje.  Na listę wciągnęłam cztery tytuły, które już są u mnie w bibliotecznych zbiorach i tylko czekają aż po nie sięgnę. Grzesznik Artura Urb…

Cześć, jestem Klaudia i mam 28 lat ;)

Cześć!Tak jak widzicie w tytule tego posta, dzisiaj o 7:15 skończyłam 28 lat. Postanowiłam stworzyć z tej okazji tego posta, bo w sumie rzadko kiedy piszę tutaj o sobie, a chyba miło będzie, kiedy ten blog nie będzie aż taki anonimowy, prawda? Jestem Klaudia, jestem zakochana w książkach, ale to pewnie wiecie. Kocham też zdjęcia i świat niejednokrotnie oglądam poprzez obraz. Muszę się nauczyć nosić ze sobą aparat, ale czasem nie jest to łatwe. Jestem też manualna, kocham pisać w zeszytach, mieć mnóstwo długopisów i pisaków. Aktualnie w mojej głowie miesza się kilka historii i staram się je ogarnąć, aby je spisać, chociażby do szuflady. Jestem mamą zakochaną w córce i starającą się nauczyć ją miłości do książek. Na razie się to udaje i jestem z Jagienki dumna. Odkrywam w sobie kobiecość, bo wiecznie widzę w sobie małą dziewczynkę, która stara się być dorosła. Powoli zaczynam siebie lubić, ale to nie jest proste. 
A Ty kim jesteś?