Przejdź do głównej zawartości

Spalona - P.C Cast + Kristin Cast


Na temat autorek serii Dom Nocy pisałam przy okazji niedawno recenzowanej przeze mnie książki: Kuszona. Dlatego też, nie będę tutaj kolejny raz ich opisywała. Muszę przyznać, że poprzednia część bardzo mnie zaskoczyła na samym końcu, dlatego też tak szybko sięgnęłam po Spaloną. Czy przyniosła mi tak dużo emocji jak tom VI?

Zoey znalazła się w Zaświatach razem ze swoim ludzkim chłopakiem Heathem. A za nią wyruszył duch samego Kalony. Kapłanka pozostawiła swoje ciało na ziemii, a jej przyjaciele zastanawiają się, jak poskładać jej rozbitą duszę i nie pozwolić na jej śmierć. Stark, zaprzysiężony wojownik nastolatki ma wyrzuty sumienia, że w momencie, kiedy nie mógł wyjśc na słońce, nie obronił dziewczyny. Dlatego też, jego zadaniem okazuje się uratowanie i poskładanie jej duszy. Ta misja jest trudna, zwłaszcza, że jak dotąd nikomu nie udało sie tego dokonać. Czy ten młody adept poradzi sobie? Czy Zoey pogodzi się ze stratą swojego chłopaka i zechce wrócić do żywych?

"Niestety ignorowanie czegoś nie wystarczało, by to coś przestało być prawdą."

Ważną kwestią w książce także jest fakt, iż Stevie Rae uratowała Rephaima, który jest synem Kalony. W pewien sposób ten oto Kruk Prześmiewca staje po stronie dziewczyny, a do tego pomaga jej w trudnych chwilach, zwłaszcza, kiedy Czerwona Kapłanka dowiaduje się o tym, że jej najlepsza przyjaciółka może umrzeć w przeciągu kilku dni. W Tulsie ma także inne problemy, tym razem związane z czerwonymi adeptami. Nie wszyscy bowiem dokonali wyboru, aby powrócić na tą dobra ścieżkę. Dziewczyna nie chce zabijać swoich znajomych, ale z drugiej strony, są zagrożeniem dla mieszkańców.
"Czasem nasze najgłębsze emocje różnią się jedynie dzięki temu, jacy jesteśmy w głębi duszy. Pożądanie i empatia, poświęcenie i obsesja, miłość i nienawiść: te uczucia są sobie niezmiernie bliskie."

Spaloną czyta się bardzo szybko, z resztą jak wszystkie dotychczasowe tomy. Język jest bardzo przystępny, nawet dialogi nie denerwowały mnie tak bardzo jak w przypadku poprzednich części. Jednak, mimo wszystko, musiałabym tutaj stwierdzić, że w tej książce nie ma za bardzo akcji, ani napięcia. Wszystko jest dość jednostajnie napisane i nie wywoływało u mnie większych emocji. Autorki, co widać, zmieniły swój sposób pisania, myślę, że idą ku lepszemu. Jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Zoey i jej przyjaciół. Cały czas podczas czytania wydawało mi się, że pisarki nie do końca potrafią ukazać swoim odbiorcą samo zło. Zło zazwyczaj jest takie... delikatne, takie, którego się nie da przerazić. Może to tylko moje odczucie... Sami bohaterowie także przestali mnie irytować. Afrodytę lubię jeszcze bardziej, ponieważ pokazuje swoją ludzką stronę, taką, która ma uczucia. Wydawała mi się momentami zagubiona, kiedy odkrywała nowe oblicze swojego naznaczenia przez Nyks. Także moje pozytywne odczucia powędrowały do samego Rephaima. Uwierzyłam, że może być dobry, chociaż podejrzewam, że to tylko taki zamierzony zabieg, aby później zaskoczyć czytelnika.

Reasumując, muszę stwierdzić, że książkę czytało mi sie dość przyjemnie i nie mam do niej większych zastrzeżeń. Tak naprawdę nie żałuję, że dałam szansę tej serii. Co prawda nie jest najwyższych lotów, ale potrafi urozmaicić czas, a także zaciekawić swoim pomysłem. Mogę polecić wszystkim tym, którzy poszukują lekkiej lektury, w sam raz na zbliżające się wakacje.  

KSIĄŻKA Z PÓŁKI.


Komentarze

  1. jestem już dawno po przeczytaniu tomu, który się ostatnio ukazał, tj "Przebudzonej"
    ogólnie bardzo lubię tę serię, mimo niektórych jej niedociągnięć
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aktualnie, na mojej półce czeka "Osaczona". Może sięgnę po nią w majowy weekend. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tę serię chociaż dziwna jest :DD A Spalonej jeszcze nie czytałam i muszę kupić :^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty tutaj o VII piszesz, a ja zakończyłam przygodę z tą serią na... drugim tomie chyba. Tak bardzo mnie zniesmaczyły dwie pierwsze części, że po więcej raczej nie sięgnę. Nawet jeżeli ludzie tak zachwalają. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej nie przepadam za tą serią, a mimo to czytam. Coś w niej musi być. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

1000 lat po Ziemi (2013)

USA | PRZYGODOWY/Sci-Fi | 2013 Przed obejrzeniem tej produkcji nie interesowałam się jej oceną oraz opiniami krążącymi po Internecie. Chciałam mieć wolny od interpretacji i ocen umysł. Sądzę, że wyszło mi to na dobre. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, na co nastawiać. Lubię być zaskakiwana przez twórców. Lubię, kiedy świat przedstawiony różni się od tego, w którym żyjemy. Jednak za fantastyką i filmami przygodowymi nie przepadam jakoś szczególnie, nieraz tylko robię dla nich wyjątek. Poznajcie moją opinię na temat: 1000 lat po Ziemi .

Merida Waleczna (2012)

Tytuł: Merida Waleczna / Brave Premiera: 21 czerwca 2012 (świat), 17 sierpnia 2012 (Polska) Produkcja: USA Reżyseria: Mark Andrews, Brenda Chapman Scenariusz: Brenda Chapman, Irene Mecchi, Mark Andrews, Steve Purcell Reżyser dubbingu: Wojciech Paszkowski Dialogi w polskim dubbingu: Jakub Wecsile Bohaterowie: Merida – Dominika Kluźniak I Elinor – Dorota Segda Król Fergus – Andrzej Grabowski Lord Dingwall – Mieczysław Morański Lord MacGuffin – Sylwester Maciejewski Lord Macintosh – Krzysztof Kiersznowski Młody MacGuffin – Cezary Kwieciński Młody Macintosh – Jan Bzdawka Miałam dzisiaj tę przyjemność pójścia do kina ze swoją siostrzenicą. Mamy niedaleko – musiałyśmy tylko wyjść z domu, przejść kilka kroków, przez parking i... już byłyśmy na miejscu w mniej niż minutę. W tak doborowym towarzystwie, każda produkcja wychodzi jeszcze lepiej. A teraz, na świeżo po seansie opowiem Wam o Meridzie Walecznej , która porwała moje małe serduszko. Za

ILUZJONISTA | REMIGIUSZ MRÓZ

Ostatnio pisałam na blogu o Nieodnalezionej   Remigiusza Mroza, książce, która średnio przypadła mi do gustu, choć miała swoje zalety. Z tym autorem mam tak, że jedne powieści wciągają mnie bez reszty, a drugie są nieco dla mnie przesadzone. Kiedy dowiedziałam się o premierze Iluzjonisty , byłam troszkę podekscytowana, bowiem Behawiorysta bardzo przypadł mi do gustu, więc nowych przygód Gerarda Edlinga byłam niesamowicie ciekawa. Mam wrażenie, że Mróz w swoich książkach ma dwa oblicza. W jednych pokazuje postaci niezniszczalne, gdzie jest dużo scen przemocy, a w drugich zaskakuje niesamowitymi logiką i umysłem mordercy. Przy okazji dzisiejszej, najnowszej jego książki, mamy do czynienia z tym drugim aspektem, co mnie bardzo cieszy. Gerard Edling został wykładowcą na studiach, co może zaskakiwać, gdyż siedział w więzieniu. Został jednak uniewinniony, a jego winy zostały zapomniane i cofnięte. Niestety, sprawa sprzed lat do niego wróciła i musi wrócić do niej, pomóc w śledzt