23 stycznia 2013

Życie Pi (2012/2013)

ŻYCIE PI | CHINY/USA| DRAMAT| 2012/2013

Zachęcam, tak na sam początek do przesłuchania utworu Pi's Lullaby, który wprowadzi Was w klimat filmu i zrobi wycieczkę po malowniczych Indiach. 




Pamiętam, że na samym początku swojego blogowania, bardzo często rzucała mi się w oczy książka: Życie Pi. Nie kupiłam, nie przeczytałam. Jednak, kiedy tylko mój chłopak zaproponował mi obejrzenie ekranizacji owej powieści, zgodziłam się od razu. Mieliśmy przeczucie, że będzie to świetna produkcja, sam trailer zapierał dech w piersiach.

Pierwsze sekundy i brzmienia muzyki wprowadzają w zachwyt. Dostajemy dawkę kultury Indii, malownicze przedstawienie fauny i flory oraz zmysłowości. Jeszcze w prawdzie film się nie rozpoczął, a my jesteśmy w stanie zakochać się w tych detalach, które są nam podawane. 


Historia o nastolatku, który przeżył katastrofę statku, przez co swoją łódkę dzielił z tygrysem. Realne? Na pierwszy rzut oka, nie. Ale kiedy zagłębić się bardziej w całość, dostrzegamy sens. Ojciec Pi'a prowadził zoo, jednak ze względów finansowych musieli się przeprowadzić, większość zwierząt zabrali ze sobą na ten nieszczęsny statek. Jednej nocy wszystko się zmienia, tonie statek, a jedynie nastolatek z kilkoma zwierzętami, w tym z tygrysem, ocalał. 

Pi poszukuje sensu świata. Jako dorosły mężczyzna, opowiadający swoją ogromną [niekoniecznie pozytywną] przygodę, przekonuje widza swoją osobą, że wiele już mądrości ma w sobie. I tutaj trzeba wyróżnić zarówno Irrfan'a Khan'a grającego dorosłego Pi'a oraz Suraj'a Sharma'e - tego młodszego, dryfującego po oceanie, którzy byli autentyczni w swoich rolach. Zwłaszcza nastolatek zyskał moją sympatię i wczułam się w odgrywaną przez niego postać. Pomimo tego, że w produkcji wystąpili także inni aktorzy, zostali oni przyćmieni przez dwóch Pi'ów.

Mamy tutaj gamę kolorów, efektów audiowizualnych i masę emocji. Podczas scen z tygrysem, przytulałam się do ramienia swojego chłopaka, bo ze zdenerwowania nie mogłam spokojnie patrzeć - tak się bałam o bohatera. Jak jestem sceptycznie nastawiona do 3D, tak uważam, że tego filmu nie da się po prostu inaczej obejrzeć! Naprawdę, daje on ogrom dodatkowych wrażeń, które są pięknie wkomponowane w poszczególne momenty w filmie. Nie chciałabym tutaj przytaczać żadnego fragmentu, bo to trzeba obejrzeć samemu. Z mojej strony, to tyle, a Was zachęcam do wyjścia do kina. 



11 komentarzy:

  1. Ja jakoś nie byłam przekonana aby zakupić na to bilet do kina ale skoro zachęcasz aby to obejrzeć to być może się wybiorę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film wywarł na mnie naprawdę ogromne wrażenie, więc osobiście zachęcam gorąco do obejrzenia go. ;)

      Usuń
  2. Książka jak na razie nie jest mi znana. Film zapowiada się ciekawie, więc może wybiorę się na niego do kina:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w kinie historia dostaje podwójnej mocy, ponieważ efekty wbijają w fotel. Przynajmniej tak było w moim przypadku. A książka też nie jest mi znana, ale być może będzie to mój kolejny zakup. ;)

      Usuń
  3. Na razie poluję na książkę, a kiedy uda mi się ją dorwać i przeczytać to pewnie pokuszę się o obejrzenie filmu. Mam nadzieję, że mnie również zachwyci. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście, żałuję, że nie czytałam najpierw książki. Ale wszystko przede mną i z pewnością nadrobię swoją niewiedzę.

      Usuń
  4. Bardzo chciałabym obejrzeć ten film. :) Sam tytuł jest zachęcający. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł jest bardzo ciekawy, a samo wyjaśnienie pochodzenia imienia Pi, zabawne. ;) Zachęcam do obejrzenia!

      Usuń
  5. Skutecznie zachęciłaś i do przeczytania książki i do obejrzenia filmu. Dziś miałam okazję kupna tej książki, ale odłożyłam... Teraz żałuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj! Mimo, że nie czytałam książki, to uważam, że straciłaś na tym, że jej nie kupiłaś. ;) Tak jak wspomniałam w swojej recenzji, na początku blogowania ciągle mi się rzucał ten tytuł w oczy i jeszcze był wtedy za 20 zł! A teraz już nie znajdę nigdzie takiej okazji, a szkoda. ;) A cieszę się, że zachęciłam, cieszę.

      Pozdrawiam,
      Klaudyna

      Usuń
  6. Miałam zamiar iść na ten film do kina, ale jakoś wybrałam "Nędzników" :) Za to kiedy tylko książka "Życie Pi" wpadnie w moje ręce, już jej nie wypuszczę :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*