Przejdź do głównej zawartości

OFFLINE. JAK DZIĘKI ŻYCIU BEZ PIENIĘDZY I TECHNOLOGII ODZYSKAŁEM WOLNOŚĆ I SZCZĘŚCIE | MARK BOYLE


Nie da się nie zauważyć, że technologia zawłaszcza sobie naszą codzienność, że jesteśmy od niej uzależnieni. Z jednej strony spełnia ona swoją, chyba najbardziej promowaną, funkcję, czyli zbliża do siebie ludzi, którzy mogą się ze sobą kontaktować niezależnie od miejsca zamieszkania. Z drugiej jednak strony, oddala ona ludzi od siebie. Sama nie mogę patrzeć na to, jak ludzie zamiast ze sobą rozmawiać, wpatrują się w ekrany. Albo kiedy turyści zamiast korzystać z wypoczynku i przeżywać atrakcje, oglądać je własnymi oczami, np. w oceanarium, wszystko nagrywają i oglądają przez ekran telefonu. Po co?

Technologia to jedno, ale sama elektryczność w naszym życiu zakorzeniła się w tak oczywisty i bezpardonowy sposób, że nie wyobrażam sobie przetrwania bez niej. Tak, przetrwania. Mogłabym odciąć się na kilka dni od energii, technologii, ale byłaby to forma rozrywki, wyciszenia tudzież zebrania myśli, a nie sposób na nowe życie. A jednak znalazł się człowiek, który postanowił skończyć z typową dla współczesnego świata doczesnością i zamieszkać w zbudowanym przez siebie domku, zamierzał jeść tylko to co sam dla siebie wyhoduje albo upoluje. Mark Boyle w swojej książce Offline. Jak dzięki życiu bez pieniędzy i technologii odzyskałem wolność i szczęście opisuje swój pierwszy rok takiego właśnie życia.

Decyzja o wyciągnięciu wtyczki nie była spontaniczna u autora, ona dojrzewała i kiełkowała w nim. Od wielu lat głosił już poglądy, jakoby technologia i przemysł zakłócają ludziom spokojne i szczęśliwe życie. Czy Boyle ma rację? Czy kolejny smartfon, nowy telewizor czy pójście na łatwiznę i chęć posiadania tak wielu rzeczy potrzebnych do szczęścia, mogą zakłócić nasze szczęście? Zgadzam się. Czy w związku z tym odcięłabym się od technologii oraz prądu? Nie. Jednak to nie znaczy, że nie popieram autora powyższej książki w jego decyzji, uważam, że jest ona bardzo odważna i wiele go musi kosztować. 


Offline zawiera w sobie wiele anegdot z życia Boyle’a, tego aktualnego, a także wspomnienia z dzieciństwa, dorastania czy studiów i pierwszych prac. Opisuje wszystko to, co sprawiło, że znalazł się w swoim aktualnym położeniu i przyznam szczerze, że czytało mi się całość bardzo dobrze. Na Instagramie wspominałam, że czytałam tę książkę córce do snu, czułam bowiem wielką chęć czytania jej na głos, bo w taki sposób odbierałam ją jeszcze lepiej, jakby głębiej. I możemy się z autorem w wielu rzeczach nie zgadzać, albo ja mogę jego decyzje uznawać za zbyt odważne, albo nawet przesadzone w swym radykalizmie, to i tak mam do niego szacunek, bo on to zrobił, odciął się i chyba jest mu z tym dobrze.

Podczas lektury żałowałam, że na polskim rynku nie pojawiła się jego poprzednia książka, w której pisze o tym, że przez dwa lata żył bez obrotu pieniędzy. Jestem jej bardzo ciekawa, bo wielokrotnie w Offline o niej wspomina, również pisze po prostu o tym okresie w jego życiu. Sam tytuł powyższej książki jest nieco mylący, gdyż w obecnym życiu autor używa pieniędzy, nawet zarabia, jednak są to znacznie mniejsze kwoty niż przed laty.

Czy naprawdę potrzebujemy tyle rzeczy ile myślimy, że potrzebujemy? Boyle przekona Cię, że tak nie jest, można mieć mniej i być szczęśliwym. I o to właśnie mu chodziło porzucając dotychczasowy, w naszych czasach standardowy tryb życia, gdzie pieniądz rządzi człowiekiem, a ludzie marzą tylko o sukcesie i posiadaniu większej ilości rzeczy materialnych. Offline można natomiast potraktować jako pewnego rodzaju poradnik, aby zmotywować się do rozpoczęcia swojej drogi do prawdziwego szczęścia, aby ograniczyć dobra powszechne i skupić się na sobie i swoich prawdziwych potrzebach. To nie jest książka o medytacji, szukaniu swojej drogi ani o tym, że moja wizja świata jest lepsza. To książka o prawdziwym życiu. A ja Wam ją polecam, może Was też pozytywnie zaskoczy tak jak i mnie zaskoczyła?
 

Komentarze

  1. Dla mnie to niewyobrażalne, że tak się da. Zgadzam się z tezami autora, o których wspominasz i sama staram się ograniczać ilość technologii, którą się otaczam, ale decyzja, którą podjął autor... Podziwiam! Nie potrafiłabym tak całkowicie odciąć się od technologii. Jest mi w dużej mierze niezbędna, także w życiu zawodowym. Ciekawa jestem ogromnie jak autor radzi sobie bez niej. Nie słyszałam o tej książce wcześniej, ale zapisuję sobie tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie tak książka jest tak skrajnie pretenskonalna, że aż zęby mi zgrzytają!A przeczytalam dopiero kilkanaście stron. Autor sie produkuje jakie to okropne,ze niektóre plemiona straciły zdolność produkowania swoich ubrań, bo noszą ubrania masowej produkcji :O. No straszne faktycznie, ze ludzkość sie rozwija. Setki milionown ludzi chętnie by się z nami zamieniły na te "okropne " cywilizacyjne udogodnienia. Oczywiście każdy ma prawo zyc jak chce, ale zachwycać się tym, ze uprzywilejowany koles wymyśla sobie nowy sposób na życie, I dorabia do tego swoja ideologię...No Nie kupuje tego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

TWOJA ANATOMIA. KOMPLETNY (I KOMPLETNIE OBRZYDLIWY) PRZEWODNIK PO LUDZKIM CIELE | ADAM KAY

Mam nadzieję, że mamy już wyjaśnioną bardzo ważną kwestię odnośnie mojej osoby - mam totalną i nieuleczalną sklerozę. W 2021 roku przeczytałam książkę Adama Kay'a Twoja anatomia . Umieściłam ją nawet w rankingu najlepszych książek ubiegłego roku, ale jakoś umknęło mi to, aby o niej troszkę napisać zarówno tutaj jak i na blogu. Twoja anatomia. Kompletny (i kompletnie obrzydliwy) przewodnik po ludzkim ciele , to książka kierowana do młodzieży, jednak sama bardzo wiele ciekawych informacji związanych z naszym organizmem odnotowałam. Jest to pozycja napisana z charakterystyczną dozą humoru Kay'a, a ja owy humor bardzo lubię. Autor w ciekawy i zabawny sposób opisuje działanie poszczególnych narządów w ciele człowieka i rzuca wieloma ciekawostkami z nimi związanymi. Podczas lektury żałowałam troszkę, że sama w czasie nauki biologii w klasach gimnazjalnych czy licealnych nie miałam dostępu do tego typu pozycji. Jak dla mnie jest to super książka do przyswajania wiedzy, bowiem opróc

SCENY EROTYCZNE W KSIĄŻKACH – CZY SĄ ONE W OGÓLE KONIECZNE?

Co? Po co w ogóle taki temat? Nie jestem znawczynią romansideł. Nie jest to nawet mój ulubiony gatunek literacki. Ale wiecie co, wypowiem się. Nie znam się, ale się wypowiem . Bo mogę. Nie da się ukryć, że od kilku lat na rynku wydawniczym pojawił się cały ogrom romansideł, a dokładniej nawet – literatury erotycznej. Kilka z nich przeczytałam i nie mogę zaprzeczyć, że potrafią one zaangażować czytelniczkę i wciągnąć w swój świat. Jednak nie o tym, czy taki typ literatury jest nam potrzebny chciałabym dzisiaj pisać. Podczas czytania książki Falling fast , a wcześniej Jednak mnie kochaj i Tylko bądź przy mnie zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak bardzo przez kilka lat zmienił się sposób opisywania scen erotycznych w książkach, w romansach, w literaturze, która chce nosić miano pięknej. Od kiedy zaczęły pojawiać się erotyki, autorzy (głównie autorki jak mniemam) zaczęli kombinować w swoich małych dziełach z opisami scen zbliżeń między bohaterami. Jest ich za dużo, albo są za obszer

STANY OSTRE. JAK PSYCHIATRZY LECZĄ NASZE DZIECI | MARTA SZAREJKO

  O Stanach ostrych Marty Szarejko wspominałam przy okazji podsumowania roku 2021, jednak dopiero teraz, w kwietniu, postanawiam na temat tego tytułu nieco Wam napisać. Super, jestem z siebie bardzo dumna… Szarejko na początku nie chciała pisać o psychiatrii dziecięcej, dlatego, że w żaden sposób temat jej nie dotyczył. Okazało się jednak, że to, co uważała za minus, okazało się ogromnym plusem jej położenia, bowiem nie podchodziła do tematu tak samo emocjonalnie jak podchodziłaby matka. Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci to książka o poziomie szpitali psychiatrycznych w Polsce, o ich nierentowności i niewydajności. Jest źle, to jakże podnoszące na duchu przesłanie można wynieść z lektury. Autorka rozmawia z pracownikami i dyrektorami placówek w różnych częściach kraju, dowiaduje się wielu ciekawych, chociaż dołujących rzeczy, a tą wiedzą dzieli się z czytelnikami. Na pewno mnie przeraża to, że w szpitalach nie ma miejsc, że dzieci śpią na dostawkach do dostawek, pokątn