Przejdź do głównej zawartości

SMĘTARZ DLA ZWIERZAKÓW (1989)


Ostatnio, po wielu latach zwlekania, sięgnęłam po książkę Stephena Kinga Smętarz dla zwierzaków, z której treścią bardzo się polubiłam. Byłam jednocześnie zmotywowana tym, aby tuż po lekturze zobaczyć jej kinową wersję, która miała swoją premierę w maju tego roku. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, iż trzydzieści lat temu owy Smętarz został już zekranizowany, a samym scenariuszem zajął się autor powieści. Nie miałam wyjścia, jeszcze tego samego dnia odbył się seans.

Krótko o fabule.
Rodzina Creedów, Rachel, Louis, Ellie i Gage przeprowadzają się do wiejskiego miasteczka, Ludlow. Mają nadzieję, że czeka ich tam cisza i spokój, ochłoną od wielkiego miasta, a przede wszystkim – zwolnią tempo. Zaczyna się sielankowo, rodzina kocha swój nowy dom. Poznają sąsiada, Juda, z którym się zaprzyjaźniają, a który pokazuje im smętarz dla zwierzaków, w którym, jak sama nazwa wskazuje, dzieciaki z okolicy chowają swoich pupili. Jest to pierwsze spotkanie ze śmiercią małej Ellie, które zdaje się dla niej traumatyczne, bo od razu ma przed oczami, że jej kota może spotkać ten sam los, co te wszystkie inne zwierzęta. Dziewczynka nie myliła się wcale.


Ogląda się dziwnie, jakby skrótowo. Z ekranizacjami jest zawsze ten problem, że nie da się wszystkiego umieścić, czas jest bowiem ograniczony, i wiele wątków zostaje albo pominiętych albo zmienionych. Może ze względu na to, iż scenariuszem zajął się King, dużo rzeczy zostało w tej wersji filmu zostawionych, w miarę wiernie odzwierciedlonych. Zabrakło mi jednak klimatu, nie umiałam w ogóle skupić się na filmie, wydarzenia szybko przelatywały i miałam wrażenie, że nadążam za nimi tylko i wyłącznie za sprawą znania już treści. Szkoda, że widz nie ma takiego wejścia do głowy Louisa, bo w książce działo się w niej bardzo dużo, a w związku z tym, że film tych wewnętrznych konfliktów nie oddaje, to całość wydaje się jakby... płytka.
Smętarz dla zwierzaków z 1989 jest typowym kinem z lat 80. XX wieku, z tymi specyficznymi klimatem i efektami specjalnymi. Takie lata, taki styl, po prostu, jednak na to nie ma co narzekać. Nie czułam niestety napięcia podczas oglądania, jakby mimo wszystko, czegoś całej produkcji zabrakło.

Niemniej jednak, nie oceniam źle tego filmu, jest całkiem dobry, choć nie oddaje atmosfery panującej w książce. Wydaje mi się, że powieści Kinga są trudne do zekranizowania, filmy nie oddają istoty, klimatu, dramatyzmu – nawet w takim przypadku jak ten, kiedy autor nad wszystkim panuje. 


Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

CZEREŚNIE ZAWSZE MUSZĄ BYĆ DWIE | MAGDALENA WITKIEWICZ

Ostatnimi czasy mam dużą ochotę na czytanie książek Magdaleny Witkiewicz, bowiem wiele osób je poleca. Ja również należę do tej grupy, bo pierwsze dwie jej książki, które czytałam (Opowieść niewiernej oraz Pierwsza na liście) bardzo przypadły mi do gustu, jednak później miałam przestój z czytaniem czegoś tejże autorki, a jak do niej wróciłam, był to słaby powrót. Ale! Całe szczęście na mojej drodze stanęły audiobooki Uwierzw Mikołaja, a następnie Czereśnie zawsze muszą być dwie, które to odbudowały mi twórczość pani Witkiewicz. O tym ostatnim tytule dzisiaj krótko opowiem.
Główną bohaterkę, Zofię Krasnopolską, czytelnik poznaje w momencie, kiedy ta uczęszcza do podstawówki, a dokładnie w dniu, kiedy jest na pierwszych w swoim życiu wagarach. Zachowanie tej wzorowej uczennicy nie może przejść bez echa, zatem dziewczyna musi zaopiekować się panią Stefanią, która jest przyjaciółką szkoły. Jak się okazało, Zosi opłaciło się wybrać na wagary, bowiem dzięki karze zyskała piękne przyjaźń …

DOM NA KURZYCH ŁAPACH | SOPHIE ANDERSON

Książki dla dzieci i młodzieży dotychczas nie były często przeze mnie czytane, jednak od niedawna coraz bardziej na nie zwracam uwagę. Oczywiście jest to związane z tym, że zostałam mamą i poniekąd robię małą selekcję tego, jakie tytuły są wartościowe i godne polecenia młodym czytelnikom. Jedną z takich ciekawych książek może być właśnie Dom na kurzych łapach Sophie Anderson.
Jest to taka historia, którą czyta się wyśmienicie, bo świat wykreowany jest zwyczajnie ciekawy nawet dla starszego odbiorcy. No cóż, mamy tutaj legendę o Jagach, którzy to (mogą to też być panowie) pomagają duszom przejść na drugą stronę przez Bramę. Mieszkają oni w ożywionych domach, które mogą się przemieszczać i robią to chętnie. Główną bohaterką powyższej powieści jest dwunastoletnia Marinka mieszkająca ze swoją babcią. Dziewczynka wie, że jej przeznaczeniem jest być kolejną Babą, jednak ona tego nie chce. Chce podróżować, zobaczyć świat, mieć przyjaciół, zamiast siedzieć z dala od żywych ludzi i spotykać …

TO NIE JEST TWOJE DZIECKO | MAŁGORZATA FALKOWSKA

Dałam drugą szansę Małgorzacie Falkowskiej. Chciałam spróbować, czy jej styl pisania jest dla mnie, bo po Spełniaczach miałam raczej negatywne odczucia. Sięgnęłam zatem po To nie jest twoje dziecko, bo książka zapowiadała się naprawdę dobrze. Liczyłam na emocje i pozytywne wrażenia z lektury. No cóż...
To nie jest tak, że skreśliłam od razu autorkę, że podeszłam negatywnie do kolejnego tytułu spod jej pióra. Wręcz przeciwnie! Byłam nastawiona bardzo pozytywnie. Sama fabuła wydawała się interesująca, początek – pomimo małych zgrzytów, których postanowiłam się nie czepiać! - był naprawdę ciekawy i dobry. Jednak wyglądało to tak, że do pewnego momentu książka To nie jest twoje dziecko mnie wciągała, aż tu nagle BUM! Dosłownie miałam wrażenie, że czytam nie tę książkę, nie tę historię, że ktoś od nowa stworzył bohaterów i ich charakterystykę. Bo jedna z bohaterek zmieniła się o 180 stopni, tak w momencie. Na początku była przyjazna, zdecydowana i konkretna, aż tu nagle zrzuciła maskę prz…