Przejdź do głównej zawartości

Luty 2018 w pigułce




Cześć!

Luty dał nam popalić swoimi minusowymi temperaturami, w końcu odczuliśmy co to prawie prawdziwa zima. Prawie prawdziwa, bo zima bez śniegu prawdziwa nie jest. ;) Aktualny weekend daje nadzieję, że koniec zimy jest rychły, co mnie bardzo cieszy. Mam teraz tylko nadzieję, że stan cudownie wiosenny z nami pozostanie na długi czas, bo go uwielbiam. Aż chce się żyć i zmieniać świat na lepsze! Jeżeli kwestie pogodowe mamy już za sobą, przechodzę do konkretów i mojego lutego w pigułce ;)

Chwilę się zastanawiałam, czy tworzyć post z tym podsumowaniem, bowiem nie mam za dużo Wam do napisania. Najkrótszy miesiąc uciekł mi przez palce, sporo pracowałam, przeczytałam cztery i pół książki. Byliśmy w kinie i herbaciarni z mężem, bo trzeba celebrować swoje rocznice, a ta była już siódma ;)

Zdecydowanie wypad do herbaciarni, to było najważniejsze wydarzenie miesiąca, lekko nieprzyjemne, bo blisko nas siedziały rozwydrzone nastolatki, które były głośno i chwilami cichły tylko po to, aby posłuchać tego, o czym rozmawiamy z mężem. "Cicho, cicho, w co oni grają?", "Cicho, cicho, co oni mówią?" I to nie jest tak, że nasz introwertyzm się dał nam we znaki, tylko było tak naprawdę. Niemniej jednak, odkryliśmy przepyszną herbatę, która zasmakowała nam do tego stopnia, że musieliśmy ją kupić ;) 
A jeżeli jesteście ciekawi w co my graliśmy, to graliśmy w chińczyka, a później w statki. Zawsze jak wychodzimy z domu mam ze sobą zeszyt, długopisy, no i książki. Gra w statki to nasza gra od początku związku i gramy w nią w różnych miejscach ;) A czytać też lubimy w kawiarniach. ;)

Kino, ach kino, zdarza nam się pójść. Mamy nieraz kilkumiesięczne przerwy, aby później na seansach bywać kilka razy w tygodniu. W tym roku byliśmy dopiero drugi raz, o ile pierwszy wypad, na Gotowi na wszystko. Exterminator, był naprawdę udany, o tyle Oscarowy Kształt wody, nie przypadł mi do gustu. Chyba ta baśń dla dorosłych to nie moje klimaty. O filmie pisałam Wam na blogu, zatem zapraszam do zapoznania się z moją pełną opinią ;)


Jak już jesteśmy w temacie filmowym, to muszę wspomnień o serialu Czarne lustro. Jest to dość specyficzna produkcja, która zakrzywia naszą przyszłość, i to, do czego dąży społeczeństwo. Niby każdy odcinek opowiada o czymś innym, niby każdy jest w innej rzeczywistości, to poszczególne elementy, jakieś drobiazgi się powtarzają i całość jest spójna. Można się wkurzać podczas seansów, można się zachwycać realizacją. a przede wszystkim, można się potwornie wciągnąć. ;)


Nie sądzę, aby był to serial dla każdego. Niektórych może nudzić a nawet irytować. Niektóre odcinki nie były dla mnie, jeden przewinęliśmy, jeden obejrzał tylko mój mąż, bo mnie nie ciekawił. Wszystkich sezonów jeszcze nie obejrzeliśmy, ale to kwestia czasu, bo na ten serial trzeba mieć odpowiedni nastrój. ;) Jak nie oglądaliście, to zachęcam do sprawdzenia go, tylko ostrzegam, że pierwszy odcinek pierwszego sezonu jest mocny. 

Jeżeli chodzi o książki, to w lutym przeczytałam kilka ciekawych. Tak, był to dobry czytelniczo miesiąc. Oczywiście chciałabym przeczytać więcej, ale nie dało się więcej, jednak na jakość lektur nie narzekam. 



Anatomia Skandalu, to była bardzo dobra książka, przemyślana i budująca napięcie. Czytało się ekspresowo i przyjemnie, lubię historie z głęboko schowanymi tajemnicami, takimi, które mogą pogrążyć ważnych ludzi w kraju. O Anatomii Skandalu pisałam na blogu, także zapraszam do postu ;)
W lutym przeczytałam jeszcze jedną ważną książkę, a mianowicie Dziewięć rozmów o aborcji, która była dla mnie trudna, a jednocześnie bardzo ciekawa, bardzo potrzebna, bardzo bolesna. Myślę, że jest to tytuł dla wszystkich, aby wyrobili sobie opinię o aborcji, o potrzebie jej legalizacji. Moją opinię o książce przeczytacie tutaj


Rzadko kiedy hity radiowe są i moimi hitami. Mam wrażenie, że jeżeli chodzi o muzykę, to w ogóle się nie rozwijam i stoję w miejscu, trzymając się kurczowo swoich ulubionych piosenek. W lutym w ucho wpadł nam nowy singiel Cleo, a mianowicie Łowcy Gwiazd. Jeżeli nie znacie, to koniecznie posłuchajcie! Zdecydowanie jest to piosenka, która wpada w ucho i pozostaje w głowie na długie godziny. Trzeba zwrócić uwagę na tekst, który jest głęboki i... zdecydowanie edukujący, bo dowiadujemy się, że w dzień nie ma gwiazd, one nocą są. ;)
Żartuję. Piosenka jest słaba i trochę głupawa, ale faktycznie wpada w ucho i pozostaje ze słuchaczem na długie godziny. Często ją śpiewamy w domu, ale wiecie... nie na serio. Jeżeli uraziłam fanów Cleo, przepraszam, ale każdy może mieć swoje zdanie ;)


Mój wpis skończę ulubionym zdjęciem miesiąca. W styczniu publikowałam w tej kategorii zdjęcie kota. Obiecywałam sobie wtedy, że w lutym będzie to zdjęcie ciekawsze, bardziej ambitne, jednak jakoś za dużo zdjęć w ubiegłym miesiącu nie zrobiłam, więc teraz również Wam pokażę swojego kotka. Jak tylko uchwyciłam ten moment, wiedziałam, że będzie to fotografia, która zostanie ze mną na długo. ;)



Lucynka bardzo lubi pozować do zdjęć i aparat ją zdecydowanie interesuje ;) Podejrzewam, że to zdjęcie trafi do ramki i zawiśnie na ścianie w przedpokoju, taka jest moja wizja. ;)

Obiecuję sobie, że ulubione zdjęcie marca nie będzie związane z kotem ;) Postaram się wyjść na jakąś sesyjkę po mieście. Mam już jedną po osiedlu za sobą, ale nie było nic ciekawego do fotografowania, naprawdę! Muszę zapuścić się gdzieś dalej, mam nadzieję że pogoda mi na to pozwoli! Przy okazji poznam lepiej dzielnicę Gliwic, w której mieszkam od połowy grudnia, a za bardzo nie ruszam się poza znajomy obręb. Przystanek-blok-Biedronka, to mój trójkąt bermudzki ;) 

Mamy za sobą dziesięć dni marca, a już troszkę się w nim podziało, mam już serial, o którym Wam muszę opowiedzieć, ważne wydarzenie, no i lekko słabą książkę...

A jak Wam minął luty? ;) 

Jeżeli jesteście ciekawi mojego podsumowania stycznia, to odsyłam Was do tego wpisu ;)

Komentarze

  1. Jako słodki ten kociak :) Luty udany i choć mroził lepsze to było niż ta chlapa teraz :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No słodki kociak, dziękuję :) Oczywiście też wolę mróz od chlapy, jednak ubiegły weekend, przynajmniej w moich okolicach, był piękny :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

ZŁODZIEJASZKI | KATHERINE RUNDELL

Niedawno pisałam na blogu o książce Wilczerka Katherine Rundell, która bardzo przypadła mi do gustu i plasuje się wysoko na liście najlepszych (przeczytanych przeze mnie) książek 2020 roku. Dzisiaj natomiast przybywam do Was z krótką opinią na temat Złodziejaszków tej samej autorki. Tym samym mam za sobą wszystkie pozycje Rundell wydane nakładem Wydawnictwa Poradnia K. Czy to znaczy, że mogę się czuć jak ekspert od książek tejże pisarki? Absolutnie nie. Mam jednak mały pogląd na to, co kobieta już napisała i jakie postaci wykreowała.

A było tego niemało. Każda jej powieść jest barwna i wielowątkowa. Postaci nie są płaskie, nie mają też łatwego życia, borykają się niejednokrotnie z niemałymi problemami pomimo młodego wieku. Zawsze są to młode nastolatki i młodzi nastolatkowie, którzy nie boją się wyzwań i odwagi mają zdecydowanie więcej od niejednego dorosłego. Zawsze są to takie osoby, które mają pomieszane losy rodzinne i muszą liczyć na siebie. A dopiero w trakcie przygód znajdują p…

ZDARZYŁO SIĘ WCZORAJ | MAURA ELLEN STOKES

Po literaturę młodzieżową sięgam stosunkowo rzadko, bo nie zawsze umiem się w niej odnaleźć zarówno jeśli chodzi o historię czy prowadzoną narrację. Zatem jej tematyka musi mnie w jakiś sposób zainteresować. I tak właśnie było w przypadku książki Maury Ellen Stokes Zdarzyło się wczoraj, która mnie zaciekawiła pomysłem autorki.

A pomysł do łatwych nie należy, bo odnosi się do śmierci i żałoby. I może jest to oklepany temat, który pojawia się często w literaturze jako główny wątek, jednak w książkach dla młodzieży może zostać różnie przedstawiony. Może okazać się sukcesem ale też i małą klapą. Tutaj klapy nie zaobserwowałam, bo podoba mi się to, co zbudowała Stokes w swojej powieści.
Pomimo tego, że bliżej mi już trzydziestki (o mój Boże!) niż lat nastu, czytając Zdarzyło się wczoraj, nie miałam poczucia, że klimat mi nie odpowiada, albo że jestem nie na miejscu, bo to już nie jest książka dla mnie, że powinnam czytać już tylko książki dla kobiet. Oczywiste jest to, że otoczenie główne…

UNORTHODOX (2020)

Po naszej rewelacyjnej, choć nie łatwej przygodzie z serialem Niemożliwe, skusiliśmy się z mężem na obejrzenie Unorthodox, o którym jest dość głośno ostatnio. Tym razem serial ma cztery odcinki, więc można całość zobaczyć w jeden – dwa wieczory.

Nie było łatwo, powiem szczerze. A jest to związane z tematyką, jaką podejmuje produkcja. Jednak postanowiliśmy z mężem przebrnąć przez serial, bowiem uznaliśmy, że dla prawdy warto się czasem lekko pomęczyć. Tak, serial Unorthodox jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami opisanymi w książce Deborah Feldman o tym samym tytule. Jak się po czasie okazało, słowo inspiracja jest dość kluczowe, co zdecydowanie może być ogromnym minusem całości.

Główna bohaterka Estera ucieka z Nowego Jorku od swojego męża, od społeczności ortodoksyjnych Żydów, w której żyje. Trafia do Berlina, gdzie spotyka otwartych ludzi ze szkoły muzycznej i dostaje od nich całe mnóstwo pomocy. Serial charakteryzuje się masą zbiegów okoliczności, bo nie da się ukryć, główna b…