31 grudnia 2011

Stosik grudniowy - numer dwanaście.

Witam Was bardzo serdecznie jeszcze w 2011 roku. ;)

Mój rok nie kończy się tak pomyślnie, jakbym chciała. Jest to związane z tym, że nagrałam dla Was filmik podsumowujący stosik, który nagromadziłam przez ten miesiąc. Ale nie wiem co się dzieje z moim komputerem, bo filmik nie chce się zgrać. Hm... no trudno. Nie zobaczycie mnie. ;) 

Stosik grudniowy nie jest bardzo duży. Jednak każda książka jest dla mnie ważna w pewien sposób. :) 



Eve Ensler - Dobre ciało. Otrzymałam od Księgarni Matras oraz Wydawmictwa WAB. Bardzo dziękuję.;) Na blogu znajduje się już recenzja tej książki. Możecie ja przeczytać TUTAJ. 







P.C. Cast, Kristin Cast - Spalona. - Prezent gwiazdkowy. Moja siostra co jakaś okazja kupuje mi kolejną część tej serii. Hm... Cykl Dom Nocy nie jest moim ulubionym cyklem wampirycznym. Znowu się powtórzę i powiem, że pomysł na tę serie był naprawdę dobry, ale już gorzej z wykonaniem. Główna bohaterka jest infantylna, wkurzająca i jak dla mnie, zbyt dziecinna. Ale jednocześnie, mimo wielu niedociągnięć i przeszkadzajek, można się dobrze bawić przy tych książkach. ;) 





Jodi Picoult - Linia życia. - Drugi prezent gwiazdkowy. Muszę tutaj zaznaczyć, że w tym roku, broniłam się przed dostaniem  książki na gwiazdkę. Chciałam coś innego. Szukałam kalendarza książkowego. Jednak, mimo wielu propozycji, nie znalazłam takiego, który by mi odpowiadał. Dlatego też, przed samą gwiazdką zdecydowałam się na tę powieść, z czego oczywiście się cieszę. Jodi Picoult jest moją ulubioną autorką książek, którą odkryłam całkowicie przypadkiem, ale od tego czasu jestem jej wierna. 




Andrew Nicoll - Dobry człowiek. - Trzeci prezent gwiazdkowy. Tę powieść otrzymałam od mojego chłopaka, który zerwał naszą obietnicę. Przed gwiazdką, kupiliśmy sobie wspólny prezent i nie mieliśmy dawać sobie już niczego osobno. Ja się bardzo trzymałam w tym postanowieniu, ale mój chłopak jak widać, nie. Trafił z tą książką, ponieważ od dawna już o niej myślałam i planowałam kupno. Dziękuję. ;*






Zbigniew Machowski - Chciwość jest dobra. - Otrzymałam w ostatniej chwili, bo już 30.12. ;) Dziękuję bardzo Wydawnictwu Nowy Świat. 







I to w sumie tyle, jeżeli chodzi o stosik grudniowy. Nie jest tego wiele, ale za każdą książkę bardzo dziękuję! Dziękuję bardzo Księgarni Matras oraz Wydawnictwu Nowy Świat za współpracę i za zaufanie. ;) 


Jestem teraz w trakcie książki "Africanus. Syn konsula". Ciągle coś mnie rozprasza i nie mogę jej dokończyć. Ale zrobię to jeszcze dzisiaj. Jestem naprawdę po tyłach w czytaniu. Będę musiała to nadrobić w przyszłym roku. Ale o planach czytelniczych opowiem Wam przy innej okazji. ;) 

A teraz, życzę Wam udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku! 



Pozdrawiam, Klaudyna.

28 grudnia 2011

Morderstwo niedoskonałe - Agnieszka Krawczyk


Kiedy zbrodnia jest doskonała, a książka idealna? Jak tylko osoba naprawdę ginie i jest prowadzone śledztwo z przystojnym policjantem/detektywem i gdy głównym bohaterom grozi wielkie niebezpieczeństwo, a odbiorcę podczas czytania targają nerwy, bo akcja jest zbyt napięta? Można by było tak to definiować. Jednak Agnieszka Krawczyk w swoim dziele: "Morderstwo niedoskonałe" ukazała temat z nieco innej perspektywy. Pokazała coś zupełnie nowego, zachęca czytelnika do wstąpienia w wykreowany przez nią świat. Ja się skusiłam...

Agnieszka Krawczyk jest autorką powieści takich jak: "Napisz na priv" i "Magiczne miejsce". Jest dwukrotną laureatką konkursu na opowiadanie kryminalne oraz laureatką konkursu na felieton literacki. Mieszka i pracuje w Krakowie. Pisze wyłącznie zabawne książki, które mają przynieść czytelnikowi uśmiech i chwilę odpoczynku. * Czytając ten opis, w pełni zgadzam się z jego treścią. "Morderstwo niedoskonałe" dało mi wiele chwil do śmiechu i rozluźnienia. Podczas lektury tejże książki, bawiłam się doskonale, gdyż autorka stworzyła bardzo ciekawy świat, który w pewien sposób jest rzeczywistą realią Polską.

Rzecz dzieje się w małym wydawnictwie w Krakowie, gdzie pracuje między innymi czwórka znajomych: Mareczek, Adela, Mizera i Marta. Wszystko zaczyna się w dzień wypłaty, kiedy Adela, redaktor naczelna oraz Mareczek, zastępca redaktor naczelnej, są proszeni do gabinetu swojego prezesa. Dowiadują się tam o planowanym wydaniu książki, której autorem jest niejaki Zenon Kusibab. To wielkie dzieło trafiło do redakcji już jakiś czas wcześniej, jednak tutaj pojawia się niemały problem. Prezes domaga się szybkiego wydania tej fantastyki, ale maszynopis zniknął – a tak naprawdę został przed kilkoma miesiącami zniszczony, gdyż według pracowników, nie nadawał się do niczego. Adela zwinnie odzyskała owy bestseller, ale nie było jego środka, zatem czwórka przyjaciół postanowiła napisać powieść od nowa. Losy bohaterów toczyłyby się spokojnym torem, ale to nie było im pisane. Dostali kolejne zadanie – odnaleźć autora. A cóż tu dużo mówić, Zenon Kusibab zniknął, nie można go było nigdzie znaleźć. Czy redaktorzy odnajdą pisarza i wydadzą jego - nieco poprawione – dzieło? I jakie przeszkody czekają na drodze bohaterów? Tego wszystkiego można się dowiedzieć tylko po przeczytaniu książki "Morderstwo niedoskonałe".

Podobały mi się ciekawie wykreowane postaci. Praktycznie każda z nich była jakimś indywiduum, którą wyróżniały inne cechy. Adela była pełną temperamentu kobietą, która tak naprawdę dowodziła resztą swoich znajomych. Następnie Mareczek – nieporadny człowiek, dający sobie wchodzić na głowę. Ale kiedy chciał, potrafił być pewny siebie i swoich racji. Mizera – facet bez imienia, jak wynikało z książki, to przezwisko, bardzo do niego pasowało. Był chudy i mizerny, niezorganizowany, żyjący całkowicie w swoim świecie. Na koniec – Marta – osoba spokojna, poukładana i tak naprawdę najnormalniejsza z nich wszystkich. Jednak szkoda mi było tego, że właśnie ona została najmniej ukazana w powieści. Zawsze była gdzieś obok, ale nigdy w centrum wydarzeń.

Agnieszka Krawczyk posługuje się lekkim piórem, które czyta się z ogromną chęcią. Styl nie wydawał się być męczący, a dialogi sztuczne. Można było odnieść wrażenie, że opisane w "Morderstwie niedoskonałym" losy bohaterów, wydarzyły się gdzieś obok. Dla mnie wszystko to wydawało się jeszcze bardziej realne, gdyż mieszkam blisko Bielska, gdzie żekomo mieszkał Zenon Kusibab, a także niedaleko mam do Krakowa. A właśnie w tych dwóch miejsowościach była prowadzona akcja książki.
Czy polecam książkę "Morderstwo niedoskonałe"? Jak najbardziej! Wszyscy fani dobrej zabawy, niebanalnych wydarzeń, a także ciekawych postaci, muszą przeczytać dzieło Agnieszki Krawczyk. Tutaj nie ma czasu na nudę i kręcenie nosem, ale jedynie na miłe chwile spędzone z tąże lekturą.


* Opis z okładki książki: "Morderstwo niedoskonałe"


Za książkę dziękuję: 

24 grudnia 2011

Wesołych Świąt.

Witam Was Kochani ;) 

I nastał ten wyczekiwany dzień. Święta, to czas radości, miłości. A najważniejsze jest to, aby te dni spędzić w gronie rodzinnym. ;)

Zdjęcie zrobione przeze mnie. Chyba można się domyślić. Jak byłam chyba w podstawówce, to dostałam właśnie tę bombkę i mam do niej wielki sentyment. ;) Mam jeszcze jedną specjalną bombkę, którą sama robiłam, ale przez miliard prezentów pod choinką, nie mogłam się do niej dostać.

U mnie, święta są obchodzone bardzo rodzinnie. Codziennie odwiedzamy siebie. Dajemy także prezenty. Zrobiłam dzisiaj zdjęcie naszej choinki i szczerze się przestraszyłam ilością prezentów pod nią. Jest ich mnóstwo! 

Nie jestem dobra w składaniu życzeń. Zawsze jest jedna regułka, którą się mówi wszystkim. Chyba nie jestem zbyt kreatywna. ;)

Wam, moi mili, życzę uśmiechu na twarzy, a także spełnienia marzeń. Z racji tego, że mnie choroba w te święta rozłożyła, życzę Wam ZDROWIA i wszelakiej pomyślności. Prezenty w święta nie są najważniejsze, jednak są miłe, dlatego życzę Wam udanych prezentów, może nawet i książkowych? 

Hm... to tyle z mojej strony. Może już po Świętach pojawi się kolejna recenzja.  Smacznej Kolacji Wigilijnej i Wesołych Świąt.! ;);)

Pozdrawiam, Klaudyna.

21 grudnia 2011

Dobre ciało - Eve Ensler


Eve Ensler mieszka w Nowym Jorku. Jest uznaną na całym świecie poetką i dramatopisarką. Jest autorką takich sztuk, jak: Lemonade, Necessary Targets, Ladies. Rozgłos przyniosły jej przetłumaczone na 35 języków Monologi waginy, za które w 1997 roku została nagrodzona prestiżową Obie Award. Jest inicjatorką V-Day, międzynarodowego ruchu przeciwko przemocy wobec kobiet i dzieci. *

Jak wiele pań codziennie staje przed lustrem i myśli o swoim tłuszczyku gromadzącym się na brzuchu, udach czy pupie? Pewnie każda miałaby coś do zarzucenia swojemu ciału. Ale skąd się bierze to, że płeć piękna jest tak krytycznie nastawiona do własnego wyglądu? Czy to brak pewności siebie, własnej wartości, a może idealizowanie innych, bo tamta jest po prostu chudsza? Dlaczego wymogiem „piękna” jest „idealna” szczupła sylwetka? Eve Ensler w swojej książce pt.: „Dobre ciało” przytacza historie kobiet z niemal całego świata. Dzięki nim, można zauważyć, że każda przedstawicielka płci pięknej, niezależnie od koloru skóry, pochodzenia i miejsca zamieszkania, dąży do tego samego – do perfekcyjnego wyglądu.

Radość przynosi dążenie do ideału. Jeśli jesteś idealna, jesteś martwa.”

Często się zastanawiam, dlaczego kobiety tak bardzo boją się dodatkowych kilogramów. Ale chyba każda z nas ma to zakodowane. Po prostu – takie już jesteśmy. I nie wierzymy swoim mężczyznom czy innym dookoła, że dobrze wyglądamy, wiecznie coś nam w sobie nie pasuje. Czego spodziewałam się po tej książce? Na pewno opowieści o kobietach, które tak jak ja i dziewczyny z mojego otoczenia, mają kompleksy oraz z chęcią zmieniłyby coś w swoim wyglądzie. I tak naprawdę dostałam to, na co czekałam. Autorka pokazuje, że panie z różnych stref geograficznych mają takie samo pojęcie o pięknie. U jednych bardziej pożądane są rubensowskie kształty, u drugich raczej dąży się do figury modelki.

Eve Ensler przeprowadziła wiele rozmów, które w większy, bądź mniejszy sposób mi się spodobały i dotarły do mnie. Jednak jedna historia w szczególności zwróciła moją uwagę. Siedemdziesięcioczteroletnia Leah przez cały czas powtarzała, że kocha swoje ciało. Masajka tłumaczyła autorce, że należy być dumnym ze swojego wyglądu, że nie należy porównywać siebie do drugiej osoby. Każdy jest bowiem inny.

Wszyscy jesteśmy jak drzewa. Ty jesteś drzewem. Ja nim jestem. Musisz pokochać swoje ciało, Eve. Musisz pokochać swoje drzewo. Kochaj je.”

Z pewnością, każdy – a raczej każda – podczas czytania tej króciutkiej, bo zaledwie stu stronicowej książeczki, zwróci uwagę na inną opowieść, na inne podejście do własnego ciała. Eve Ensler pisze dość specyficznie, przy czym nieraz robi trochę zamieszania, przez co miałam mały problem i musiałam po kolei układać sobie i analizować wszystko to, co zostało zawarte w kolejnych rozdziałach. Ale jednocześnie każdą poszczególną historię ubiera w piękne słowa i ciekawi swoich odbiorców. Już sam wstęp zrobił na mnie wrażenie. Dzięki niemu z większą chęcią zabrałam się za czytanie tego krótkiego dzieła.

Po przeczytaniu tej książki jestem w pełni usatysfakcjonowana a także zaciekawiona poprzednim dziełem tejże autorki, a mianowicie Monologami waginy. Poniekąd Eve Ensler ukazała przed czytelnikami swoją słabość, kompleks, jakim jest - według niej – duży brzuch. Dzięki temu, całość stała się autentyczna i szczera. Dlatego też mogę z czystym sumieniem polecić Dobre ciało każdemu, kto tylko chciałby przeżyć tę krajoznawczą podróż i poznać podejście kobiet do piękna własnego ciała.

* Informacja z okładki książki „Dobre ciało”. 

Za książkę dziękuję: 

17 grudnia 2011

Niegrzeczne dziewczynki robią karierę - Barbara Schneider

Głównym punktem ciężkości i sednem self - marketingu jest zdefiniowanie i uświadomienie sobie własnych kompetencji i celów. Musisz wiedzieć, co ci odpowiada i dokąd dążysz.”

Dr Barbara Schneider z wykształcenia handlowiec, przez lata zbierała własne doświadczenia w zarządzaniu międzynarodowymi koncernami. Od dwudziestu lat pomaga kobietom i mężczyznom w rozwoju ich karier zawodowych, oferując szkolenia, seminaria oraz wykłady. *

Kobiety stanowią połowę potencjału wśród specjalistów i kadry zarządzającej, a ich obecność ma znaczenie ekonomiczne dla decyzji podejmowanych w przedsiębiorstwach.”

Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, jak wiele kobiet robi kariery zawodowe? I nie chodzi tutaj tylko o zwykłe stanowiska pracy, ale o zajmowanie miejsca na wysokim szczeblu w hierarchii danej profesji. Jedno jest pewne, panie od pewnego czasu, zaczęły rozwijać swoje kariery. Komu można przypisać ową zmianę? Czy do tego przyczynił się rosnący ruch feministek, a sama płeć piękna zechciała spełniać się zawodowo, zamiast opiekować się i trzymać pieczę nad domem? A może społeczeństwo zaufało kobietom i postanowiło dać im szansę, nawet na tych kierowniczych stanowiskach? W książce „Niegrzeczne dziewczynki robią karierę” doktor Barbara Schneider zaznajamia czytelnika z tym, jaka transformacja nastąpiła na przestrzeni lat w tym zakresie.

„Jeśli chcesz, by coś zostało powiedziane, poproś o to mężczyznę; jeżeli chcesz, by zostało zrobione, poproś kobietę”. Te słowa Margaret Thatcher, autorka, cytuje już na pierwszych stronach swojego poradnika. Zgadza się ze zdaniem wypowiedzianym przez pierwszą kobietę premier. Sugeruje także, że płeć piękna pracuje efektywnie, jednak nie wychyla się często poza szereg. B. Schneider w książce daje „wskazówki dla kobiet, które chcą świadomie i skutecznie stosować zasady autopromocji”. ** Dobre wyniki w pracy to nie wszystko, nie można czekać, aż szef doceni swojego pracownika. Należy prezentować siebie w odpowiedni sposób i emanować pewnością siebie, aby zostać zauważoną.

Dziecko czy kariera? - to pytanie nie oddaje złożoności problemu. Pogodzenie macierzyństwa z pracą wymaga dostosowania wszystkich czynników zawodowych i prywatnych.”

Autorka w poszczególnych rozdziałach opisuje przeszkody, które stoją na drodze do kariery. Jednym, możliwie poważnym problemem, może być właśnie macierzyństwo. Jest to nieco smutny punkt widzenia. Wiele pań, którym zależy na awansie, rezygnuje z rodziny. Czy takie podejście jest odpowiednie? Przecież dziecko to nie „problem”, który dotyczy samej mamy – karierowiczki, ale także i taty. Doktor sugeruje, że ważnym elementem jest odpowiednie wybranie partnera życiowego, który będzie pomagał, a nie uciekał w wir pracy. Także miejsca pracy nie pozwalają płci pięknej na posiadanie dziecka, nakazują im dyspozycyjność niemal o każdej porze, co jak wiadomo, nie jest takie proste dla rodzicielki.

Strach przed kompromitacją jest ludzki, jeśli go jednak nie przezwyciężymy, pozbawimy się szans na odniesienie sukcesu.”

Sukces nie jest wpisany w geny człowieka. Nikt nie urodził się z idealną autoprezentacją – chociaż jednym rzeczywiście łatwiej ona przychodzi. Trzeba się wszystkiego uczyć od podstaw. B. Schneider podaje wskazówki, jak należy siebie eksponować, aby zostać docenionym pracownikiem [a raczej pracowniczką]. Istnieje dziesięć punktów opracowanych skrupulatnie przez autorkę poradnika, które z pewnością pomogą nie jednej kobiecie osiągnąć awans zawodowy. Te kroki, to: Promowanie siebie, czyli kogo?, Nie wszystko da się zaplanować, Opuść ławkę rezerwowych, Rozmawiaj o własnych celach, Pokaż się, Sprzedawaj swoje pomysły, Nawiąż kontakty, Zainwestuj w siebie, Wymagaj więcej!, Świętuj zwycięstwo. Każdy z nich został opisany i szczegółowo wytłumaczony.

Aby zrobić krok do przodu, należy jasno wyrażać własne cele i pokazywać, że ma się do siebie zaufanie.”

Marzenie, to nie to samo, co zakładanie sobie celów i określanie tego, co chce się w życiu robić. Znając siebie, swoje możliwości oraz zainteresowania, łatwiej jest dobrać własną drogę zawodową. Wcielanie w życie zasad autopromocji wcale nie jest proste. Nie od razu efekty są widoczne, potrzeba do tego trochę – a czasem dużo - czasu. Autorka tekstu porównuje ten proces do odchudzania, które wymaga od ludzi wyrzeczeń, a także – nieraz ogromnego – nakładu pracy.

Kobiety są niedocenianą potęgą gospodarczą, mającą wpływ na 80% wszystkich decyzji kupna...”

Poradnik ten może przyczynić się do sukcesu wielu kobiet na tle zawodowym. Dużym plusem tej książki jest to, że B. Schneider podaje anegdoty z własnego życia, co nadaje całości znaczącej autentyczności. Autorka przywołuje dużo przykładów i ciekawostek związanych z innymi ludźmi, dane statystyczne oraz wyniki badań, co także może pomóc paniom w uwierzenie w realność podejmowanego problemu. W poradniku znajdują się również komentarze specjalistów, a także osób zajmujących się gospodarką czy polityką. Wszystko to zostało napisane w łatwy do odebrania sposób, co w żaden sposób nie zniechęci nikogo do przeczytania tego tekstu.

„Niegrzeczne dziewczynki robią karierę” doktor Barbary Schneider, to książka, którą każda kobieta chcąca osiągnąć sukces powinna mieć na swojej półce. Dzięki temu poradnikowi, tak jak wcześniej wspomniałam, można dowiedzieć się wiele o tym, jak pomóc własnej karierze. Szczerze polecam, a także wszystkim paniom życzę powodzenia!


* Informacja zaczerpnięta z okładki [skrzydełka] książki.
** Ten cytat znajduje się na okładce poradnika. 

Za książkę dziękuję: 
 


13 grudnia 2011

Panna Wina - Witold Horwath

Witold Horwath to polski pisarz i scenarzysta filmowy. Napisał powieści takie jak: „Święte wilki” czy „Wspólna chemia”. Jest autorem i współautorem scenariuszy filmów fabularnych oraz znanych seriali telewizyjnych: „Klan”, „Na wspólnej”, „Egzamin z życia”.* Jednak „Panna Wina”, to moje pierwsze zagłębienie się w twórczości tegoż autora.

Mam do opisania książkę, o której tak naprawdę nie wiem co napisać. Jak ująć swoje myśli, aby wszystko było poukładane i dobrze zaprezentowane? Z pewnością powieść, o której pragnę wspomnieć, jest niesamowitą przygodą łączącą ze sobą aspekty prawa, winy, miłości a także te odnoszące się do spełnienia człowieka – nie tylko cielesnego. Witold Horwath w swojej historii pt.: „Panna Wina” pokazał proces zmian młodej dziewczynki w dojrzałą kobietę.

Mając opowiadać od początku całą treść owej historii, musiałabym rozpocząć od tego, że autor wykazał się dużą pomysłowością. Tytułowa Panna Wina oraz Pan Prawo, to bohaterowie wykreowani przez dwoje znajomych z czatu. Tajemnicza Laura zapragnęła opowiedzieć swojemu rozmówcy - pisarzowi, przygody jej imienniczki, która wpadła w złe towarzystwo. Zamieszkała w bliżej nieokreślonej prowincji Ameryki Środkowej, nastolatka razem z miejscowym gangiem kradła samochody. Jednak podczas rozprawy sądowej, spotkała na swojej drodze człowieka, który zmienił jej światopogląd. Młoda dziewczyna podporządkowała swoje czyny właśnie sędziemu Syriuszowi Aznarowi. Dzięki niemu nie trafiła do jednego z gorszych więzień, tylko została skazana na baty oraz na dwuletni areszt domowy. To wydarzenie było przełomowym w życiu Laury. Od tego czasu, marzyła tylko o Syriuszu, mimo że był dużo starszym od niej mężczyzną.

Rozpraszały mnie podczas czytania, bardzo, ale to bardzo długie zdania, które często były trudne w odbiorze. Trzeba było analizować każdą ich część, aby zrozumieć całość przekazywanej treści. Brak wielkich liter i kropek potrafił się ciągnąć nawet przez całe strony. I to właśnie jest minus tej powieści, który mocno mi się rzucał w oczy. Kolejnym zabiegiem, który zastosował autor w swoim dziele, to bardzo szybka akcja. Nieraz W. Horwath nie pozwalał mi się przyzwyczaić z daną akcją, czy stanem i położeniem głównej bohaterki i już coś zmieniał, i znowu działo się coś, co odwracało o sto osiemdziesiąt stopni wszystkie poprzednie wydarzenia. Może to moja wina, może jako kobieta, jestem zbyt ciekawska i chciałabym znać każdy drobny szczegół i poznać każdą myśl bohaterów? Lubię mieć wszystko podane na tacy, bez żadnych skoków myślowych, przez które muszę się domyślać połowy rzeczy. Szybka akcja równocześnie była wielką zaletą tej powieści, gdyż podczas czytania nie było czasu na nudę, przez co byłam ciekawa, co autor umieścił na kolejnych stronach swojego dzieła.

W tekście nie zabrakło wulgaryzmów ani mowy potocznej. Jednak te zabiegi w żaden sposób nie przeszkadzają w odebraniu treści książki. Myślę, że właśnie dzięki nim, autor przedstawił typowe myślenie i zachowania nastolatków oraz osób należących do różnych grup społecznych. Styl pisarza jest dość specyficzny. Przyznam szczerze, że wcześniej nie spotkałam się z tego typu prowadzonymi dialogami i narracją. Jednak po kilku, lub kilkudziesięciu stronach można przywyknąć do tego sposobu pisania. Podobało mi się to, że W. Horwath w swoim dziele dał swojej głównej bohaterce szanse na zmianę, która następowała etapowo. Pokazał świat z nieco innej perspektywy, co na początku mnie przerażało, gdyż nie wiedziałam jak mam odbierać tę książkę.

W powieści Witolda Horwatha z pewnością każdy odnajdzie coś, co mu się spodoba. Kobiety w pewnej mierze będą mogły utożsamiać się z główną bohaterką, która zakochała się, na pierwszy rzut oka, w niewłaściwym mężczyźnie i przez wiele lat żyła z ogromną nadzieją na odwzajemnioną miłość. „Panna Wina” to książka, którą mogę polecić wszystkim miłośnikom pióra polskich autorów, a także tym, którzy chcieliby przeczytać coś godnego uwagi i niesamowicie wciągającego.


*Informacja zaczerpnięta z okładki książki: „Panna Wina” Witolda Horwatha. 
Za książkę dziękuję: 
Zapraszam również do księgarni: 

30 listopada 2011

Stosik listopadowy - numer jedenaście

Witam Was serdecznie. 
Dzisiaj czeka Was obejrzenie mojego listopadowego stosiku. Jest on skromniutki. Ograniczyłam kupowanie i przyjmowanie książek ze względu na studia. Coraz mniej czasu jest na czytanie. Niestety. Wybaczcie, że Was tak ostatnimi czasy zaniedbuję.




A teraz mój stosik:


Tę książkę otrzymałam od Wydawnictwa Oficynka, za co bardzo dziękuję.

Chyba zaczęłam się przekonywać do książek, w których akcja toczy się na terenie naszego państwa.







 Książka od Wydawnictwa Esprit. Dziękuję bardzo za tak miłą współpracę.
Okładka jest bardzo mocna [nie wiem czy można tutaj użyć takiego słowa, ale nie wiem jak inaczej wyrazić swoje emocje i odczucia]. Robi wrażenie. Dlatego też jestem bardzo ciekawa, co też niesie jej treść. 






 Książkę pożyczyłam od starszej siostry i jej męża. Zawsze jak u nich bywałam, to właśnie ona rzucała mi się w oczy i wołała do mnie. I... w końcu musiałam ją wziąć do siebie. Oczywiście, jeszcze jej nie przeczytałam, ale planuję jak najszybciej to zrobić. Jeszcze w tym roku!
Ostatnio bierze mnie na tematy wojenne. A to za sprawą mojego kierunku studiów. I dlatego, że budynek mojej uczelni znajduje się na terenie obozu Auschwitz, a także on sam jest jedną jego częścią. Bo właśnie do niego przyjeżdżały pociągi na selekcję ludzi. Jak teraz sobie o tym pomyślę, to jest to przerażające, ale jednak przyzwyczaiłam się do codziennego widzenia Auschwitz, bo mieszkam jakieś 10 km od niego.




Zapraszam Was jeszcze do Księgarni Internetowej Poczytajka: 


Przypominam jeszcze o tym, że można lajkować Herbatkę z Książką. Dziękuję bardzo tym, którzy już to zrobili, bo wiele to dla mnie znaczy. A także chciałabym podziękować wszystkim, którzy są obserwatorami mojego bloga. Cieszę się z każdego otrzymanego od Was komentarza, gdyż daje mi to satysfakcję i chęć pracy.
W następnej recenzji ukarze się książka: "Panna Wina".

Pozdrawiam serdecznie, Klaudyna.

28 listopada 2011

Ludzie na walizkach - Szymon Hołownia


Cierpienie nas peszy i przeraża.”

Czym jest choroba i jak można radzić sobie z żałobą? My, ludzie, lubimy na wszystko po prostu narzekać. Nie doceniamy swojego życia. Zamiast się cieszyć, znajdujemy coś, co nam nie odpowiada. Pytanie, które od razu przychodzi mi do głowy, to: Kiedy tak naprawdę jesteśmy w stanie cieszyć się swoim życiem?

Już od dłuższego czasu intrygowały mnie dzieła Szymona Hołowni. Byłam ciekawa, co w nich znajdę, jakie wartości przekazuje autor swoim czytelnikom. Jako pierwsza w moje ręce wpadła lektura: „Ludzie na walizkach”. Dziennikarz przejmuje rolę prowadzącego rozmowę. Zadaje pytania, w których wyraża swoje postawy wobec zachowań i wydarzeń związanych z innymi ludźmi.


„To nie ból jest najgorszy w chorobie, najgorsza jest właśnie niepewność. Czekanie na kolejną wiadomość...”

W książce umieszczone są pełne emocji historie ludzi. Nieraz podczas czytania miałam w oczach łzy, a niejedna wędrowała po moim policzku. Zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że osoby, które napotkały na swojej drodze cierpienie, oraz wręcz tragiczne wydarzenia, potrafią być tak pełne wiary i nadziei, że Bóg istnieje, że taki właśnie był ich los. Wielu z nas, jak przypuszczam, odwróciłoby się od Boga, zwątpiłoby w siłę modlitwy i omijało Kościół szerokim łukiem. Co jednak daje ludziom tak wielką motywację i chęć do dalszej, pełnej szczęścia egzystencji? Właśnie na to pytanie znalazłam odpowiedź w dziele Szymona Hołowni.

„Nauczyłem się doceniać ciężkie chwile, niezbędny kontrast do chwil pięknych, przecież gdyby nie było nieszczęścia, nie wiedzielibyśmy, kiedy jesteśmy szczęśliwi, nie mielibyśmy żadnej skali.”

Kiedy sięgałam po książkę: „Ludzie na walizkach” nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, co wyniosę z tej lektury. Teraz wiem, że było warto zanurzyć się we wspomnieniach i refleksjach ludzi mi nieznanych, ale w momencie czytania, tak bardzo mi bliskich. Czułam i zaczęłam wierzyć, że życie, to nie tylko te dobre chwile, kiedy jesteśmy zdrowi, ale to też momenty i etapy, kiedy nie układa się wszystko po naszej myśli, a mimo to, można czerpać radość ze świata. Jednak z drugiej strony, cieszyłam się, że jestem zdrowa, że nie spotkało mnie i moich bliskich żadne negatywne zjawisko. Wydaje mi się, że właśnie „Ludzie na walizkach” mają pełnić taką funkcję. Mają powodować, że ludzie zaczną się cieszyć swoim życiem. Nie dlatego, że zobaczyli na własne oczy, dzięki Szymonowi Hołowni, nieszczęście kogoś innego, ale dlatego, że zaczęli doceniać siebie i wiedzą, że w każdej sytuacji można wyjść z uniesionym wysoko czołem.

„...choroba w pewien sposób chroni dziecko, a najboleśniej dotyka tych, którzy chcą mu towarzyszyć.”

W całym dziele „Ludzie na walizkach” przedstawione zostały poważne tematy, ściśle związane z ciężkimi chorobami a także ze śmiercią. Szymon Hołownia wykazuje się w poszczególnych wywiadach bardzo dużą empatią i wyrozumiałością. Pozwala każdemu rozmówcy powiedzieć wszystko to, co ten czuje. Podchodzi do osoby, z którą rozmawia z dystansem, ale jednocześnie okazuje swoje uczucia oraz pełne zrozumienie.

Czy tego właśnie się spodziewałam po książce: „Ludzie na walizkach” autorstwa Szymona Hołowni? Szczerze powiedziawszy, nie wiem. Ale mogę tutaj zaznaczyć, że to dzieło w jakiś szczególny sposób na mnie wpłynęło. Może nie zmieniło mojego postrzegania świata, ale wprowadziło w kontemplacje. Książkę polecam wszystkim tym, którzy chcą przeżyć bardziej lub mniej duchową wędrówkę razem z bohaterami wszystkich wywiadów zawartych w tym dziele. Zachęcam wszystkich do przeczytania tej książki, zarówno praktykujących katolików, a także tych, którzy swoją wiarę zgubili po drodze, z różnych powodów.

19 listopada 2011

Krótka informacja.

Witam serdecznie. 

Z powodu braku czasu, następna recenzja powinna pojawić się w poniedziałek albo we wtorek. Jest to ściśle związane z moimi studiami, które zmuszają mnie aktualnie do intensywnej nauki. Nigdy wcześniej tak dużo się nie uczyłam! Haha. 
Moja mała frekwencja na Waszych blogach jest spowodowana tylko tym, że nie mam kiedy spokojnie przeczytać recenzji, które wyszły spod Waszego pióra/klawiatury. ;)

Dodatkowa wiadomość dla Was jest taka, że można Lajkować Herbatkę z książką ;) Wreszcie odkryłam jak tworzy się inspirujący świat like'ów i postanowiłam stworzyć to dla swojego bloga. ;) Jestem z siebie dumna. !  

Mam dla Was także kilka piosenek, które słucham namiętnie:


 
 


Życzę miłego weekendu i owocnych chwil przy lekturze. 
Pozdrawiam Was serdecznie, 
Klaudyna.

15 listopada 2011

Córka kata - Oliver Pötzsch

„Gdy człowiek przychodzi na świat. Broni się rękami i nogami – i robi to samo, gdy musi odejść.”

Kolejny raz złapałam się na tym, że oceniam kiążkę po okładce. Powiem szczerze, że to, co widnieje na pierwszej stronie lektury: „Córka kata” jest niesamowicie interesujące, oraz zwraca uwagę czytelnika. Mnie osobiście bardzo spodobały się barwy, w które została ubrana ta okładka. Kobieta zdaje się ukrywać jakąś tajemnicę, wydaje się być smutna. Także czerwone wypukłości, których zadaniem jest udawanie krwi robią wrażenie. Po tej powieści oczekiwałam wiele, a przede wszystkim miałam nadzieję, że mój czas spędzony przy niej, nie będzie zmarnowany. Nie myliłam się, spędziłam z tą lekturą przyjemne chwile, jeżeli takim słowem mogłabym się w tym wypadku posłużyć.

Autor książki: „Córka kata”, Oliver Potzsch pracuje jako autor programów dla bawarskiego radia i telewizji. Jest potomkiem Kuislów, którzy od XVI do XIX wieku byli najsłynniejszą dynastią katów w Bawarii. * I właśnie o jednym pokoleniu Kuislów napisał swoją powieść.

Jednego z głównych bohaterów, Jakuba Kuisla czytelnik ma okazję poznać już na pierwszych kartach książki. Jest on wówczas małym chłopakiem, który obserwuje swojego ojca kiedy ten dokonuje egzekucji na pewnej kobiecie. Następnie przenosimy się w czasie o trzydzieści pięć lat, kiedy to Jakub Kuisl jest już dorosłym mężczyzną, ma żonę i trójkę dzieci, a także pełni funkcję kata w miasteczku Schongau. W tymże miasteczku zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Rozpoczęło się od odnalezienia małego chłopczyka, który utopił się, a jego ciało było całe posiniaczone, a także na jego łopatce znajdował się tajemniczy znak. Podejrzenia padają na akuszerkę Martę Stechlin, która według mieszkańców jest czarownicą i razem z diabłem zabija kolejno osierocone dzieci. Kat, Simon Fronwieser oraz Magdalena, córka kata, nie wierzą w winę akuszerki. Dlaczego kobieta, która pomagała przy porodach miejscowych kobiet, miałaby zabijać biedne sieroty? Postanawiają na własną rękę podjąć się śledztwa w sprawie tajemniczych morderstw, dowiadują się przy tym ciekawych rzeczy, dzięki którym będą mogli rozszyfrować ową zagadkę. 
 
Tajemniczy znak na łopatkach zamordowanych dzieci jest wielką niewiadomą. Podejrzewano, że jest to znak czarownicy, ale skąd się wziął na ciele tych sierot? Kto miałby interes w tym, aby zabijać dzieci? W miasteczku zaczęły dziać się dziwne rzeczy tydzień przed nocą Walpurgii, nocą czarownic. Nic nie składa się w jedną całość, zwłaszcza to, że był również sabotażowany plac budowy ośrodka dla trędowatych. Wiele osób widziało w okolicy mężczyzn, którzy prawdopodobnie byli żołnierzami. Ktoś także widział, jak sam diabeł wyskakuje z okna jednego z domów wraz z Klarą Schreevogl, jedną z sierot. Jakub Kuisl podejrzewał owych nieznajomych mężczyzn o sianie zamętu w Schongau. Czy miał rację?

Magdalena Kuisl, to dwudziestoletnia córka kata, Jakuba Kuisla. Tak samo jak jej ojciec, znała się na ziołach i potrafiła robić lekarstwa. Ludzie na widok jej rodziny schodzili z chodników i uciekali od nich jak najdalej, gdyż przebywanie z rodziną katów miało niby przynosić pecha. Lubiła akuszerkę Martę Stechlin, zawdzięczała jej również swoje życie. Od początku nie wierzyła w winę owej kobiety i próbowała dowieść jej niewinności. Magdalena często była widziana z medykiem, Simonem Fronvieserem, co bardzo denerwowało zarówno ojca Simona, Bonifaza, a także samego kata. Bowiem katowskie rodziny mogły wiązać się tylko między sobą. Magdalena jednak była uparta i nie przejmowała się gniewem swojego ojca, który chciał uchronić swoją córkę a również i siebie przed maską wstydu. Podczas czytania tejże książki, ciągle zastanawiałam się, dlaczego autor wybrał dla swojej powieści właśnie taki tytuł. „Córka kata” wcale nie wiąże się z samymi wydarzeniami, które znajdują się w całej historii. Magdalena była drugoplanową postacią, a jej miłosne dylematy oraz pomoc w poszukiwaniu winnego, można było uznać jedynie za dodatkowy wątek książki.

„...bo plotka jest jak dym. Rozchodzi się, przenika przez szpary w drzwiach i zamknięte okna, a na koniec śmierdzi nią całe miasto.”

Oliver Pötzsch w swoim dzieje przedstawił zacofane społeczeństwo, które wierzy w diabły i czarownice. Mieszkańcy Schongau są bardzo religijni, ale ośmieliłabym się tutaj użyć terminu: „dewiotyzm”. Podkreślali oni na każdym kroku swoją religijność, a samą Stechlinową oskarżali o intrygi zawarte z samym diabłem. Bardzo mnie drażnili owi ludzie, gdyż nie lubię zacofanego myślenia i wierzenia w zabobony. Ale czego innego mogłabym się spodziewać po osobach żyjących w XVII wieku? To właśnie kat, medyk oraz Magdalena wykazywali się bardzo racjonalnym i ponadczasowym myśleniem, co było bardzo interesujące w tej powieści. Społeczeństwo we wszystkim widziało rękę szatana, przez co bez udowodnienia winy, spaliliby na stosie akuszerkę Martę Stechlin. Nie wierzyli w winę innego człowieka, przez co kobieta została poddana torturom ze strony kata, który w swoim zadaniu starał się być jak najdelikatniejszy. Ci, którzy tak samo jak Jakub Kuisl nie wierzyli w winę Stechlinowej, nie wychylali się ponad szereg. Woleli siedzieć cicho i ze swoich pozycji obserwować całe zajście.

Autor książki: „Córka kata” przez całą powieść trzyma w napięciu. Do samego końca nie wiedziałam, kto mógłby stać za sprawą owych zabójstw, dlaczego to właśnie sieroty padały ofiarą i co oznaczały tajemnice znaki na ich plecach. Co robili w miasteczku nieznajomi mężczyźni, oraz kim był diabeł, którego widzieli niektórzy mieszkańcy Schongau? Kolejne wydarzenia przeplatały się, przez co ciężko było mi się oderwać od przedstawionej historii. Może i niektórzy bohaterowie byli przerysowani, ale mimo to, całość zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie.

Tak jak napisałam we wstępie, od tejże książki oczekiwałam wielu wrażeń oraz dobrze zagospodarowanego czasu. Powiem szczerze, nie zawiodłam się. Powieść czytałam w każdej swojej wolnej chwili. Bardzo polecam „Córkę kata” fanom tajemnic i intryg. Przy tej książce nie ma czasu na nudę.


* Informacja z okładki książki: „Córka kata”. 

Za książkę dziękuję: 
 

12 listopada 2011

Zwiastun Burzy - Bernard Cornwell


Chaos daje tyle radości. Gdyby upchnąć za zamkniętymi drzwiami całe zło świata i powiedzieć ludziom, żeby nigdy, przenigdy ich nie otwierali, natychmiast znalazłby się ktoś, kto by je uchylił, albowiem w akcie zniszczenia, można odnaleźć najczystszą formę szczęścia.”

Kolejny raz wybrałam się na historyczną wycieczkę razem z Bernardem Cornwell'em i bohaterami jego książki. Z ogromną ciekawością sięgnęłam po następną część serii o Wojnie Wikingów. Zastanawiało mnie, co nowego autor przygotuje dla swojej głównej postaci, a tym samym, dla odbiorcy. Moją uwagę zwróciła także niesamowita okładka „Zwiastuna burzy”. Widnieje na niej czarny koń, który wydaje mi się smutny. W powietrzu wzbija się orzeł, a samo niebo przeszywają błyskawice. 

- Miecz zabija ale to złość i nienawiść dają siłę do zabijania. Bez tych uczuć w bitwie marnie kończymy.”

Uhtred wraca do Królestwa Alfreda. Gdzie oczekuje na wielkie uznanie jego czynu podczas wojny Anglików z Duńczykami. Zabił on bowiem jednego z potężniejszych przywódców i wojowników duńskiej armii. Jednak zamiast uznania ze strony króla czeka go marsz pokutny. Po jakimś czasie Uhtred wraca do swojego domu wraz z żoną i swoim nowo narodzonym synem, który nosi jego imię. Miłość, która pojawiła się wcześniej między głównym bohaterem a Aelswith zaczęła gasnąć. Sam Uhtred zaczął marzyć o tym, aby spłacić dług dla Kościoła, jaki posiadała jego żona, a który przeszedł dla niego wraz z ożenieniem się.

Był to zaledwie koncept, ale tym bardziej nie zamierzałem brać na swoje barki długu, który dopiero co spłaciłem.”

Dwunastego dnia świąt Bożego Narodzenia, Uhtred ma się zjawić na dworze Króla Alfreda. Główny bohater nie spodziewa się tego, co go czeka. Zostaje on oskarżony o przejęcie statku królewskiego, a także podjęcia walki z brytami . Czy te wszystkie zarzuty były prawdziwe? Po odpowiedzi odsyłam do tekstu. Kiedy trwała walka na śmierć i życie między Uhtredem a Steapą, do Wessexu wjeżdżają Duńczycy i sieją zamęt wśród mieszkańców miasteczka. Od tej pory, w państwie nie jest spokojnie, a na każdym niemal kroku ludzie boją się o swój los. Teraz Uhtred wraz z Królem Alfredem muszą zgromadzić odpowiednią armię, aby stoczyć walkę z Duńczykami. Jedno jest pewne, to wcale nie jest proste zadanie.

Tu, na morzu, byłem wolny od księży, mnichów, ustaw i zasad wprowadzanych przez króla Alfreda.”

W tej części serii o Wojnie Wikingów, także widzimy walkę między Duńczykami a Anglikami. Tym razem, całą historię czytelnik obserwuje tylko i wyłącznie ze strony Angielskiej, gdyż właśnie w tym obozie znajduje się główny bohater. Nieraz podczas czytania tejże książki, myliły mi się nazwy miejsc, w których aktualnie przebywali bohaterowie, same postaci także mieszały mi się, ze względu na to, że wszyscy mieli bardzo podobne imiona. Czasami nie wiedziałam, czy ta osoba jest po stronie Duńczyków, czy Anglików, ale poradziłam sobie z tym problemem i dałam radę przebrnąć przez wydarzenia opisane przez autora.

W życiu każdego człowieka nadchodzi moment, że postrzega siebie oczami innych. Jest to częścią naszego dojrzewania, nie zawsze przyjemną.”

Tak samo jak w „Ostatnim Królestwie”, narratorem powieści jest Uhtred, który opowiada tę historię już z jakiegoś punktu widzenia, z perspektywy czasu. Nieraz krytykuje swoje zachowania, podchodzi do wydarzeń z rezerwą i wyśmiewa także swoją wolę walki. Zarówno w pierwszej jak i w tej części, ten zabieg bardzo przypadł mi do gustu. Pomaga on poznać bliżej głównego bohatera, a także na wstępie wiemy, że nie zginie on podczas walki.

...byłem młody, arogancki i chwilami pozbawiony rozumu. Nigdy nie potrafiłem opierać się nagłym impulsom.”

Podczas śledzenia kolejnych wydarzeń zawartych w „Zwiastunie burzy”, można zaobserwować zmianę głównego bohatera. Uhtred powoli staje się chrześcijaninem, mimo tego, że bardzo się przed tym broni. Uhtred pokazuje w tej części swoje lepsze strony. Wydawało mi się, że zmienił także swoje nastawienie do samego Króla Alfreda. Nawet jeżeli chodzi o miłość, to znalazł kobietę, z którą wiele go łączy, którą uczy swojego ojczystego języka i innego życia. Miałam jednak wrażenie, że Uhtreda mało obchodziły losy jego prawdziwej żony, a także syna. Zostawił ich samych sobie, jakby byli dla niego obcymi ludźmi.

- Bycie żywym jest nie bardzo po chrześcijańsku! Mówimy, że ktoś jest świętym, jeśli jest dobry, ale ilu z nas zostaje świętymi? Wszyscy jesteśmy źli! Niektórzy tylko próbują być dobrzy.”

Bernard Cornwell nie zawiódł mnie swoim sposobem pisania. Zabrał mnie w ciekawą podróż razem z bohaterami swojej książki, czym jeszcze bardziej zachęcił mnie do śledzenia losów Uhtreda i innych postaci. Jestem ciekawa, co jeszcze stanie na drodze głównego bohatera w kolejnych częściach powieści o Wojnie Wikingów. Mogę z czystym sumieniem polecić tę serię zarówno fanom gatunku jak i tym, którzy wcześniej nie sięgali po tego typu lektury.

Za książkę dziękuję: 

Poprzednia część serii.

06 listopada 2011

Źródła informacji dla dziennikarza - opracowanie zbiorowe

W krajach demokratycznych rzetelny dziennikarz z założenia ma wolną rękę do działania i mówienia praktycznie o wszystkim, sam jednak również powinien się kontrolować...”

Lubię pisać teksty, tworzyć i rozwijać swoją wyobraźnię. Wcześniej jednak nie miałam okazji, ani także motywacji, aby przeczytać książkę, która byłaby w jakiś sposób związana z dziennikarstwem. Na tę pozycję nie trafiłam przypadkowo. Z racji tego, że zaczęłam studia o specjalności medialnej, bądź dziennikarskiej [jak kto woli], ta książka była mi potrzebna, aby zdobyć podstawowe informacje o swoim potencjalnym przyszłym zawodzie. Czy jest to odpowiednia lektura, aby nauczyć się niezbędnych rzeczy o tej profesji? 
...literatura piękna pogłębia zarówno wiedzę odbiorcy, jak i nadawcy mediów masowych, uczy odkrywania, przeżywania oraz oceny, niesie ponadczasowe postawy i archetypy pozwalające lepiej i głębiej postrzegać teraźniejszość.”

Autorzy tej publikacji, podzielili informacje dla przyszłych dziennikarzy na sześć rozdziałów, które odnoszą się do innej części tego zawodu. Można tutaj przeczytać między innymi na temat dziennikarstwa śledczego, public relations, a także o historii mediów. Wszystko jest opisane nieskomplikowanym językiem, przez co każdy jest w stanie zrozumieć ogólny przekaz tejże książki. Także czytelnik ma możliwość zainteresowania się jakimś konkretnym działem, czy specjalizacją mediów.

Zarówno dziennikarstwo wcieleniowe jak i korzystanie przez dziennikarzy z podsłuchów i ukrytych kamer oraz magnetofonów wywołuje w środowisku dziennikarskim wiele kontrowersji.”

Każdy kolejny rozdział jest szczegółowo opisany, dzięki czemu odbiorca jest w stanie naprawdę w szerokiej mierze poznać wszystkie tajniki dziennikarstwa. Dużym plusem tej publikacji jest rozdział: „Systematyka źródeł informacji dziennikarskiej – teoria i praktyka”, gdzie zainteresowani mogą poznać historię tego zawodu zarówno z dobrej jak i złej strony. Także można dowiedzieć się, co może stać się źródłem informacji dla dziennikarza. Teraz wiem, że takim źródłem może być naprawdę wszystko i prawie każdy.

...dziennikarstwo bowiem to nie kreowanie rzeczywistości (…) tylko informowanie o tym, jaka ona jest.”

Aby zostać dziennikarzem, tak naprawdę nie trzeba kończyć specjalnych studiów. W tym zawodzie najważniejsza jest pasja i chęć przekazywania ludziom swojej wiedzy, czy poglądów. Niezbędne jest tutaj jednak wykształcenie, oraz określenie siebie w jakimś konkretnym dziale i temacie mediów. Ten fakt podkreślają autorzy tejże książki. Można pracować w tym zawodzie zarówno po skończonych studiach z tej specjalizacji, jak i po kursie dziennikarskim.

Połączenie zainteresowań z umiejętnościami przekazu informacji w danym gatunku jest sztuką.”

„Źródła informacji dla dziennikarza”, to książka, dzięki której każdy zainteresowany tymże zawodem, powinien odnaleźć swoje miejsce w dziennikarstwie, niezależnie od swoich zainteresowań. To opracowanie pomogło zgromadzić mi podstawowe wiadomości na temat dziennikarstwa i przybliżyło mi ten zawód. Mogę polecić tę książkę osobom, które lubią pisać, mają swoje zainteresowania, albo chcą po prostu poznać historię mediów.


Źródła informacji dla dziennikarza”: Kazimierz Wolny - Zmorzyński, Andrzej Kaliszewski, Wojciech Furman, Katarzyna Pokorna – Ignatowicz.

02 listopada 2011

Ostatnie Królestwo - Bernard Cornwell.


Tego dnia, mimo że nie miałem o tym pojęcia, przędła się nić mojego przeznaczenia.”

Czy w szkole można dowiedzieć się o tym, jak przeprowadzane były wojny w IX wieku? Tak naprawdę materiał, który jest omawiany na lekcjach, nie do końca oddaje to, co uczniowie chcieliby wiedzieć i co by ich zainteresowało. Ja osobiście nie jestem fanką historii, dowiadywania się tego, jakie kraje posiadały swoje kolonie, które państwa zajęły jakie obszary. Wolę tematy, które są bliższe samego człowieka, jego poglądów i … życia. Bernard Cornwell dzięki swojej powieści „Ostatnie królestwo” osadzonej w IX wieku naszej ery, opowiada o losach ludzi walczących w imię swojej ojczyzny. 
 
... to właśnie jest opowieść o krwawej rodowej zemście, o tym, jak odbiorę wrogowi to, co według prawa należy do mnie.”

Już na początku książki poznajemy Uhtreda, który opowiada swoją historię z perspektywy czasu. Dowiadujemy się, iż ten Anglik najpierw miał na imię Osbert, a jego brat Uhtred. Byli synami Uhtreda, syna Uhtreda, który także był synem Uhtreda. Jednak, kiedy główny bohater nie miał nawet dziesięciu lat, jego miasteczko zostało zaatakowane przez Duńczyków, a wraz z tym wydarzeniem – zamordowany jego straszy brat. Osbert po krótkim czasie został ochrzczony na Uhtreda, eldormana, a także razem z ojcem wyruszył na wojnę z Duńczykami. I na owej wojnie zabito jego ojca, a samego bohatera porwano.

Gdy jesteśmy młodzi i słabi, marzymy o tym, by posiadać tajemną moc. A gdy już dorośniemy i stajemy się silni, to samo marzenie potępiamy u młodszych.”

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy w tym momencie, to taka, że mały Uhtred będzie nieszczęśliwy, będzie poniżany i zmuszany do prac fizycznych. Owszem, ciężko pracował, jednak jego los wcale nie był taki okrutny, jakby można się było spodziewać. Główny bohater był szczęśliwy razem z Duńczykami, nawet czuł się jednym z nich. Nauczył się walczyć, a także wreszcie poczuł się synem. Synem Ragnara, który wcześniej zabił jego brata i ojca. Mimo tejże ironii losu, a także przypuszczeń, że Ragnar jest okrutnym człowiekiem, okazał się on bardzo porządnym człowiekiem – o ile można w tym wypadku użyć takiego określenia. Muszę także przyznać, że polubiłam owego przywódcę Duńczyków, jego rodzinę i wojowników, a także czułam, że walczą o słuszny cel. Uhtred, mimo tego, że jak był małym chłopcem, był wychowany po chrześcijańsku, a ksiądz uczył go czytać, bardziej zaakceptował bogów, których przyjmowali, i w których wierzyli Duńczycy.

Tej nocy, po paru łykach piwa, myślałem o sobie jak o Duńczyku. Nie jak o Angliku – co to, to nie. Byłem Duńczykiem, miałem wspaniałe dzieciństwo, przynajmniej w zakresie chłopięcych idei. Wyrastałem pośród mężczyzn, byłem wolny, puszczony samopas, nieograniczony żadnym prawem.”

Jak już wcześniej wspomniałam, Uhtred bardziej czuł się Duńczykiem niż Anglikiem. Jednak jego sytuacja wcale nie była taka prosta. Anglicy również interesowali się jego osobą. Ksiądz, który kiedyś uczył go czytać, chciał wykupić głównego bohatera, chciał, aby wychowywał się jako Anglik, aby wychowywał się na eldormana, którym był. Uhtred także miał problem ze swoim wujem, który niezasłużenie przypisał sobie tytuł eldormana, a także pragnął śmierci swojego bratanka. Mimo tego, że książka jest z serii o Wojnie Wikingów, to nie ogranicza się jedynie do walki. Przedstawia problemy ludzi, kłótnie. Obrazuje także taką rzeczywistość, która mogłaby mieć miejsce w dzisiejszych czasach. Zasady moralne, wątpliwości oraz problem z wiarą i z przystąpieniem do którejś z drużyn, to emocje, a także problemy, z którymi zmaga się główny bohater. Książka ma w sobie wiele wątków, wiele zmian wydarzeń, przez co ciężko jest napisać coś konkretnego na temat tejże powieści. A nie chciałabym zdradzić czegoś, co stanie się w połowie książki, gdyż nie chciałabym odbierać komuś satysfakcji czytania.

Słowo >>przysięgać<< ma swoją moc. Wszystkie systemy prawne bazują na przysięgach. Od przysiąg zależą życie, lojalność i posłuszeństwo.”

Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona stylem jakim posługuje się pan Bernard Cornwell. Wcześniej nie miałam okazji przeczytać żadnego z jego dzieł, więc do „Ostatniego Królestwa” podeszłam z niemałą rezerwą. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to gatunek, za który często bym się zabierała. Dużą zaletą tejże książki jest narracja pierwszoosobowa. Widzimy świat oczami Uhtreda, dostrzegamy jego zmiany wewnętrzne. Także muszę stwierdzić, że podobały mi się te fragmenty, które były pisane z myślą o odbiorcach. Bohater kieruje swoje słowa do czytelników, jakby bezpośrednio opowiadał swoją historię. Czułam się również, jakbym była obok wydarzeń, jakbym to wszystko sama miała możliwość obserwować. Pan Bernard Cornwell potrafi pobudzać wyobraźnię czytelnika poprzez niesamowite i realne opisy, a także dialogi, które w żaden sposób nie były przerysowane, albo nienaturalne. Dodatkowymi plusami samej książki są dodatki takie jak mapka, która obrazuje położenie geograficzne opisanych wydarzeń oraz wojen; wypisane zostały również miejsca akcji. A na końcu dodana została „Nota historyczna”, która tłumaczy w mniejszy bądź większy sposób, postawę samego autora i to, dlaczego wybrał takiego, a nie innego bohatera.

Ludzkie lęki może i mają wielką moc, za to pewność siebie walczy z lękami.”

„Ostatnie Królestwo”, to pierwsza część serii o Walce Wikingów. Powiem szczerze, że bardzo pozytywnie mnie ona zaskoczyła przez co całkowicie zmienię swoje stanowisko na temat książek o zarysie historycznym. Serdecznie polecam powieść Bernarda Cornwella wszystkim fanom gatunku. A jeszcze goręcej polecam tym, którzy takie książki z różnych względów omijali. Czas przy tej książce w żaden sposób nie będzie zmarnowany, a dodatkowo przyniesie czytelnikowi wiele wrażeń i emocji. 

Za książkę dziękuję: 
  
 Następna część serii. 

01 listopada 2011

STOSIK PAŹDZIERNIKOWY - NUMER DZIESIĘĆ.

Witam. ;)

Dzisiaj mam dla Was stosik książek, który zgromadziłam przez cały październik. Jak dla mnie, nie ma tych książek mało. ;) Za każdą z nich bardzo dziękuję. 


Kumiko.pl[zakup własny]
Opracowanie zbiorowe - Bale maturalne z piekła.
Szymon Hołownia - Ludzie na walizkach.

Matras.pl [zakup własny]
Barbara Taylor Bradford - A jednak miłość.
Nicholas Sparks - List w butelce, Na zakręcie.

Magdalena Kordel - Okno z widokiem. [recenzja]
Magdalena Kawka - Rzeka Zimna.

Wydawnictwo Akcent - Wydawnictwo edu
Barbara Schneider - Niegrzeczne dziewczynki robią karierę.

Keri Arthur - Kuszące zło.

Oliver Potzsch - Córka kata.


Za wszystkie książki jeszcze raz dziękuję.
Dziękuję Wydawnictwom za zaufanie i chęć współpracy. ;)

A jutro czeka na Was [wreszcie] recenzja. ;)

Pozdrawiam, Klaudyna.

Zobacz również:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...