SMĘTARZ DLA ZWIERZAKÓW (2019)


Ostatnio pisałam na blogu o książce Smętarz dla zwierzaków oraz o jej ekranizacji z 1989 roku, przy której pracował sam autor, czyli Stephen King. Dzisiaj nadeszła pora skonfrontowania się z adaptacją książki z tego roku, a raczej przedstawienia Wam swojej opinii o niej.
Specjalnie piszę adaptacja a nie ekranizacja, bo są to dwie różne rzeczy. O ile wersja filmu z końca lat 80. XX wieku, to faktycznie ekranizacja, o tyle aktualna wersja nią nie jest. Po obejrzeniu Smętarza dla zwierzaków przeczytałam kilka komentarzy na forum i ludzie byli zbulwersowani przede wszystkim jeśli chodzi o zakończenie, a także zastanawiali się, dlaczego postanowiono podmienić dzieci.
Sama po około dwudziestu minutach filmu uznałam, że nie warto się denerwować, bo z książką ma tyle wspólnego co tytuł i zarys fabuły. Reszta to już kwestia fantazji twórców. Dlatego też zmiana dziecka, które umiera nie było dla mnie niczym dziwnym a tym bardziej bulwersującym. Nawet mi się ta wizja podobała, bo … w filmie ciekawie była przedstawiona relacja ojciec-córka. A zakończenie... było dla mnie też całkiem intrygującym zabiegiem. Jednak to wszystko nie znaczy, że mi się całość podobała i nie mam jej nic do zarzucenia.

Ale do rzeczy, bo pewnie nie każdy wie jaka jest fabuła książki Smętarz dla zwierzaków. Dlatego teraz będzie krótko o filmie.
Pięcioosobowa rodzina Creedów (mama, tata, córka, syn i kot) przeprowadza się do Ludlow, gdzie mają nadzieję odpocząć od zgiełku miasta, a także skupić się na sobie, a nie tylko na pracy. Elle, ich córka, zaciekawiona ścieżką za domem, podąża jej trasą i znajduje smętarz dla zwierzaków, a przy okazji poznaje sąsiada, Juda. Jest to jej pierwsze zetknięcie ze śmiercią, jest ona w ich domu niemal tabu, gdyż jej mama w młodości przeżyła traumatyczne chwile i nie chce straszyć córki tematem śmierci. Jednak Rachel nie może nawet przypuszczać, że w niedalekiej przyszłości coś złego przytrafi się jej najbliższym i przy okazji jej samej.

Kiedy czytałam książkę oczyma wyobraźni widziałam już to, co autorzy mogliby stworzyć z postacią siostry Rachel, czułam ten klimat i mrok. O ile w pierwszej ekranizacji praktycznie temat ten został pominięty, o tyle tutaj już nieco się zadziało i jedna scena faktycznie mnie przestraszyła. Oczywiście można było zrobić to wszystko subtelniej, gdyż taka jest właśnie książka, z lekkim mrokiem, z bardziej psychologicznym podejściem do horroru.
Zdecydowanie smutne jest to, że Smętarz dla zwierzaków został zrealizowany w sztampowy, w typowy dla aktualnego kina sposób, gdzie najważniejsze jest przestraszenie widza przez wyciągnięcie potwora z szafy. Szkoda, bo mogłoby być ciekawie, gdyż film ma swoje mocniejsze momenty.
Uważam, że oby dwa filmy nie są należytą ekranizacją czy adaptacją książki, ale widocznie nie każda książka może zostać zekranizowana. W oby dwóch wersjach brakowało mi klimatu z powieści, a przede wszystkim, brakowało mi dobrego przedstawienia Juda. W 1989 jest to postać, która ma jakieś zaburzenia psychiczne, a w 2019 w początkowych scenach zachowuje się jak wróg. A przecież był to poczciwy człowiek, z którym warto się było zaprzyjaźnić.


Nie odradzam Wam oglądania Smętarza dla zwierzaków, tylko zachęcam do popatrzenia na tę historię z przymrużeniem oka, aby nie nastawiać się na typową ekranizację. To tylko zaczerpnięty pomysł na fabułę, z ładnymi zdjęciami i specyficznym klimatem. Oglądajcie, jeżeli lubicie horrory, ale nie oczekujcie wielkich fajerwerków. 



Komentarze