Przejdź do głównej zawartości

Smerfy 2 (2013)

USA | KOMEDIA/ANIMACJA/FAMILIJNY | 2013

Na tę premierę czekałam bardzo długo, odkąd tylko dowiedziałam się o powstawaniu tej produkcji. Na Smerfach, jedynce, byłam ze swoją siostrzenicą, także na tę część również postanowiłam pójść z nią. Śmiechu było co niemiara, jednak niektóre momenty mnie niestety żenowały. Wydaje mi się, że producenci zbyt śmiało zaczęli wplatać w bajkę podteksty dla dorosłych, które dla dzieci po prostu nie są odpowiednie. 
A teraz krótko o fabule. Smerfetka ma urodziny, a tej wydaje się, że nikt o nich nie pamięta. Prześladuje ją koszmar, że powraca do swojej pierwotnej postaci i spoufala się ze swoim stwórcą, Gargamelem. Zły czarodziej natomiast cieszy się sławą w Paryżu, gdzie występuje na scenie ukazując swój dar. W międzyczasie stworzył Wredki, które chce wykorzystać do poznania receptury na stworzenie prawdziwego, niebieskiego Smerfa. Porywa Smerfetkę, a Papa Smerf razem z Lalusiem, Ciamajdą i Marudą [całkowicie przypadkowym składem] proszą o pomoc państwo Winslow - tych samych, którzy pomagali im w poprzedniej części. 


Trochę się zawiodłam na tej produkcji. O ile pierwsza część mi się bardzo podobała, o tyle ta niekoniecznie. Jasne, śmiałam się podczas seansu, ale nie zabrakło momentów zniesmaczenia. Jak napisałam na początku, wiele jest tutaj żartów stricte dla dorosłych, niedostosowanych do faktycznej grupy odbiorców tego filmu. Uważam, że Smerfy 2 miały bardzo duży potencjał, bowiem nawiązanie do powstania Smerfetki jak dla mnie okazało się fascynujące. Problem przynależności i pochodzenia mógł być dobrą lekcją dla maluchów. Niektóre historie nie powinny być kontynuowane. Tak właśnie jest w tym przypadku. Być może Raja Gosnell miał słabszy czas i wyreżyserował coś bez polotu, co być może bawi, ale nie porusza widza... Przynajmniej mnie. 

Na szczęście dzieci bawiły się bardzo dobrze, także, jeżeli macie chętnego na wyjście do kina malucha, nie zastanawiajcie się zbyt długo, tylko idźcie. Bowiem pociechy będą miały dużo frajdy z tego filmu, a my, nieco starsi widzowie, cieszyć będziemy się z radości tych młodszych. I wszystko się tutaj kalkuluje. 

Komentarze

  1. Bardzo chce obejrzeć Smerfy 2. Odkąd zobaczyłam zwiastun, to przepadałam. Trochę jedynie obawiam się tych żartów stricte dla dorosłych, gdyż moja pociecha może ich nie zrozumieć, ale mimo wszytko myślę, że będzie się przy tej produkcji świetnie bawić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba wyrosłam ze Smerfów :( Ale może podkradnę jakieś dziecko znajomym i jednak obejrzę? Pozdrawia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałem pojęcia, że Smerfetka została stworzona przez Gargamela.

    Mam za to inne pytanie: czy dubbing jest znośny? Przyznam szczerze, że on nie zawsze pasuje do postaci na ekranie i czasem ma się wrażenie, że aktor podkładający głos jest trooochę starszy od osoby w którą się wciela. Jak jest w Smerfach 2?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stuhr jako Gargamel i Socha jako Smerfetka to dwie najlepiej zdubbingowane postaci w filmie. :D Także warto iść dla nich samych :D

      Usuń
    2. Tak, dokładnie. Myślę, że dubbing jest tutaj całkiem w porządku. A jak mnie nie denerwowały podstawione głosy, to znaczy, że było bardzo, bardzo dobrze. ;)

      Pozdrawiam,
      Klaudyna

      Usuń
  4. Jak dla mnie niektóre momenty były zbyt naciągane i momentami nudne, sztucznie przedłużane. Ale ogółem fabułę filmu i jego wykonanie można uznać za atut tego widowiska. Ani nie zachwyca, ani nie przeraża.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Smerfy, ale jakoś współczesna wersja nie przyciąga mnie do siebie. Nawet te Smerfy nie wyglądają jak Smerfy... Może któregoś dnia obejrzę tę bajkę z bratem, ale nie będę o to zabiegać zbyt mocno.

    OdpowiedzUsuń
  6. Współczesnych Smerfów nie lubię tak jak tych dobranockowych :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

TWOJA ANATOMIA. KOMPLETNY (I KOMPLETNIE OBRZYDLIWY) PRZEWODNIK PO LUDZKIM CIELE | ADAM KAY

Mam nadzieję, że mamy już wyjaśnioną bardzo ważną kwestię odnośnie mojej osoby - mam totalną i nieuleczalną sklerozę. W 2021 roku przeczytałam książkę Adama Kay'a Twoja anatomia . Umieściłam ją nawet w rankingu najlepszych książek ubiegłego roku, ale jakoś umknęło mi to, aby o niej troszkę napisać zarówno tutaj jak i na blogu. Twoja anatomia. Kompletny (i kompletnie obrzydliwy) przewodnik po ludzkim ciele , to książka kierowana do młodzieży, jednak sama bardzo wiele ciekawych informacji związanych z naszym organizmem odnotowałam. Jest to pozycja napisana z charakterystyczną dozą humoru Kay'a, a ja owy humor bardzo lubię. Autor w ciekawy i zabawny sposób opisuje działanie poszczególnych narządów w ciele człowieka i rzuca wieloma ciekawostkami z nimi związanymi. Podczas lektury żałowałam troszkę, że sama w czasie nauki biologii w klasach gimnazjalnych czy licealnych nie miałam dostępu do tego typu pozycji. Jak dla mnie jest to super książka do przyswajania wiedzy, bowiem opróc

ILUZJA | MIECZYSŁAW GORZKA

Czytając książkę Iluzja Mieczysława Gorzki, drugi tom serii Cienie przeszłości , miałam wrażenie, że ta historia się nie kończy. Wiele różnych rzeczy ma miejsce w tym tomie, tak wiele razy główny bohater dochodził do rozwiązania zagadki, że całość się dłużyła, aczkolwiek nie męczyła czytelnika. Po prostu zwrotów akcji jest tutaj cała masa. Akcja powieści toczy się kilka lat po zakończeniu Martwego sadu , chociaż ma się wrażenie, że u Marcina Zakrzewskiego nie zmieniło się praktycznie nic. Ciągle jest sam, chociaż próbował sobie ułożyć życie z kobietą, ale oddanie pracy zwyciężyło pojedynek miłość – zaangażowanie w łapanie morderców . W tej części mamy do czynienia z morderstwami, które na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. Oprócz tego, na strychu wrocławskiej kamienicy odnaleziono ciało kobiety, która nie żyła od wielu już lat. Jak można się już domyślić, w tej części autor postanowił sięgnąć po znacznie cięższą emocjonalną amunicję i w swojej książce stworzył motyw nekrofilii. Br

SCENY EROTYCZNE W KSIĄŻKACH – CZY SĄ ONE W OGÓLE KONIECZNE?

Co? Po co w ogóle taki temat? Nie jestem znawczynią romansideł. Nie jest to nawet mój ulubiony gatunek literacki. Ale wiecie co, wypowiem się. Nie znam się, ale się wypowiem . Bo mogę. Nie da się ukryć, że od kilku lat na rynku wydawniczym pojawił się cały ogrom romansideł, a dokładniej nawet – literatury erotycznej. Kilka z nich przeczytałam i nie mogę zaprzeczyć, że potrafią one zaangażować czytelniczkę i wciągnąć w swój świat. Jednak nie o tym, czy taki typ literatury jest nam potrzebny chciałabym dzisiaj pisać. Podczas czytania książki Falling fast , a wcześniej Jednak mnie kochaj i Tylko bądź przy mnie zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak bardzo przez kilka lat zmienił się sposób opisywania scen erotycznych w książkach, w romansach, w literaturze, która chce nosić miano pięknej. Od kiedy zaczęły pojawiać się erotyki, autorzy (głównie autorki jak mniemam) zaczęli kombinować w swoich małych dziełach z opisami scen zbliżeń między bohaterami. Jest ich za dużo, albo są za obszer