Przejdź do głównej zawartości

Godziny strachu - Nicci French


          Uwielbiam twórczość brytyjskiej pary dziennikarzy, którzy tworzą pod pseudonimem Nicci French. Nicci Gerard oraz Sean French, to małżeństwo, które pisze wspólnie od 1995 roku. Ich twórczość odkryłam przypadkiem i od razu się zauroczyłam. Kiedy książka „Godziny Strachu” wpadła w moje ręce, nie mogłam się doczekać, aż dotrwam do końca powieści. Bynajmniej nie z nudy, tylko z powodu tego, że historia bardzo mnie zaciekawiła.

             Główną bohaterkę, Ninę Landry, czytelnik poznaje dokładnie osiemnastego grudnia, w dzień jej czterdziestych urodzin. Wraz ze swoimi dziećmi oraz nowym życiowym mężczyzną ma wieczorem wyjechać na urlop na Florydę, aby w ciepłym klimacie spędzić święta i przywitać nowy rok. Wszystkie te plany jednak legły w gruzach, gdyż jej piętnastoletnia córka Charlie znika bez śladu. Zdesperowana matka krok po kroku odnajduje nowe ślady, które mogłyby przybliżyć ją do swojego dziecka. Policja działa według swoich zasad, spokojnie przesłuchuje znajomych nastolatki i jej rodziny. Jednak Nina, nie potrafi siedzieć i czekać. Musi działać, bo tak czuje.

           Nicci French pokazali swoim czytelnikom, że potrafią tworzyć niebanalne teksty, które całkowicie pochłaniają odbiorców. Sama nie mogłam się oderwać od lektury i razem z bohaterką szukałam potencjalnych sprawców całego zdarzenia. Oczywiście, moje przypuszczania w ogóle nie pasowały do toku myślenia tych dwóch autorów książki. Zaskoczyli mnie tym, jak rozwinęli całą sprawę z zaginięciem nastolatki. Każda książka tych autorów, którą czytałam, poruszała całkowicie inne kwestie i różne wartości życiowe. Ci pisarze mają ogromną wyobraźnię, a także potrafią wywołać skrajne emocje u odbiorcy. Piszą bardzo realistycznie, bohaterowie w żaden sposób nie są sztuczni i przerysowani. Przez to, można się zastanawiać, czy aby ta historia nie jest pisana w oparciu o fakty.

             Mogłabym się jedynie przyczepić do tego, że czas w powieści mijał, jak dla mnie, zbyt wolno. Wiem, że Nina Landry działała bardzo szybko, aby odnaleźć swoją córkę, ale jednak coś mi nie pasowało z tymi mijającymi minutami i godzinami. Także dziwiło mnie w tej powieści to, że mimo że Charlie miała zaledwie piętnaście lat, chodziła na mnóstwo imprez, oraz mogła bezkarnie pić alkohol. Może to ja jestem jakaś rygorystyczna, ale ten wiek, to jak dla mnie, zbyt mało, żeby mieć aż takie zaufanie u swojej rodzicielki. Kolejną wadą tej książki jest to, że nie ma rozdzielenia na rozdziały. Bardzo mi to przeszkadzało, gdyż prawie trzysta stron powieści było napisanych jakby w jednym rozdziale.

           Koniec narzekania na „Godziny strachu”, gdyż mimo tych małych wad, książka jest bardzo wciągająca oraz poruszająca. Autorzy posługują się bardzo przyjemnym stylem, dzięki któremu przez książkę po prostu się płynie i chętnie czyta kolejne zdania, które wyszły spod pióra tych pisarzy. Całą historię odbiorca obserwuje oczami Niny Landry. Widzi jej wzloty i upadki emocjonalne, załamania i mętlik w głowie, które jej towarzyszyły. W powieści przedstawiony został rewelacyjny obraz zdesperowanej matki, która z determinacją poszukuje swojego dziecka. Odbiorca wie, że ta kobieta nie cofnie się przed niczym, aby tylko uratować swoją córkę. Nina odkrywa szokujące – jak dla rodzica – informacje na temat nastolatki. W trakcie śledztwa mogła liczyć jedynie na siebie, bo nikomu już nie potrafiła ufać. Bo kto tak naprawdę był po jej stronie? Wszyscy jedynie powtarzali, że „wszystko będzie dobrze” i „Charlie się odnajdzie”. Także policja wydawała się nic nie robić, co bardzo irytowało zarówno bohaterkę tejże powieści jak i mnie samą.

               Tak jak już wcześniej wspomniałam, całkowicie zdziwiło mnie rozwiązanie zagadki. Mimo tego, brakowało mi wyjaśnienia poszczególnych elementów układanki. Niby Nina doszła do wielu spraw i motywów zbrodni, to oczekiwałam potwierdzenia tego wszystkiego ze strony samego sprawcy.

              Reasumując, książka: „Godziny strachu” autorstwa duetu Nicci Gerard oraz Sean French, to powieść wciągająca, intrygująca oraz poruszająca czytelnika. Sama jestem fanką tekstów tych autorów, dlatego też z całą świadomością mogę polecić zarówno tę książkę, jak i inne, które się znajdują w ich dorobku. „Godziny strachu” to powieść, którą warto przeczytać, aby poznać możliwości samego siebie w obliczu tak wielkiej tragedii, jak zaginięcie dziecka. Do czego byłabym zdolna, aby znaleźć swoje potomstwo, tego nie wiem. Ale wiem, czego dokonała Nina Landry. 



Za książkę dziękuję: 

Komentarze

  1. Lubię książki z dreszczykiem emocji, więc z przyjemnością wezmę się za tę lekturę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię tego typu książki, więc nie ma sensu pisać, że na sto procent przeczytam, bo to oczywiste jak śnieg zimą. Bardzo podoba mi się okładka. Zauważyłam ostatnio, że im prostsza, tym lepsza książka. Kojarzy mi się trochę z okładkami Becketta, a często przy wyborze lektury sugeruję się właśnie tym - zupełnie na przekór twierdzeniu, iż nie ocenia się książki po okładce... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tej pory jakoś nie miałam okazji poznać twórczości Nicci French, mimo, że moja mama bardzo te ksiażki lubi i chwali. Ale Twoja recenzja jest przekonująca, więc może za jakiś czas sięgnę po "godziny strachu" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kasandra_85 - Jak tylko weźmiesz się za lekturę tej książki, to nie pożałujesz ;)

    limonka - Uwielbiam bardzo skromne okładki. A powiem szczerze, że Ta, wiele mówi na temat książki. Odkryłam to dopiero po zapoznaniu się z jej treścią. ;) Książkę naprawdę polecam. ;)

    Linka - Często sugerujesz się gustem czytelniczym mamy, - przynajmniej tak zaobserwowałam z recenzji na Twoim blogu - więc i tym razem sięgnij po Nicci French. ;)

    Pozdrawiam, Klaudyna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niebanalny tekst? To określenie zawsze mnie zachęca!
    Chciałabym, bardzo chciałabym ją przeczytać, jednak nie oszukujmy się - nim to nastąpi miną miesiące, jeśli nie lata. Będę jednak miała ją na uwadze, zwłaszcza, że księgarnię Najlepszy Prezent odwiedzam często i równie często coś w niej zamawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę poszukać, bo mnie zaciekawiłaś. O pisarzach nie słyszałam prawie nic. Pora to zmienić!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że lubię tego książki o takiej tematyce i z chęcią przeczytałabym recenzowaną przez Ciebie pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Scathach - znam to uczucie, że chciałoby się przeczytać coś teraz, ale jednak następuje to dużo później. Jednak życzę powodzenia w poszukiwaniach. ;)

    Mery - Oj, pora to zmienić! ;)

    LadyBoleyn - Zachęcam, zachęcam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Klaudyna, bo może faktycznie jest coś w tej skromności okładek, że są... bo ja wiem, fajniejsze? Kiedyś kupiłam sobie fantastyczną biografię Josepha Goebbelsa. Zwyczajna, czarna okładka, z białym tytułem i małym, czerwonym zdjęciem, o ile dobrze pamiętam (później dałam ją mojemu profesorowi od historii z liceum w zamian za nootatki na studia, więc może mnie mylić pamięć :P). Im więcej napaćkane na okładce, tym mam wrażenie, że wydawcy starali się jakoś zrekompensować czytelnikowi słabą treść... ;))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio bardzo przyjaźnie jestem nastawiona do tego typu książek, poza tym Twoja recenzja brzmi zachęcająco. Mam nadzieję, że będę pod takim wrażeniem, jak Ty. Pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dreszczyk emocji zawsze mile widziany :) Uwielbiam takie książki! Okładka niesamowita.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC | JANINA BĄK

Do książki Janiny Bąk przymierzałam się od marca, jeszcze przed jej premierą. Jestem właśnie z tych opornych matematycznie, jednak zawsze statystyka była moim ulubionym działem, z którego mogłam sobie podciągnąć ocenę. Uff, na szczęście to już za mną. Skusiłam się na Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady żeby dostać Nobla , jednak lektura musiała nieco poczekać na swoją kolej. Musiałam chyba nabrać zaufania do autorki, polubić się z nią i dojrzeć do decyzji. Ostatecznie sięgnęłam po powyższą książkę dosyć spontanicznie, bowiem zaczęłam ją czytać córce do snu i praktycznie większość treści poznawałam czytając na głos. Polubienie się z Janiną Bąk na jej Instagramie i pokochanie jej poczucia humoru nie było zbyt trudne. Uwielbiam ją, jest niesamowicie inteligentną babką. Dlatego też wiedziałam, że czytanie Statystyki będzie i pożyteczne i zwyczajnie… przyjemne. I się nie myliłam. Autorka potrafi rozbawić czytelnika, przy okazji rzuca trafne spostrzeżenia na tema

AKCJA CZYTELNICZA CZYTAJ.PL

Kolejny raz wystartowała akcja czytelnicza Czytajpl, w tym roku jej hasłem przewodnim jest Znowu czytam!  Przez cały listopad na platformie Woblink jest dostępnych dwanaście darmowych książek, do posłuchania i/lub poczytania. 12 tytułów, to naprawdę dużo i jest w czym wybierać.  Sama bardzo lubię tę akcję, bo zawsze jestem w stanie znaleźć coś ciekawego dla siebie, a nawet - tak jak w zeszłym roku - odnaleźć genialny tytuł, w tym przypadku mam na myśli Chrobot Tomka Michniewicza. I na tę edycję również liczę, mam nadzieję, że wśród poniższej listy przesłucham coś ciekawego.  Jakub Ćwiek „Topiel” (Wydawnictwo Marginesy) Wojtek Drewniak „Historia bez cenzury 5. I straszno, i śmieszno – PRL” (Wydawnictwo Znak)  Paulina Hendel „Strażnik” (We Need YA)  Mikołaj Łoziński „Stramer” (Wydawnictwo Literackie)  Karolina Macios „Czarne morze” (Wielka Litera)  Andri Snær Magnason „O czasie i wodzie” (Karakter)  Jakub Małecki „Horyzont” (Wydawnictwo SQN)  Robert Małecki „Zadra” (Czwarta Strona)  Rem

CHWILOWA ANOMALIA. O CHOROBACH WSPÓŁISTNIEJĄCYCH NASZEGO ŚWIATA | TOMASZ MICHNIEWICZ

Po moim zeszłorocznym odkryciu i przesłuchaniu Chrobotu Tomasza Michniewicza, nie mogłam nie skusić się na Chwilową anomalię tegoż autora. Jak grzyby po deszczu wydawane są książki o tematyce pandemicznej, bo to chwytliwe jest, głośne, ale ja nadal staram się trzymać od nich z daleka. Czytałam jedynie Pandemię. Raport z frontu Pawła Kapusty, bo wiedziałam, że ta książka będzie dobra i rzetelna. W tym przypadku również wierzyłam, iż Michniewicz nie napisze niczego dla głośnego tytułu, aby złapać więcej czytelników. Chwilowa anomalia. O chorobach współistniejących naszego świata nie jest książką oczywistą, bo rozmowy przeprowadzane z zaproszonymi rozmówcami, profesorami, specjalistami i ekspertami w swoich dziedzinach nie są stricte pandemiczne, choć ostatecznie do tego tematu dążą. Jest to mądra książka, otwierająca oczy i tłumacząca wiele kwestii z ekonomi, technologii czy ze świata polityki. Dla mnie bardzo wartościowymi rozmowami były te z instruktorem psychologii konfliktu, Jacki