25 czerwca 2016

DWANAŚCIE RAZY MIŁOŚĆ




Lato, plaża, muzyka, wakacyjna praca. To wszystko sprzyja zakochiwaniu się, choćby na chwilkę, na ten wakacyjny czas.

Ostatnimi dniami zaczytywałam się w opowiadaniach z antologii Ktoś mnie pokocha. Rzadko kiedy sięgam po krótkie formy, gdyż takich najzwyczajniej nie lubię. Wolę dłuższe historie, w które mogę się bardziej wczuć i zaangażować. Mogę też polubić, bądź nie, głównych bohaterów. Opowiadania mają swoje ograniczenia, które niejednokrotnie mi przeszkadzają w lekturze. Jednak tym razem było inaczej, co mnie bardzo zdziwiło.  






12 miłosnych opowiadań spod pióra tyluż autorów (Leigh Bordugo, Francesca Lia Block, Libba Bray, Cassandra Clare, Brandy Colbert, Tim Federle, Lev Grossman, Nina LaCowr, Stephanie Perkins, Veronica Roth, Jon Skovron, Jennifer E. Smith), to była dla mnie nie lada gratka, zwłaszcza, że wcześniej z ich twórczością nie miałam okazji się zapoznać, z wyjątkiem Cassandry Clare. W większości przypadków nie zawiodłam się, gdyż poszczególne losy bohaterów bardzo mnie zaskoczyły, oczywiście pozytywnie, a jeden tytuł nawet wzruszył i poruszył. Nie będę Wam każdego z opowiadania analizować. Musicie wiedzieć, że są tutaj lepsze i nieco słabsze historie, co jest zresztą czymś naturalnym i związanym z indywidualnymi preferencjami czytelnika.


Na kartach książki Ktoś mnie pokocha, można spotkać przede wszystkim miłość pod wieloma postaciami. Nie ma tutaj ograniczeń jeżeli chodzi o płeć, gdyż uczucia mogą być hetero- jak i homoseksualne, łatwe tudzież komplikowane przez samych siebie, bo ludzie lubią zadawać sobie ból, ograniczać widoki na poważną miłość. W antologii można się spotkać z szarą rzeczywistością, z nieprawdopodobnym zatrzymaniem w czasie, czy cyrkową dziwnością. Każdy znajdzie coś dla siebie, historię, która zwróci jego szczególną uwagę.  





Najlepszą opowieścią dla mnie, to zdecydowanie Bezwładność, której autorką jest Veronica Roth. To na niej nieco popłakałam, gdyż jest najsmutniejsza ze wszystkich, a jednocześnie najszczęśliwsza. Najsłabszym i zdecydowanie najpłytszym opowiadaniem z całej dwunastki było dla mnie to autorstwa Jona Skovrona, pod tytułem Byle nie miłość. W porównaniu do reszty, wypada raczej blado i nijako. Można w momencie o nim zapomnieć, a raczej to nie o zapominanie chodzi w tworzeniu, prawda?

Wszystkie z 12 krótkich dzieł charakteryzuje bardzo lekki i przyjemny styl pisania. Przez całość się przelatuje bardzo gładko, a przede wszystkim, chce się to czytać! Jednak historie te niejednokrotnie skupiają się, nie tylko na samej miłości, ale również na rodzinie i na bardzo różnych losach bohaterów. Nie ma w tej książce aż tak kolorowo, czasem to właśnie miłość podnosi poszczególne postaci na duchu.


Reasumując, moje spotkanie z tytułem Ktoś mnie pokocha, okazało się bardzo pozytywne. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, odnalazłam się w krótkiej formie wyrazu autorów. Nie ukrywam, że niektóre historie mogłyby zostać rozwinięte, gdyż miały ogromny potencjał i mnie zaciekawiły. Ale widocznie opowiadania mają to do siebie, że mają czytelnika zachęcić do lektury, wciągnąć w swój świat, a potem zmuszać go do wymyślania własnych alternatywnych losów dla różnych postaci.  






3 komentarze:

  1. Zapowiada się ciekawie i pewnie ją zakupie (jeśli gdzieś dorwę wydanie w miękkiej okładce :D), mam tylko nadzieję, że nie będzie jak z opowiadaniami świątecznymi, które były równie zachwalane, a moim zdaniem wyszły raczej średniawo..

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię antologie, chociaż często mam niedosyt, że "tylko" opowiadania, a miałabym ochotę na ciąg dalszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po opowiadania, a te chyba przypadną mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*