Przejdź do głównej zawartości

Grinch (2018)

Jestem Team Grinch! Kocham i uwielbiam gościa. Ale to nie dlatego, że chciałabym zniszczyć święta, ale dlatego, że wolę zobaczyć w nich ten sens aniżeli górę prezentów i stosy jedzenia. Kiedy tylko dowiedziałam się o tym, że w grudniu tego roku będzie jego nowa, animowana wersja, byłam szczęśliwa i nie mogłam doczekać się seansu.

I się doczekałam i się, kurczaki!, zawiodłam. Przykro mi się wychodziło z sali kinowej ze świadomością, że bajka ta żadnego morału nie przekazuje, że współczesne dzieci takie wartości z niej wyniosą. Takie wartości, czyli puste, żadne. Nie zmienia to jednak faktu, że sama animacja jest ładna, niejednokrotnie doprowadza widza do śmiechu – niezależnie od jego wieku.  

Podejrzewam, że każdy zna chociaż trochę historię Grincha i mieszkańców Ktosiowa. W tej bajce jest ona trochę zmieniona. Zielony stwór mieszka na szczycie góry ze swoim pieskiem, Maxem i nie lubi ludzi, a zwłaszcza świąt. Cindy-Lou i jej bracia są wychowywani tylko przez mamę, a losy dziewczynki i Grincha splatają się w momencie, kiedy ta chce wysłać list do Mikołaja. Cindy-Lou ma misje w te święta i razem ze swoją ekipą chce spotkać Mikołaja, aby z nim porozmawiać. Jak wiadomo, Grinch też ma misję i już oczywiste jest, kogo ta słodka dziewczynka przebranego w czerwony kostium spotka.
Intencje i frustracja Grincha są jak dla mnie beznadziejne i płytkie. Oczywiście, że jako mały chłopczyk, który wychowywał się w domu dziecka, nie miał tego wszystkiego co inni i może czuć niesmak spowodowany przez ten świąteczny przepych. Jednak pokazana ewidentna zazdrość pięćdziesięcioletniego Grincha jest już małą przesadą. Nikt go nie skrzywdził, nikt mu niczego złego nie powiedział, facet jest zwykłą marudą dla samej zasady. Nikt przecież mu nie zabrania obchodzenia świąt z rozmachem. Całe szczęście, że wątek Cindy-Lou był jakiś wartościowy, bo inaczej można by uznać film za zupełnie niepotrzebne „świąteczne dzieło”.

I to nie jest tak, że uważam za jedyną prawdziwą wersję tej historii, tą z 2000 roku z Jimem Carrey'em. Niesie ona jednak jakieś przesłanie, zachowanie Grincha ma sens i ta jego zmiana w społecznika jest stopniowa. Grinch z 2018 roku ma duży potencjał, ale okazał się zbyt miałki i płytki. Można go obejrzeć, pośmiać się, ale radziłabym szybko o nim zapomnieć. A szkoda.


Komentarze

Zobacz również:

TO TYLKO SEKS? NAGA PRAWDA O NASZYCH PRAGNIENIACH | ANNA GOLAN, JUSTYNA S. MAJEWSKA

  Odnajdowanie swojej seksualności, a także szczera rozmowa o niej są bardzo ważne. Musimy nauczyć się, że seks nie może być tematem tabu, dlatego też sięgnęłam po To tylko seks? Naga prawda o naszych pragnieniach Anny Golan i Justyny Majewskiej, które w formie luźnej ale konkretnej rozmowy opowiadają czytelnikowi o intymnych relacjach ludzi. Im dalej, tym ciężej. Zaczyna się lekko, od historii ludzi, którzy zawsze na siebie czekali, albo o rodzajach płci psychicznej, jednak z każdym kolejnym rozdziałem autorki zgłębiają coraz trudniejsze tematy, z którymi trzeba się zmierzyć. Golan i Majewska komentują historie miłosne i łóżkowe ludzi, w kulturalny i nieoceniający sposób. Sugerują, jak która strona powinna zareagować co zrobić, aby polepszyć relacje. Z tych komentarzy nie rozbrzmiewa wszystkowiedzący, ekspercki ton, wręcz przeciwnie, jest po ludzku, zwyczajnie, ale z ogromem wiedzy, jaką autorki mogą przekazać czytelnikowi. Z książki To tylko seks? można wiele się nauczyć o relacja

GRZECHU WARTA | AGATA PRZYBYŁEK

Pora na zwieńczenie trylogii Nie zmienił się tylko blond . Pomimo tego, iż seria Agaty Przybyłek umiejscowiona jest w Sosenkach, to każda z części jest zupełnie inna, ma odmienny klimat. Pierwsza jest iście komediowa, a kolejne są coraz poważniejsze i nieco bardziej stonowane w swoich żartach. A przynajmniej ja odczułam znaczącą różnicę, jednak nie twierdzę, iż jest to coś złego. Akcja książki Grzechu warta toczy się sześć lat po zakończeniu poprzednich wydarzeń bohaterów Sosenek. Tym razem główną postacią jest Agata, córka Iwony. Agata wraca na wakacje do rodzinnego domu, jednak okazuje się, iż nie ma tam dla niej za bardzo miejsca i po serii totalnie odjechanych i abstrakcyjnych wydarzeń, postanawia pojechać na przerwę wakacyjną na studiach, do dziadków. Jednak tam również nie potrafi znaleźć dobrych wibracji, a traktowanie jej przez babcię niczym małe dziecko, w niczym nie pomaga. Dziewczyna postanawia znaleźć pracę, a ogłoszenie na jakie natrafia jest, delikatnie mówiąc, niecodzie

LISTY OD ASTROFIZYKA | NEIL DEGRASSE TYSON

  Raz na rok mój mąż ma na moim blogu wpis specjalny, a to za sprawą książek o Astrofizyce Neila DeGrasse Tysona. Sama jeszcze nie zdecydowałam się na zapoznanie się z tytułami tegoż autora, być może jeszcze jest na to za wcześnie, jednak mój Z. Jest fanem nauki i ową nauką się interesuje. Dla niego lektura pozycji o kosmosie to nie lada gratka, dlatego też ucieszyłam się (tak samo jak i mąż), że od wydawnictwa Insignis mogliśmy otrzymać Listy od Astrofizyka . Nie przedłużam już bardziej, zostawiam Was z krótką opinią na temat powyższego tytułu. Listy od Astrofizyka to kolejna już książka Neila DeGrasse Tysona wydana przez wydawnictwo Insignis po Astrofizyce dla zabieganych , Kosmicznych zachwytach , i Kosmicznych rozterkach . Kolejny raz wydanie jest perfekcyjne. Ładna, twarda okładka, idealny rozmiar, a jeśli chodzi o ilość stron - znowu jest ich za mało. Tematyka oraz treść książki mocno odbiegają od poprzednich tytułów. Dostajemy w niej zbiór listów, korespondencji czy wpisów z