Przebudzenie dusz


Przebudzenie dusz zostało okrzyknięte najlepszym horrorem angielskiej produkcji od lat. Ciężko odmówić mu bycia dobrym czy elektryzującym, ale najlepszym bym go jednak nie nazwała.

Główny bohater, profesor Goodman, zajmuje się zjawiskami paranormalnymi, a dokładnie – obala je. Doszukuje się w każdym takim zjawisku odpowiedzi racjonalnej, bo przecież ludzki mózg jest w stanie sobie wiele dopowiedzieć. Jego guru, osobą, która zainspirowała go do obrania takiej ścieżki kariery jest Charles Cameron, zaginiony przed laty profesor od zjawisk nadprzyrodzonych. Jakie było zdziwienie Goodmana, kiedy pewnego dnia otrzymał tajemniczy list od Camerona, a po spotkaniu z nim - teczki z niewyjaśnionymi sprawami...

I w tym momencie film dostaje rozpędu, a główny bohater może zwątpić w swoje dotychczasowe postrzeganie świata rzeczywistego, bo być może na świecie dzieją się bliżej niewyjaśnione historie. Od tego momentu też, widz musi trzymać się mocniej fotela, bo każda kolejna scena niesie za sobą ogrom wrażeń, ogrom przerażających scen i historii, w które ciężko będzie uwierzyć.

Przebudzenie dusz składa się z trzech części, co może wydać się oczywiste, bo musi składać się z początku, rozwinięcia oraz zakończenia. Jednak tutaj podział na trzy części jest konkretniejszy, a w każdej z nich obowiązuje inna forma przekazu. W historię wprowadza nas główny bohater, w którego wciela się Andy Nyman. Mówi on wprost do widza zza swojego biurka, a w międzyczasie pokazywane są fragmenty z jego życia itp. Ma się przez to wrażenie, jakby oglądało się jakiś reportaż albo dokument i jest co całkiem fajne. Jednak lepsza część dopiero ma nadejść. Następnie jest horror, który nie jest łaskawy, który trzyma w napięciu i nie daje chwili wytchnienia widzowi. Główny bohater rozmawia z trzema postaciami, które opowiadają mu o swoich strasznych przeżyciach.

Zakończenie i to, jaką formę twórcy wybrali, są dla mnie najgorsze. Okej, zostawię już w spokoju samo rozwiązanie tego wszystkiego, co prawda nie przypadło mi do gustu i mnie nieco zirytowało, ale to już jest kwestia indywidualna każdego odbiorcy. Jednak boli mnie to, że po tak dobrej środkowej części, podczas której widz siedzi jak na szpilkach i ma ciężko, aby głębiej nabrać tchu, następuje istna groteska, trochę slapstick, coś, co w żaden sposób nie pasowało mi do całości. Rozumiem zabawę formą, rozumiem, że zmiana klimatu miała rozładować napięcie, jednak jak dla mnie, coś tutaj nie wyszło, a szkoda.


Nie chcę zbyt szczegółowo pisać o Przebudzeniu dusz. Uważam, że jest to godny uwagi film, który zadowoli fanów horrorów, minimalizmu, bo to nie jest film, w którym jest dużo postaci. Historie się ze sobą przeplatają i trzymają w napięciu, a aktorzy są dobrze dobrani do swoich ról. Jak dla mnie, najlepszym bohaterem jest Simon Rifkind, w którego wcielił się znany z takich seriali jak Czarne lustro czy The End of the F***ing World, Alex Lawther. Robi chłopak tutaj robotę, zdecydowanie ma talent i ogromny potencjał. Mam nadzieję, że nie pogubi się w tym wielkim świecie showbiznesu.

A jeżeli chodzi o film, to mogę go Wam polecić. Cieszę się, że obejrzałam go na ekranie kinowym, bo na pewno na nim produkcja robi większe wrażenie.

Komentarze

  1. Miałam iść do kina na to ale nie zdążyłam ale widziałam zwiastun i jest super muszę obejrzeć :D

    Zapraszam na nasz BLOG
    INSTAGRAM
    FACEBOOK

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę że ten film mógłby mi się spodobać. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*