Przejdź do głównej zawartości

Marzec 2018 w pigułce


Co prawda jest już 16 (słownie: szesnasty!) dzień kwietnia, a ja dopiero teraz przybywam do Was z małym życiowo-kulturalnym podsumowaniem marca. Troszeńkę się działo w ubiegłym miesiącu, jak na tak introwertyczną osobę jak ja, o kilku rzeczach mam zamiar Wam opowiedzieć.
Marzec rozpoczęliśmy z przytupem, bo od koncertu Sławomira. Była moc, była energia, a co bardzo mnie cieszyło, to to, że nie było granic wiekowych. Obok kilkulatek tańczących do Ty mała znów zarosłaś, bawiły się panie w wieku 60++ ;)

W ubiegłym miesiącu postanowiłam sobie zrobić podstawowe badania, aby sprawdzić czy jest okej z moim organizmem. Normalnie bym Wam o tym nie pisała, bo po co taką prywatę wyciągać na światło dzienne, ale chciałam wspomnieć o segregatorze #jestemkobietą, na który się skusiłam. Jest to super pomysł na prezent dla każdej z nas, jest to rzetelnie stworzony segregator na nasze, kobiece, medyczne sprawy, ze wskazówkami, z wyjaśnieniami. Mam i cieszę się, że się na niego zdecydowałam, bo wyniki badań będę mogła mieć w jednym miejscu, w odpowiedniej zakładce.


#jestemkobietą, to produkt Nicole Sochacki-Wójcicka, która jest moim ostatnim odkryciem. Śledzę jej Instagram @mamaginekolog od zeszłego roku, jednak właśnie w marcu przeczytałam prawie wszystkie posty na jej blogu mamaginekolog.pl, oczywiście te, które najbardziej mnie interesowały, i dowiedziałam się wielu rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Uważam, że pani doktor ma wielkie powołanie do swojego zawodu, czuje misję, co od razu widać. Edukuje Polki w ważnych kobiecych kwestiach, i mnie kilku rzeczy nauczyła. Warto znać. Polecam nie tylko matkom (sama nią przecież nie jestem), nie tylko parom starającym się o dzidziusia, ale przede wszystkim kobietom.



Marzec to u mnie dwa seriale. Jeden, to powrót do Big Bang Theory, to odkrywanie na nowo tego żartu i przypomnienie sobie, za co lubi się ten sitcom. Drugi, to pokazany przez mojego Z. The it crowd, czyli Technicy-magicy. Odcinki są krótkie, w sezonie jest ich parę sztuk, więc jak szybko zaczęłam go oglądać tak szybko skończyłam. Ten serial „robi” Moss, geek nad geekami, który samą swoją obecnością na ekranie, postawą i sztywnością pleców potrafił mnie rozbawić do łez. Zdecydowanie będę wracała do techników, bo to mój klimat, głupkowaty slapstikowy humor. Czasem można, prawda?


Jeżeli jesteśmy w temacie powrotów, to po długim czasie wzięłam do rąk książkę Jodi Picoult, a mianowicie Małe wielkie rzeczy, o której już pisałam na blogu. No cóż... był to bardzo dobry i owocny powrót, znów poczułam motyle w brzuchu i miłość do autorki. W tej powieści porusza ważne kwestie (w sumie jak w każdej swojej książce), podejmuje temat rasizmu, który w ogóle nie znikł, a wręcz przeciwnie-szerzy się. Naprawdę warto sięgnąć po Małe wielkie rzeczy.

W marcu skusiłam się na małe tatuażowe szaleństwo. Kiedyś ten rękaw będę musiała zrobić, a z moim tempem może to być długa zabawa. Mój drugi tatuaż to książki i kubek z herbatą. Takie małe nawiązanie do tego, co lubię najbardziej.



I tak właśnie wyglądał u mnie marzec. Troszkę poczytałam, ale naprawdę niewiele. Nie byłam w kinie, bo w sumie... jakoś tak wyszło, nawet nie pamiętam, czy obejrzałam jakiś film. Kupiłam sobie za to Rasputina i powoli go przeczytam (jeszcze w tym roku!), bo to cegła nie książka i raczej do autobusu go nie zabiorę. ;)
Byliśmy jeszcze z mężem w herbaciarni, ale nie odkryliśmy żadnego dobrego smaku, chociaż... dowiedzieliśmy się, że yerba to nie nasz typ herbaty. Osobiście nie lubię jak coś mi lata w kubku. Kilka zdjęć na zewnątrz zrobiłam, pospacerowaliśmy po lesie ze Zdzichem, spotkaliśmy się ze znajomymi i pograliśmy w Scrabble i Jengę.
Uważam, że był to udany miesiąc i mam nadzieję, że i Wasz marzec był owocny i miły. ;)

Komentarze

  1. Mi tatuaże bardzo się podobają, ale odwlekałam z roku na rok i teraz nie bardzo jest sens. Moja siostra ma motyla na ręce :) Fajnie że koncert był udany. Muzyka Sławomira to tak nie bardzo moje klimaty, choć Miłość...jest niczego sobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu niby nie bardzo jest sens? Zawsze jest sens, jeżeli jest to coś, co sprawi Ci przyjemność ;)
      Hm... Sławomir, to taka odskocznia, a jego piosenki mnie rozweselają ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

3 książki part III

Powracam do Was w niedziele z moim cyklem na temat trzech książek, które chciałabym przeczytać. Nie wiem jak Wam się on podoba, ale szczerze powiedziawszy, mnie w jakiś sposób pomaga. Przede wszystkim wiem teraz, na których książkach mi zależy bardziej, a na których mniej, systematyzuję i stopniuję swoje czytelnicze potrzeby. 3 KSIĄŻKI będą się pojawiać u mnie co tydzień w niedzielę, prawdopodobnie do końca sierpnia, ewentualnie września, kiedy kończą się moje studenckie wakacje. Ostatnio mało mnie u mnie i u Was na blogach, ale jest lato, wreszcie wychodzę z domu, w długich spodniach, chowając swoją schodzącą skórę. Mam jednak nadzieję, że choć trochę się opalę w te dwa - trzy miesiące i nie będę straszyć swoją bladością. ;) Odwiedzę Wasze blogi jak tylko się ogarnę, a planuję zrobić to jutro. Trzymajcie kciuki. Aktualnie czytam PS Kocham Cię, a raczej już kończę. I mam mieszane uczucia, chyba nieco więcej się spodziewałam po tej książce. A jakie są Wasze opinie na jej temat? 
Temat…

NIEWIARYGODNE (2019) | SERIAL NETFLIX

Zwykły, leniwy sobotni wieczór. Dziecko zasnęło, a rodzice siadają do kolacji. W planach miałam czytanie, ale postanowiliśmy do posiłku coś włączyć. Netflix. Padło na miniserial, który mieliśmy od jakiegoś czasu na liście. Na Niewiarygodne.

Pierwszy odcinek nas zmroził, i to dosłownie. Nie drgnęliśmy przez cały jego czas trwania, a po moich policzkach płynęły łzy. Tych emocji nie da się opisać. Już wiedziałam, że nici z czytania. Serial nas pochłonął i nie mogliśmy już skupić się na niczym innym. Dwa wieczory i osiem prawie godzinnych odcinków. Nieźle, bo nie mieliśmy maratonu serialowego od niemal roku. 

Niewiarygodne to historia dziewczyny, która została zgwałcona. To historia dziewczyny, która pod presją organów ścigania, odwołała swoje zeznania, tym samym tracąc swoją autentyczność, ale nie tylko. Straciła też swoje życie. Marie Adler, główna bohaterka, pomimo swojego młodego wieku ma na koncie wiele ciężkich przeżyć. Czy, paradoksalnie, to właśnie jej przeszłość zaowocowała tym,…

LEKARZ WOJENNY. CHIRURG NA LINII FRONTU | DAVID NOTT

Są takie książki, po których przeczytaniu czujesz wdzięczność, że mieszkasz w takim a nie innym kraju. Bo może Ci się nie podobać polityka panująca w Twoim państwie, ale jednak jesteś bezpieczny, bo jest w nim pokój. I też jest tak, że Twoje problemy stają się błahe i zastanawiasz się, co robiłeś w momencie, kiedy ktoś inny przeżywał wojenne katusze. Jest to oczywiście mylne myślenie, bo nigdy nie powinniśmy się wstydzić tego, że byliśmy szczęśliwi, albo smutni z jakiegoś powodu, kiedy ktoś inny cierpiał. My mamy prawo przeżywać własne emocje, jednak nie da się ukryć, że książka Davida Notta wzbudza właśnie w czytelniku poczucie wstydu.

Jeżeli miałabym określić jednym słowem książkę Lekarz wojenny. Chirurg na linii frontu, to wskazałabym bez wahania słowo smutna. Bo podczas lektury wielokrotnie czułam ogromny smutek i niemoc. Nie umiem sobie wyobrazić nawet tego, co przeżywał autor w najbardziej niebezpiecznych chwilach swojego życia. Tym bardziej nie umiem sobie wyobrazić tego, co cz…