22 marca 2014

CZŁOWIEK NA ZAKUPACH #2


Kontynuując temat zakupów, chciałabym dzisiaj dalej opowiedzieć o kilku wadach kupujących. Aż się dziwię, że tak wiele jestem w stanie napisać. Niestety, ale to pokazuje właśnie tę smutną prawdę. Zachowujemy się okropnie na zakupach, mamy wiele wad, o których warto mówić. Ważne jest, aby zwracać na nie uwagę i je móc poprawić na lepsze. Niech ludzie będą dla siebie mili i atmosfera również przyjemna. Pamiętajmy: sprzedawca chce pomóc.

JESTEM SAMODZIELNY


Jestem samodzielny i sam znajdę dla siebie spodnie idealne. No dobra, problem ten najczęściej dotyczy kobiet. Niestety. Jeżeli przychodzisz do sklepu nie musisz podchodzić do sprzedawcy prosić o pomoc. Czasami są przypadki, że powinieneś to zrobić. Niejednokrotnie widziałam jak panie przymierzały ubrania zdecydowanie za małe na swoje wymiary. Nieraz wciągały na siebie spodnie, chociaż ciężko było udom przez nie przejść. Chyba to duma sprawiała, że nie chciały wziąć czegoś większego. Nie chodzi mi tutaj absolutnie o krytykę rozmiarów ludzi, sama bowiem do najszczuplejszych nie należę. Ale! Rozwagi kobietki. Kiedy ty przymierzysz za małą bluzkę, prawdopodobne jest, że coś rozerwiesz w niej, czy na szwie się popruje. Cokolwiek. Kolejna klientka nie kupi tej bluzki czy spodni, bo właśnie będzie tam jakiś defekt. Czy sama kupiłabyś coś zniszczonego?

W takim przypadku nieraz przychodzą klienci i proszą o rabaty. Nie zawsze jednak firma jest w stanie takiego udzielić. Albo procent zniżki jaki oferuje jest za mały, aby usatysfakcjonować konsumenta. Oczywiście inaczej już wyglądała sprawa, kiedy wada w ubraniu była dość spora, a ktoś koniecznie chciał to mieć.

Regularnie przychodził do nas klient z rodziną i za każdym razem coś mu się nie podobało. Albo narzekał na to, że coś ogólnie jest źle uszyte, albo właśnie chciał rabat na najmniejszą wystającą niteczkę. Co wtedy się robiło? Brało nożyczki i odcinało niteczkę. Nie ma niteczki – nie ma problemu – nie ma rabatu, pod którym trzeba było się podpisać z imienia i nazwiska. Proste.



TE RAJSTOPY SĄ ZA MAŁE


Dla mnie zawsze było logiczne, że bielizny, a dokładnie majtek się nie przymierza, o skarpetkach nie wspominając. Jak jednak się okazuje, to, co dla mnie oczywiste, nie dla wszystkich właśnie takie było. Starałyśmy się z dziewczynami pilnować, aby klientki nie zabierały majtek do przymierzalni, aby zapobiec niektórym wpadkom. Ale i tak nie dawałyśmy rady wszystkiego uniknąć.

Raz klientka do mnie podeszła i pokazała dwie pary majtek, które przekręcała na prawą stronę przy mnie. Powiedziała, że to nie są jej rozmiary, jedne za duże, a drugie za małe. Oczywiście pomogłam wybrać odpowiednie rozmiary, ale jak dla mnie niesmak pozostał. Inaczej wygląda przymierzanie strojów kąpielowych, bo trzeba. Ale majtki za 6 - 8zł, to lekka przesada.

Innym razem przyszła bardzo sympatyczna pani. Zatrzymała się przy skarpetkach i stwierdziła, że chciałaby kupić jakieś wnuczkowi. Wybierałyśmy kolor, a ta nagle spytała, czy gdyby rozmiar skarpetek nie pasował, czy może je zwrócić. Oczywiście wytłumaczyłam jej, że nie. Takich zwrotów nie można zrobić, to nie jest higieniczne etc. Wydawało mi się, że zrozumiała, ale jednak nie, bowiem za krótką chwilę powiedziała, że jutro przyjdzie z wnuczkiem i on sobie te skarpetki w sklepie przymierzy. Pomysły niektórych klientów są naprawdę absurdalne, tak samo jak zwrot majtek czy rajstop, które po pierwszym ubraniu w domu puściły oczko. Koszt takich, to około 6 zł, ale trzeba przyjechać do sklepu i zrobić awanturę.

Raz miałam dość nietypową sytuację przy kasie. Obsługiwałam klientów, kiedy podeszła jedna pani chcąc zwrócić rajstopy. Nie poczekała, aż będę miała czas na rozmowę z nią, zignorowała osobę przy kasie, którą musiałam się zająć w danej chwili. Zaczęła dyskutować ze mną, tłumaczyć, choć nie do końca w miły sposób, że nie miała rano czasu na zakupy i szybko wzięła rajstopy. Okazało się, że mają one wzorek i ich nie wykorzysta, nawet pod spodnie. Dla mnie wytaczane przez nią argumenty były absurdalne, nawet te teoretycznie cytowane z jakichś ustaw o prawie konsumenckim. Koniec końców, zakupione rajstopy zostawiła i kupiła nowe, rozsądnie wybrane. Nie można było tak wcześniej?


Zdarzyło mi się dwa razy, żeby klientka wyszła ze sklepu przeze mnie. No cóż, bywały dni, kiedy faktycznie roboty było zbyt wiele i tak samo dużo klientów. I kiedyś pani do mnie podeszła, podczas gdy ja kasowałam (a kolejka była niemała), żebym zdjęła jej coś z manekina. Akurat byłyśmy dwie na zmianie, a koleżanka obsługiwała kogoś innego przy bieliźnie, więc powiedziałam, żeby chwilkę poczekała, że jak skończę kasować te kilka osób, to podejdę do niej, bo w tym momencie nie jestem w stanie. Hm... skasowałam dwie osoby, a klientki już nie było przy manekinie. No trudno, ja się nie rozdwoję.

Skupiając się na samodzielności niektórych klientów, to dochodziło do takich sytuacji, że nawet ściągali ubrania z manekinów nie pytając nikogo o zgodę. Oczywiście od razu któraś reagowała i podchodziła, ale bywały dni, kiedy nie widziało się tego i na przykład na stole stał nagi tułów. Bardzo zachęcający widok.

Za ladą miałyśmy poukładane na półce torebki. Można tylko się domyślić, że niektórzy szli za ladę i sami się obsługiwali, oglądali torebki bez żadnej krępacji. Wtedy miało się ochotę podejść i poprosić, aby taka osoba sama się również skasowała.

Myślę, że jest to temat rzeka, że jeszcze jeden post tego typu bym była w stanie napisać. Ale na tej drugiej części zakończę. Jak widać, wiele jest typów klienta, wiele dziwnych sytuacji można spotkać pracując w sklepie. Po czasie jednak wszystko to jest tylko wspomnieniem. Wspomnieniem, na który patrzy się ze zdziwieniem, że miało się tyle cierpliwości do klientów. Czasem ciężko jest się powstrzymać przed złośliwym komentarzem, bo dlaczego ja mam być miła, skoro ktoś po mnie krzyczy i jest opryskliwy?



Nie uważam, że tylko klienci mają złe zachowania. Również niejednokrotnie spotkałam się ze sprzedawcami, którzy mnie po prostu odpychali. Także, że tylko klienci to zuo. ;)




ŹRÓDŁA ZDJĘĆ: 1 | 2 | 3

3 komentarze:

  1. Czytając ten tekst, tylko ( w przenośni ) kiwałam ze zrozumieniem głową. Podobne sytuacje chyba każdy człowiek może wymienić. Przyznam się jednak, że fragment z bielizną nieco mnie zaskoczył. Teraz będę miała fobię przed kupieniem zwykłych majtek... ;) Prawdą jest też, że przy kasie można spotkać różnych ludzi. Nie znoszę też sytuacji, kiedy w danym sklepie jest tylko jedna przymierzalnia i dana osoba pół godziny ją zajmuje, po czym przepuszcza stojącą obok i udzielającą porad koleżankę, aby sprawdzić jak na niej dana rzecz "leży". Faktycznie można byłoby się długo rozpisywać na ten temat. :)
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, klienci to temat rzeka... Mnie się często zdarzają tacy wylewni, którzy opowiadają połowę swojego życia niż wyjdą ;-) Czasem zastanawiam się, czy przychodzą coś kupić, czy tylko porozmawiać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak można przymierzać majtki w sklepie? No ja nie wiem. Czasem ludzie są okropni, ale trzeba do nich podchodzić z ogromnym dystansem ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*