Przejdź do głównej zawartości

CZŁOWIEK NA ZAKUPACH #2


Kontynuując temat zakupów, chciałabym dzisiaj dalej opowiedzieć o kilku wadach kupujących. Aż się dziwię, że tak wiele jestem w stanie napisać. Niestety, ale to pokazuje właśnie tę smutną prawdę. Zachowujemy się okropnie na zakupach, mamy wiele wad, o których warto mówić. Ważne jest, aby zwracać na nie uwagę i je móc poprawić na lepsze. Niech ludzie będą dla siebie mili i atmosfera również przyjemna. Pamiętajmy: sprzedawca chce pomóc.

JESTEM SAMODZIELNY


Jestem samodzielny i sam znajdę dla siebie spodnie idealne. No dobra, problem ten najczęściej dotyczy kobiet. Niestety. Jeżeli przychodzisz do sklepu nie musisz podchodzić do sprzedawcy prosić o pomoc. Czasami są przypadki, że powinieneś to zrobić. Niejednokrotnie widziałam jak panie przymierzały ubrania zdecydowanie za małe na swoje wymiary. Nieraz wciągały na siebie spodnie, chociaż ciężko było udom przez nie przejść. Chyba to duma sprawiała, że nie chciały wziąć czegoś większego. Nie chodzi mi tutaj absolutnie o krytykę rozmiarów ludzi, sama bowiem do najszczuplejszych nie należę. Ale! Rozwagi kobietki. Kiedy ty przymierzysz za małą bluzkę, prawdopodobne jest, że coś rozerwiesz w niej, czy na szwie się popruje. Cokolwiek. Kolejna klientka nie kupi tej bluzki czy spodni, bo właśnie będzie tam jakiś defekt. Czy sama kupiłabyś coś zniszczonego?

W takim przypadku nieraz przychodzą klienci i proszą o rabaty. Nie zawsze jednak firma jest w stanie takiego udzielić. Albo procent zniżki jaki oferuje jest za mały, aby usatysfakcjonować konsumenta. Oczywiście inaczej już wyglądała sprawa, kiedy wada w ubraniu była dość spora, a ktoś koniecznie chciał to mieć.

Regularnie przychodził do nas klient z rodziną i za każdym razem coś mu się nie podobało. Albo narzekał na to, że coś ogólnie jest źle uszyte, albo właśnie chciał rabat na najmniejszą wystającą niteczkę. Co wtedy się robiło? Brało nożyczki i odcinało niteczkę. Nie ma niteczki – nie ma problemu – nie ma rabatu, pod którym trzeba było się podpisać z imienia i nazwiska. Proste.



TE RAJSTOPY SĄ ZA MAŁE


Dla mnie zawsze było logiczne, że bielizny, a dokładnie majtek się nie przymierza, o skarpetkach nie wspominając. Jak jednak się okazuje, to, co dla mnie oczywiste, nie dla wszystkich właśnie takie było. Starałyśmy się z dziewczynami pilnować, aby klientki nie zabierały majtek do przymierzalni, aby zapobiec niektórym wpadkom. Ale i tak nie dawałyśmy rady wszystkiego uniknąć.

Raz klientka do mnie podeszła i pokazała dwie pary majtek, które przekręcała na prawą stronę przy mnie. Powiedziała, że to nie są jej rozmiary, jedne za duże, a drugie za małe. Oczywiście pomogłam wybrać odpowiednie rozmiary, ale jak dla mnie niesmak pozostał. Inaczej wygląda przymierzanie strojów kąpielowych, bo trzeba. Ale majtki za 6 - 8zł, to lekka przesada.

Innym razem przyszła bardzo sympatyczna pani. Zatrzymała się przy skarpetkach i stwierdziła, że chciałaby kupić jakieś wnuczkowi. Wybierałyśmy kolor, a ta nagle spytała, czy gdyby rozmiar skarpetek nie pasował, czy może je zwrócić. Oczywiście wytłumaczyłam jej, że nie. Takich zwrotów nie można zrobić, to nie jest higieniczne etc. Wydawało mi się, że zrozumiała, ale jednak nie, bowiem za krótką chwilę powiedziała, że jutro przyjdzie z wnuczkiem i on sobie te skarpetki w sklepie przymierzy. Pomysły niektórych klientów są naprawdę absurdalne, tak samo jak zwrot majtek czy rajstop, które po pierwszym ubraniu w domu puściły oczko. Koszt takich, to około 6 zł, ale trzeba przyjechać do sklepu i zrobić awanturę.

Raz miałam dość nietypową sytuację przy kasie. Obsługiwałam klientów, kiedy podeszła jedna pani chcąc zwrócić rajstopy. Nie poczekała, aż będę miała czas na rozmowę z nią, zignorowała osobę przy kasie, którą musiałam się zająć w danej chwili. Zaczęła dyskutować ze mną, tłumaczyć, choć nie do końca w miły sposób, że nie miała rano czasu na zakupy i szybko wzięła rajstopy. Okazało się, że mają one wzorek i ich nie wykorzysta, nawet pod spodnie. Dla mnie wytaczane przez nią argumenty były absurdalne, nawet te teoretycznie cytowane z jakichś ustaw o prawie konsumenckim. Koniec końców, zakupione rajstopy zostawiła i kupiła nowe, rozsądnie wybrane. Nie można było tak wcześniej?


Zdarzyło mi się dwa razy, żeby klientka wyszła ze sklepu przeze mnie. No cóż, bywały dni, kiedy faktycznie roboty było zbyt wiele i tak samo dużo klientów. I kiedyś pani do mnie podeszła, podczas gdy ja kasowałam (a kolejka była niemała), żebym zdjęła jej coś z manekina. Akurat byłyśmy dwie na zmianie, a koleżanka obsługiwała kogoś innego przy bieliźnie, więc powiedziałam, żeby chwilkę poczekała, że jak skończę kasować te kilka osób, to podejdę do niej, bo w tym momencie nie jestem w stanie. Hm... skasowałam dwie osoby, a klientki już nie było przy manekinie. No trudno, ja się nie rozdwoję.

Skupiając się na samodzielności niektórych klientów, to dochodziło do takich sytuacji, że nawet ściągali ubrania z manekinów nie pytając nikogo o zgodę. Oczywiście od razu któraś reagowała i podchodziła, ale bywały dni, kiedy nie widziało się tego i na przykład na stole stał nagi tułów. Bardzo zachęcający widok.

Za ladą miałyśmy poukładane na półce torebki. Można tylko się domyślić, że niektórzy szli za ladę i sami się obsługiwali, oglądali torebki bez żadnej krępacji. Wtedy miało się ochotę podejść i poprosić, aby taka osoba sama się również skasowała.

Myślę, że jest to temat rzeka, że jeszcze jeden post tego typu bym była w stanie napisać. Ale na tej drugiej części zakończę. Jak widać, wiele jest typów klienta, wiele dziwnych sytuacji można spotkać pracując w sklepie. Po czasie jednak wszystko to jest tylko wspomnieniem. Wspomnieniem, na który patrzy się ze zdziwieniem, że miało się tyle cierpliwości do klientów. Czasem ciężko jest się powstrzymać przed złośliwym komentarzem, bo dlaczego ja mam być miła, skoro ktoś po mnie krzyczy i jest opryskliwy?



Nie uważam, że tylko klienci mają złe zachowania. Również niejednokrotnie spotkałam się ze sprzedawcami, którzy mnie po prostu odpychali. Także, że tylko klienci to zuo. ;)




ŹRÓDŁA ZDJĘĆ: 1 | 2 | 3

Komentarze

  1. Czytając ten tekst, tylko ( w przenośni ) kiwałam ze zrozumieniem głową. Podobne sytuacje chyba każdy człowiek może wymienić. Przyznam się jednak, że fragment z bielizną nieco mnie zaskoczył. Teraz będę miała fobię przed kupieniem zwykłych majtek... ;) Prawdą jest też, że przy kasie można spotkać różnych ludzi. Nie znoszę też sytuacji, kiedy w danym sklepie jest tylko jedna przymierzalnia i dana osoba pół godziny ją zajmuje, po czym przepuszcza stojącą obok i udzielającą porad koleżankę, aby sprawdzić jak na niej dana rzecz "leży". Faktycznie można byłoby się długo rozpisywać na ten temat. :)
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, klienci to temat rzeka... Mnie się często zdarzają tacy wylewni, którzy opowiadają połowę swojego życia niż wyjdą ;-) Czasem zastanawiam się, czy przychodzą coś kupić, czy tylko porozmawiać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak można przymierzać majtki w sklepie? No ja nie wiem. Czasem ludzie są okropni, ale trzeba do nich podchodzić z ogromnym dystansem ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

CZEREŚNIE ZAWSZE MUSZĄ BYĆ DWIE | MAGDALENA WITKIEWICZ

Ostatnimi czasy mam dużą ochotę na czytanie książek Magdaleny Witkiewicz, bowiem wiele osób je poleca. Ja również należę do tej grupy, bo pierwsze dwie jej książki, które czytałam (Opowieść niewiernej oraz Pierwsza na liście) bardzo przypadły mi do gustu, jednak później miałam przestój z czytaniem czegoś tejże autorki, a jak do niej wróciłam, był to słaby powrót. Ale! Całe szczęście na mojej drodze stanęły audiobooki Uwierzw Mikołaja, a następnie Czereśnie zawsze muszą być dwie, które to odbudowały mi twórczość pani Witkiewicz. O tym ostatnim tytule dzisiaj krótko opowiem.
Główną bohaterkę, Zofię Krasnopolską, czytelnik poznaje w momencie, kiedy ta uczęszcza do podstawówki, a dokładnie w dniu, kiedy jest na pierwszych w swoim życiu wagarach. Zachowanie tej wzorowej uczennicy nie może przejść bez echa, zatem dziewczyna musi zaopiekować się panią Stefanią, która jest przyjaciółką szkoły. Jak się okazało, Zosi opłaciło się wybrać na wagary, bowiem dzięki karze zyskała piękne przyjaźń …

DOM NA KURZYCH ŁAPACH | SOPHIE ANDERSON

Książki dla dzieci i młodzieży dotychczas nie były często przeze mnie czytane, jednak od niedawna coraz bardziej na nie zwracam uwagę. Oczywiście jest to związane z tym, że zostałam mamą i poniekąd robię małą selekcję tego, jakie tytuły są wartościowe i godne polecenia młodym czytelnikom. Jedną z takich ciekawych książek może być właśnie Dom na kurzych łapach Sophie Anderson.
Jest to taka historia, którą czyta się wyśmienicie, bo świat wykreowany jest zwyczajnie ciekawy nawet dla starszego odbiorcy. No cóż, mamy tutaj legendę o Jagach, którzy to (mogą to też być panowie) pomagają duszom przejść na drugą stronę przez Bramę. Mieszkają oni w ożywionych domach, które mogą się przemieszczać i robią to chętnie. Główną bohaterką powyższej powieści jest dwunastoletnia Marinka mieszkająca ze swoją babcią. Dziewczynka wie, że jej przeznaczeniem jest być kolejną Babą, jednak ona tego nie chce. Chce podróżować, zobaczyć świat, mieć przyjaciół, zamiast siedzieć z dala od żywych ludzi i spotykać …

OSCARY. SEKRETY NAJWIĘKSZEJ NAGRODY FILMOWEJ | KATARZYNA CZAJKA-KOMINIARCZUK

Co prawda, już za nami tegoroczna Gala Rozdania Oscarów, ale nigdy nie jest za późno, aby zgłębić wiedzę na jakiś temat. Skusiłam się na dowiedzenie się czegoś więcej o słynnej złotej statuetce. Sama nigdy się nie przejmowałam, nie śledziłam tego, komu Akademia przyznała w danym roku nagrodę, a aby obejrzeć film, nie potrzebowałam nigdy kierowania się ilością jakichkolwiek nominacji i nagród. A jednak postanowiłam dowiedzieć się troszkę o Oscarach, o ich historii i sposobie wybierania zwycięzców. Uznałam, że ten temat może być dla mnie ciekawy, sięgnęłam po Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej, i w sumie się nie myliłam, bowiem była to dobra lektura dla mnie.
Autorka, Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, prowadzi blog Zwierz Popkulturalny, komentuje Gale wręczania Oscarów, a co najważniejsze, ma na temat filmów dużą wiedzę zaszczepioną przez rodziców. I czytając jej książkę, tę wiedzę się czuje. Powyższy tytuł podzielony jest na kilka części, z których czytelnik dowiaduje się jak…