31 sierpnia 2012

Stosik sierpniowy - numer dwadzieścia

Sierpień przeminął jakby za jednym mrugnięciem. Dopiero się rozpoczynał, a teraz zostały godziny, aby nastał znienawidzony przez uczniów wrzesień. Mimo tego, że zaliczam się już do grona studentów, dalej przechodzą mnie dreszcze na samo brzmienie tego miesiąca. Jednak... niech trwa, niech się dłuży i nie przemija za szybko, bo już w październiku nastanie nowy rok akademicki i zacznie się... Ach.  
Sierpień trochę mnie zawiódł jeżeli chodzi o samo czytanie. Miałam w planach wiele więcej książek, ale wyszło jak wyszło... może we wrześniu nadrobię, bo mam jeszcze zaległości ze stosika lipcowego - a tak być nie może! Także mam małe nieobecności u Was na blogach. Może nie do końca nieobecności, bo czytać - czytam, odwiedzać - odwiedzam, ale brakuje mi weny na napisanie komentarzy, które miałyby jakikolwiek sens. Bo szczerze powiedziawszy, chyba nie jestem zbyt inteligentna, bo nie wiem jak konstruktywnie komentować Wasze recenzje. Tak, dziwnie to brzmi, może nie do końca zostaną te słowa odebrane tak, jak powinny, ale jakiś sens w tym jest i ziarenko prawdy. Już nie przedłużam, tylko zabieram się do opisania krótko stosu. 


W obecnym zbiorze znalazła się jedna płyta, której zakup odkładałam już od kilku lat, ale wreszcie mogę się nią pochwalić.

Janusz Radek: Królowa nocy 
Tak jak wspomniałam wyżej, długo się zbierałam do tej płyty, którą dobrze już znam i szczerze uwielbiam. Kojarzy mi się właśnie z moją podstawówką, z momentem, kiedy miałam niebieskie meble i maluteńką biblioteczkę. Siadałam na podłodze, bądź na moim także niebieskim dywanie i wsłuchiwałam się w kojący zmysły głos Janusza Radka. Nie miałam pojęcia jak ten człowiek wygląda, ale to nie było wtedy dla mnie ważne, pokochałam jego głos od pierwszej piosenki i tak już zostało. Śledziłam podróż Sandora Vessanyi, jego zmiany, jego słabości. Na tej płycie jest wiele coverów znanych nam utworów, wykonanych w  mistrzowski sposób. Mogłabym się roztkliwiać i rozczulać nad tą płytą, bo wywołuje u mnie pozytywne wibracje i wspomnienia wycieczki egzystencjalnej, bardzo bogatej w odczucia i emocje. Po tych ośmiu latach dalej przechodzą mnie dreszcze na sam widok okładki płyty. 
Dopiero później się dowiedziałam jak wygląda. A jak pojechałam na  Jesus Christ SuperStar, to myślałam, że oszaleje ze szczęścia. W roli (dobrego) Judasza wypadł świetnie. Przed jednym koncertem [z Orkiestrą Piotra Rubika], na który miałam już bilety, nie powstrzymała mnie nawet ospa, która dopadła mnie na tydzień przed tym wydarzeniem. Chcę mieć wszystkie jego płyty w swojej kolekcji - brakuje mi dwóch. Nie wspominając o Psałterzu Wrześniowym, w którym także jest jednym z wykonawców. A za tę płytę dziękuje swojemu jedynemu i niezastąpionemu Z. ;*

Jacek Getner - Dajcie mi jednego z was
Ucieszyłam się, kiedy otrzymałam wiadomość od Pana Jacka Getnera, jest to motywujące i mobilizujące, kiedy pisarz sam dociera do bloggera i chce, aby ten zrecenzował jego dzieło i... i nie oczekuje żadnej laurki. O tym autorze jest trochę głośno ostatnimi czasy na blogach. Dużo recenzji można było przeczytać jego książek. I okazuje się, że ten, szczerze powiedziawszy, dość nieznany autor, pisze bardzo ciekawe książki. Jak na razie lektura jest przede mną, ale już się nie mogę doczekać, kiedy ją wreszcie przeczytam. Nie zdążyłam niestety w sierpniu, a za czytanie zabiorę się dopiero gdzieś siódmego września, ze względu na egzamin.  

Alafair Burke - Dziewczyna, która zniknęła
Spotkałam się już z jedną jak dotąd opinią tej książki - a nie chcę czytać więcej, aby nie namieszać sobie w głowie - i pozytywnie mnie nakręciła, aby zapoznać się z tą historią. Egzemplarz swój otrzymałam od Wydawnictwa Replika, za co bardzo dziękuję. A recenzja będzie albo końcem września, albo już w październiku. 

Jolanta Kwiatkowska - Pułapka Nowego Roku
Autorka ta już od pierwszej książki mnie zaintrygowała, a sam styl i pomysłowość spodobały się całkowicie. Ale jak dotąd mam tylko jedną powieść Jolanty Kwiatkowskiej za sobą, a chcę więcej. Ciekawi mnie, jak tym razem odbiorę twórczość tej Pani, czy tak samo mnie zaskoczy? Zobaczymy... Egzemplarz ten jest wynikiem nawiązania nowej współpracy z Wydawnictwem MG, z czego się cieszę. I bardzo dziękuję. 



31.08 - Blog Day


Całkiem przypadkiem się dowiedziałam, iż dzisiaj jest dzień Bloga! I tak jakoś mnie to zadowoliło i połechtało... że postanowiłam Wam złożyć życzenia! 

Jako, że nie jestem mistrzynią składania życzeń i wciąż moje regułki wyglądają tak samo, brzmią pewnie przez to nieszczerze, to postanowiłam uogólnić i napisać dla Was te małą żółtą karteczkę i opieczętować ją uśmiechem. Nie, nie - nie moim, bo teraz nie wyglądam za dobrze. Zbieram się na rower, nie mam makijażu, za to jest potargana fryzura. Nie chcę Was straszyć i robić Wam uszczerbku na psychice. ;) A karteczkę napisałam własnoręcznie, więc nie przestraszcie się mojego pisma. 
Wszystkim Bloggerom, zarówno książkowym, kosmetycznym, modowym, kulinarnym, aktywnym [czyt. prowadzącym aktywne i zdrowe życie] życzę satysfakcji i uciechy z prowadzenia bloga. To chyba najważniejsze, bo kiedy nie ma satysfakcji z tego co się robi, to po co coś robić? 

A dzisiaj jeszcze do Was wrócę z comiesięcznym stosikiem. Pozdrawiam!



30 sierpnia 2012

Cena krwi - Tanya Huff

Wampiry, wampiry i jeszcze raz wampiry. Ileż można czytać o tych nadprzyrodzonych istotach, przecież to jest nudne i wręcz drażniące. Jednak tym razem otrzymałam nieco inną historię, nie tak bardzo infantylną i naiwną, jaka zazwyczaj jest preferowana przez nastoletnie czytelniczki. Cena krwi Tanyi Huff, to pierwsza część trylogii o detektyw Vicki Nelson. Czy przypadła mi do gustu? Przekonajcie się sami...


Victoria Nelson, to ekspolicjantka. Mimo swojego młodego wieku, ma zaledwie 31 lat, awansowała już kilkukrotnie i była stworzona do tego zawodu. Jednak jej choroba uniemożliwiła jej brnięcie wyżej po szczeblach kariery i zrezygnowała, aby zająć się detektywistyką. Książka zaczyna się w momencie, kiedy główna bohaterka znajduje ciało mężczyzny, któremu wyrwano gardło. I w ten właśnie sposób w pewien sposób wplątuje się w zbrodnie, które mają głębsze znaczenie i motywy. Prowadzącym sprawę zabójstw jest Mike Celluci – były partner Nelson – nie tak łatwy w codziennym życiu człowiek. Oczywiście kobieta interesuje się morderstwem, zwłaszcza, że znaleziono także inne ciała, zabite w ten sam sposób. Prasa natomiast sieje panikę wśród mieszkańców, twierdząc, że wampir grasuje w okolicy. A ile jest w tym prawdy? Czy są jakieś podstawy, aby tak właśnie uważać?

Vicki jeszcze bardziej angażuje się w sprawę, nie tyle prywatnie, co zawodowo. Bowiem do jej domu przychodzi młoda studentka, która wierzy, że zabójcą jest wampir i zatrudnia Nelson, aby ta znalazła sprawcę. Coreen jest dziewczyną Iana, pierwszej ofiary, chłopaka, którego odnalazła detektyw. Jak można złapać wampira? A jak ma to zrobić kobieta, która nie widzi nic w mroku, a powszechnie wiadomo, że te istoty ukrywają się w dzień, a posiłkują pod osłoną nocy? Jednak upartość Victorii jest duża i podczas jednego nocnego wyjścia natrafia na tajemniczego mężczyznę i... krwawiące ciało obok niego. Czy to on stoi za tym wszystkim? Nie, dowiadujemy się, że Henry Fitzroy pragnie znaleźć mordercę i ma swoją teorię odnośnie owych zabójstw. Opowiedział o sobie Nelson, o swoim pochodzeniu i wiecznym żywocie. Tak, Henry jest wampirem, ale nie jednym z tych złych krwiopijców, tylko już uporządkowanym i ustatkowanym.

Akcja powieści jest szybka, treść wciąga, a fabuła intryguje. Jest to niepospolita historia o wampirach i innych istotach paranormalnych, w których istnienie na ogół nie wierzymy. A może to jest ten moment, aby zacząć? Do stylu autorki nie można się chyba doczepić, nie stosuje sztucznych dialogów, ani nadmiaru opisów, co zdobyło moje wielkie uznanie. Zgrabnie w powieść wtrąca wspomnienia Henry'ego z jego życia przed przemianą i po niej. Dodaje to całości autentyczności, a sam wampir, nie wydaje się ideałem – jest kimś realnym. Na szczęście w tej części nie pojawił się wyraźny motyw romansu, chociaż jego zalążek można tutaj zaobserwować i, albo polubić, albo wręcz znienawidzić. Ja na razie nie zaliczam się do żadnego obozu, zobaczę jak losy bohaterów potoczą się w kolejnych tytułach. Postaci nie są przeciętnymi i naiwnymi osobami. Są twardo stąpającymi po ziemi ludźmi, ukierunkowanymi i niezależnymi. Sama Vicki Nelson zdaje się być samodzielna, a także niedostępna dla innych. Tak samo jak Mike Celluci, posługuje się ciętym językiem i nawzajem sobie dogryzają – co nieraz było ciężkie w odbiorze, bo nie wiedziałam, czy tylko się droczą, czy naprawdę kłócą i mają siebie dość. Na pewno ciekawym zabiegiem jest narrator trzecioosobowy, dzięki czemu wydarzenia możemy obserwować z punktu widzenia różnych osób, co bardzo lubię. Także fakt, że czytelnicy praktycznie wiedzą kto stoi za sprawą zabójstw i w jaki sposób osiąga swój cel jest ciekawe, bo obserwujemy pracę detektyw i wampira i ich dążenia do dowiedzenia się prawdy.

Cena krwi, to kryminał, a także historia o nadprzyrodzonych istotach. Osobiście, książka przypadła mi do gustu i zainteresowała. Jestem ciekawa jak potoczą się losy bohaterów w kolejnych częściach, a także, jakie przygody spotkają ich tym razem. Polecam fanom paranormali – zwłaszcza wampirów, a także kryminałów, bo powieść łączy te dwa gatunki bardzo dobrze.

Tanya Huff – Urodziła się w Halifax w Nowej Szkocji, wychowywała w Kingston, Ontario. Swoją działalność pisarsko-zarobkową rozpoczęła wyjątkowo wcześnie, bo w wieku niespełna lat dziesięciu. Nawiązała wówczas współpracę z "The Picton Gazette". Obok pisania swój czas dzieli między partnera, gromadkę kotów oraz psa chihuahua. Pomysły czerpie z życia – akcja jej powieści rozgrywa się najczęściej w realnie istniejących miejscach w Toronto, Kingston, a także tam, gdzie autorka aktualnie przebywa. Bohaterami jej powieści są osoby spotykane na co dzień. 

Za książkę dziękuję: 



28 sierpnia 2012

Upominek

Niedawno Barwinka i Melisandra obchodziły pół roku istnienia swojego bloga z książkami, który posiada nazwę: KSIĄŻKOWE WYLICZANKI 
Z tego właśnie powodu, otrzymałam od tych dwóch Pań mały upominek i piękna kartkę. Dziewczyny, naprawdę Wam dziękuję, ucieszyłam się i ja i moja pięciolatka, która skomentowała owy prezent swoim wymownym "łał" 
Na pewno niebawem ukaże się w użyciu upominek, a tymczasem prezentuje się on tak: 





Ten wpis jest setnym w 2012 roku. Jak widać, moja frekwencja na blogu jest dość intensywna i wpisy w miarę regularne. Jutro planuję dla Was Kącik tematyczny, w czwartek nową recenzję, a w piątek oczywiście stos, który ukazuje się regularnie. Od soboty zaczyna się wrzesień, więc niektórym kończą się wakacje. Mi został jeszcze miesiąc, jednak muszę do 6 września nauczyć się filozofii, a raczej ją choć trochę zrozumieć. Ma ktoś może jakieś pomysły jak pojąć filozofie i miliard teorii? Nie? Prawdopodobnie od 1 września do 6-7 września nie będzie mnie tutaj, także przepraszam. Chyba, że uda mi się coś przeczytać. Właśnie, planuję jeszcze jedną recenzję filmu, więc pewnie w międzyczasie ją opublikuję. Nie pamiętam, czy Was zapraszałam na mój drugi blog, jak nie, to zapraszam teraz: http://klaudynad.blogspot.com/


27 sierpnia 2012

Tydzień z ukochanym - Piotr Gałązka

Piotr Gałązka urodzony 03.03.1991 r. Zamieszkuje obecnie w Rudzie Śląskiej. Kocha podróżować po świecie. Pracuje w swoim wyuczonym zawodzie a zarazem jest uczniem w zaocznej szkole. W wolnej chwili tworzy scenariusz dla swych bohaterów. Powieść Tydzień z ukochanym, to jego druga powieść wydana w formie ebooka. *

Sprawy związane z osobami homoseksualnymi/zazwyczaj budzą kontrowersję, Zastanawia mnie jednak, czym jest to spowodowane, czy to tylko kwestia poglądów religijnych, a może także moralnych? Być może jest to związane z naturą człowieka... na ogół nie lubimy wszystkiego, co odmienne, co nie jest zgodne z naszym punktem widzenia. Chciałabym jednak, abyśmy pozbyli się własnych granic, bo to one utrudniają funkcjonowanie we współczesnych realiach. Osobiście wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnego życia, sposobu bycia, a także do miłości. O ile ktoś nie narzuca swojego zdania, mogę zrozumieć i zaakceptować naprawdę wszystko. Uważam siebie za osobę, która jest tolerancyjna i pozwala na swobodę innych ludzi. Świat zmierza do przodu, ciągle się zmienia, a nam pozostaje jedynie otworzyć umysły i przygotować się na to, co społeczeństwo nam zaoferuje. Nie musimy być konserwatystami i trzymać się stałych reguł lub nieco zakurzonych poglądów. Przecież zmiany nie zawsze są złe, wręcz przeciwnie, mogą zmierzać ku czemuś lepszemu.

Ten trochę przydługawy wstęp, to wprowadzenie do książki, którą właśnie mam za sobą i chcę krótko Wam ją przedstawić. Tydzień z ukochanym - wygrałam tego e-booka w konkursie na książkowym blogu, a sam autor wysłał mi go na pocztę. Od razu Piotr Gałązka wydał mi się sympatycznym człowiekiem. To jednak nie wpływa na odbiór przeze mnie tej historii. Czy jest to wartościowa powieść? Przekonajcie się sami...

Przede wszystkim pierwsze rzuca się w oczy to, że książka w sumie ma 39 stron, co jest z jednej strony dobre a z drugiej – odwrotnie. Bo ileż można zawrzeć treści w tylu stronach, gdzie rozwinąć akcję? Ale pomijając ten fakt, zabrałam się do czytania i co otrzymałam? Na pewno dostałam historię młodego, nieprzystosowanego do prawdziwego życia chłopaka, który odkrył swoją seksualność. Piotr jest wrażliwy, potrafi gotować, a także ciągle przeżywa śmierć swojej mamy. Na chacie poznał Andrzeja, z którym dobrze mu się pisze, a także rozmawia przez skype. Główny bohater chce się spotkać ze swoim nowym przyjacielem, ale tutaj występuje mały problem – Andrzej mieszka w Anglii. To jednak nie powstrzymuje go i okłamawszy rodzinę, że jedzie na wyjazd klasowy do Włoch, wybrał się na tydzień do Anglii.

Oczekiwałam tutaj namiętności, wielu uczuć i emocji. Ale tego nie dostałam. Tydzień z ukochanym, to opowieść o wyimaginowanej miłości dwudziestojednolatka do dojrzałego mężczyzny. Andrzej nie odwzajemniał uczuć Piotra, ba! nawet nie wiedział, że tamten go bardziej lubi i odbiera jako kogoś więcej niż tylko przyjaciela. Owszem, momentami całowali się, przytulali, a nawet brali wspólną kąpiel, ale to niczego nie dawało tej historii. Po tym tytule, a także świetnej okładce spodziewałam się naprawdę dużej ilości wrażeń, a przede wszystkim kontrowersji, bo homoseksualizm daje wiele tematów do dyskusji i wszelkich sporów. Autor tylko słabym językiem chciał ująć tak ważną w prozie polskiej tematykę. Może i pomysł był dobry, ale jeśli chodzi o wykonanie, to jest wiele do życzenia. Nie ukrywam, denerwował mnie sposób, w jaki autor pisał, zrobił z mężczyzn trzynastoletnie przyjaciółki, które mówią do siebie misiaczku, głuptasku. I od tych zdrobnień i słodkości może zemdlić. Moim zdaniem Piotr Gałązka musi wyszlifować swój warsztat i język, aby nie męczyć swojego czytelnika błahymi wtrąceniami do opowieści, a także oddzielić to, co jest ważne w całej fabule, a co nie. Forma bardziej mi przypominała pamiętnik, niż typową powieść – chociaż tego dzieła powieścią bym nie nazwała. Jest to po prostu opowiadanie, jedno z tych, które można przeczytać na blogach. Niestety zawiodłam się. Autor umieścił w tekście wtrącenia odnośnie różnic Anglików i Polaków i ogólnie tych dwóch krajów, co także nie jest jakoś zaskakujące czy potrzebne.

Jednym zdaniem: osobiście się zawiodłam i będę to powtarzać cały czas. Spodziewałam się czegoś konkretnego, co zaskoczy czytelnika, albo będzie kontrowersyjne i zdobędzie fanów i antyfanów. A jak na razie jest to opowieść, która nie wnosi nic nowego, a szczerze powiedziawszy – nie wnosi nic.











26 sierpnia 2012

3 książki part IX

Już dziewiąty tydzień prezentuję Wam swoje rozliczenia z książkami. Jeszcze kilka wpisów mi zostało, więc jeżeli tylko Wam się podoba ten cykl, to zapraszam do czytania. ;) 

Temat wpisu: 

Książki, które czekają na mnie na półce, zagraniczne




Jak widać na powyższym obrazku, nie do końca są to trzy książki. Tylko siedem. Myślę, że zarówno serie po prawej jak i po lewej są Wam dobrze znane. O ile sami ich nie czytaliście, to na blogach można było je spotkać bardzo często.

Jak dotąd, mam tylko trzy księgi Pamiętników Wampirów. Oczywiście ten zakup był spowodowany serialem, który jest naprawdę fantastyczny i jeżeli ktoś lubi tematy wampiryczne, a jeszcze nie oglądał tego serialu, musi nadrobić. Oj musi! Dostałam tę serię w tamtym roku, ale jak na razie jej nie przeczytałam. Brakuje mi dwóch części, kupię je, jak przeczytam te tutaj. 

W środeczku ukryła nam się książka Dobry człowiek, która czeka na moją uwagę zaledwie od grudnia, jednak mam wielką ochotę na nią już od jakiegoś czasu i tylko muszę się zebrać, aby w końcu nadrobić zaległości. Dostałam ją od mojego chłopaka, który mimo zakazu, kupił mi ją na święta, czym trafił idealnie - z resztą, jak dotąd każda książka, którą dostałam do niego była fantastyczna. I tutaj Was odsyłam do Ciała i do Dzwonów, które naprawdę mi się podobały. 

No i trzecią na liście, jest seria Millennium Stiega Larsson'a. Jest to cykl, który chodzi za mną od bardzo, bardzo dawna. I chyba dwa lata się zbierałam do kupienia tych książek, aż w końcu zrobiłam to rok temu. Pięknie prezentują się na półce, ale jeszcze do moich rąk nie trafiły. Mam nadzieję, że do końca 2012 roku to nadrobię, bo jest mi wstyd, że jeszcze tego nie zrobiłam. 

Oczywiście nie są to wszystkie tytuły, które oczekują mojej uwagi. Ale są to te najważniejsze, które chciałam Wam zaprezentować. 


25 sierpnia 2012

Post informacyjny

Witam Was. Dzisiaj będzie trochę prywaty i ogłoszeń przy okazji. 

Po pierwsze, właśnie czytam Cenę krwi, książkę, która jest dość popularna na blogach. Wiele na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć, bo jestem na samym początku. Jednocześnie, dalej słucham Nowej ziemi. Niestety potrzebuję czasu, żeby się wczuć i poświęcić wszystkie zmysły, aby zrozumieć treść. Dalej podtrzymuję, że fanką audiobooków nie jestem - to jest sprzeczne z moja naturą, bo jestem wzrokowcem i muszę widzieć tekst. Ale dobrze, że skusiłam się na tę formę czytania, zawsze trzeba poszerzać horyzonty.  Niemniej jednak, niebawem będzie można przeczytać recenzję na stronie audioteczka.pl Oczywiście link Wam podeślę i pewnie przekażę kilka swoich przemyśleń odnośnie lektury. 
W sumie teraz po trzecie: Przeczytałam e-booka autorstwa Piotra Gałązki: Tydzień z ukochanym. Dzisiaj miałam nawiedzić blog recenzją, ale stwierdziłam, że zrobię to dopiero w poniedziałek. 
Po czwarte: W środę miał się pojawić kącik tematyczny, ale niestety się nie ukazał. Stwierdziłam, że przedstawię go w następną środę. Jest to jak na razie ostatni temat, jak będę miała kolejne przemyślenia, to się nimi z Wami podzielę. 

A teraz jeszcze jedna, a raczej dwie sprawy. Matras się kłania, a raczej promocje i konkursy. Tutaj wklejam banery, a więcej możecie się dowiedzieć już na samej stronie księgarni. 









Życzę wszystkim miłego weekendu i dobrej zabawy! 





24 sierpnia 2012

Opowieść niewiernej - Magdalena Witkiewicz


Magdalena Witkiewicz – współwłaścicielka firmy marketingowej i... pisarka. Debiutowała powieścią Milaczek, wydała też Panny roztropne. Wraz z mężem i dwojgiem dzieci mieszka w Gdańsku. Żyje w myśl zasady: nie można czekać na cud, trzeba wziąć się w garść i działać, by zrealizować swoje cele i marzenia. A skoro prawie całe życie polega na relacjach międzyludzkich i zwykle jest tak, że jeżeli jest się miłym, inni to odwzajemniają, to dobrze te relacje pielęgnować z uśmiechem. *

Opowieść niewiernej, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Witkiewicz, ale coś czuję, że nie ostatnie. Może i ta książka nie zaskakuje swoją treścią, ale wbija w fotel i rzuca w człowieka rzeczywistością i realnymi problemami, to mam ochotę na więcej, na więcej prawdy. Jak odebrałam powieść autorki przekonajcie się sami...

Ideał. Ale co to tak naprawdę oznacza? Maciek zapowiadał się na idealnego życiowego partnera. Opiekował się Ewą, zabierał na wycieczki, na spacery, do restauracji, z pasją opowiadał jej historie Gdańska, w którym mieszkali. Wszystko oczywiście trwało do czasu... Maciej zmienił się nie do poznania i wydawał się szanować wszystkie kobiety – oprócz swojej żony. Ewa była zakochana, co udowadniała poddaństwem wobec swojego chłopaka/narzeczonego/męża. Cierpiała w ciszy, czasem nieco głośniej, ale była niezauważana przez głowę rodziny, która zajmowała się zarabianiem pieniędzy.

"Kiedyś myślałam, że miłość polega na tym, że nie dostrzegamy wad drugiej osoby. Teraz jestem przekonana, że byłam w błędzie. Miłość to przede wszystkim akceptowanie wszystkich niedoskonałość partnera. Bo kocha się nie za coś, ale mimo wszystko..."

Maciek został przedstawiony w okropny sposób. Był złym mężem, owszem, zajmującym się jedynie sobą i swoimi sprawami. Miewał przebłyski dobrego zachowania, ale ileż to mogło znaczyć wobec całego życia małżeńskiego? Z jednej strony mamy płytkiego i ograniczonego uczuciowo mężczyznę – a tak się dobrze zapowiadał! A z drugiej – potrzebującą miłości, zrozumienia, szacunku i przyjaźni kobietę, która nie umiała żyć sama. Ich wartości się różniły diametralnie, jakby dobrze przed cywilnym ślubem się nie poznali, a może wcześniej tylko grali przed sobą, aby zrobić wrażenie na tej drugiej osobie?

"Byłam przekonana, że to mężczyźni zdradzają, a biedne kobiety, zmywając gary bądź rozwieszając mokre, świeżo wyprane męskie koszule, płaczą nad swoim smutnym życiem."

Nie można zarzucić głównej bohaterce, że się nie starała. Bo starała się bardzo. A mąż zdawał się niczego nie zauważać. Przecież był idealnym! partnerem, a Ewa ma tylko same wymagania i myśli o luksusach – nie myślała. W międzyczasie znalazła dawnego-nowego przyjaciela, z którym nawzajem dzieliła się troskami i kłopotami małżeńskimi. Miała także wierną przyjaciółkę Gosię, na którą zawsze mogła liczyć, co było bardzo pocieszające w tej całej historii.

"Mąż idealny, taki jak mój, zabija miłość powoli. Codziennie dolewa kroplę trucizny, której odrobina nie szkodzi, ale gdy jest jej więcej, ma działanie śmiertelne..."

Tak naprawdę długo akcja się toczy do czasu zapowiadanej zdrady. Ale to nie jest zły zabieg. Wcześniej bohaterka wprowadza w realia jej życia. Dowiedzieć się można o jej przeszłości, wcześniejszych miłościach, o tym, jak poznała Michała, a także Maćka; a później dostrzega się jak ich szczęśliwe najpierw życie gdzieś uleciało, bynajmniej z winy Ewy. Tutaj Maciej jest tym złym, tak jest właśnie przedstawiony i my czytelnicy, chcąc czy nie chcąc, wierzymy w to. Czym była zatem ta zdrada? To krzyk kobiety potrzebującej miłości, pożądania i poczucia, że jest piękna oraz chciana. To nie było planowane, czy wcześniej przemyślane. Taki był los bohaterki, tak miała się oderwać od bolących realiów jej życia. Udało się. Absolutnie zdrada nie została tutaj przedstawiona jako coś łatwego i dającego same przyjemności. Był to skutek zardzewiałej miłości, który bolał tak samo, jak odtrącenie przez małżonka.

"- A ty? - zapytał. - Jesteś szczęśliwa? 

- Czy ja wiem... Ostatnio coraz rzadziej. Ale może tak ma wyglądać dorosłe życie? Może żyjemy jakimiś obrazami z seriali telewizyjnych i o nich marzymy? Chyba z pokorą trzeba przyjąć na klatę zwykłe życie!"


Zaletą książki na pewno jest sam język, w jaki została ubrana. Magdalena Witkiewicz posługuje się prostym, ale dobrze przemyślanym stylem. Jej historia nie jest w stanie znudzić czy zniechęcić czytelnika, bo przez kolejne strony szybko się przepływa. Dialogi nie są pustymi i naciąganymi zdaniami, nic nie wnoszącymi czy denerwującymi swoją nienaturalnością. Jedynie bohaterowie jacyś tacy zbyt idealni, coś było tutaj sztuczne, ale nie umiem określić co dokładnie. Jednak całość, muszę przyznać, podobała mi się. Pisarka zrealizowała dobrze pomysł, a także sama narracja pierwszoosobowa została świetnie poprowadzona. Na pewno jest to książka dająca do myślenia wszystkim parom, pokazująca z innej perspektywy ich związek. Treść może czasami załamywać, bo chyba nikt nie chce, aby ich idealne partnerstwo miało kiedyś jakąś skazę, albo żeby ich miłość przygasła i nie dawała żadnej przyjemności...?

Podsumowując, osobiście polecam Opowieść niewiernej każdemu. Wydaje mi się, że jest to także idealna lektura dla panów, aby przejrzeli na oczy i być może zmienili coś w swoim zachowaniu. Jest to wnosząca wiele w związek literatura, która może poprawić relacje między małżonkami. Jest to także książka, którą czyta się lekko i przyjemnie, dlatego jest odpowiednia na zimne wieczory.

* Informacja z okładki książki Opowieść niewiernej



Za książkę dziękuję:


23 sierpnia 2012

Pocałunek anioła - Elizabeth Chandler

Elizabeth Chandler – to literacki pseudonim Mary Claire Helldorfer. Autorka zajmuje się wieloma gatunkami literackimi, lecz największą sławę przyniósł jej bestsellerowy romantyczny cykl dla młodzieży, od tytułu pierwszego tomu nazywany Pocałunkiem anioła. Elizabeth Chandler mieszka w Baltimore w USA, uwielbia niesamowite opowieści, koty oraz baseball. *


Jeżeli ktoś ma ochotę na niezobowiązującą lekturę, podczas której człowiek się nie męczy i za bardzo nie wysila, a tekst szybko przebiega przez palce, to polecam Pocałunek anioła, książkę, która spełnia te oto wymagania. Jest to po prostu czytadło na wieczór, przy kubku herbaty czy ciepłego kakao. Daje wiele przyjemności i lekkości, bo wiele prawd życiowych i moralnych tam się nie znajdzie.

Ivy ma dwie świetne przyjaciółki, - Suzanne i Beth, młodszego brata, Philipa, z którym bardzo dobrze się dogaduje, a także dobrą mamę, Maggie, nowego tatę, Andrew i brata, Gregory'ego. Książka zaczyna się, kiedy to właśnie rodzicielka głównej bohaterki wychodzi za mąż. Teraz będzie miała jeszcze więcej, zapomni o skromnych warunkach mieszkalnych i przeprowadzi się do pałacu. Ale to nie jest ważne. Dziewczynie podoba się Tristan, szkolny bożyszcz nastolatek i pływak. Przez to jej najlepsze koleżanki chcą, aby ta spróbowała swoich sił i zaczęła się z tym chłopakiem spotykać.

Opisywane wydarzenia widzimy również z punktu widzenia samego Tristana. Jak można się domyślić, chłopakowi także podoba się Ivy. Jednak, o ile jest on świetny w basenie, o tyle na powierzchni jest niezdarny i po prostu nieśmiały. Chce on zaistnieć w życiu dziewczyny – oczywiście udaje mu się. Zaprzyjaźnił się z bratem Ivy, Philipem, a także stał się kimś ważnym dla nastolatki, bratnią duszą. Tak, jest cukierkowo, jest pięknie, ale do momentu, kiedy chłopak ginie w wypadku samochodowym, a Ivy ma depresje i przestaje wierzyć w anioły, które dotychczas towarzyszyły jej w codziennych sprawach i broniły ją przed złem.

„- Kiedy się kogoś kocha, to nigdy nie jest skończone – łagodnie odparła doktor Carruthers. - Żyje się dalej, bo tak trzeba, ale nosi się tę osobę w sercu.”

Pocałunek anioła,to krótka książeczka, rzekłabym, że za krótka. Ma 224 strony, czyta się ją ekspresowo i z większym zainteresowaniem. Może i jest nieco infantylna i przesłodzona, ale na pewno ktoś, kto nie oczekuje po niej nic ponad mile spędzonym czasem, nie zawiedzie się. Jak dla mnie, na początku powieść się dłuży i przeciąga, obserwujemy bowiem wspólne podchody do siebie pary nastolatków. Jednocześnie mam wrażenie, że książka skończyła się w momencie, w którym powinna się dopiero rozpocząć konkretna akcja. Tak, ja się zawiodłam, bo nieco więcej się spodziewałam. Autorce nie można odmówić przyjemnego dla oka stylu i ciekawie zarysowanych postaci. Dla mnie jednak całość wyszła średnio. Podobał mi się jednak kontakt i relacje między Ivy a jej bratem Philipem. Zazwyczaj jest tak, że rodzeństwo z tak znaczną różnicą wieku (nie wiem dokładnie jak wielka ona była, chyba 8-9 lat) nawzajem jedynie robią sobie na złość. W tej książce jest inaczej, szanują siebie nawzajem i lubią ze sobą spędzać czas, a także wspierać się, jest to wzruszające i dające do myślenia.

To nie tak, że przekreślam tę serię. Wręcz przeciwnie. Z zapartym tchem będę myślała o tym, co Elizabeth Chandler wymyśli dla bohaterów w kolejnych częściach tego cyklu. Mimo wszystko wczułam się w fabułę i przejęłam losem Ivy i Tristana.

* Informacja z książki Pocałunek anioła


Za książkę dziękuję:






21 sierpnia 2012

OPOWIEŚCI BUDDYJSKIE dla małych i dużych - Ajahn Brahm


Ajahn Brahm – w wieku szesnastu lat przeszedł na buddyzm. Jego zainteresowania w tym kierunku rozkwitły w czasie studiów na Uniwersytecie Cambridge. Po uzyskaniu dyplomu wyjechał do Tajlandii, by zostać mnichem. Święcenia uzyskał w Bangkoku w wieku 23 lat w klasztorze w Wat Saket. Tam spędził następnych dziewięć lat studiując nauki buddyjskie i praktykując medytację Tajskiej Tradycji Leśnej pod okiem Czcigodnego Mistrza Ajahn Chah'a. Obecnie jest Opatem Klasztoru Bodhinyana i Dyrektorem ds. Duchowych Buddyjskiego Towarzystwa Stanu Australia Zachodnia. *

OPOWIEŚCI BUDDYJSKIE dla małych i dużych to bardzo sympatyczna książka, która daje dużo przyjemności czytelnikowi. Znajdziemy tutaj wiele mądrości życiowych, a także porad, które możemy wykorzystać na co dzień. Mimo tego, że autor nie zna nas osobiście, przenika w nas swoją wiedzą i doświadczeniem.

Zbiór rozpoczyna się historią, w której Ajahn Brahm przytacza wspomnienie, kiedy budował mur. Sam, ponieważ mnisi nie mają pieniędzy, musiał sam się nauczyć tej sztuki. Jednak podczas pracy, dwie cegły źle zostały położone, z czego autor nie był zadowolony i odczuwał wstyd. Usłyszał jednak, żeby się tym nie przejmował, bo owszem, dwie cegły źle leżą, ale 998 innych jest idealnych. Było to tak naprawdę przełomowe odkrycie dla mnicha, a ta historia jest jedną z tych, które ciągle są powtarzane w książce, aby dobrze nam się utrwaliła.

W książce znajduje się aż 108 opowiadań, które czyta się szybko i z wielką radością. Poznajemy przy okazji szczegóły z życia Ajahn Brahm'a, które było jakby już od początku dostosowane do swojej mnisiej przyszłości. Autor okazuje się być całkiem normalnym człowiekiem, który ma swoje duchowe wzloty i upadki, to z pewnością jest zaletą tego zbioru opowieści, przez co odczuwa się wielką autentyczność. Mnich posługuje się zaskakująco lekkim językiem i stylem pisania. Jedne z opowiadań są wartościowe, dość poważne w swoim przekazie, natomiast inne, są bardzo zabawne, nie mniej ważne.

Podczas czytania bawiłam się bardzo dobrze, podziwiając wrodzoną, a także tę zdobytą mądrość autora. Niewielu z nas potrafiłoby wynieść wnioski z na pozór błahych i nieistotnych historyjek. Jednak płynie z nich swego rodzaju głębia, którą Ajahn Brahm potrafił nam przekazać z taką łatwością i siłą.

* Informacja o autorze zaczerpnięta z książki OPOWIEŚCI BUDDYJSKIE dla małych i dużych










Za książkę dziękuję: 

20 sierpnia 2012

Moje życie w kręgu obsesji. PAMIĘTNIK - Joanne Limburg

Joanne Limburg – urodziła się w Londynie w 1970 roku. Studiowała filozofię na Uniwersytecie w Cambridge. Jest autorką dwóch tomów poezji. Mieszka w Cambridge z mężem i synem. *
Dawno nie czytałam tak szczerej książki, która momentami zawstydzałaby mnie. Ale właśnie tym cechuje się autorka tych wyznań, Joanne Limburg, która dzięki swojej książce odkrywa tabu swojej choroby.

Miłość sprawia, że stajemy się tacy bezbronni.”

Można by sobie pomyśleć, że jest to histeryczka, paranoiczka i zmyśla wszystkie swoje strachy. Ale nie wolno tak powiedzieć, bo to, czego się bała i boi nadal ta pisarka, jest w niej głęboko zagnieżdżone, bez szans na wydostanie się z niej. Moje życie w kręgu obsesji. PAMIETNIK, to opowieść o niełatwym dzieciństwie, o dojrzewaniu i zmianach – nie tylko tych cielesnych. Dorastanie Joanne było trudne, ciągle bowiem natrafiała na przeciwności losu, zwłaszcza te związane z samą sobą i wykreowane przez samą siebie. Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, to nie jest łatwa choroba, na którą ma się lekarstwo. Wiąże się z nią szereg spotkań z psychiatrą, a nawet przyjmowanie leków na poprawę samopoczucia. To chyba jedna z bardziej depresyjnych chorób, w jakie może popaść człowiek.

Na początku nie docierało do mnie, że rozpaczliwe poszukiwanie wsparcia u innych można traktować jak natręctwo.”

Wszystko to, co Joanne Limburg umieściła w swojej książce, wcześniej notowała w swoich pamiętnikach, które prowadzi prawdopodobnie do teraz. Myślę, że jest to bardzo dobry sposób, aby poznać siebie, a także zobaczyć zmiany, jakie w nas zachodzą. Dzięki właśnie zapisywaniu swoich myśli, autorka mogła przekazać nam, czytelnikom, wiele szczegółów związanych ze sobą, swoim dorastaniem i stanem emocjonalnym. Historia zaczyna się już we wczesnych latach młodości pisarki, kiedy jeszcze nie uczęszczała do szkoły, tylko wspinała się po drzewach, niczego się nie bojąc.

Występek pozbawiony żalu za grzechy i kary staje się aktem niekompletnym, nienaprawionym błędem, niewywabioną plamą.”

Widzimy tutaj kobietę wychowaną w rodzinie żydowskiej, mającą kochających rodziców i młodszego brata. Jednak była ona zawsze samotna, nieco na uboczu, a w czasach szkolnych wyśmiewana za swoją wiedzę, inteligencję oraz szeroko pojętą inność. Joanne nie była zdecydowana nigdy co chce w życiu robić, studiowała między innymi filozofię. Mimo dorosłego wieku, nie do końca była dostosowana do samodzielności. Wiedziała tylko jedno, że chce pisać i wiele poświęcała, by móc tworzyć swoją poezję. Jej okres dojrzewania i lata buntu zostały przesunięte o dziesięć lat, jest to zaskakujące. Może jest to związane z tym, że autorka zawsze była nad wyraz poważna, a na szaleństwa zdecydowała się dopiero po studiach... Wiele jej cech odbierałam bardzo osobiście – bo dotykały mnie tak namacalnie, jakbyśmy były do siebie podobne.

Terapia bywa przydatna, ale czasami można tylko wypchać nią sobie tyłek.”

To nie tylko pamiętnik. To dawka terminów naukowych, analiz chorób i historia leczenia Joanne. Z pewnością nie jest to książka dla każdego, nie wszyscy będą w stanie przejść przez ten tytuł w pełni zainteresowani i usatysfakcjonowani. Sama momentami się męczyłam, bo brakowało mi skupienia na samym życiu pisarki. Dostałam za to właśnie wiele lekarskich i psychologicznych pojęć, a także trochę pesymizmu. Ale nie ma tak źle jak się wydaje, bo książka jest wzruszająca i naprawdę przejmująca. Joanne Limburg uzewnętrzniła się całkowicie poprzez swoje dzieło, ukazała swoje słabości i lęki. Dużą zaletą książki są zwroty do czytelników, przez co czuje się, jakbyśmy osobiście rozmawiali z pisarką. Język sam w sobie nie jest prosty. Przeplatają się tutaj osobiste zapiski, których nieraz odbiorca się wstydzi, inne historie są za bardzo rozbudowane i ciągną się przez wiele stron. Sama czytałam ten pamiętnik kilka dni, bo nie umiałam szybko przedzierać się przez poszczególne rozdziały. Chyba potrzeba czasu, aby poukładać sobie wszystko to, czym chciała się podzielić ta cierpiąca przez swoją chorobę kobieta. Już na początku autorka podkreśla fakt, że jest mężatką. Jej sfera miłosna nie zawsze była dobrze rozwinięta, jakby z nikim nie umiała być. Z wypiekami na twarzy oczekiwałam fragmentu, w którym opowie jak poznała swojego męża i jak była w stanie mu zaufać.

Moje życie w kręgu obsesji. PAMIĘTNIK jest książką wartą uwagi. Sama bardzo lubię tego typu tytuły, dzięki którym poznam tajemnice chorób i problemów ludzkim. Nie kieruję się ciekawością, tylko chęcią wiedzy. Tak jak wspomniałam wyżej, nie każdy odnajdzie się w tej książce, jest ona dla wytrwałych. Ale moim zdaniem Joanne Limburg ukazała to, że z każdej sytuacji jest wyjście, że życie może się dobrze ułożyć. Osobiście polecam.

* Informacja o autorce zaczerpnięta z książki Moje życie w kręgu obsesji. PAMIĘTNIK





Za książkę dziękuję: 


Merida Waleczna - Moja bajeczka


Znalazłam coś, co na pewno spodoba się niektórym z Was. Ostatnio recenzowałam, a raczej dzieliłam się z Wami swoją opinią na temat bajki Disney'a: Merida Waleczna i odradzałam pójście do kina z małymi pociechami. Racja, bajka jest ciemna, a długi seans nie owocuje w skupienie dzieciaczków. Dlatego, jak tylko zobaczyłam już u siebie w domu -nie wiem jak, nie wiem skąd - książeczkę o Meridzie ucieszyłam się. 

Przeczytałam ją - w sumie jakieś dwanaście stron - i mogę Wam ją polecić. 

Oczywiście nie ukazuje ona całości historii o Walecznej rudowłosej, ale pobieżnie opowiada najważniejszy wątek. Na pewno jest to dobra alternatywa dla mam, których pociechy chciały iść do kina, ale są niestety za malutkie. Można przeczytać do snu tę bajeczkę i się przekonać, czy niedźwiedzie są straszne dla odważnego maleństwa. 

Na pewno zaletą tej bajeczki są piękne ilustracje, które w pełni oddają klimat animacji. Dodatkowo, historia jest króciutka i dziecko nie znudzi się podczas czytania. A rodzicom spodoba się cena, która jest naprawdę minimalna i ciesząca oko. 

 



Książeczkę możecie kupić w Księgarni Gandalf

19 sierpnia 2012

3 książki part VIII

Witam Was cieplutko, dzisiaj pogoda sprzyja, co cieszy. Zauważyliście, że każdego luźnego posta, no może nie każdego, zaczynam od opisania pogody? Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale widocznie tak mi łatwiej zacząć.
Aktualnie czytam Moje życie w kręgu obsesji. PAMIĘTNIK i właśnie recenzja tej książki ukaże się następna tutaj. Natomiast jestem także w trakcie słuchania Nowej Ziemi i zapoznaję się z tą nową dla mnie formą czytania. Teraz jednak wrócę do meritum mojego dzisiejszego wpisu, do Trzech książek, które chciałabym przeczytać. Wiem doskonale, ile czasu trzeba, żeby przeczytać książkę. Innym nieco mniej, mnie nieco więcej, ale de facto, jest to bardzo długi proces. Dlatego wiele powieści czeka na nas smutnych na półkach i myślą one, że są zapomniane. Ale to nieprawda! Jest właśnie kilka takich pozycji u mnie w biblioteczce, które czekają na swoją kolej i mam nadzieję, że niebawem nadrobię swoje zaległości czytelnicze. 

Temat wpisu:

Książki, które czekają na mnie na półce, PL


I tak jak już to robiłam w poprzednich tygodniach, krótko omówię te powieści, żeby za bardzo nie zanudzać.

Po pierwsze Ostatnie fado. Książka ta pojawiła się u mnie w domu bardzo niespodziewanie i tak naprawdę nie wiedziałam o co chodzi, dlaczego ona u mnie jest? Było to rok temu w maju albo w czerwcu i jak dotąd jej nie przeczytałam. Okazało się, że powieść tę wygrałam na stronie granice.pl, co było wielkim zaskoczeniem, zwłaszcza, że informacji o wygranej nie dostałam, a nawet zapomniałam, że brałam udział w jakimkolwiek konkursie. I takie niespodzianki bardzo lubię.  



Po drugie: Polowanie na Perpetuę - powieść zakupiłam okazjonalnie na stronie księgarni internetowej kumiko.pl. I z tego miejsca pragnę Was zachęcić do zakupów właśnie na tej stronie, bo cena zawsze jest mniejsza niż ta zaplanowana przez wydawcę, a także można znaleźć perełki w zastraszająco niskich cenach. Ostatnio czytałam recenzję tej powieści i czuję się bardzo zachęcona i zaciekawiona. Jak będę miała więcej czasu - przeczytam. 









No i po trzecie: Ludzie na walizkach. Nowe historie. Wstyd się przyznać, ale książkę tę zaczęłam i stanęłam chyba w połowie pierwszego albo drugiego wywiadu. Po prostu tak wyszło - absolutnie nie czułam się znudzona. Na blogu pojawiła się już recenzja pierwszej części i byłam zadowolona z treści. Mam nadzieję, że nadrobię zaległość niebawem. Ale tak to już bywa z czasem, jest go niewiele, a ciągle leci i nie chce zwolnić.




17 sierpnia 2012

Merida Waleczna (2012)

Premiera: 21 czerwca 2012 (świat), 17 sierpnia 2012 (Polska)
Produkcja: USA
Reżyseria: Mark Andrews, Brenda Chapman
Scenariusz: Brenda Chapman, Irene Mecchi, Mark Andrews, Steve Purcell
Reżyser dubbingu: Wojciech Paszkowski
Dialogi w polskim dubbingu: Jakub Wecsile

Bohaterowie:
ElinorDorota Segda
Król FergusAndrzej Grabowski
Lord Dingwall Mieczysław Morański
Lord MacGuffinSylwester Maciejewski
Lord MacintoshKrzysztof Kiersznowski
Młody MacGuffinCezary Kwieciński
Młody MacintoshJan Bzdawka

Miałam dzisiaj tę przyjemność pójścia do kina ze swoją siostrzenicą. Mamy niedaleko – musiałyśmy tylko wyjść z domu, przejść kilka kroków, przez parking i... już byłyśmy na miejscu w mniej niż minutę. W tak doborowym towarzystwie, każda produkcja wychodzi jeszcze lepiej. A teraz, na świeżo po seansie opowiem Wam o Meridzie Walecznej, która porwała moje małe serduszko. Zaopatrzone w popcorn, wodę i dobry humor, mogłyśmy zaczynać oglądanie.

Premiera: Giń




PREMIERA: 1.10.2012
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 304
Oprawa: Zintegrowana
Cena: 37,90

Po przygodzie z zimną skandynawską grozą, czas na coś zupełnie nowego: zaplanowany z morderczym wyrachowaniem i przerażającą precyzją, mroczny, niemiecki koszmar.


Giń to lektura obowiązkowa dla miłośników dobrego, ostrego, zaskakującego i trzymającego w napięciu kryminału.

Giń Hanny Winter to starcie z zupełnie nieznanym przeciwnikiem - seryjnym mordercą na miarę Kuby Rozpruwacza - analizującym i przewidującym każdą reakcję ofiary.

W tych okolicznościach przysłowiowa niemiecka dokładność i precyzja jawią się iście diabolicznym narzędziem. Ofiara starając się przewidzieć kolejny ruch mordercy nigdy nie wie, czy jej ruch nie został skalkulowany i przewidziany już wcześniej.
Polem dla rywalizacji jest dobrze znany polskiemu czytelnikowi Berlin. Wspomnienia z wakacyjnych wypraw skracają dystans do fabuły, dodając realizmu zdarzeniom wykreowanym przez pisarza.
W tej scenerii, Lara główna bohaterka powieści, stara się wyrwać z zastawionej na nią pułapki. Wzorzec działania sprawcy daje się przyporządkować seryjnemu mordercy terroryzującemu miasto – motywy pozostają nieznane.
Czy dla ofiary jest coś bardziej przerażającego niż świadomość udziału w grze, której zasad nie rozpoznaje? Gdy nie wie, kto kontroluje jej ruchy?



Zobacz również:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...