31 lipca 2012

Stosik lipcowy - numer dziewiętnaście


Tak jak wspomniałam przy okazji tematu o Współpracy, lipiec okazał się miesiącem nawiązywania nowych współprac i otrzymywania szans. [Tak, wiem, powtórzenie słowa: współpraca] Jestem niesamowicie zadowolona z możliwości pisania dla tych Wydawnictw oraz Księgarń. I cieszę się, że dostałam odpowiedź pozytywną. Zobaczycie w tym stosiku wiele książek - przynajmniej jak dla mnie. Z jednej strony - bardzo intrygujące, a z drugiej - szanujmy swój czas. 

Studio Astropsychologii - Widziałam już na wielu blogach recenzje książek dla tego wydawnictwa i coraz bardziej byłam ciekawa tych pozycji. Ucieszyłam się niezmiernie, że zechciano ze mną podjąć współpracę. Od nich, co mnie zdumiało, otrzymałam aż 6 książek. 

Wydawnictwo Świat Książki i tutaj moje zadowolenie sięga wszelkich granic. Współpraca z tym wydawnictwem jest dla mnie dużym wyróżnieniem.  


Wydawnictwo Fabryka Słów - Kolejne miłe zaskoczenie, bo mimo wszystko nie spodziewałam się, że jestem odpowiednia dla nich. ;) 

A teraz przechodzę już do stosiku i do omawiania poszczególnych tytułów. 


Julianna Baggott - Nowa Ziemia - audiobook. Moje pierwsze zmierzenie z tą formą "czytania". Poinformuję Was, jak tylko recenzja się ukaże na stronie audioteczka.pl



Magdalena Witkiewicz - Opowieść niewiernej - Kusiła na Waszych blogach i wreszcie ja będę miała okazję na przeczytanie tej książki. 


Ben Bennett - Uśmiech niebios - zaintrygował mnie opis, a także słodka okładka. Zobaczymy co z tego wyniknie. 

Joanne Limburg - Moje życie w kręgu obsesji. Pamiętnik - Powracam wreszcie do swojej ukochanej, życiowej tematyki. Czyli pamiętniki, wspomnienia i problemy społeczne. Czuję, że ta książka stanie na wysokości zadania. 


Tanya Huff - Cena Krwi - także już na wielu blogach widać recenzje tego tytułu. Ciekawe czy i mi przypadnie do gustu...?


PM Nowak - Ani żadnej rzeczy... - Po tym kryminale wiele oczekuję, już nie mogę się doczekać lektury.  



Nicci French - Czerwony pokój - Ostatnio pisałam, że jest to mój plan zakupowy od dawna, a już ta książka jest za mną. Recenzja

Elizabeth Chandler - Pocałunek anioła - Książka po prostu mnie zaciekawiła swoim tematem.


Jo Nesbø - Czerwone gardło - Już od dawna chciałam się zapoznać z twórczością tego autora i wreszcie dostałam ku temu okazję. 


Jason Hawes, Grant Wilson, Michael Jan Friedman - Kontakty z duchami. Odtajnione sprawy z archiwów T.A.P.S. - Trochę grozy i faktów z życia. 

Ajahn Brahm - Opowieści buddyjskie dla małych i dużych - Ciekawią mnie inne kultury i religie. Na pewno będzie to ciekawa przygoda. 

Deepak Chopra, Gothan Chopra - Siedem duchowych praw superbohaterów - Wydawnictwo samo zaproponowało mi te pozycję. 

Dannion Brinkley, Paul Perry - Przeżyłem śmierć - Jestem bardzo ciekawa tego tytułu.

Lisa Williams - Nieśmiertelność duszy. Podróż między wcieleniami 

Elżbieta Liszewska - Dusza kobiety... przewodnik dla niego. Ego mężczyzny... przewodnik dla niej - Książka już za mną. Recenzję możecie przeczytać tutaj



Dostałame także e-book, który wygrałam w konkursie. Na pewno przeczytam go w najbliższym czasie, bo bardzo intryguje mnie treść.



W tym miesiącu odwiedziłam ze swoją siostrzenicą bibliotekę. Robię to bardzo rzadko, bo wolę książki własne, ze swojej biblioteczki. Tym razem Emilia mnie tam zaprowadziła, bo pierwszy raz chciała wypożyczyć bajeczkę. Założyłyśmy jej kartę biblioteczną. Sama także skusiłam się na jeden tytuł, który z resztą już przeczytałam i zrecenzowałam: Agatha Christie - Niespodziewany gość




Czeka mnie wiele godzin z książką, co mnie cieszy, bo w tym stosie znajdują się tylko i wyłącznie takie tytuły, których szczerze jestem ciekawa. Dziękuję Wydawnictwom i autorowi - Piotrowi Gałązce - za przesłane książki do recenzji, a także za zaufanie. 

Aktualnie czytam Jane Austen - Duma i uprzedzenie, w ramach wyzwania: Tydzień bez nowości. Już od dawna do mnie wołała z półki, ale dopiero teraz się na nią zdecydowałam. Potrzebuje więcej klasyki...
Dodatkową informacją dla Was jest także to, że od jutra będę miała mało - albo wcale - czasu na blogowanie. Nie będzie mnie w domu do niedzieli. Dlatego też nie wiem, czy odwiedzę Was na blogach, ani czy przeczytam kolejne książki i wstawię ich recenzje. Mam jednak nadzieję, że nie opuszczę czytania, a recenzje można nadrobić później. ;) Wszystko w swoim czasie. Ufff... ten wpis wypadł bardzo długi. Tym, którzy dotarli do końca, g r a t u l u j ę ! 


Dusza kobiety... Ego mężczyzny - Elżbieta Liszewska

Ostatnimi czasy poszukuję książek, które mogą w jakiś sposób nakierować na dobrą życiową drogę. Jest to ważne, zwłaszcza dla młodych osób, które chcą poznać swoje własne ja i potrzebują wskazówek. Jednym takim ważnym – dla kobiet zwłaszcza – tytułem jest, albo będzie: Dusza kobiety... Ego mężczyzny...

Zastanawiałam się najpierw, od której części mam zacząć. Może od tej kobiecej, żeby się utożsamić bardziej z bohaterką, a może od męskiej, aby zobaczyć problem z jego perspektywy? Rozpoczęłam swoją lekturę od popatrzenia na sprawę z punktu widzenia kobiety, aby bardziej ją zrozumieć, przeanalizować na swój sposób. Zdziwiło mnie najpierw, że to właśnie część męska jest dłuższa, a spodziewałam się odwrotnej sytuacji zważywszy, że to płeć piękna bardziej rozczula się nad tematem i musi zrozumieć dokładnie co się dzieje wokół niej.

Mamy przed sobą dwoje ludzi, Hanię i Krzysztofa, którzy nie czują się dobrze w swoim dotychczasowym życiu. Kobieta potrzebuje miłości, a Mężczyzna – zmiany, choć sam jeszcze o tym nie wie. Całość jest napisana świetnym językiem, który momentami był za bardzo poetycki, wyimaginowany, nienaturalny. Mimo to, książka wciąga i bardzo interesuje swoją treścią.

Dusza kobiety...
Hanna właśnie awansowała w pracy, dostała własny pokoik. Także została oczarowana przez granatowe oczy dyrektora Krzysztofa Olszewskiego. Zaczyna o nim dużo myśleć, a także przez to odsunęła się od swojego męża, z którym tak naprawdę nigdy nie miała świetnego kontaktu. Czuła się jednak źle w zaistniałej sytuacji. Postanawia chodzić na terapię, podczas której widzi swój problem z innej strony, patrzy i poznaje także swoje wnętrze i dawne ja, które wiele komplikuje w jej teraźniejszej egzystencji. Podczas czytania tej części odczuwałam złość w stosunku do Krzysztofa. Wydawało mi się, że pogrywa z Hanią, że jego intencje nie są dobre. Być może się myliłam...



Ego mężczyzny...
Spodziewałam się zobaczyć historię tych dwoje od początku, jednak już od razu zostałam zaatakowana przez przemyślenia Krzysztofa. Czuje się on przywiązany do żony, z którą przeżył wiele dobrych i złych lat. Uważa także, że jest za stary na romanse i nową miłość, jednocześnie jednak, nie może zapomnieć o Hani. Jego życie zmienia się zarówno zależnie od niego, jak i całkowicie niespodziewanie. Dokucza mu zdrowie, oraz jest bliski depresji. Postanawia także udać się do terapeutki, tej samej, do której uczęszcza jego kochanka. W tej części mamy więcej terapii, niż samej historii romansu. Dowiadujemy się, dlaczego Krzysztof tak ignoruje Hanię i być może jesteśmy w stanie go polubić. Jego problemy mają swoje podstawy przede wszystkim w dzieciństwie, kiedy to kobieta – jego matka – rządziła wszystkim, co go dotyczyło. Mężczyzna poznaje swoje wnętrze, sekrety i obawy.


Elżbieta Liszewska stworzyła nietuzinkowe dzieło, które naprawdę warto przeczytać. Na pewno otwiera oczy na wiele życiowych aspektów – nie tylko tych związanych ze zdradą i miłością. Podczas zapoznawania się z kolejnymi rozdziałami ma się wrażenie, że uczestniczy się regularnie w sesjach terapeutycznych wraz z bohaterami. Pragnie się zmienić coś w swoim życiu, jakby te przedstawione problemy dotyczyły także nas samych. Wielką zaletą tej książki jest wielość przykładów osób, które potrzebowały wizyty u psychologa. Dzięki temu, lektura nabiera autentyczności, a czytelnik dowiaduje się wiele cennych dla niego rzeczy. Co wpływa na jego teraźniejsze zachowanie? Jak zmienić swoje podejścia do własnej egzystencji? Dlaczego oceniamy innych? Takie właśnie dylematy i wiele innych będą przechodziły przez naszą głowę zapoznając się z Dusza kobiety... Ego mężczyzny....

Na pewno spodziewałam się czegoś nieco innego po tej książce. Oczekiwałam dosłownie dwóch takich samych historii opowiedzianych z dwóch punktów widzenia. Myliłam się. Otrzymałam za to nieco infantylną wersję opowiedzianą z perspektywy kobiety, a ogólną – jak dla mnie zbyt ogólną – z mężczyzny. Może i się nie zawiodłam, bo taka wersja mnie nie znudziła przynajmniej, a bardziej skupiłam się na samych terapiach. Nie dostałam także odpowiedzi na nurtujące mnie od samego początku pytanie: d l a c z e g o ? Nie wiem dalej – może nie zrozumiałam – dlaczego tych dwoje obcych dla siebie ludzi, zbliżyło się do siebie? Dlaczego odczuwali wzajemne przyciąganie?

Odczuwałam nieco niedomówień i brak odpowiedzi. Przeszkadzało mi to, ale książkę przeczytałam błyskawicznie. Widać w niej wiele lat doświadczenia autorki i obserwacji poczynań ludzkich. Lektura ta wiele analizuje, wiele wyjaśnia. Jest to pozycja warta uwagi, dlatego polecam ją fanom psychologii i tym, którzy chcą dowiedzieć się więcej o sobie. Bo to nie jest tylko historia o zakazanym uczuciu, ale także o zachowaniach człowieka.


Elżbieta Liszewka posiada wykształcenie filologiczne i psychologiczne, absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego oraz warszawskiego Instytutu Neurolingwistyki. Znana w kraju i za granicą jako konsultant – terapeuta, doradzający w życiu osobistym i zawodowym. Właściciel i dyrektor „Akademii Liderów” - szkoły doskonalenia osobowości, specjalizującej się w indywidualnym rozwoju osobowości oraz kształceniu terapeutów. *

*Informacja o autorce z książki Dusza kobiety... Ego mężczyzny...


Za książkę dziękuję:




30 lipca 2012

Czerwony pokój - Nicci French

Nicci French – pod tym pseudonimem kryje się znana brytyjska para dziennikarzy: Nicci Gerard i Sean French. Są małżeństwem od roku 1990, obecnie mieszkają w Suffolk wraz z czwórką dzieci i parą kotów. Nim zaczęli karierę pisarską, byli aktywnymi dziennikarzami. Jako pisarski tandem zadebiutowali w roku 1995 powieścią Gra pamięci, zdobywając uznanie zarówno krytyki, jak i czytelników. *

Czerwony pokój już od dawna mnie intrygował i nareszcie udało mi się przeczytać tę książkę, kolejną w dorobku pary pisarzy, tworzących pod pseudonimem Nicci French. Za każdym razem podczas lektury ich tytułów mam dreszcze i otwarty umysł na fabułę i rozwiązanie zdarzeń. W tym przypadku także tak było, ucieszyłam się, że bohaterowie mnie nie zawiedli swoją autentycznością. Ale po kolei...

Z czym kojarzy Wam się Czerwony pokój? Ze strachem, bólem? Jeżeli tak, nie mylicie się. Jest to pomieszczenie, które ma w sobie wszystko to, czego boi się człowiek. Zadaniem każdego z nas jest zmierzenie się z własnymi słabościami, ale to przecież nie jest takie proste. O tym przekonała się główna bohaterka książki, doktor Kit Quinn, która w jednym swoim śnie zobaczyła komnatę o ścianach w krwistym kolorze.

Ludzie powinni czerpać radość z pracy. Jedną z wielkich przyjemności życia jest aktywność, a praca stanowi główną formę ludzkiej działalności. Czymkolwiek ona jest, powinna sprawiać frajdę, a pod tym względem ludzie mają szczególny dar zamieniania najdziwniejszych form działania w coś, co daje im satysfakcję, i w tym tkwi głęboki sens”

Powieść zaczyna się w momencie, kiedy Kit idzie na policję, aby porozmawiać z zatrzymanym mężczyzną, Michaelem Dollem. Ten po rozmowie wstępnej niespodziewanie zaatakował panią psycholog i rozciął jej twarz kubkiem. Po kilku miesiącach Kit wróciła do pracy, zaczęła normalnie żyć, tym razem samotnie, bo opuścił ją partner. Zostaje znowu poproszona o pomoc w sprawie zabójstwa bezdomnej dziewczyny, Lianne. Podejrzanym o morderstwo jest niezrównoważony psychicznie Doll. Doktor Quinn się długo nie zastanawia, zgadza się, gdyż nie podoba jej się wrabianie Michaela w tę zbrodnię. Mimo krzywdy jaką jej zrobił i blizny widniejącej na twarzy, broni tego człowieka, czy słusznie?

Żadna twarz nie jest zwyczajna, wszystkie są piękne, jeśli patrzy się na nie w pewien szczególny sposób.”

Do głównej bohaterki przyjeżdża dawno niewidziana przyjaciółka, która chce u niej zamieszkać przez jakiś czas, dopóki nie znajdzie pracy i mieszkania. Wróciła ta bowiem z podróży po świecie. Julie znalazła u niej swoje cztery kąty i dobrze się dogadywały ze sobą, chociaż przez pochłaniającą pracę Kit, miały dla siebie mało czasu. Podróżniczka wniosła do domu pani psycholog wiele dobrego, dała jej chęć życia i motywację. W sprawie dochodzenia, Kit dociera do Willa Pavic'a, mężczyzny, który opiekuje się bezdomnymi nastolatkami. Także lekarka widzi podobieństwo między zabójstwem Lianne a rozgłośnioną sprawą śmierci Philippy Burton. Jednak nikt nie widzi sensu w tym, co mówi kobieta, policjanci coraz mniejszą zwracają uwagę na nią i na to, co sugeruje. Ta jednak działa według swojego schematu i wyobrażeń. Czy wyjdzie jej to na dobre?

Uważa się, że człowiek jest najsilniejszy na swoim terytorium. To nieprawda. Właśnie na własnym gruncie jest najbardziej podatnym na zranienia.”

Nie zabrakło w książce także romansu. Najpierw pomyślałam sobie, że może to zniszczyć ten kryminał, że po co taki zabieg, że nie jest w ogóle potrzebny. Kit i Will na początku nie byli do siebie dobrze nastawieni. To właśnie mężczyzna był bardzo skryty, szorstki w rozmowie i krytyczny względem niemal wszystkich ludzi. Główna bohaterka jednak mimo uprzedzeń do niego, zaczęła go lubić, tolerować. Nie był to zwykły związek. Musiał być on ukrywany, zwłaszcza przed policją, która podejrzewała Pavic'a o udział w zbrodni. Po czasie stwierdziłam jednak, że ta relacja wniosła nieco do powieści, nawiązała do wewnętrznego bólu lekarki, do jej rozterek. Jedno jest pewne, Nicci French, nie stosują w swoich dziełach niczego, co byłoby przypadkowe i nieprzemyślane. Każdy bohater jest dobrze wykreowany, pokazuje swoje charakterystyczne cechy i słabości. Znowu główną postacią jest kobieta, która jest silna psychicznie, a przynajmniej stara się taką właśnie być. Jej życie nie było łatwe, miała swój bagaż doświadczeń, który był dostrzegalny w jej nowej pracy, którą sama sobie nadała.

- Ludzie wydają się jacyś tam, a potem okazuje się, że są inni.”

Mimo tego, że książka zrobiła na mnie wrażenie i trzymała w napięciu, nie zawsze umiałam czytać ją ciągiem. O ile do stylu pisarzy nie mogę mieć żadnych pretensji, o tyle już do rozłożenia akcji owszem. Przypominała mi ona sinusoidę, przez swoje wzloty i upadki. Były momenty, podczas których nie mogłam się oderwać od lektury, ale zaraz potem pojawiały się takie, które mnie nudziły i nieco się dłużyły. Może za wiele autorzy chcieli przedstawić, za bardzo się skupić na głównej bohaterce, jej rozmyślaniach i toku rozwiązywania sprawy? To właśnie oczami Kit obserwujemy wydarzenia, dzięki temu dobrze jesteśmy w stanie ją poznać i być może polubić.

Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam na tej powieści. Może oczekiwałam więcej emocji? Na pewno muszę stwierdzić, że autorzy kolejny raz mnie zadziwili swoim rozumowaniem i tym, że nie łatwo jest odgadnąć, kto jest wart zaufania, a kto po prostu jest oszustem. Książkę oczywiście polecam fanom gatunku i tej pary pisarzy, których resztę tytułów, pragnę przeczytać.

* Informacja o autorach zaczerpnięta z książki: Czerwony pokój



Za książkę dziękuję:


Tekst bierze udział w konkursie organizowanym Syndykalistów ZwB na recenzję lipca



29 lipca 2012

3 książki, part V

Dzień Dobry! Taka pogoda od razu zmusza do uśmiechu.;) Wybieram się dzisiaj na rodzinne działkowanie, więc może trochę słoneczka zażyję.   
Jestem po lekturze Czerwonego pokoju Nicci French i opinie prawdopodobnie będziecie mogli przeczytać jutro, o ile znajdę siły na pisanie. Teraz czytam ciekawą książkę, ale nie zdradzę Wam tytułu. Przynajmniej jej forma jest intrygująca i pouczająca. Nie chcę już przedłużać, zostawiam Was z listą trzech książek. 



Temat wpisu: 

Książki, które kuszą nowością, zagraniczne



Nowi lokatorzy stupięćdziesięcioletniego Lowen Mansion nie wiedzą, że ich wymarzony dom wkrótce stanie się miejscem narodzin niewyobrażalnego zła...


Jaką tajemnicę kryje stara posiadłość?
Duchy? Potwory? A może jeszcze coś gorszego?

Golem to przerażająca, pełna mrocznych niespodzianek powieść wywiedziona ze starej europejskiej legendy. Przed wiekami ulepione z gliny monstrum stawało w obronie słabych i niewinnych; dziś zostanie powołane do życia raz jeszcze... aby rozpętać prawdziwe piekło!








Jane zawsze żyła w cudzym cieniu. Od nieszczęśliwego dzieciństwa ucieka w małżeństwo z biologiem, pracoholikiem skupionym na karierze zawodowej, Oliverem Jonesem. Jane i to potrafi znieść. Dopiero gdy uświadamia sobie, że również ich córka, Rebeka, jest dla Olivera mało istotna, rodzi się w niej bunt. Pewnego dnia zostawia męża z jego ukochanymi nagraniami wielorybich pieśni i razem z córką wyrusza z San Diego do swojego brata, Joleya, który mieszka w Massachusetts. Jedzie przez całą Amerykę, prowadzona jego listami, czekającymi w oznaczonych urzędach pocztowych. Każdy list otwiera szansę refleksji nad zapomnianą przeszłością i świeżego spojrzenia w przyszłość, a podróż przez kontynent niesie ze sobą wiele niespodzianek. Oliver, nawykły do tropienia humbaków w głębinach oceanów, chce odzyskać żonę i córkę. Jeśli ma tego dokonać, będzie musiał nauczyć się patrzeć na świat, a także na siebie, innymi oczami.






Nella. Piękno nieoczekiwanego to niezwykła opowieść o miłości, nadziei i pokonywaniu życiowych przeszkód. Jest zapisem emocji, przemyśleń i procesu dojrzewania Autorki podczas pierwszego roku życia z córeczką, która urodziła się z zespołem Downa. Książka powstała w oparciu o blog http://www.kellehampton.com/, który przyciągnął rzeszę czytelników z całego świata (zanotowano blisko 3 miliony odwiedzin). Wspomnienia Kelle to wspaniale napisana książka o pełni życia, rozwoju osobistym, akceptacji tego, co niedoskonałe. Autorka uświadamia nam, że wielka miłość może dać szczęście i radość życia w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji.










Opisy pochodzą ze stron wydawnictw


28 lipca 2012

Niespodziewany gość - Agatha Christie

Jak bardzo uganiamy się za nowościami? Ciągle patrzymy na listy zapowiedzi na stronach wydawnictw, a zapominamy o innych lekturach, które mają nieco więcej lat i mogą być bardzo wartościowe. Może to błąd? Ale jakby chciało się czytać zarówno nowsze jak i starsze powieści, czasu by nam nie starczyło. Sama nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam książkę z biblioteki, nie licząc kilku lektur licealnych. Chyba w gimnazjum, kiedy bardzo namiętnie czytałam wszystko związane z narkotykami, uzależnieniem i innymi społecznymi problemami. Postanowiłam wybrać się w to dawno nieodwiedzane przeze mnie miejsce i skusić się na coś wydanego jeszcze przed rokiem 2000. Wybrałam tytuł: Niespodziewany gość Agathy Christie z dwóch powodów: po pierwsze zależało mi na czymś starszym, a po drugie chciałam wreszcie zapoznać się z twórczością tej autorki. Wydaje mi się, że się nie zawiodłam...

Północna Walia, mglisty, listopadowy wieczór. Nieznajomy mężczyzna zmierza do jednego z domów i odnajduje tam jeszcze ciepłe ciało mężczyzny, do którego ktoś strzelił niedawno. Naprzeciw stoi porażona sytuacją kobieta, trzymająca w ręku broń. Czy to ona w akcie desperacji popełniła zbrodnię? Zaczęła opowiadać o swoim mężu, który stał się gorszym człowiekiem, kiedy uległ wypadkowi, w wyniku którego jeździł na wózku. Wszystko wygląda na to, że ta na pozór zdesperowana kobieta chciała się uwolnić od tyrana. W domu także i są inni mieszkańcy, pielęgniarka, opiekun Richarda Warwick'a, matka poszkodowanego, przyrodni, upośledzony brat, Jan. Starkwedder, który odkrył ciało, postanowił upozorować zabójstwo tak, aby wina nie spadła na Laurę Warwick. Czy uda się przedstawienie, czy ktoś z domowników odkryje tę grę?

Na pewno jeszcze nie spotkałam się z tak bardzo dziwną powieścią kryminalną. Bo niby na początku jest wszystko oczywiste, wiadomo kto zabił i tylko trzeba winę przenieść na jakiegoś wroga zamordowanego... w tym przypadku stał się nim McGregor, któremu Richard Warwick przed laty potrącił syna. Ale jednak później cała sprawa się komplikuje... Wszystko poszłoby po ich myśli, gdyby nie to, że wskazany przez nich zbrodniarz, nie żyje od dwóch lat.

Książka ma zaledwie 110 stron, a akcja biegnie bardzo szybko, choć na początku wydawała się dłużyć. Agatha Christie stworzyła ciekawą kreacje bohaterów, którzy zarówno pomagali w śledztwie jak i w nim przeszkadzali. Oczywiście byłam bardzo zainteresowana tym, co autorka wymyśliła, jakie rozwiązanie, kto to wszystko zrobił, bo każdy kolejny rozdział sugerował innego mordercę. Zakończenie mnie nie zawiodło, bo coś podobnego także przeszło mi przez myśl, niemniej jednak pisarka ta zaintrygowała mnie swoją kreatywnością.

Sądzę, że moje pierwsze spotkanie z twórczością Ahathy Christie było udane i na pewno sięgnę po inny tytuł tej autorki. Niespodziewany gość przybył do mnie nieproszony i namieszał w głowie. Oczywiście polecam tę powieść wszystkim fanom gatunku a także tej pisarki – jeżeli jeszcze nie czytali tej książki. 



Tekst bierze udział w konkursie organizowanym Syndykalistów ZwB na recenzję lipca



Baza recenzji Syndykatu Zbrodni w Bibliotece

27 lipca 2012

Donnie Darko (2001)

Tytuł: Donnie Darko
Reżyseria: Richard Kelly
Scenariusz: Richard Kelly
Produkcja: USA
Premiera: 19 stycznia 2001
Muzyka: Michael Andrews
Zdjęcia: Steven Poster

Donnie DarkoJake Gyllenhaal
Gretchen Ross - Jena Malone
Eddie Darko Holmes Osborne

Rose Darko Mary McDonnell I

Samantha Darko - Daveigh Chase

Elizabeth DarkoMaggie Gyllenhaal
Jim Cunningham Patrick Swayze

Frank James Duval I 

Panna Pomeroy – Drew Barrymore




Donnie Darko nie jest łatwym do zrozumienia filmem. Tak naprawdę należy go obejrzeć kilka razy, aby dojść do jakichkolwiek wniosków, i za każdym kolejnym razem wysuwają się nowe.

Donnie Darko jest filmem do namysłu i zastanowienia się nad życiem – chociaż na początku takim się nie wydaje. Wciąga od samego początku, aby spoliczkować na końcu. Celowe zagranie?

O Donnie Darko ciężko się opowiada. Bo jak powiesz komuś, że nastolatek widzi dwumetrowego królika Franka i słucha go, bo zawdzięcza mu życie, to ten pomyśli, że nic ciekawego w tym nie ma. Wręcz jest to głupie! I może ma rację? Może dla niego to nic, ale jak zobaczy całą produkcję, to zmieni zdanie.

26 lipca 2012

Wampir z M-3 - Andrzej Pilipiuk

Bardzo długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki, a już od jakiegoś czasu mnie kusiła. Sam autor, a raczej jego twórczość intrygowała mnie i chciałam się z nią zapoznać. I udało się wreszcie. Wampir z M-3, to nie jest zwykła, oklepana historia o nadprzyrodzonych istotach, które wysysają krew z biednych i niczego winnych ludzi. Owszem, krew będzie się tu lała i dziwne rzeczy działy, a niespotykane jednostki się pojawią, co bardzo ciekawi i pozytywnie akcentuje styl autora.

Główną bohaterką jest nastoletnia Gosia Brona, uczennica, rozpieszczona dziewczyna. Pod wpływem złości na swojego chłopaka – oszusta, wiesza się. Budzi się w trumnie w grobowcu i wścieka się z powodu sytuacji w jakiej się znalazła – oskarżając lekarzy o niekompetencję. Czy słusznie? We wszystkich rozterkach pomaga jej ślusarz Marek – także wampir – wieczny robotnik. Małgorzata dowiaduje się również, że pochodzi ona z arystokratycznej rodziny, co przypada jej do gustu, gdyż czuje się teraz lepsza od zwykłych ludzi.

Nie znajdziemy tutaj przystojnych wampirów, romansu, ani walki silnych istot. Przeczytamy za to o tym, że po śmierci te wampiry nie różnią się niczym od ludzi, no, oprócz kłów i picia krwi. Siły nie mają większej, a po słońcu także normalnie się poruszają – przynajmniej przez dwieście lat. Wilkołaka nie zabraknie, jest nim Greg, który mimo niechęci innych wampirów [tak, nie przepadają za sobą] zaprzyjaźnia się z Gosią, która na swoje nieszczęście, po nowych narodzinach utraciła całkowity popęd seksualny.

Małgorzata hrabina Bronawska poczuła co to jest odtrącenie. Najbliżsi nie mogli się do niej przyznać - a raczej nie chcieli - po przebudzeniu. Próbowali się pozbyć młodej wampirki. Najbardziej zdeterminowana ku temu była niepozorna babcia, która dała się we znaki wnuczce. Radek, starszy brat Gosi, także będzie długo starał się oczyścić dobre imię rodziny Brona. Główna bohaterka oczywiście przeszła małą metamorfozę. Dalej miała niewyparzony język i była przemądrzała, ale mimo to, nabrała pokory. A także długo przyzwyczajała się do swojego nowego życia.


Narracja jest trzecioosobowa, co jest dobrym zabiegiem. Wydarzenia widzimy głównie z punktu widzenia Gosi [a przynajmniej na początku] i Radka. Dopiero później nastąpiła zmiana w sposobie przedstawiania zdarzeń. Andrzej Pilipiuk stworzył bardzo realny obraz wampiryzmu, który osadził mocno w latach 80-tych XX wieku. Przedstawił tym samym tamtejszą Polskę i to, jak się objawiały wtedy prawo, obyczaje i kultura. Niby wszyscy byli równi, ale byli także i ci równiejsi. Wciągnęła mnie historia, chociaż pod koniec zaczęła mnie nieco nudzić. Na początku odczuwałam ciągłość wydarzeń, jednak później już każdy kolejny rozdział rozwijał inny problem, całkiem odrębny, jakby pisarz chciał za wiele umieścić w jednej książce. Zaletą Wampira z M-3 jest przede wszystkim styl autora, który pisze zarówno zabawnie, poważnie i ironicznie. Bohaterowie są naprawdę konkretni i dobrze osadzeni w omawianych latach. Na pewno powieść wciąga i zaskakuje na każdym niemal kroku.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Andrzeja Pilipiuka uznaję za w pełni udane. Z pewnością jeszcze sięgnę po jakiś tytuł, który wyszedł spod jego pióra. Wampira z M-3 polecam wszystkim tym, którzy mają dość normalnych historii o wampirach, wilkołakach czy innych istotach nadprzyrodzonych, a chcą się zmierzyć z suchą, szarą rzeczywistością PRLowskiej Polski.


Za książę dziękuję:





25 lipca 2012

Kącik tematyczny, part II


Lipiec w moim przypadku jest miesiącem nawiązywania nowych współprac. Bardzo się cieszę za każdym razem, kiedy jakieś wydawnictwo czy księgarnia chce ze mną nawiązać kontakt, zwłaszcza, jeżeli jest on na ciekawych, całkiem zwyczajnych warunkach. I o tym dzisiaj trochę napiszę, o WSPÓŁPRACY. Nie czuję się ekspertem, bo jestem tutaj i recenzuję od zaledwie 16 miesięcy, dopiero nauczyłam się chodzić. Ale postanowiłam nieco o tym opowiedzieć, o swoich wnioskach i spostrzeżeniach.

Mam swoją zakładkę WSPÓŁPRACA, w której możecie zobaczyć od kogo aktualnie otrzymuję książki, które górują w moich stosikach i tekstach na blogu. Rzadko kiedy decyduję się jednak na takie pozycje, na które w normalnych warunkach bym sobie nie pozwoliła. Czytam gatunki jakie lubię i do niczego się nie zmuszam. Może czasami, aby siebie wypróbować [Ja,Klaudiusz, Klaudiusz i Messalina, Ostatnie Królestwo, Zwiastun burzy, Dzieci demonów, Władca wilków]. Bo w innym wypadku stracę chęci na cokolwiek.


Współprace wykruszają się i kończą. Niestety. Niektóre kontakty z niewiadomych dla mnie przyczyn utraciłam. Jednych żałuję bardziej od drugich. Jak zakładałam bloga, nie myślałam o żadnej współpracy o niczym konkretnym tak naprawdę. Zależało mi na pisaniu swoich opinii i dzieleniu się nimi z Wami. Banał. Ale właśnie w nim tkwi cała prawda. To był impuls. Wygrałam książkę na nakanapie.pl pierwszego kwietnia 2011, a już drugiego kwietnia 2011 założyłam bloga. Dostałam możliwość zrecenzowania wierszy Danuty Hasiak: Moja mała wolność od nakanapie.pl i wtedy pomyślałam o jakiejkolwiek współpracy, że można by było czegoś takiego spróbować. Reasumując: gdyby nie nakanapie.pl nie byłoby mnie tutaj, teraz, nigdy.

Miesiąc. Wychodzi na to, że swoje współprace nawiązałam miesiąc [jak i nie mniej] po założeniu bloga. Wcześnie. Po ponad roku, uważam, że było to za wcześnie, ale widocznie tak musiało być. Miałam pozytywne odpowiedzi i zaczęłam oficjalne recenzowanie. Dzisiaj ze swoimi refleksjami, postąpiłabym całkiem inaczej. Ale nic się nie da zmienić. W sumie: niczego nie żałuję. Jeżeli ktoś uważa, że żeruję na wydawnictwach/księgarniach, to tak właśnie niech uważa. Nie zabraniam. Jednak te współprace, które miały pozostać – zostały. Przecież niczego nie da się ciągnąć na siłę, prawda? Ilość i jakość współprac każdy ocenia według własnej miary, dla jednych trzy współprace będą dużą ilością, dla drugich nie. [Ja jestem w tej pierwszej grupie]

Czasami muszę sama siebie uspokajać. Niektórym zazdroszczę, a jednocześnie gratuluję, dobrego kontaktu z danym wydawnictwem, czy portalem. Bo też bym tak chciała. Mówię sobie wtedy: A gdzie jest Twój czas Klaudyna, po co Ci to? Masz tyle książek, spokojnie, nie napalaj się. A chyba każdy ma takie stany, że wszystko by chciał, ale dlaczego, czy zasłużył sobie na to?

Czas. Zdecydowanie go brakuje. Zwłaszcza osobom, które czytają wolno [JA]. Chciałabym wiele, a wychodzi poniżej normy. Może ja do normalnych nie należę? Liczą się jednak chęci i jakość, a nie ilość wykonanej pracy. A mam nadzieję, że moje teksty trafiają do odbiorców, że da się je czytać. I ten argument u mnie góruje, żeby się nie napalać i nie rzucać na coś jak zwierze na swoją zdobycz, bo po co, bo zasłużyłam? [Celowe powtórzenie, jeżeli ktoś zauważył;)]

Spokojnie. Trzeba się zrelaksować, skupić i mocno zastanowić – czasami może to zaboleć. Spójrz na swoją biblioteczkę. Co czytasz? Ile czytasz? Dlaczego czytasz? Czy każdy kto zakłada bloga Kocha czytać i jest książkoholikiem? A może prowadzenie bloga i korzystanie na nim jest po prostu trendy? I to Cię właśnie w tym pociąga? Darmowe książki są fajne, ale tak naprawdę tracisz przez nie kilka godzin dziennie.
a) Musisz lekturę przeczytać „od A do Z” - koniecznie
b) Musisz zastanowić się nad nią, przemyśleć treść i napisać o niej coś. A to coś musi się jakoś prezentować, bo to nie jest twórczość do szuflady tylko dla szerszego grona odbiorców
c) A co jeśli książka Ci się nie spodoba już na początku? Nie przeczytasz, rzucisz w kąt i zapomnisz? A tu przecież masz zobowiązanie i terminy. Naucz się konsekwencji.

Ostatnio była gorąca dyskusja, wręcz paląca klawiatury, na temat blogerki X i jej bloga Y, gdzie w recenzjach ludzie znajdowali swoje zdania, akapity i opinie [w tym i ja]. I pani się tłumaczyła z tego, przepraszała, że już nie będzie. A książki do sprzedania wędrowały od razu. A niby studentka, filologii polskiej. I po co to komu, jak nie jest powołany do pisania swoich opinii?

Nie uważam siebie za eksperta, bo w blogosferze jestem od niedawna tak naprawdę. Mam wiele współprac i z każdej się cieszę. W normalnych warunkach bym ich nie miała, nie przeczytałabym, nie poznałabym. Dzięki współpracy zyskałam dużo – i nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne. Odbyłam swoje kulturowe podróże po świecie, po zakątkach ludzkich umysłów i fantazji. Cieszę się, że zostałam dostrzeżona i dano mi gwarancję zaufania. 



23 lipca 2012

Zima lwów - Jan Costin Wagner

 Tekst bierze udział w konkursie organizowanym Syndykalistów ZwB na recenzję lipca


Jan Costin Wagner urodził się w 1972 roku w Langen w Niemczech. Studiował germanistykę i historię. Mieszka w Niemczech, pracuje jako pisarz i muzyk. Finlandia, miejsce akcji kryminałów, jest jego drugim domem.

Z pisarstwem Jana Costina Wagnera miałam możliwość się spotkać przy okazji książki Milczenie, która przypadła mi do gustu. Tym bardziej chciałam jak najszybciej przeczytać Zimę lwów, o której dzisiaj Wam nieco opowiem.

Są Święta Bożego Narodzenia, do biura detektywa przychodzi tajemnicza dziewczyna, aby zgłosić gwałt, jednak nie chcąc podawać swoich danych personalnych, anuluje wszystko i odchodzi. Ale nie na długo. Wieczorem bowiem wraca do domu Kimma Joenty, co bardzo zaskakuje mężczyznę. Nieznajoma go fascynuje i zostaje u niego, nie tylko na jedną noc. Rano dzwonek telefonu zaskakuje detektywa. Kolejna sprawa, morderstwo. Tym razem jednak pierwszą ofiarą zostaje ich współpracownik, Patrik Laukkanen. Patolog kilka tygodni wcześniej występował w sławnym talk show razem z Harrim Mäkelą, który także został zabity przez tajemniczego sprawcę. Jedynie prezenter Kai Petteri Hämäläinen przeżył atak na swoje życie.

"Zamknął oczy i pomyślał, że nie może istnieć żadne wyjaśnienie. Przypuszczalnie to było całkiem proste. Nie było wyjaśnienia dla obrazów, które wypadały z ram rzeczywistości. Albo wyjaśnienie istniało tylko w nowej rzeczywistości, która ten obraz stworzyła."

Sprawa nie jest prosta, wskazówek i śladów jest niewiele. Istnieją jedynie podejrzenia, ale na nich nie jest łatwo bazować. Detektyw z współpracownikami ma trudne zadanie i swoimi domysłami drażni swoich partnerów służbowych. Jednak sam bohater wykazuje się naprawdę dużym zaangażowaniem i dążeniem do rozwiązania zagadki, nie tylko dlatego, że jego znajomy padł ofiarą i tym samym zostawił swoje kilkutygodniowe dziecko i towarzyszkę życia.

Cała historia jest opowiedziana poprzez trzecioosobowego narratora. Jednak głównie śledzona była właśnie oczami detektywa Kimmo Joenty. Także ważną rolę odgrywała kobieta, która odwiedzała w domu dziecka pewną dziewczynkę. Jej imienia nie znamy, co bardzo podsyca wyobraźnię odbiorcy i zachęca do szybkiego skończenia lektury.

Autor trzyma swoich czytelników w niepewności od początku do samego końca. Stworzył ambitnych bohaterów, którzy dbają o swoja karierę. A detektywi są konkretni i dobrze sprawujący swoje obowiązki. Czasami wydawało mi się, że jest to trochę prostolinijne, jakby wszystkie postaci były takie same, mówiły i zachowywały się w podobny sposób. Brakowało mi różnorodności i nieco większej ilości emocji. Bo niby książka wciągająca i intrygująca, to momentami była niestety nieco nudząca. Także sam Kimmmo Joentaa jak dla mnie, zbyt często myślał o swojej zmarłej żonie. Pisarz za bardzo skupił się na cierpieniu bohatera, któremu wszystko kojarzyło się z małżonką i chyba za bardzo rozczulał się nad sobą, bowiem od jej śmierci minęło już kilka lat, a na swojej drodze spotkał kolejną kobietę. To jednak nie przeszkodziło mi w tym, aby zaangażować się w ten kryminał i z wypiekami na twarzy śledzić kolejne rozdziały, żeby wreszcie poznać wyniki śledztwa.

Zimę lwów będę miło wspominać, tak samo jak MilczenieJana Costina Wagnera, w których głównym detektywem jest Kimmo Joentaa. Autor zaskarbił sobie moje zaufanie i chęć czytania kolejnych jego dzieł. Serdecznie polecam. 


Za książkę dziękuję:




22 lipca 2012

3 książki part IV

Witam Was cieplutko. Dzisiaj kolejny wpis z cyklu o trzech książkach. Tym razem nieco o nowościach, które kuszą oko. Skupiłam się na Polskich tytułach, a w przyszłym tygodniu będzie o zagranicznych pozycjach. 

Jutro, czyli w poniedziałek, nawiedzę Was recenzją Zimy lwów Jana Costina Wagnera. Aktualnie kończę Wampira z M-3 Andrzeja Pilipiuka, na którego długo się czaiłam i wreszcie go zdobyłam i przeczytałam. A następna lekturą w kolejne będzie... Sama nie wiem. Mam taki mętlik w głowie, że nie wiem co mogłabym zacząć czytać. Mam za mało czasu, a zbyt wiele chęci na poznanie różnych historii. 

Czytam Wasze blogi jak tylko mogę. Staram się ograniczać siedzenie w sieci, chociaż jest to ciężkie, bo chciałabym tak wiele zrobić i przeczytać. Pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza, więc na zewnątrz nie chce się wychodzić na dłuższą metę. 



Temat wpisu: 
Książki, które kuszą nowością, PL



Wydawnictwo SOL

W życiu Majki nareszcie wszystko się ustabilizowało. Wygląda na to, że po wielu perypetiach znalazła nie tylko swoje miejsce na ziemi, ale też miłość i przyjaźń. Ale nie jest dobrze jak jest za dobrze.
Nad Uroczysko nadciągają burzowe chmury, ich pierwszym zwiastunem jest przyjazd Niemki, która (jak szepczą mieszkańcy Malowniczego) przyjechała odebrać ludziom ziemię.
Jaki wpływ będzie miała ta wizyta na mieszkańców Uroczyska i całego miasteczka? Czy miejscowi dadzą sobie radę z kłopotliwym gościem? Kim jest ciotka Rozalia, która niespodziewanie zjawia się w Uroczysku?






Wydawnictwo Oficynka
Alfred Bendelin, najsłynniejszy prywatny detektyw Londynu, nie może narzekać na swój los: jest rozchwytywany zarówno przez majętnych klientów, jak i rozkochane w nim wielbicielki. Brawurowo rozwiązuje sprawę za sprawą, przyprawiając funkcjonariuszy Scotland Yardu o ból zębów i koszmary nocne. Słynie z niezawodnego lewego sierpowego, piekielnej inteligencji i zniewalającego uśmiechu. Jest tylko jeden problem: Alfred Bendelin nie istnieje.
W postać znanego z powieści kryminalnych detektywa wciela się niejaki Nicholas Jones – wbrew wszystkim swoim zasadom i zdrowemu rozsądkowi. Z dnia na dzień porzuca wygodne życie w wielkim mieście i wyrusza na prowincję, aby rozwikłać zagadkę tajemniczego morderstwa. Tak – oczywiście wszystko to dla pewnych pięknych niebieskich oczu.
W otoczonej mokradłami osadzie Little Fenn zostaje znaleziona głowa znanego w okolicy domokrążcy. Wydaje się, że nikt z mieszkańców wioski nie miał motywu, by go zamordować, ale ich dziwne zachowanie zwraca uwagę samozwańczego detektywa. Wśród jesiennych mgieł spowijających torfowiska czai się zło... 

Wydawnictwo Świat Książki

Lekka w lekturze, a przecież ważka i pełna życiowej mądrości powieść o potrzebie miłości, zrozumienia i niezależności.

Ewa i Maciek biorą ślub. On myśli racjonalnie - we dwoje lepiej rozliczać się z urzędem skarbowym - ona stara się tego nie zauważać. Kocha Maćka, choć nawet w dniu ślubu on ma ważniejsze sprawy niż wspólne spędzenie wieczoru. W mieszkaniu Ewy zachowuje się jak gość. Wkrótce okazuje się, że jest pracoholikiem, a żonę traktuje przedmiotowo. Dzieci w tym małżeństwie długo są tematem tabu, a potem powodem dramatu i kolejnego rozczarowania Ewy. Kiedy żona traci pracę, Maciek, zamiast wspierać, szydzi z jej nieudolności, co pogarsza sytuację. Budowa domu w innym mieście i związane z nią częste wyjazdy męża na weekendy sprawiają, że jest już naprawdę źle. Ewa, samotna w związku, zaczyna spotykać się z dawnym znajomym, w jej życiu pojawia się też przyjaciel i przelotny kochanek z czasów młodości. Czy przed tym małżeństwem jest jeszcze jakaś szansa?


Te nowości nikogo z Was zapewne nie dziwią, bo wszędzie jest o nich mowa. Te tytuły mnie zainteresowały i może będzie mi dane je kiedyś przeczytać. ;) 


Opisy pochodzą ze stron wydawnictw