30 kwietnia 2012

Stosik kwietniowy - numer szesnaście.

Witam Was serdecznie. 

Przyszłam do Was dzisiaj ze swoim stosikiem, który nagromadził mi się w kwietniu. Wydaje mi się, że jest nieco większy niż te, które pokazywałam Was ostatnimi czasy. Może to źle, może dobrze, zobaczymy. Ja zawsze nowe książki witam u siebie z wielką radością.Chociaż.. w mojej  biblioteczce coraz mniej miejsca i to mnie zaczyna martwić. W sumie... już miejsca nie mam i muszę wymyślić, gdzie mogę kłaść swoje nowe zdobycze. Jednak, nie przedłużając już wstępu, przez Państwem mój najnowszy stosik, zapraszam! 



Tak się prezentuje całość. W sumie jest w nim sześć pozycji. Tylko dwie z nich nie są egzemplarzami recenzyjnymi, dlatego też dziękuję wydawnictwom za zaufanie i chęć współpracy. A teraz po kolei każdą omówię. ;) 



Te trzy otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa Replika i bardzo za nie dziękuję. Myślę, że te książki są następne w kolejce do czytania. 





Isaac Marion - Ciepłe ciała
To książka, na którą bardzo długo czekałam. Wcześniej cieszyła się dość dużą popularnością na Waszych blogach, a mnie osobiście kusiła. Dlatego też jestem ciekawa swojego wrażenie i odczucia po jej przeczytaniu. 




Jack Ketchum - Potomstwo.
Z tym autorem jeszcze nie miałam okazji się zapoznać, ale pora na nadrobienie zaległości. Mam nadzieję, że spotkanie to będzie udane i całkiem przyjemne. Podchodzę do tej powieści bardzo pozytywnie. 




Edward Lee - Sukkub
Tak samo jak w przypadku książki: "Ciepłe ciała", bardzo długo mnie kusiła ta pozycja. I również mam nadzieję, że się nie zawiodę i przeżyję niesamowitą przygodę.  
Marcel Pagnol - Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki.
Egzemplarz od Wydawnictwa Esprit. Tak jak niektórzy zauważyli, to jest pierwsza część cyklu o przygodach Marcela. A ja rozpoczęłam swoje czytanie od drugiej. Na szczęście one za bardzo na siebie nie nachodzą, więc nie miałam problemu z  Czasem tajemnic. Osobiście bardzo polubiłam tego autora i mam ochotę przeczytać wszystkie jego dzieła jakie ukazały się w naszym kraju. 
Była w planie czytelniczym na kwiecień i także w tym miesiącu miała się ukazać recenzja, ale niestety się nie udało. Stanęłam na 120 stronie i nie mogę się ruszyć. Tak jak wspomniałam ostatnio, nie umiem się zmusić do czytania, dostałam po prostu czytelniczego lenia. Ale w weekend majowy biorę się w garść i mam zamiar nadrobić zaległości! O! 


Opracowanie zbiorowe - Nieśmiertelni
Książka była w zestawie razem z Przebudzoną i dostałam ją w takim zestawieniu na święta Wielkanocne od tzw. Zajączka. Jednymi z autorek w tym zbiorze są matka i córka Cast, które znam dzięki serii Dom nocy.

P.C. Cast + Kristin Cast - Przebudzona
VIII część cyklu o Zoey i jej przyjaciołach. Tak jak już wiele razy wspominałam, nie jest to seria genialna i zbyt ambitna, ale jest dość ciekawa i posiada swój potencjał. A skoro rozpoczęłam ten cykl, mam zamiar go skończyć. Nie ukrywam, że niesamowicie podobają mi się okładki, które są utrzymane cały czas w jednym i tym samym tonie. Uwielbiam czarne okładki!

A to jeszcze jeden rzut na mój kwietniowy stos książek. Czy czytaliście którąś z tych powieści i jakie były Wasze wrażenia? Podejrzewam, że niebawem nawiedzę Was recenzją dwóch filmów, które ostatnio zwróciły moja uwagę i po prostu MUSZĘ Wam o nich opowiedzieć. 









25 kwietnia 2012

Spalona - P.C Cast + Kristin Cast


Na temat autorek serii Dom Nocy pisałam przy okazji niedawno recenzowanej przeze mnie książki: Kuszona. Dlatego też, nie będę tutaj kolejny raz ich opisywała. Muszę przyznać, że poprzednia część bardzo mnie zaskoczyła na samym końcu, dlatego też tak szybko sięgnęłam po Spaloną. Czy przyniosła mi tak dużo emocji jak tom VI?

Zoey znalazła się w Zaświatach razem ze swoim ludzkim chłopakiem Heathem. A za nią wyruszył duch samego Kalony. Kapłanka pozostawiła swoje ciało na ziemii, a jej przyjaciele zastanawiają się, jak poskładać jej rozbitą duszę i nie pozwolić na jej śmierć. Stark, zaprzysiężony wojownik nastolatki ma wyrzuty sumienia, że w momencie, kiedy nie mógł wyjśc na słońce, nie obronił dziewczyny. Dlatego też, jego zadaniem okazuje się uratowanie i poskładanie jej duszy. Ta misja jest trudna, zwłaszcza, że jak dotąd nikomu nie udało sie tego dokonać. Czy ten młody adept poradzi sobie? Czy Zoey pogodzi się ze stratą swojego chłopaka i zechce wrócić do żywych?

"Niestety ignorowanie czegoś nie wystarczało, by to coś przestało być prawdą."

Ważną kwestią w książce także jest fakt, iż Stevie Rae uratowała Rephaima, który jest synem Kalony. W pewien sposób ten oto Kruk Prześmiewca staje po stronie dziewczyny, a do tego pomaga jej w trudnych chwilach, zwłaszcza, kiedy Czerwona Kapłanka dowiaduje się o tym, że jej najlepsza przyjaciółka może umrzeć w przeciągu kilku dni. W Tulsie ma także inne problemy, tym razem związane z czerwonymi adeptami. Nie wszyscy bowiem dokonali wyboru, aby powrócić na tą dobra ścieżkę. Dziewczyna nie chce zabijać swoich znajomych, ale z drugiej strony, są zagrożeniem dla mieszkańców.
"Czasem nasze najgłębsze emocje różnią się jedynie dzięki temu, jacy jesteśmy w głębi duszy. Pożądanie i empatia, poświęcenie i obsesja, miłość i nienawiść: te uczucia są sobie niezmiernie bliskie."

Spaloną czyta się bardzo szybko, z resztą jak wszystkie dotychczasowe tomy. Język jest bardzo przystępny, nawet dialogi nie denerwowały mnie tak bardzo jak w przypadku poprzednich części. Jednak, mimo wszystko, musiałabym tutaj stwierdzić, że w tej książce nie ma za bardzo akcji, ani napięcia. Wszystko jest dość jednostajnie napisane i nie wywoływało u mnie większych emocji. Autorki, co widać, zmieniły swój sposób pisania, myślę, że idą ku lepszemu. Jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Zoey i jej przyjaciół. Cały czas podczas czytania wydawało mi się, że pisarki nie do końca potrafią ukazać swoim odbiorcą samo zło. Zło zazwyczaj jest takie... delikatne, takie, którego się nie da przerazić. Może to tylko moje odczucie... Sami bohaterowie także przestali mnie irytować. Afrodytę lubię jeszcze bardziej, ponieważ pokazuje swoją ludzką stronę, taką, która ma uczucia. Wydawała mi się momentami zagubiona, kiedy odkrywała nowe oblicze swojego naznaczenia przez Nyks. Także moje pozytywne odczucia powędrowały do samego Rephaima. Uwierzyłam, że może być dobry, chociaż podejrzewam, że to tylko taki zamierzony zabieg, aby później zaskoczyć czytelnika.

Reasumując, muszę stwierdzić, że książkę czytało mi sie dość przyjemnie i nie mam do niej większych zastrzeżeń. Tak naprawdę nie żałuję, że dałam szansę tej serii. Co prawda nie jest najwyższych lotów, ale potrafi urozmaicić czas, a także zaciekawić swoim pomysłem. Mogę polecić wszystkim tym, którzy poszukują lekkiej lektury, w sam raz na zbliżające się wakacje.  

KSIĄŻKA Z PÓŁKI.


23 kwietnia 2012

Kilka słów na temat... mojej biblioteczki

Witam Was serdecznie. 

Jak pewnie niektórzy z Was zauważyli, jakoś znikłam z blogowego świata. A to wszystko za sprawą mojego chwilowego lenistwa. Zarówno nie chce mi się czytać, jak i robić cokolwiek innego.I chyba wegetuje przez ostatni tydzień. Jednak, mam zamiar wziąć się w garść i wreszcie odwiedzić Wasze blogi, a także uaktualnić swój. 

Tymczasem jednak mam dla Was zdjęcia mojej biblioteczki. Robiłam je tuż przed świętami, więc brakuje kilku pozycji. Ale zobaczycie je w kolejnym stosiku, który Wam zaprezentuję ostatniego kwietnia. 

Sama lubiłam oglądać Wasze biblioteczki, dlatego chyba Wam właśnie pozazdrościłam i postanowiłam wstawić te zdjęcia. Nie mam swojego księgozbioru tak bardzo rozbudowanego jak niektórzy z Was, ale jestem dumna z tego, co mam. A zawsze jest nadzieja, że coś jeszcze przybędzie. 




Zrzut na całość. Trochę w widoku przeszkadza nam kuferek, shisha i ramki ze zdjęciami, ale tak wygląda mój regał. 


Tutaj jest Saga Zmierzch, Zmrok i inne. A także Trzy Księgi Pamiętników Wampirów, których jeszcze nie przeczytałam, ale się zbieram w sobie. ;)


Trylogia Larssona czeka na mnie od chyba roku, ale zawsze coś innego mnie zainteresuje i nie mogę się zabrać za nią...


Seria Dom Nocy. Te tomy, które są na zdjęciu przeczytałam. A z tej półki nie miałam jak na razie okazji przeczytać Szeptem i Crescendo. Ale wszystko przede mną.






Moja ulubiona Jodi Picoult ma swój własny kącik. Jednak jest za mały już dla niej. Niestety, nie posiadam wszystkich książek tej autorki, ale mam nadzieje, że zdobędę cały komplet. 






Zazwyczaj na samym dole leżą sobie książki do recenzji. Nie mam już miejsca, aby położyć je w lepszym miejscu. 







Saga o ludziach lodu ledwo się zmieściła tutaj. Jestem w połowie tej serii, ale nie mam czasu, żeby ją skończyć... A może to moje lenistwo?




Na szafie w tych dwóch pudłach są lektury szkolne oraz moje książki z czasów dzieciństwa.



W szafie mam schowane Encyklopedie, słowniki, segregatory z notatkami z wosu, a także ze studiów. W jednym z nich także trzymam swoje wszystkie napisane dotąd recenzje. Czy tylko ja tak robię? 
W zeszycie z lwami znajduje się lista książek, które posiadam.




Nie widziałam potrzeby omawiania wszystkich półek. Jeżeli macie do mnie jakieś pytania, to słucham Was. Mam nadzieję, że jutro się zbiorę w sobie i odwiedzę Was. Przepraszam za moją nieobecność. Absolutnie nie zapomniałam o Was!


18 kwietnia 2012

Czarownice z Salem Falls - Jodi Picoult


O samej Jodi Picoult nie będę dużo pisała. Jest jedną z moich ulubionych autorek, którą odkryłam naprawdę przypadkiem, było to wręcz zakochanie od pierwszego przeczytania. Rok temu do mojej biblioteczki dołączyła jej kolejna powieść: Czarownice z Salem Falls i dopiero teraz doczekała się przeczytania. Jakie są moje wrażenia? Dowiecie się w dalszej części tekstu.

Jack St. Bride ma przed sobą bardzo ważny wybór. Gdzie ma zamieszkać? Właśnie wyszedł z więzienia, gdzie spędził ostatnie osiem miesięcy. Jak się później dowiadujemy, trafił tam za gwałt na nieletniej. Dziwnym trafem znajduje swoje miejsce w Salem Falls, gdzie od razu, nie znając jego przeszłości, zatrudnia go w swojej restauracji Addie Peabody. W tym miasteczku, cztery przyjaciółki, Gill, Meg, Whitney oraz Chelsea, uważają siebie za czarownice i są poddane naturze. Wkrótce ich uwagę skupia na sobie właśnie Jack St. Bride, czy wyniknie z tego coś złego? Mężczyzna nie ma łatwo, ponieważ, kiedy tylko obywatele dowiadują się o tym, że był w więzieniu i co zrobił, pragną tylko jednego – aby się wyprowadził.

... świeża miłość, jak świeżo zranione serce, może człowieka zaślepić. Sprawić, że nie myśli o wątpliwościach i niewiadomych, a koncentruje się jedynie na skrawkach informacji uzasadniających własne uczucia.

Addie Peabody jest postacią, która wzbudziła we mnie swego rodzaju litość. Bardzo ubolewałam nad stratą jej córki, nad tym, że jej życie nie układało się pomyślnie. Były więzień dał tej kobiecie szansę na lepszą przyszłość, potrafiła mu zaufać. Jednak do czasu, kiedy kolejny raz został oskarżony o gwałt na nieletniej. Tym razem ofiarą jest Gillian, jedna ze wspomnianych wcześniej poganek. Czy zarzuty wobec mężczyzny są słuszne, czy na pewno tej nocy stracił panowanie nad sobą i zgwałcił tę nastolatkę? W związku z wielką niechęcią mieszkańców względem Jacka, nie ma on przy sobie nikogo, kto by mu uwierzył. Na dodatek, wszystkie dowody, stawiają go w złym świetle. Jednak mężczyzna cały czas upiera się, że jest niewinny. Postanawia walczyć o swoją rację, ponieważ poprzednim razem, poddał się i pozwolił na zniszczenie swojego wizerunku nauczyciela historii oraz trenera, poprzez trafienie do więzienia. Jego obrońcą jest Jordan McAfee, który na początku także nie potrafił uwierzyć swojemu klientowi. Jego relacje z feralnej nocy były niespójne i wydawały się być wyssane z palca.

Między tym, czego się pragnie, a tym, co można dostać, często zieje wielka przepaść; czasami wyobraźnia przerzuca przez tę otchłań most, ale człowiek szybko się przekonuje, jak nietrwała jest jego konstrukcja.”

Czy książka jest przewidywalna? Niektórych rzeczy można się łatwo domyślić, ale są także takie, które zaskakują i powodują dreszczyk emocji. Zawsze podczas czytania książek J. Picoult, zastanawiam się, co wymyśli, aby dodać swojej powieści dramatycznego efektu. Muszę stwierdzić, że ta autorka naprawdę potrafi dać czytelnikom dużą dawkę wrażeń. I tak było i tym razem. Jeśli chodzi o wady, to bardzo mnie drażniły błędy korektorskie. Niektóre wyrazy powtarzały się albo w zdaniu albo były obok siebie. Nie lubię tego typu powtarzających się błędów, ponieważ to jest czyjaś praca, ktoś jest za to odpowiedzialny. A podczas czytania miałam wrażenie, że korektor zasnął w pracy.

Rzecz w tym, że w świecie nie sposób się połapać, ponieważ nie ma w nim sensu, ani logiki...”

Tak jak w innych powieściach J. Picoult, w tej także znalazł się wątek miłosny. Tym razem występowało więcej par, niż zazwyczaj. Jedną z nich, był Jack i Addie, którzy powoli nabierali do siebie ufności. Zwłaszcza kobieta musiała walczyć z demonami przeszłości, aby móc zaangażować się emocjonalnie w ten związek i przede wszystkim zaufać Jackowi. Drugą, jest związek Jordana z Seleną, która kiedyś złamała serce temu adwokatowi, ale poprzez pomoc przy tej sprawie, znowu potrafią ze sobą rozmawiać. Trzecia para, to Thomas McAfee, syn adwokata, który swoje uczucia skierował w stronę Chelsea, jednej z przyjaciółek ofiary. Był to bardzo niepewny związek, ale bardzo przyjemnie się czytało wszystkie fragmenty dotyczące tego nastolatka.

Powiem szczerze, że ta książka wywołała u mnie mieszane uczucia. Jednocześnie bardzo mnie ciekawiła i wciągała, a także momentami nudziła. Dlatego też czytałam ją przez cały tydzień, gdyż ciągle coś mnie od niej odciągało. Czasami wydawała mi się przekombinowana, wręcz naciągana. Ale także zdarzało się, że zachwycałam się pomysłami autorki. Jeżeli miałabym stwierdzić po prostu, czy warto przeczytać Czarownice z Salem Falls, przyznam, że warto. Powieść porusza naprawdę poważny i ujmujący temat. Mnie nieco męczyła forma, ale jest to tylko i wyłącznie moje odczucie. Jednak ci, którzy lubią twórczość Jodi Picoult sami ocenią i zapewne porównają tę książkę z pozostałymi.



* Jeżeli ktoś śledzi moje recenzje, to pewnie wie, że jest to pierwszy raz, kiedy wytykam błędy korektorskie w tekście. Jak widać, bardzo byłam zbulwersowana tym faktem, ponieważ, kiedy kupuje jakąś książkę, spodziewam się po wydawnictwie dobrej jakości.  




KSIĄŻKA Z PÓŁKI. 

14 kwietnia 2012

Milczenie - Jan Costin Wagner

Jan Costin Wagner urodził się w 1972 roku w Langen w Niemczech. Studiował germanistykę i historię. Mieszka w Niemczech, pracuje jako pisarz i muzyk. Finlandia, miejsce akcji kryminałów, jest jego drugim domem.


Już sama okładka Milczenia wprawia w zagadkowy klimat. Widoczne na niej drzewa, tajemnicze jezioro, rower oraz auto mogą zaciekawić i zachęcić do sięgnięcia po tę lekturę. Osobiście, spędziłam bardzo napięte chwile podczas czytania, gdyż książka bardzo mocno mnie wciągnęła w swój świat oraz autor zmusił do wytężenia mojego umysłu i poszukiwania sprawcy całego zdarzenia.

Przed laty zaginęła nastoletnia dziewczyna pozostawiając po sobie jedynie rower. Już od początku czytelnicy wiedzą kto stoi za tą brutalną napaścią na Pię Lehtinen i co się tak naprawdę z nią stało. Jeden z mężczyzn bardzo mocno przeżywał to, co się działo w ten letni wieczór i po wszystkim wyjeżdża z Turku, aby zapomnieć. Wiadomo także, że sprawcy nie zostali aresztowani i wiedli normalne, spokojne życie, ale do czasu... Do czasu, kiedy w tym samym miejscu, po trzydziestu trzech latach znaleziono kolejny rower. Czy dawny przestępca powrócił?

Umiejscowiłem akcję w Finlandii. Nie dlatego, że Finlandia jest smutna, lecz dlatego, że ją kocham i noszę głęboko w sercu, dlatego, że jest dla mnie ojczyzną, i dlatego, że równocześnie pozostaje dla mnie zagadką. Zagadkowa ojczyzna. Nie wyobrażam sobie lepszego miejsca akcji.” Jan Costin Wagner

Sinikka Vehkasalo, to kolejna ofiara. Przy rowerze znaleziono również jej torbę. Policjanci a także rodzice dziewczyny podejrzewają, że cała sprawa może być powiązana z tą z 1974 roku. Antsi Ketola był obecny przy poszukiwaniach przestępców, którzy zgwałcili i zamordowali Pię i teraz, kiedy po trzydziestu trzech latach zdarzyła się podobna historia, także pomaga przy śledztwie, mimo swojego przejścia na emeryturę.

Tak naprawdę, moje pytanie brzmi: po co łączyć morderstwo sprzed X lat z tym aktualnym? Przez to wydawało się, że uwaga była skupiona na tym, co było kiedyś, szukali podobieństw oraz powiązań osób. Jednak ten zabieg, sprawiał, że jeszcze bardziej się zastanawiałam nad tym, dlaczego ktoś popełnił domniemaną zbrodnię w tym samym miejscu, jaki był jego motyw, czy przypadkowo wybrał właśnie tę ofiarę?

Przyznam szczerze, że Milczenie przeczytałam błyskawicznie, zarówno przez zajmująca fabułę, a także własną ciekawość. Styl autora jest niesamowicie przyjemny w odbiorze, cała powieść ma bardzo nastrojowy klimat, czuje się we wszystkim wszechobecną tajemnicę. Może to tylko moje wrażenie... Rozwiązanie sprawy jest bardzo zaskakujące, ponieważ chyba nikt nie spodziewał się takiego obrotu zdarzeń. Autor wykazał się bardzo dużą wyobraźnią. Dobrze dopracował każdy szczegół, przez co czytelnik nie miał prawa domyślić się tego, co mogłoby się wydarzyć w kolejnych rozdziałach powieści. Sami bohaterowie są ciekawi. Najbardziej jednak zadziwiał mnie sam Timo Korvensuo, którego targały wyrzuty sumienia i nie wiedział w jaki sposób mógłby naprawić to, co się wydarzyło, kiedy jeszcze mieszkał w Turku. Szczerze było mi go żal, ponieważ nie do końca był winien zbrodni z 1974 roku. Także postać Kimmo Joenty jest tutaj bardzo ujmująca. Ten policjant przeżywa codziennie trudne chwile odkąd zmarła jego żona. Każdego dnia rozpamiętuje przeżyte z nią lata i te momenty w książce były bardzo smutne, a nawet wzruszające i zmuszające do chwili refleksji. Komisarz dobrze wiedział, co to znaczy stracić bliską sobie osobę i dlatego też zaangażował się w śledztwo bardzo emocjonalnie.

Z pewnością Jan Costin Wagner poprzez Milczenie przekonał mnie do siebie swoją twórczością. I z chęcią przeczytam inną jego książkę. Polecam tę powieść każdemu fanowi kryminałów oraz tym, którzy uwielbiają rozwiązywać zagadki, ponieważ ta pozycja jest naprawdę warta uwagi.



Za książkę dziękuję: 

   




12 kwietnia 2012

Kilka słów na temat ... Miejskiej Wystawy

Witam Was Serdecznie. ;) 

Dzisiejszy post kolejny raz nie będzie dotyczył książek. Wiem, wiem, coraz bardziej mieszam i kombinuję, ale to za sprawą swojej chęci ukulturalnienia się. ;) Ale do rzeczy... 

W Domu Kultury w mojej miejscowości, co jakiś czas można zobaczyć różnego typu wystawki. Raz są to obrazy dziecięce, raz konkursowe prace, albo dzieła tutejszych mieszkańców. Tym razem, chętni mają okazję zobaczyć konglomeraty rysunkowo - malarskie Andrzeja Madeja. Są one różnorodne, zawierają w sobie zarówno portrety, jak i obrazy związane z morzem, kwiatami oraz erotyki. 















Wybaczcie mi jakość zdjęć, ale były robione telefonem. 


Myślę, że takie wystawy są bardzo ciekawą inicjatywą. Jednak wydaje mi się, że jest to za mało rozgłaszane i mało kto tak naprawdę je ogląda. Wydaje mi się także, że dla miłośników sztuki nie ma problemu, podejść do miejsca wystawy i zobaczyć, czy być może nie widnieje na niej coś nowego. 

Mam jeszcze dla Was jedną informację, mianowicie, założyłam następnego bloga, który tym razem dotyczy bardziej sfery kosmetycznej. Zapraszam na niego wszystkich. ;) LINK




Zobacz również:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...