31 marca 2012

Stosik marcowy - numer piętnaście


Witam Was serdecznie. 



Jak zawsze, a przynajmniej zazwyczaj, ostatniego dnia miesiąca, prezentuję Wam swój stosik, który zgromadziłam przez ostatnie tygodnie. Tym razem także go nie zabraknie. Mój mały stosik bardzo mnie cieszy, z resztą jak każdy inny. Od początku 2012 roku widać to, że dostosowuję się do mojego postanowienia, o którym między innymi pisałam przy okazji podsumowania i postanowień na nowy rok czytelniczy. Kupuję mniej książek, aby nadrobić zaległości, które czekają na mnie na półkach. 

Oto mój stosik: 


Czas tajemnic Marcela Pagnola otrzymałam od Wydawnictwa Esprit, za co bardzo dziękuję. ;) Z tym autorem już miałam do czynienia, przy okazji książki: Żona piekarza, którą bardzo dobrze wspominam. Cieszę się, że jest mi dane przeczytanie kolejnego dzieła tego pisarza. Jest jednak małe "ale". Czas tajemnic jest kontynuacją powieści: Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki, której niestety nie czytałam. Mam nadzieje, że mimo tego, dam radę przebrnąć przez tę część bez żadnych większych problemów i niezrozumienia. To, co bardzo mi się podoba, to okładka. Jest bardzo subtelna, a jednocześnie przyciągająca wzrok. Muszę przyznać, że biel białe oprawy bardzo mi się podobają. ;) 



Milczenie Jana Costina Wagnera dotarło do mnie wczoraj [tj. piątek 30.03], więc jest świeżutką pozycją w moim stosiku. Zawdzięczam ją Księgarni Matras oraz Wydawnictwu Akcent. Już wcześniej czytałam kilka recenzji tej książki i szczerze powiedziawszy, bardzo mnie ona ciekawiła.Teraz mam okazje jaąprzeczytać i mam ogromną nadzieję, że się nie zawiodę. 





Kroniki serwisów społecznościowych Matta Mayewskiego, to e-book, który otrzymałam od portalu nakanapie.pl 
Miałam już wcześniej napisać jej recenzję, ale troszkę nie umiem się za nią zabrać. Jest to dość specyficzna książka, która bardzo dobrze obrazuje współczesny świat technologii i wartości, jakie aktualnie górują. 




A tutaj mała perełka, która się znalazła. Jest to płyta Janusza Radka: Z ust do ust. Bardzo lubię tego wokalistę, w sumie odkąd pamiętam. Mogę słuchać w jego wykonaniu naprawdę wszystkiego... a jego głos mnie hipnotyzuje i nieraz powoduje gęsia skórkę na ciele.
Jeżeli tylko będziecie chcieli, to mogę napisać dla Was jakąś krótką recenzję na temat tej płyty. Z pewnością będzie to w pełni subiektywna opinia, gdyż jestem zakochana w głosie tego pana. ;)





To tyle jeżeli chodzi o stosik marcowy. Nie jest tego dużo, ale są to dość ciekawe pozycje, na które już wcześniej polowałam i miałam je na uwadze.
Na koniec mam dla Was utwór. Ostatnio cały czas słucham Queen, dlatego będę Was męczyć ich piosenkami. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe.;)





29 marca 2012

Kuszona - P.C. Cast + Kristin Cast



Phyllis Christine Cast i Kristin Cast, to duet pisarski tworzony prze matkę i córkę. P.C. Cast jest znaną i nagradzaną autorką romansów oraz powieści fantastycznych, a także doświadczoną nauczycielką i wykładowczynią. Mieszka i pracuje w Oklahomie. Jej córka, Kristin, jest studentką na uniwersytecie w Tulsie. Zdobyła nagrody za swoje wiersze i osiągnięcia dziennikarskie. *

Za szósty tom serii "Dom Nocy" zabrałam się, ponieważ potrzebowałam lekkiej lektury. Ostatnimi czasy, właśnie takie czytam, dlatego Kuszona autorstwa P.C. Cast i Kristin Cast wydała mi się idealną pozycją na spędzenie bardziej lub mniej miłych chwil. Za każdym razem, kiedy siegam po kolejną książkę autorstwa tych pań, zastanawiam się, co mnie czeka, co nowego przygotowały dla swoich czytelniczek – bowiem to własnie ta płeć wydaje mi się odbiorcami ich dzieł. Zawsze dostaję wiele emocji, tylko tutaj trzeba już zinterpretować, jakie one tak naprawdę są.

"Niebezpiecznie jest uważać się za równego bogom i decydować, kto zasługuje na życie, a kto nie."

Zoey Redbird jest adeptką Domu Nocy, niedawno została naznaczona. Jednak, mimo swojego młodego wieku jest oczywstym fakt, że ta nastolatka jest wyjątkowa i posiada potężne moce. Potrafi posługiwać się wszystkimi żywiołami, a także ma najwięcej tatuaży, które są dane przez jej boginię Nyks. W poprzedniej części Zoey oraz grono jej przyjaciół stoczyło walkę na smierć i życie z Neferet oraz Kaloną, którzy pragną zawładnąć światem. To własnie w rękach głównej bohaterki oraz jej znajomych, tych, którzy wybrali dobro, jest, aby powstrzymać Ojca Kruków Prześmiewców oraz złą kapłankę.

Kuszona jest spokojną częścią. Jak zawsze, na początku więcej jest samych perypetii i dylematow glównej bohaterki, a już dalej zaczyna się konkretniejsza akcja. W tej lekturze pisarki bardziej skupiły się tak naprawdę na zbieraniu informacji o samym Kalonie i na sposobie pozbycia sie go i Neferet. Tutaj także Zoey ma pewne obawy co do uczciwości swojej najlepszej przyjaciółki, Stevie Rae. Niestety, są one podstawne. Podczas obchodu wokół Opactwa Benedyktynek, czerwona wampirka znalazła rannego Kruka Prześmiewcę, którego schowała przed swoimi znajomymi i opatrzyła jego rany. Jakie konsekwencje ten ruch będzie miał dla całej sytuacji z Kaloną i jego chęcia zawładnięcia światem? Szczerze, nie wiem, jak mam odbierać samego Rephaima [Kruka Prześmiewcę], ponieważ w stosunku do Stevie jest naprawdę w porządku. Ale może to tylko gra, aby móc sie wyleczyć i uciec do swojego Ojca?

"Czasem prawda jest tak głęboko zagrzebana, że trudno znaleźć dobry sposób na jej odgrzebanie"

Już na początku można zauwazyć zmiany, jakie autorki uczyniły przy pisaniu tej części. Zmienia się narracja. Tak samo jak wcześniej, Zoey jest główną narratorką, która opowiada w pierwszej osobie. Jednak dodatkowo swoje rozdziały mają: Stevie Rae, Afrodyta, Rephaim, Heath oraz Stark. Jak dla mnie, jest to bardzo dobre posunięcie, gdyż powoduje różnorodność a także patrzenie na wydarzenie z kilku punktów widzenia. Także dodatkowo, można poznać poszczególne postaci z nieco innej strony. Bardzo podobało mi się to, że właśnie Afrodyta dostała swoje kilka stron, gdyż mogłam zobaczyć tę dziewczynę z innej perspektywy, nowej, nawet łagodniejszej. Muszę przyznać, że własnie ta postać najbardziej się zmieniła przez wszystkie części "Domu Nocy", dalej ma cięty język i jest bezczelna, ale naprawdę zmieniła stosunek do Zoey i jej znajomych, mimo tego, że dalej trzyma pozory. Właśnie ją lubie i wręcz uwielbiam od samego początku. Natomiast, coraz mniej lubię Stevie Rae, co jest dość dziwne, gdyż wcześniej także nie przepadałam za bardzo za nią. Ale teraz mnie rozczarowała, bo mimo odzyskanego człowieczeństwa, jest dalej zła i ukrywa przed swoją najlepszą przyjaciółką bardzo poważne rzeczy. Czasami wydawało mi sie, że coś knuje w sprawie czerwonych adeptów, którzy nie dokonali jeszcze wyboru.

"Chciałam wrócić do czasów, kiedy nie miałam pojęcia o Kalonie, A-yi, śmierci i zniszczeniu. Chciałam żyć normalnie. Chciałam tego tak bardzo, że aż mnie mdliło."

Jak dla mnie, autorki za bardzo skupiają się na miłosnych dylematach głównej bohaterki. Właśnie ich nie zabrakło w Kuszonej. Z resztą, sam tytuł wiele mówi na temat tej części. Zoey jest kuszona przez samego Kalone, który przychodzi do niej w snach, często o podtekście erotycznym. Jest to związane z tym, że adeptka odczuwa więź z A-yą, kobietą, która została stworzona, aby kochać tego Nieśmiertelnego. Zatraca to jej postrzeganie Kalony i interpretowanie jego osoby, bo czasami nawet go żałowała. Nastolatka jest związana poprzez skojarzenie z Heathem, przysiegę wojownika – ze Starkiem, a także w zwykłym związku jest z Erickiem. Wszyscy ci trzej wybrankowie są różnymi osobowościami. Mimo tego, że na samym początku bardzo przepadałam za dorosłym wampirem, teraz został ukazany jako zaborczy twardziel, który nie chce się dzielić swoją kobietą. Natomiast Heath bardzo zyskał w moich oczach, nie do końca go lubiłam w poprzednich częściach – po prostu mnie denerwował, ale teraz, zmieniłam do niego swój stosunek, okazał się naprawdę ciekawym chłopakiem, a przede wszystkim, bardzo dobrze rozumiał swoją wampirską dziewczynę i najbardziej podtrzymywał ją na duchu w tych trudmnych dla niej chwilach. Stark, także wydał się w porządku wobec tej nastolatki i chciał ją chronic najlepiej jak tylko umiał. Sama Zoey, jak to ona, dalej jest nieco infantylna i niezdecydowana. A także nie radzi sobie z tak poważną kwestia, jaką jest rola najwyższej kapłanki. Dużym wsparciem dla niej są przyjaciele, którzy jej pomagają a także sam Heath, który jest dla niej cząstką świata, w którym kiedyś żyła, jako człowiek. Bardzo podobają mi sie także jej stosunki z babcią, ponieważ są to naprawdę pięknie opisane momenty.

Na pewno Kuszona, to odpowiednia pozycja dla tych, którzy już mają za sobą poprzednie pięć części tej serii. "Dom Nocy" nie jest idealną sagą, którą można odebrać za bardzo ambitną czy poruszającą. Cykl ten jest kierowany bardziej w stronę nastoletnich odbiorców, którzy lubią wampiryczną tematykę. Autorki wprowadziły nowe rzeczy, które dotychczas w tego typu książkach nie było.


* Informacja z okładki książki: "Kuszona" P.C. Cast + Kristin Cast 




KSIĄŻKA Z PÓŁKI. 

26 marca 2012

Pamiętnik - Nicholas Sparks

Nicholas Sparks – współczesny pisarz amerykański wydawany w milionowych nakładach i ponad 30 językach. Po jego twórczość chętnie sięgają twórcy filmowi. Serca czytelników podbił swoją pierwszą powieścią: „Pamiętnik”, a także poprzez: „Noce w Rodanthe”, „Anioł Stróż”, „I wciąż ją kocham”. *

Już jakiś czas na półce czekała na mnie książka: „Pamiętnik”. Długo zwlekałam. Czekałam chyba na odpowiedni moment, na nastrój, aby móc wczuć się w historię, jaką autor chciał przedstawić. Jak już wspominałam przy okazji innego dzieła tego pana [„Ostatnia piosenka”], nie przepadam za okładkami filmowymi, ponieważ moim zdaniem psują one całą powieść. Sprawia to, że czytelnik nie ma pola do wyobraźni. Jednak w tym wypadku Rachel McAdams oraz Ryan Gosling na niebieskim tle dodają klimatu, zwłaszcza, że przedstawiona scena jest jedną z moich ulubionych z filmu.

Jej oczy mówiły do niego, szeptały słowa, które tak bardzo pragnął usłyszeć, a mimo to nie potrafił stłumić drugiego głosu, który brzmiał w jego głowie i mówił, że ona kocha innego.”

Na początku czytelnik poznaje starszego pana, który wraz ze swoją żoną, Allie, która cierpi na Alzheimera znajdują się w domu starców. Mężczyzna codziennie czyta swojej ukochanej stary pamiętnik, który opowiada o dwójce kochanków sprzed lat. Kobieta słucha tej historii nie wiedząc nawet, że dotyczy ona jej samej. Czasami wraca jej pamięć na krótką chwilę i przypomina sobie uczucie jakie łączyło ją z pewnym młodzieńcem, a później z dojrzałym mężczyzną.

Czasem, gdy na mnie spoglądasz... wiem, że widzisz inną. Jakbyś ciągle czekał, aż ona niespodziewanie się zmaterializuje i wyrwie cię z tego wszystkiego...”

Na kartach starego notesu opisana jest miłość między Noah a Allie. Poznali się, kiedy byli nastolatkami, jednak zostali oni rozłączeni. Po latach, zaręczona z Lonem, dorosła kobieta, wraca do New Bern, aby odwiedzić Noaha **. Na początku ich spotkanie nie wyglądało najlepiej, opowiadali sobie o straconych latach, o aktualnych wydarzeniach. Czego innego mogli się spodziewać? Mimo wszystko, ich dawne uczucie zaczęło odżywać, ale jak mieli sobie z tym poradzić? Było to zabronione w ich sytuacji. Noah przez te wszystkie lata nie zapomniał o swojej ukochanej. Pomimo tego, że mieli wtedy zaledwie naście lat, jego uczucie wcale nie zmieniło się. Spotykał się z innymi kobietami, ale żadna nie oczarowała go tak, jak ta piętnastolatka. Zakochali się w sobie ponownie, w dorosłej wersji siebie, po tym wszystkim, co przytrafiło im się w międzyczasie. Allie musiała podjąć bardzo ważną decyzję – z którym mężczyzną chce spędzić resztę swojego życia. Kogo wybrała? Kto jest tym starszym panem, którego czytelnik poznaje już na początku?

Na dworze ciemniało, księżyc coraz wyżej świecił na niebie. I choć żadne z nich nie zdawało sobie z tego sprawy, ponownie rodziła się między nimi bliskość, silna więź, która niegdyś ich łączyła.”

Trochę cukierkowo, trochę zbyt idealnie. Tylko takie określenia przychodzą mi na myśl przeczytawszy „Pamiętnik”. Jednak właśnie takie są książki N. Sparks'a i myślę, że czytelnicy już w pewien sposób do tego się przyzwyczaili. Łzawe historie i nieraz przewidywalne zakończenia także kojarzą mi się z tym autorem. Ale jaka jest ta powieść – pierwsza jaka wyszła spod pióra tego pisarza? Na pewno jest wciągająca oraz ciekawa. Może czasami zbyt naciągana. Także nieraz wydawało mi się, że niektóre wydarzenia zostały przemilczane, jakby nie były ważne - jak dla mnie, to był zły zabieg. Trzeba było się domyślać poszczególnych scen i dopowiadać inne.

Zdaje się, że tylko starzy ludzie potrafią siedzieć obok siebie, milczeć i nie czuć się niezręcznie. Młodzi, popędliwi, niespokojni, zawsze muszą przerwać ciszę. Wielka szkoda, cisza bowiem jest czysta. Cisza jest święta. Zbliża ludzi, gdyż tylko ci, którzy się dobrze ze sobą czują, mogą siedzieć w milczeniu. Oto wielki paradoks.”

Wiele można stracić z lektury, kiedy wcześniej oglądało się wersję filmową. I tym razem właśnie takie wrażenie odczułam, gdyż na początku, w żaden sposób nie mogłam wczuć się w klimat, ani w styl pisarza. Przed oczami cały czas miałam to, co widziałam w filmie, młodsze lata bohaterów, ich kwitnącą miłość i bolące rozstanie. Te wydarzenia w ekranizacji były bardzo dobrze rozwinięte i przedstawione, dlatego też brakowało mi ich w samej książce. Autor skupił się raczej na dojrzałych postaciach, na ich kolejnym spotkaniu po długim czasie rozłąki.

Czy poleciłabym książkę: „Pamiętnik” Nicholasa Sparks'a? Z pewnością tak, zwłaszcza tym osobom, które miały do czynienia z wersją filmową. A także tym, którzy po prostu lubią Nicholasa Sparks'a, albo zamierzają rozpocząć swoją przygodę z jego twórczością.



* Informacja z okładki książki: „Pamiętnik” Nicholasa Sparks'a.
** Nie nauczyłam się odmieniać tego imienia, wybaczcie. 


KSIĄŻKA Z PÓŁKI. 

KONKURS z MEGAfonem i IWE

Witajcie. ;)

Mam dla Was Konkurs. Jest on organizowany przez MEGAfon wraz z Intytutem Wydawniczym Erica. Do wygrania jest książka Keri Arthur: "Całując grzech". Ważną wiadomością jest to, że uczestniczyć mogą osoby z powiatu Oświęcimskiego, uczniowie ze szkół ponadgimnazjalnych oraz studenci. 




Należy:
Polubić MEGAfon na facebooku
oraz odpowiedzieć na pytanie:

Ile części liczy seria o przygodach Riley Jenson? 

Odpowiedzi wraz ze swoim imieniem i nazwiskiem oraz rokiem studiów i nazwą specjalność / szkoły ponadgimnazjalnej do której uczęszczasz prześlij na email:

pwsz.megafon@interia.pl


A wyniki wyślemy drogą emailową. ;) 








   









24 marca 2012

Siedem lat później - Emily Giffin



Emily Giffin jest znaną amerykańską autorką bestsellerów: "Coś pożyczonego", "Coś niebieskiego", "Dziecioodporna" i "Sto dni po ślubie". Wszystkie jej powieści zostały przetłumaczone na kilkadziesiąt języków i sprzedały się w wielu milionach egzemplarzy. *

Na początku wspomnę krótko o okładce. Jest ona tutaj ważna, gdyż ostatnimi czasy, szata graficzna wszystkich dotychczasowych powieści tejże autorki się zmieniła. Powiem szczerze, że bardzo podoba mi się zarówno kolorystyka jak i klimat jakie został yw niej zawarte. Wszystko jest przemyślane i poukładane. Tak, tę książkę możnaby kupić tylko ze względu na wygląd. Jednak "Siedem lat później" Emily Giffin zakupiłam z powodu takiego, że czytałam inne powieści tej pisarki i byłam ciekawa, co tym razem zostanie mi przedstawione.

Tessa oraz Nick są małżenstwem od siedmiu lat. Poznajemy ich, kiedy obchodzą swoją rocznicę. Mają dwójke dzieci, Ruby i Franka. Są uważani za udane i szczęśliwe małżeństwo. Chirurg plastyczny – bo to bowiem zawód Nicka – w trakcie ich rocznicowej kolacji musi jechać do szpitala. Ten właśnie wieczór tak naprawdę zmienił wiele w życiu tego dobrego, kochającego się państwa Russo. Ich uczucie zostanie poddane próbie, czy przetrwa? Valerie, druga bohaterka książki, wychowuje samotnie syna, Charliego. Jego ojciec nawet nie wie o jego istnieniu, co wydawało się Valerie dobrym rozwiązaniem. Ale czy na pewno? Podczas, gdy Charlie był na urodzinach swojego kolegi z klasy poparzył sobie rękę i policzek w ognisku. Kobieta przeżywa chwile grozy i zmartwień o życie swojego syna. Martwi się też o to, jak teraz jej dziecko będzie funkcjonowało w społeczeństwie a także jak zostanie odebrane wśród dzieci. W takich momentach żałuje, że nie ma przy niej mężczyzny, że sama musi się zmakać z problemami. Na ratunek przybywa jej doktor Russo, z którym, najpierw nieśmiało, a później już odważniej, zaczyna się wiązać emocjonalnie. Ma wyrzuty sumienia, ale mimo to, pozwala sobie na chwile zapomnienia, gdyż bardzo dobrze się czuje w towarzystwie Nicka.

"Pustka jest lepsza niz wieczne rozczarowanie"

Jeżeli ktoś, tak jak ja, czytał poprzednie książki Emily Giffin, to wie, że autorka lubi wracać do innych, wcześniejszych bohaterów w jakichś małych wątkach. Tym razem także został zastosowany ten zabieg, ale nieco inaczej. Mianowicie, główna bohaterka, Tessa, jest siostrą niejakiego Dexa, którego czytelniczki mogły poznać przy okazji czytania "Coś pożyczonego". Okazali się oni być zgranym i kochającym się rodzeństwem, które wspiera się w trudnych czasach. Odbiorca mógł zobaczyć przy tym, jak potoczyły się dalsze losy Dekstera i jego wybranki Rachel. Pisarka posiada swój sposób patrzenia na świat. W jej pozycjach zazwyczaj przewijają się podobne problemy miłości oraz zdrady, a wszystko to jest oparte o tworzenie ogniska domowego. Także bohaterowie, którzy przewijają się przez jej powieści są bardzo do siebie podobni. Może to tylko moje subiektywne wrażenie?

"A tak przecież w życiu bywa – problemy w jednej sferze życia przekładają sie na wszystkie pozostałe"

Jednak skupiwszy się konkretnie na "Siedem lat później" widzimy mężczyznę, który ma duży problem ze swoimi uczuciami. Jednej kobiecie przysięgał wierność małżeńską i że jej nie opuści, ale z drugą kobietą połączyło go coś świeżego. To od czytelnika zależy jak będzie tak naprawdę interpretował czyny Nicka. Mozna je odbierać jako pomoc w trudnej sytuacji Valerie, przez co zauroczył się i stracił orientację. Albo po prostu w jego małżeństwie pojawiła się rutyna i z żoną wiecznie się rozmijali. Tutaj akurat autorka dała swojemu odbiorcy małe pole na swoją wyobraźnię, a także na to, aby wczuć się w sytuacje, w jakiej znalazł się lekarz. Zastanawiałam się, dlaczego Emily Giffin zdecydowała się na prowadzenie takiej narracji. Z jednej strony mamy Tessę, a z drugiej Valerie. Tylko, że to, co się dzieje wokół Tessy jest widziane pierwszoosobowo, a u Valerie – trzecioosobowo. Przez to, czytelnik widzi jak kobieta odkrywa powoli, że jej małżeństwo umiera, jak mąż się od niej oddala, wszystko dokładnie jest opisane, jej zmagania z tym bólem. A także może zaobserwować, w nieco inny sposób, że inna pani samotnie wychowuje syna i zmaga się z jego wypadkiem, kiedy to, przystojny chirurg plastyczny przychodzi do niej z pomocą. Przeszkadza mi to, że Nick nie wypowiada się w żadnym z rozdziałów i są one podzielone tylko na te dwie kobiety. Z pewnością, gdyby doktor Rosso miał swoje kilka zdań w tej książce, można by było go bliżej poznać, a nie od razu oskarżac o zdradę i samolubność. Tak, mimo tego, że został on pokazany jako szlachetny człowiek i bardzo przystojny mężczyzna, nie czułam do niego sympatii, praktycznie rzecz ujmując, drażnił mnie swoim sposobem bycia i tym, że zachowywał się jakby żona i jego własne dzieci go mało obchodzili. Wolał spędać czas z Valerie i Charliem, tym samym zaniedbując i okłamując własną rodzinę.

"-Ach tak? To w takim razie na czym polega miłość, Nick?
- Na dzieleniu ze soba życia. Miłość to to, co jest między nami"

Na pewno "Siedem lat później" jest książką, którą czyta się w ekspresowym tempie. Lektura jest przyjemna mimo tak smutnego i wyczerpującego tematu. Na pewno ta powieść przypadnie do gustu tym, którzy już wcześniej mieli mozliwość spotkania się z twórczością Emily Giffin i jej stylem pisania. Serdecznie polecam tę pozycję także tym, którzy dopiero chcą rozpocząc przygodę z tą autorką.





 ** 

* Informacja z okładki książki: "Siedem lat później" Emily Giffin. 
** Piosenka została wymieniona w książce. 


KSIĄŻKA Z PÓŁKI. 


Czy Wy tez tak macie, że czasami po prostu nie umiecie napisać recenzji i przez jakiś czas wpatrujecie się w białą, czystą kartkę? Bo mój zastój trwał jakieś trzy dni. 

Życzę Wam miłego i udanego słonecznego weekendu. Ja niestety jestem chora, więc nie mogę wyjść z domu. 

21 marca 2012

Topimy Marzannę!

Witam Was Cieplutko! 



Dzisiaj proponuję Wam nieco inny wpis, niż zazwyczaj. Zero recenzji, zero opinii. Napiszę o tym, jak minął mi dzisiejszy dzień, a raczej samo to, co planowałam od dwóch tygodni. Poniższe zdjęcie prezentuje Wam naszą Marzannę. W sumie jeszcze w połowie, ale już coś... 



Oj, ale emocje!. Razem z moją dobrą koleżanką, Kornelią, postanowiłyśmy wykorzystać dzisiejszy dzień na to, aby stworzyć Marzannę i ją zatopić nad Wisłą. Uprzedzam tylko, że to nie były żadne wagary, tylko zaplanowałyśmy sobie taką atrakcję na naszą wolną środę. ;)


Kornelia śmiała się, że zrobiłam jej krowi nos. Ale uważam, że po prostu nie docenia mojego talentu. Ja nie skomentowałam jej oczu. A ponadto, pochwaliłam pomysł z pieprzykiem.  ;)


Śmiechu było co niemiara, zwłaszcza, że nie umiałyśmy znaleźć odpowiednich patyków. ;) Ręce naszej kobietki ciągle się łamały i musiałyśmy się z nią bardzo ostrożnie obchodzić. 



Mimo chłodu i wiatru, udało nam się dokończyć nasze dzieło. Niestety, Marzanna nie ma włosów, ale za to ma bardzo wydatny biust i pośladki. To dowodzi tylko temu, że nie można mieć wszystkiego. ;) 



Nawet wiatr, albo łamiące się patyki nie sprawiły nam dużego problemu. Ale największą przeszkodą okazało się był dmuchanie balonów. 

To ja z naszym dziełem. ;)
Kornelia. ;)
Wiatr powodował, że bezwłosa głowa naszej kobietki latała na różne strony. Ale to za bardzo nam nie przeszkadzało, bo towarzyszył nam bardzo dobry humor. 



W międzyczasie miałyśmy krótką przerwę, aby zjeść bardzo kaloryczną przekąskę w postaci chipsów. Czasami można sobie zrobić trochę przyjemności, prawda? 


I w tym momencie zaczyna się pochód w stronę rzeki, aby móc zatopić naszą Marzannę. Smutny ją los spotkał, żal mi jej było. Ale ktoś musiał się poświęcić, aby zima odeszła w nieznane,a  wiosna wprawiała nas w coraz lepsze nastroje. 


I to chyba tyle na dzisiaj. Ostatnie zdjęcie pokazuje nasz mord. Widać połamane kończyny Marzanny, a także jej bezwłosą głowę. ;) I jeszcze na sam koniec dodaję piosenkę, która chodzi ciągle po głowie Kornelii. 





20 marca 2012

7 razy dziś - Lauren Oliver

Lauren Oliver ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła sie do Nowego Jorku. Uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje keczup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem. *

Co bym zrobiła, gdybym kolejny raz obudziła się tego samego dnia? Gdybym wiedziała co się wydarzy minuta po minucie, jakie błędy zrobiłam lub czego nie zrobiłam. Może chciałabym wszystko zmienić, a może wolałabym pozostawić wszystko takim, jakie było pisane? 7 razy dziś, to historia dziewczyny, która siedem razy przeżywa piątek, 12 lutego.

"Jak to możliwe, myślę sobie, że można tak bardzo się zmienić, a nie móc zmienić niczego wokół siebie?"

Samantha Kingston jest popularną dziewczyną w szkole i tylko z takimi osobami się zadaje. Ma trzy dobre przyjaciółki oraz przystojnego chłopaka. 12 lutego w szkole obchodzony był Dzień Kupidyna, a wieczorem jeden z uczniów, Kent, urządzał w swoim domu imprezę, mimo tego, że nie należał do grona "lubianych". Sam i Kent kiedyś, jak byli dziećmi, przyjaźnili się, jednak wszystko nagle się zmieniło. Główna bohaterka nadal czuje sympatie do tego nastolatka, ale poprzez swoje towarzystwo, wcale nie zachowuje się zbyt lojalnie czy po prostu odpowiednio względem niektórych.

"Nie widzimy prawdziwych rzeczy, tych rzucających cienie. I tak się teraz czuję, jakby otaczały mnie cienie, jakbym widziała tylko odbicie rzeczy, a nie ją samą."

12 luty kończy się wypadkiem samochodowym, w którym uczestniczyły cztery przyjaciółki, Sam, Lindsay, Elody i Ally. Główna bohaterka dostaje szansę, aby siedem razy przeżyć dzień swojej śmierci. Stara się zmienić koleje losu, wydarzenia, ale to nie jest proste w momencie, kiedy nikt oprócz jej samej nie wie, co tak naprawdę wydarzyło sie na imprezie u Kenta oraz tuż po jej zakończeniu. Piątek powtarzany siedem razy sprawił, że dziewczyna już nie była tą lubianą licealistką. Stała się lepsza, bardziej wyrozumiała, a także zaczęła dostrzegać zakłamanie z jakim się stykała. Zobaczyła to, że nie do końca znała swoją przyjaciółkę, a na chłopaka, Roba, nie może tak naprawdę liczyć. Wszystko się zmieniło dookoła, ale jak naprawić 12 lutego, aby już się nie powtarzał?

"Może w chwili śmierci czas otacza cię ze wszystkich stron, a ty obijasz się w nieskończoność w tym małym pęcherzyku. Może życie po śmierci to jakby wersja >>Dnia Świstaka<<. Nie tak sobie wyobrażałam śmierć – nie wyobrażałam sobie, że nastąpi coś takiego. Ale kto miał mnie o tym uprzedzić?"

Przyjęcie u Kenta miało bardzo poważne skutki. Jedna z licealistej, Juliet Sykes, postanowiła rzucić się pod pędzący samochód – tak, ten sam, którym główna bohaterka jechała wraz ze swoimi koleżankami. Juliet była uważana za odludka, a także była prześladowana przez tych lubianych i wyśmiewana przez większość uczniów. Chciała z tym skończyć, chciała skończyć ze sobą, a Samantha musiała ją uratować – a przynajmniej tak uważała. Dziewczyna nie miała prostego zadania. Jak miała przekonać do siebie osobę, z którą nigdy wcześniej nie zamieniła słowa, a ponadto była jednym z jej wrogów? Kingston przez te siedem dni przeszła bardzo głęboką wewnętrzą wędrówkę. Poznała samą siebie, oraz otoczenie w jakim przebywała. Miała czas, aby zrobić rzeczy, których nie zrobiłaby, albo nie przypuszczałaby zrobić. Rzeczy takie, które odkładałaby na później.

"Wydaje mi się, że przeżywanie tego dnia w kółko nie byłoby takie złe i wyobrażam sobie, że to właśnie zrobię – będę żyć wiecznie, póki nie skończy się czas, póki wszechświat się nie zatrzyma."

7 razy dziś, to pierwsza książka tejże autorki. Mimo tego, że jest to jej debiut, nic o tym nie świadczy. Lauren Oliver stworzyła bardzo ciekawą fabułę oraz akcję, która całkowicie mnie wciągnęła. Przyznam, że nie mogłam się oderwać od tej powieści, gdyż bardzo mnie zastanawiało to, co pisarka przygotowała na sam koniec dla głównej bohaterki oraz dla nas, czytelników. Mogloby się zdawać, że powtarzany w kółko jeden dzień będzie nudny w odbiorze, jednak to przypuszczenie jest całkowicie mylne. Poszczególne wydarzenia, autorka przedstawiała z różnych punktów widzenia, mając na uwadze fakt, że Samantha przechodzi egzystencjalną zmianę. Także niektóre rzeczy się zmieniały, ponieważ dziewczyna przeżywała dzień w całkiem inny sposób, niż byśmy się mogli spodziewać. Bardzo spodobała mi się narracja. Wszystko jest widziane oczami nastolatki, jednak wcale problemy, ktore chodzą jej po głowie nie są banalne czy ckliwe. Może na początku wydaje się ona pusta, ale później okazuje się bardzo inteligentną osobą. A przede wszystkim, jest ona pełną współczucia i empatii nastolatką, która wcale nie jest tak powierzchowna jak jej trzy przyjaciółki. Czasami wydawało mi się, że książka ta ma pełnić rolę przestrogi dla tych, którzy zatracają się w swoim egoiźmie i widzą jedynie czubek własnego nosa. Przecież należy otworzyć szerzej oczy i zacząć dostrzegać ludzi, którzy być może potrzebują naszej pomocy i zrozumienia.

Debiutancka powieść Lauren Oliver jest wartą uwagi pozycją, którą polecam nie tylko osobom poniżej dwudziestego roku życia. Moim zdaniem, jest to lektura dla każdego przedziału wiekowego, gdyż nie jest zwykłym zabijaczem czasu. 7 razy dziś, to książka pokazująca nas samych, nasze błędy i zachęcająca do tego, aby coś w swoim życiu teraz zmienić, bo później... już będzie za późno.

video

* Informacja z okładki książki "7 razy dziś" Lauren Oliver 

KSIĄŻKA Z PÓŁKI. 

Wygrana w konkursie organizowanym przez portal nakanapie.pl 

18 marca 2012

Listy pisane miłością - James Patterson


James Patterson – amerykański pisarz, autor wielu bestsellerowych thrillerów i powieści obyczajowych dla kobiet. W Polsce ukazały się m.in.: "Pamiętnik pisany miłością", "Łasica", "Jack i Jill", "Kot i mysz", "Ty umrzesz pierwszy". Jest laureatem nagrody Edgar Award. *

Listy pisane miłością, to pierwsza książka Jamesa Patterson'a, którą miałam okazje przeczytać. Wczesniej już to nazwisko gdzieś obijało mi się o uszy, jednak tak naprawdę, nie wiedziałam jaki warsztat litearcki posiada. Powiem szczerze, że ta dość krótka powieść sprawiła mi wiele przyjemności i umiliła czas.

Jennifer, młoda wdowa ma bardzo dobry kontakt ze swoja babcią Samanthą, która mieszka w Lake Geneva nad jeziorem, gdzie główna bohaterka bardzo lubiła spędzać swoje wakacje. Pisze felietony do popularnej gazety i posiada dużą ilość odbiorców. Jednak, kiedy odbiera telefon z wiadomością, żejej babcia miała wypadek i jest pogrążona w śpiączce, bez namysłu wyjeżdża do schorowanej staruszki, aby móc jej pilnować i być w chwili, kiedy się obudzi. Nie dopuszczała do świadomości faktu, że ostatnia bliska osoba jaka jej pozostała, mogłaby umrzeć i pozostawić ją samą.

Mimo tego, że Jen i Sam były sobie bliskie, to wnuczka nie znała tak naprawdę przeszłości swojej babci. Ku swojemu zaskoczeniu, w Lake Geneva odnajduje listy, które owa starsza pani adresowała do niej. W każdym z nich opisuje swoje życie, koleje losu. Młoda wdowa dopiero teraz poznaje te kobietę, dowiaduje się wielu szokujących rzeczy z jej dawnych, młodszych lat. Ku swojemu zaskoczeniu, czyta, że babcia nigdy nie kochała swojego męża – a dla wszystkich dookoła uchodzili za idealne, zgrane małżeństwo. Czy Samantha miała drugie ja? Czy była tą kobietą za którą się podawała? A także, kim jest nieznajomy, z którym Samantha się spotykała?

Jennifer w Lake Geneva spotyka swojego znajomego sprzed lat. Brendan, z którym zadawała się, kiedy byli jeszcze dziećmi, postanowił zamieszkać u swojego wuja. Później czytelnik dowiaduje się, że mężczyzna porzucił pracę chirurga, aby beztrosko spędzić lato. Pomimo ciężkich chwil, jakie przeżywała głowna bohaterka, to potrafiła przy nim sie nieco wyluzować i zapomnieć o tym, że babcia jest pogrążona w śpiączce. Codziennie pływali w jeziorze, a także aktywnie spędzali popołudnia, nie zapominając o odwiedzinach schorowanej Sam. Czy ta znajomość stanie się czymś więcej niż spotkaniem po latach? Czy Jennifer wreszcie uda się odzyskać utracone szczęście?

 **


Listy pisane miłością, to bardzo przyjemna opowieść o miłości i dążeniu do spełniania swoich celów, oczekiwań oraz czerpania przyjemności z tego, co otacza poszczegolne postaci. Muszę przyznać, że polubiłam Jennifer, która została przedstawiona jako zwykła kobieta, która spełnia się zawodowo. Także Brendan wydał mi się człowiekiem ciekawym i normalnym. Jednak największą moją sympatię zaskarbiła sobie sama Samantha, której listy do Jen przewijają się przez całą powieść. Urzekł mnie kontakt babci z wnuczką oraz ich bezpośredność. Czasami zastanawiałam się, czy możliwe jest to, aby mimo takie dużej różnicy wieku można być przyjaciółmi, jednak, jak udowodnił to autor, wiek nie gra roli.

James Patterson posługuje się bardzo prostym sposobem pisania, przez co jego książkę czytało mi się bardzo szybko. Listy pisane miłością mogę polecić każdej osobie, która lubi historie z miłością w tle. To nie jest zwykły romans, to wzruszająca historia, której towarzyszy miłość, która jest tak bardzo ważna w życiu. 

* Informacja z okładki książki: "Listy pisane miłością" Jamesa Patterson'a 
** Red Hot Chili Peppers: "Under the bridge" - wymieniona piosenka w książce. 




KSIĄŻKA Z PÓŁKI.

15 marca 2012

Zagubiona przeszłość - Jodi Picoult


Jodi Picoult – amerykańska pisarka, autorka bestsellerów, specjalistka w pisaniu książek na kontrowersyjne tematy. W 2003 roku otrzymała nagrodę New England Book za całokształt twórczości. Jest autorką kilkunastu powieści, m.in.: „Bez mojej zgody”, „Świadectwo prawdy”, „W imię miłości”. *

Dawno nie czytałam żadnej z książek tej autorki, co wywołuje u mnie lekki zawód. Na mojej biblioteczce stoi wiele jej powieści, jednak ostatnio brakowało mi na nie czasu. Z nadzieją nadrobienia zaległości, postanowiłam przeczytać: „Zagubioną przeszłość”, która wciągnęła mnie całkowicie i nie pozwoliła od siebie odejść ani na krok.

Czasami nie chcemy o nic pytać, ale nie ze strachu, że ktoś nas okłamie w żywe oczy.
Boimy się usłyszeć szczerą prawdę.”

Główna bohaterka, Cordelia Hopkins prowadzi spokojne i poukładane życie. Ma narzeczonego, Erica, czteroletnią córeczkę, Sophie, oddanego przyjaciela, Fitza i kochającego tatę, Andrew. Zajmuje się odnajdywaniem zaginionych osób. Razem ze swoim psem tropowcem, Gretą, współpracuje z organami ochrony porządku publicznego. Jest to pewna ironia losu, gdyż niespodziewanie do jej domu przychodzi policja z nakazem aresztowania jej ojca. Oskarżany jest bowiem o porwanie małej dziewczynki, Bethany Matthews. Cały dotychczasowy świat Delii przewraca się do góry nogami. Kobieta powoli dowiaduje się całej prawdy o sobie. Jak mogła zapomnieć całą swoją przeszłość? Jak mogła nie pamiętać własnej matki?

Przeszłość można ukryć, można ją zatuszować, zasłonić, żeby nic nie było widać – ale zawsze pozostanie świadomość tego, co jest pod spodem.”

Andrew Hopkins, kiedy jego córka miała niespełna pięć lat, wywiózł ją do innego stanu. Zabrał dziecko, którym sądownie miała się opiekować matka. Dlaczego właśnie tak postąpił i co nim kierowało? Czy był to akt zemsty, czy ratowanie przyszłości tej małej dziewczynki? Charles Matthews, kiedyś był aptekarzem, rodzicem, który mógł spędzać ze swoją córką, Bethany, zaledwie weekendy. Z bólem serca oddawał kilkulatkę do jej domu, w którym staczała się kobieta po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu. Jak mógł postąpić? Chciał tylko dobrego życia, lepszej perspektywy dla tego malucha. Nie zastanawiając się długo, spakował wszystko i wyjechał razem ze swoim szczęściem. Ukrywał się przez niemal trzydzieści lat, przez cały ten czas udawał kogoś innego, a także zabarykadował całą przeszłość przed swoją córką.

Człowiek może przybrać w swoim życiu milion różnych wcieleń, ale ta gra ma pewne zasady, które między innymi nakazują zaczynać od początku, nigdy od środka.”

Bardzo dokładne opisy autorka poświęciła wydarzeniom, które mają miejsce w więzieniu. Areszt dla Andrew nie jest niczym łatwym. Ten prawie sześćdziesięciolatek jest prześladowany przez swoich współwięźniów. Znalazł, ku własnemu zaskoczeniu, osobę, która mu pomagała w trudnych chwilach, ale to nie było akceptowane przez tamto środowisko, gdyż każdy musiał trzymać się ze swoimi – z uwzględnieniem rasy.

To, że ktoś złamał prawo, nie oznacza automatycznie, że zszedł na złą drogę. Czasem jest tak, że ta droga sama podkrada się pod stopy – i zanim się człowiek obejrzy, już jest po tamtej stronie.”

Delia Hopkins dowiaduje się po tak długim czasie, że jej matka żyje. Wiele razy o niej myślała, wyobrażała sobie, jak spędzają wspólny czas. Jednak przed trzydzieści lat żyła w przekonaniu, że jej rodzicielka nie żyje, że zginęła w wypadku samochodowym. Jej dotychczasowa egzystencja była swojego rodzaju złudzeniem. Dopiero teraz poznaje, kim tak naprawdę mogłaby być. W związku ze sprawą sądową swojego ojca, musiała wyjechać ze swoją córką do Arizony. Jej narzeczony, Eric jest adwokatem i to właśnie on będzie obrońcą Andrewa Hopkins'a – a raczej Charlesa Matthews'a. To tutaj, w miejscu, gdzie się urodziła i spędziła pierwsze lata swojego życia, toczą się trudne momenty, kobieta musi podjąć ważne decyzje. Nic już nie jest proste, nawet nie wie, komu może ufać. Poznaje Indiankę Ruthann, która od razu staje się jej dobrą znajomą, osobą, u której może znaleźć oparcie oraz spokój. Sophie bardzo polubiła ową Ruth, razem z nią się bawiła, a także robiła z nią alternatywne wersje lalek barbie. Kobieta traktowała dziewczynkę niczym własną córkę albo wnuczkę. Zostało to bardzo ciekawie przedstawione, przez co bardzo interesowały mnie właśnie momenty, które działy się w Mesie.

Kłamstwo to naprawdę przedziwna rzecz. Kiedy raz się zacznie, można dojśc do tego, że człowiek jest w stanie oszukać samego siebie.”

W trojkę – Delia, Eric i Fitz – są przyjaciółmi od dziecięcych lat. Oby dwaj także kochają główną bohaterkę, jednak dla jednego z nich odwzajemnienie tego uczucia nie jest możliwe. Tutaj zostają poddane próbie ich uczucia i zaufanie. Czy miłość przetrwa, a przyjaźń zostanie taka sama jaką była dotąd? W Arizonie, trzydziestokilulatka znowu jest małą Bethany, która spotyka swoją matkę. Ale czy właśnie tak sobie ją wyobrażała? Myślała, że znajdą wspólny temat, jednak mimo więzów krwi, są dla siebie niczym obce osoby. Czy Delia powinna za to winić swojego ojca, który chciał jej bronić przed tym, co Elise Matthews mogłaby zrobić ich małej córeczce?

Miłość nie oznacza spełniania oczekiwań osób, które są zdane na naszą opiekę. Kochać to znaczy robić to, o czym one nawet nie myślą. To wyprzedzanie życzeń i próśb.”

Jodi Picoult posługuje się bardzo łatwym w odbiorze językiem. Jej dialogi są proste, a także miłe dla oka. Czasami jej teksty wydają się po prostu płynąć, jakby były lekką poezją mimo poruszanych poważnych kwestii. Jak zawsze, można zauważyć w jej dziele pewien schemat. Kolejny raz toczy się rozprawa sądowa, znowu czytelnik musi podjąć decyzję, po której stronie jest racja, komu sam może zaufać. Bardzo dobrym zabiegiem jest kilkuosobowa narracja, poznajemy historie z różnych punktów widzenia: Delii, Andrew, Erica, Fitza, a nawet Elise. Sprawia to, że odbiorca może lepiej poznać poszczególnych osoby.

Jako wielka fanka twórczości Jodi Picoult, nie potrafię obiektywnie stwierdzić, czy książka przypadnie do gustu każdemu. Według mnie „Zagubiona przeszłość” jest wartą uwagi powieścią, która porusza bardzo ważny temat – rodzicielstwo. To właśnie dzięki takiej lekturze czytelnik będzie mógł poznać samego siebie oraz to, jakby postąpił na miejscu danego bohatera.


*Informacja z okładki książki Jodi Picoult: „Zagubiona przeszłość”



KSIĄŻKA Z PÓŁKI. 

11 marca 2012

Dzieci demonów - J.M. McDermott

J.M. McDermott – Amerykanin, absolwent University of Houston, gdzie uczył sie kreatywnego pisania, oraz University of Southern Maine, na którym robił licencjat z literatury popularnej. Opowiadania publikował na łamach między innymi: "Weid Tales", "Fantasy Magazine". *

"To historia z rodzaju tych, które zostają ze mną na długo, do których wracam i których szukam jako czytelnik". Realms of Fantasy.

Bardzo rzadko sięgam po fantastykę. Wolę tematykę bardziej realną, przyziemną, którą jest sobie łatwiej wyobrazić. "Dzieci Demonów" autorstwa J. M. McDermott'a potraktowałam jako małą odskocznię od rzeczywistości, postanowiłam zagłębić się w czymś nowym, jeszcze mi nieznanym. O tym pisarzu, przyznam szczerze, wcześniej nie słyszałam, jednak sądzę, że już niedługo, będzie on znany w szerszym gronie.

"Tylko bliscy sobie ludzie potrafią tak milczeć przy sobie."

"Dzieci demonów", to pierwsza część trylogii "Psia Ziemia". Sam tytuł oraz bardzo przyjemna dla oka okładka w dużej mierze zachęcają do przeczytania tejże lektury. Widzimy kobietę odzianą w czerwone szaty, mającą na głowie coś na wzór czapki przypominającej sierść wilka. Juz po przeczytaniu kilku pierwszych stron, można się domyślić, że jest to główna narratorka tej książki. Razem ze swoim mężem są Wędrowcami Erin Błogosławionej. Przemierzają ludzką ziemię, aby znaleźć tytułowe dzieci demonów, które tak naprawdę nie powinny przebywać wśród ludzi. Ich natura dąży do tego aby zabić człowieka, albo go otruwać, do czego wystarczy ślina, czy odrobina krwi. Pod postaciami wilków idą śladami wspomnień tychże potworów, aby powstrzymać ich przed okrucieństwem, do którego są zdolni.

"Śmierci nie obchodzi, któremu bogu służy."

Autor przedstawia znaną nam już historię, w której występuje zarówno zło, jak i dobro. Dzieci demonów są dużym zagrożeniem dla rasy ludzkiej. Jednak czy każdy potwór musi zachowywać się jak potwór? Rachel, której losy poznajemy, jest jednocześnie demonem jak i sentą - potrafi posługiwać się magią. Mimo swojego złego pochodzenia, jej natura wcale nie była taka okrutna. Jak tylko mogła, ukrywała się przed ludźmi, zależało jej także na ich bezpieczeństwie. Innym demonem jest lord Joni, który służy samemu królowi. Zabija, jednak dobrze ukrywa przed mieszkańcami swoje prawdziwe "ja". Kolejnym, ostatnim poszukiwanym, jest Salvatore, o którym w tym tomie jest najmniej. Jest on przedstawiony jako najbardziej niebezpieczny z tej trójki.

"Naprawdę się bał. Zawsze, wszędzie wisiała nad jego głową groźba – groźba krwawiącej rany. A teraz błagał, by ocalić życie."

Na początku książki nie potrafiłam się odnaleźć. Zarówno jeżeli chodzi o temat, jak i treść. Czytałam bez większego zrozumienia, gdyż w bardzo dziwny – jak dla mnie – sposób zostały przedstawione wydarzenia. Nie umiałam ich poukładać. Jednak już nieco później wszystko zaczynało się robić jasne i klarowne. Nie wiem, czy autor chciał wprowadzić pewne zamieszanie, albo czy to w ogóle było zaplanowane? Na szczęście wszystko doszło do normy i lektura zaczęła mnie bardzo mocno wciągać. Styl pisarza – pomimo początkowego chaosu – jest naprawdę dobry i łatwy w odbiorze. Bardzo mnie zaciekawił, przez co wchłaniałam poszczególne historie demonów, poznając ich pochodzenie, życie, oraz wartości jakimi sie kierowały. Jak dla mnie, nie każde zło, było tutaj pokazane właśnie w negatywnym świetle. Muszę przyznać, że w pewien sposób polubiłam bohaterów. Zostali oni przedstawieni w bardzo oryginalny sposób. Także sam autor wykazał się bardzo dużą pomysłowością i kreatywnością przy tworzeniu swojego dzieła. Niby sama tematyka jest już trochę znana i niekoniecznie porządana, pisarz przedstawił swoją historię w nowy, świeży sposób.

"Magią można wygrywać wojny, ale jaki sens miało wygrywanie wojen dla kogoś bez żadnej narodowości?"

"Dzieci Demonów" J. M. McDermott'a, to bardzo ciekawa powieść fantastyczna. Nie mam porównania tak naprawdę z innymi książkami tego typu, gdyż jak już wspominałam wcześniej, bardzo rzadko sięgam po ten gatunek. Muszę jednak tutaj zaznaczyć, że jest to lektura, która zachęci do częstrzego zapoznawania się właśnie z fantastyką. Poprzez swoją lekką formę i płynne wydarzenia ciekawi, wciąga oraz zabiera całą uwage czytelnika. Serdecznie polecam.


*Informacja z okładki książki: "Dzieci Demonów" J. M. McDermott.  

Za książkę dziękuję: 

10 marca 2012

Ludzka miłość - Andreї Makine

Andreї Makine – urodził się w 1957 roku na Syberii, a w 1985 uzyskał doktorat z literatury na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie. W 1987 roku udzielono mu azylu politycznego we Francji. Osiadł w tym kraju i poświęcił się pisarstwu. Jest laureatem prestiżowych nagród literackich. Jego powieści opublikowano w ponad trzydziestu krajach. W Polsce nakładem Czytelnika ukazały się: "Francuski testament", "Zbrodnia Olgi Arbeliny", "Rzeka miłości", "Requiem dla Wschodu" oraz "Muzyka życia".*

Muszę przyznać, że wcześniej słyszałam o Andreї Makine, jednak nie miałam okazji przeczytania żadnego z jego dzieł. Kiedy zostało mi dane spotkanie z "Ludzką miłością" tegoż autora ucieszyłam się i z dużym zaciekawieniem zagłębiłam się w lekturze. Czy mój czas został dobrze zagospodarowany? Przyznam, że tak, ale więcej przeczytacie w dalszej częście tekstu.

"Bóg tak bardzo kocha swe stworzenia, że pozwala im nawet na popełnienie zła. Tak, Bóg daje im nawet tę wolność, tak wielka jest jego miłośc. To dlatego istnieją wojny, głód, zbrodnie..."

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to dość specyficzna narracja. Bohaterem powieści jest Eliasz Almeida, jednak świat opisany nie dokońca jest widziany jego oczami. Osobą mówiącą jest człowiek, który spotkał na swojej życiowej drodze tego Afroamerykanina i opowiada jego historię, która z pewnością nie jest usłana różami. Losy Eliasza nie były łatwe. Kiedy był dzieckiem widział jak jego matka umiera pobita przez Portugalczyków. Stracił najbliższą sobie osobę. Jako nastolatek dołączył do swojego ojca, który walczył o niepodległośc u boku Lumumby. Almeida rozpoczyna drogę, w trakcie której będzie musiał zdefiniować, co tak naprawdę znaczy ludzka miłość.

"Byłem świadkiem narodzin moich własnych zwłok, przyklejonych do mnie jak sobowtór."

Tematyka książki A. Makine nie jest prosta i przyjemna. Autor uzmysława odbiorcom to, iż świat żyje w zakłamaniu. Co jest w życiu ważne? Kolor skóry, miejsce w hierarchii społecznej czy pochodzenie? Mimo tego, iż jesteśmy świadomi, że zło czai się za rogiem, było obecne, jest i będzie, to w tym dziele jest to bardzo dosadnie przedstawione. W latach sześdziesiątych XX wieku w Angolii oraz między innymi w Rosji, gdzie toczy się akcja, główny bohater tak naprawdę daży do odkrycia sensu uczuć międzyludzkich, ich podstaw, a także pobudek. Czy w czasach, w których panuje rewolucyjna gorączka oraz walka o wpływy, można pozostać człowiekiem godnym? Eliasz uważał, że jedynie miłość może spowodować, że ludzie pozostaną sobą, ukażą swoją lepszą naturę, a także dzięki niej wszelkie barbarzyństwo i okrucieństwo targające światem zostanie zniwelowane.

"Zbieg okoliczności jest grą okrutną, gdyż konfrontuje nas z nami samymi, takimi, jacy byliśmy kiedyś, a wtedy stwierdzamy, że tak niewiele z nas zostało."

Czy poglądy bohatera są realne, prawdziwe i czy wejście w życie takiego sposobu bycia jest w ogóle realne? Wydaje mi się, że nie. Ludzie mają dużo celów w życiu, nie zawsze tych dobrych. Walka o niepodległość ukazała Eliaszowi, że miłość tak naprawdę może zostać odebrana jedynie jako pustka, która nic sobą nie prezentuje. Książka A. Makine stawia problem tego uczucia w wielu płaszczyznach. Widzimy miłość między matką a dzieckiem, między dwoma kochankami, których miłość nie jest do końca akceptowana przez środowisko. Właśnie Almeida na swojej drodze poznał Annę, której nie przestał kochać do końca swoich dni. Przeżył z nią bardzo wiele pięknych chwil, jednak czy to miało jakąś przyszłość? W powieści jest wiele fałszu, jaki autor chce nam urzeczywistnić. Jest tutaj zdrada na pozór kochającej żony i matki, małżeństwo bez uczucia, oraz wiele gwałtów, które obrazują okrucieństwo dzisiejszego świata.

"Nie mogą ze sobą rozmawiać, w żadnym wypadku – ani gestem, ani uśmiechem – nie powinni zdradzić swej przeszłości. To, że stoją tak blisko siebie, nie rozpoznając się, jest najlepszym sposobem na udawanie nieznajomych."

Po przeczytaniu "Ludzkiej miłości" czytelnik zadaje sobie tylko jedno pytanie: czym tak naprawdę jest ludzka miłość? Zostaje ono jednak bez odpowiedzi, gdyż uczucia ludzkie nie są mierzalne przez żadną skalę. Nie wiemy czy ktoś kocha mniej, czy bardziej, czy wykorzystuje i manipuluje tę drugą osobę. W życiu należy się kierować emocjami jakie są nam dane. Może właśnie to chciał nam przekazać A. Makine poprzez swoje wstrząsające i zaskakujące treścią dzieło? Czy wśród tych wszystkich stanów, najważniejszym jest właśnie miłość? Lektura nie pozwala na to, aby przejść obok jej tematu obojętnie, zmusza do myślenia i chwili refleksji.



* Informacja z okładki książki Andreї Makine: "Ludzka miłość". 


Za książkę dziękuję: 

Zobacz również:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...