29 lutego 2012

Chciwość jest dobra - Zbigniew Machowski


Zbigniew Machowski – absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarz, redaktor, sekretarz redakcji "Gazety Wyborczej" [1989-2004]. W latach 2005-2007 wspołpracował z "Zeszytami Literackimi". Od 2004r. Zawodowo związany z rynkiem kapitałowym.*

"Przeczytałem za jednym posiedzeniem, nie mogłem sie oderwać. Temat mega aktualny, to duża zaleta książki"Krzysztof Varga.**

Zacznę od okładki, bo wydaje mi się w tym przypadku naprawdę jest warta uwagi. Została bardzo ciekawie przemyślana. Szata graficzna nie jest bardzo rozwinięta, nie ukazuje wielu kolorów, ale swoją minimalną formą trafia w gusta czytelnika. Widać połowę twarzy mężczyzny, który patrzy wprost na odbiorcę, przenika go wzrokiem, hipnotyzuje. Druga część twarzy to ogień, który swoimi promieniami formuje się w zarys nosa, a także w kawałek ust. Jest to bardzo interesujący motyw, który mnie zaskoczył, poniewaz dopiero później zorientowałam się, że płomienie nie są tak bardzo neutralne w tym zestawieniu. Ale wracając do głównego tematu, to przyznam się szczerze, że obawiałam się książki Zbgniewa Machowskiego: "Chciwość jest dobra". Troszeczke przerażał mnie temat, że może jest zbyt poważny jak na mnie, osobe, która woli zwykłe historie obyczajowe, kryminały, albo nawet romanse. Jednak odrzuciłam wszystkie negatywne obawy na bok i zagłębiłam się w lekturze.

Historia zawarta w książce Z. Machowskiego obejmuje swoim zasięgiem kilka państw, ośmieliłabym się stwierdzić, że nawet kilka kontynentów. Rosjanie zostali postawieni w bardzo niekorzystej dla nich sytuacji, gdyż okazało się, że w Polsce istnieją pokłady gazu łupkowego. I od tego czasu, nic już nie dzieje się przypadkiem, nawet śmierć jednego z prezydentów okazuje się tylko i wyłącznie polityczną manipulacją. W powieści czytelnik śledzi walkę hakerów, banków, wywiadów, a także ludzi, którzy przypadkiem zostali we wszystko wplątani. Tutaj nic nie jest pewne, nikomu nie warto zaufać, wszystko staje się wojną.

"Chciwośc jest dobra" zawiera w sobie bardziej lub mniej ciekawe momenty. Jednak wydaje mi się, że autor stworzył naprawdę ciekawe dzieło, które może zachęcić do czytania nawet tych, którzy nie pomyśleliby o takim gatunku dla siebie. Poprzez bardzo ciekawy styl oraz opisy, odbiorca może z łatwością wczuć się w to, co stworzył pisarz. Muszę tutaj niestety zaznaczyć, że bardzo często myliłam bohaterów, gdyż w pewnym momencie dużo osób się przewijało przez poszczególne rozdziały. Zaznaczam jednak, że nie jest to wina samego autora, czy złego sposobu pisania, po prostu tak właśnie toczyła się akcja powieści i nic na to nie można poradzić. Plusem książki jest to, że Z. Machowski nie wprowadza zbędnych epizodów czy postaci, wszystko jest przemyślane i dopracowane od A do Z.

Ciężko jest mi coś napisać o tej powieści bez ujawniania szczegółów. Stwierdzam, że "Chciwość jest dobra", to bardzo wciągająca pozycja, która całkowicie mnie zaskoczyła, a także przez pewien czas zajęła moje myśli. Sami bohaterowie są bardzo różnorodni, jedni są bezwzględni, drudzy bardziej uczuciowi, czy po prostu mniej chciwi, a jeszcze inni są całkowicie niewinni, chociaż ciężko podczas czytania tej lektury mówić o niewinności.

Z całą odpowiedzialnością i z czystym sumieniem polecam "Chciwość jest dobra" Zbigniewa Machowskiego. Świat, który autor przedstawił odbiorcy jest ujmujący i pełen niebezpieczeństwa. Ale tak właśnie wygląda nasza rzeczywistość – nic nie jest pewne, nic także nie dzieje się bez przyczyny, co jest bardzo dobrze ukazane w owej książce. Warto czasami zmienić gatunek, jaki się czyta na codzień i zagłębić się w lekturze, której forma pokazuje brutalność oraz manipulacje polityczne i gospodarcze, które istnieją dookoła nas.

* Informacja z okładki książki: "Chciwośc jest dobra"
** Cytat z okładki książki: "Chciwośc jest dobra"


Za książkę dziękuję: 

Stosik lutowy - numer czternaście.

Witam Was serdecznie ;) 

Och, słoneczko świeci za oknem, aż chce się żyć, zwłaszcza, że wczoraj było bardzo, bardzo zimno i marzłam, mimo, że byłam ubrana na cebulkę. Pogoda bardzo się z nami bawi, ale mam wielką nadzieję, że to, co jest teraz na zewnątrz zostanie z nami... i będzie coraz lepiej. Zatęskniłam właśnie za wakacjami i lekkim letnim strojem. ;)
Dzisiejszy post jednak nie będzie o tym temacie.Mam dla Was stosik, który nazbierałam w ciągu lutego. Nie jest tego dużo, ale zawsze coś. Oczywiście bardzo dziękuję za książki, które Wam za moment pokażę. Oto i one: 


Jak widzę, to słoneczko nawet postanowiło zawitać na tym stosikowym zdjęciu, chętnie je zaprosiłam i uwieczniłam. ;) 

Numer jeden na liście, to książka, którą otrzymałam od Księgarni Matras. Heather Graham - Mordercze grono, wydana przez G+J. 
Szczerze jestem ciekawa co Autorka Bestsellerów New York Timesa przygotowała dla swoich czytelników. Jeszcze, jak dotąd, nie czytałam żadnych powieści tej pisarki, ale jestem nastawiona bardzo pozytywnie i... przede wszystkim otwarcie. ;) 





Jako drugą prezentuję Wam książkę, którą otrzymałam do recenzji od portalu nakanapie.pl. Już jakiś czas ciekawiła mnie książka Andrei Makine - Ludzka miłość, bedąca w ofercie wydawnictwa akcent. Muszę zaznaczyć, że ta powieść ma bardzo interesującą okładkę, czym jeszcze bardziej mnie ciekawi i zachęca do czytania. 





Trzecia i ostatnia na liście jest książka, którą także dostałam do recenzji od portalu nakanapie.pl. Ostatnio mnie spotkało duże szczęście na tym portalu. ;) J. C. McDermott - Dzieci Demonów. Powieść wydawnictwa Prószyński i S-ka zainteresowała mnie przez to, że chcę spróbować nowych tematów, gatunków. Wcześniej na mojej biblioteczce także pojawiały się książki fantastyczne, ale raczej były to paranormalne romanse. Tym razem czeka mnie nieco coś innego, ale mam nadzieję, że mnie zachwyci tak samo jak sam opis zawarty na okładce.;)



Za wszystkie trzy książki otrzymane do recenzji serdecznie dziękuję.

Jak widać, te trzy pozycje są moimi debiutami [jeżeli tak mogę się wyrazić]. Pierwszy raz sięgnę po Fantastykę, a także po kryminał napisany przez Heather Graham. Również Andrei Makine, a raczej jego twórczość zostanie po raz pierwszy przeze mnie przeczytana. Zobaczymy co mnie czeka, mam nadzieję, że wiele dobrego i wiele emocji.

Jeśli chodzi o same recenzje, to myślę, że można się ich spodziewać w przeciągu tygodnia, albo półtora tygodnia. Jeszcze nie wiem jak szybko się wyrobię. ;)

Jeszcze dzisiaj, albo i już jutro opublikuję nową recenzję. Będzie to Chciwość jest dobra - Zbigniewa Machowskiego. Książka już za mną i szczerze jestem zadowolona z lektury. ;)


23 lutego 2012

Gdański depozyt - Piotr Schmandt

Piotr Schmandt – z wykształcenia polonista i teolog. Jego hobby to czytanie i podróże samochodowe. Interesuje się także historią średniowiecza i XX wieku, historią zegarmistrzostwa, piłką nożną oraz polityką. Bibliofil zafascynowany przyrodą, zabytkami, a nade wszystko kuchnią krajów byłej monarchii austro-węgierskiej. Autor książek: „Koncha i perła”, „Pruska zagadka” oraz „Fotografia”. *

Biorę do ręki książkę autorstwa Piotra Schmandta i jestem zachwycona już samą okładka, która bardzo dobrze oddaje to, w jakich czasach jest ulokowana akcja powieści. Kolor sepii sprawia, że jeszcze bardziej czytelnik czuje zapach minionej epoki, jej klimat i atmosferę. Obraz także odpowiednio pasuje do opisu jaki znajduje się na okładce:

Pasjonujący kryminał w kolorze sepii, niekiedy z przewagą czerni.”

Dwudziestolecie międzywojenne, Wolne Miasto Gdańsk. Wszystko zaczyna się, gdy spotyka się trzech poważanych mężczyzn, dyrektor Komisariatu Rządu RP Zygmunt Noskowski, major Karol Szalewski oraz referent Władysław Osowski. Ten ostatni dostał list od nieznajomego, który podpisał się Georg Rook. Razem z tajemniczą wiadomością pojawia się gdański depozyt, który z każdą kolejną informacją staje się coraz bardziej atrakcyjny, mimo tego, że nikt nie wie, co znajduje się w pięciu jakże kuszących skrzyniach. Dyrektor, major oraz referent postanawiają zdobyć owy depozyt, jednak to nie jest dla nich bezpieczne. W akcję zamieszane zostają różne osoby, zarówno te poważane jak i niepozorne, przez co nikt nikogo nie podejrzewa o zdradę. Przed czytelnikiem odkrywane zostają tajemnice skrywane przez Wolne Miasto.

„Gdański depozyt”, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Piotra Schmandta. Autor prezentuje swojemu czytelnikowi zawiłą zagadkę, której rozwiązanie wcale nie jest takie łatwe. Pisarz posługuje się bardzo prostym stylem, przez co jego tekst czyta się szybko i przyjemnie. Słownictwo jest adekwatne do czasów, w jakich toczy się akcja powieści. Mimo tego, że tematyka na pierwszy rzut oka jest dość poważna, wcale wydarzenia nie są przedstawione w sposób trudny czy przytłaczający. Wręcz przeciwnie, książka jest zdumiewająco wciągająca, przejmująca i przede wszystkim nie męcząca formą. Bohaterowie są prostymi ludźmi, nie wydają się być przerysowani, a ich cechy przesadzone swoim przekazem. Jedyne, co mnie denerwowało w całości to, to, że major Karol Szalewski został przedstawiony w taki niepoważny sposób. Może moje zdumienie wynika z tego, że w inny sposób sobie wyobrażam człowieka, który służył w wojsku, wydaje mi się, że powinna to być całkowicie poważna osoba, a tutaj troszkę ten obraz został zachwiany. Jeśli chodzi o treść, to P. Schmandt bardzo ciekawie manipulował czytelnikiem. Poszczególni ludzie byli pokazywani bezimiennie, jako ktoś, kto jest zamieszany w różne mroczne interesy, aby później odbiorca się zdziwił, gdyż nie podejrzewał kogoś o taki czyn. Bardzo mi się spodobał ten zabieg, gdyż dodawał temu kryminałowi tajemniczości i nieprzewidywalności. Chociaż zawsze można było snuć przypuszczenia co do poszczególnych wydarzeń i postaci.

Powiem szczerze, że „Gdański depozyt”, pomimo że się tego nie spodziewałam, całkowicie mnie zafascynował i zachęcił do czytania książek z okresu, który został przedstawiony w książce. Piotr Schmandt stworzył warte uwagi dzieło, zarówno dla tych, którzy lubią wycieczki historyczne, jak i tych, którzy wolą czasy współczesne. Jednak wydaje mi się, że ta powieść zainteresuje przede wszystkim fanów kryminałów i zawiłych zagadek, tajemniczych postaci, których tutaj nie brakuje. Z czystym sumieniem polecam tę książkę.

* Informacja z okładki książki: „Gdański depozyt”.   


Za książkę dziękuję:

19 lutego 2012

Odrobina nieba. A little bit of Heaven (2011/2012)

Tytuł oryginalny: A little bit of heaven;
Tytuł polski: Odrobina nieba;
Gatunek: Romans, dramat, komedia;
Produkcja: USA;
Reżyseria: Nicole Kassell;
Scenariusz: Gren Wells;


Rzadko bywam w kinie. Nie wiem czym jest to spowodowane, czy kosztami, czy po prostu brakiem czasu. Sama nie wiem. Ostatnimi czasy z moim chłopakiem bywamy jedynie na lekkich filmach oraz bajkach, dlatego też nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po filmie: „Odrobinę nieba”, na który zostałam zaproszona z okazji naszej rocznicy. Oczekiwałam romansu z komedią w tle, wielkiej ilości śmiechu i cukierkowego zakończenia. Jednak nic bardziej mylnego.

16 lutego 2012

Rzeka zimna - Magdalena Kawka

Magdalena Kawka – ukończyła socjologię, była kwiaciarką, dziennikarką oraz urzędnikiem. Kilka lat temu postanowiła całkowicie poświęcić się pisaniu. Jest autorką: „Przygód Kosmatka kilkulatka”, „Sztuki latania” oraz „Alicji w krainie konieczności”.

Kiedy zabrałam się za książkę „Rzeka zimna” Magdaleny Kawki, zastanawiałam się, co może mnie czekać podczas czytania. Tytuł nie bardzo mnie przekonywał, nic mi nie mówił, nie zdradzał żadnej tajemnicy. To samo, jeżeli chodzi o okładkę, która spowita jest zamarzniętą szybą, przez którą jedyne co dostrzega czytelnik, to nieznajoma twarz kobiety, która wydaje się nie chcieć mieć z nikim kontaktu. Mimo to, podjęłam wyzwanie, otworzyłam powieść i... zatraciłam się w niej.

Już na początku poznaję Tamarę Rastignac, która mieszka i pracuje w Paryżu. Ma męża Cyryla, bardzo przyjaznych teściów, oraz poukładane życie. Przynajmniej takie sprawia wrażenie. Jednak kilka stron dalej, czytelnik dostrzega, że to poukładane życie, wcale nie jest takie kolorowe. Rzeczywiście Tamara ma dobrą pracę, ale... nie chce się zdecydować na dziecko, którego tak bardzo pragnie jej mąż, przez co, w ich małżeństwie pojawił się mały kryzys. Codzienność głównej bohaterki zmienia się, kiedy dzwoni do niej z Polski Weronika Hajduk, przyjaciółka jej mamy i informuje, że Małgorzata Zawistowska zniknęła, nie odbiera telefonów i nie pojawiła się także na służbowym spotkaniu. Na wieść o tym, trzydziestolatka wraca do Polski, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat swojej matki, znanej pisarki, z którą wcześniej nie miała zbyt dobrego kontaktu.

Powiem szczerze, że na samym początku nie mogłam się wczuć w historię jaką prezentuje swojemu odbiorcy Magdalena Kawka. Pierwsze siedemdziesiąt stron ciągnęło mi się, przez co bałam się, że reszta powieści nie przypadnie mi do gustu. Jednak to było bardzo mylne wrażenie. Kiedy tylko minęłam kłopotliwe strony, nie mogłam się oderwać od tej książki. Wplątałam się razem z bohaterkami w bardzo zawiłe wydarzenia i próbowałam razem z Tamarą i Weroniką odgadnąć, w co wmieszała się ta popularna autorka. Przyznam, że „Rzeka zimna” została napisana łatwym w odbiorze stylem, dzięki czemu nie miałam żadnych trudności z interpretacją opisanych zdarzeń. Dialogi są bardzo realistyczne, przez co nie odczuwało się sztuczności w tym, co stworzyła pisarka. Podobało mi się to, że mimo tego, iż narracja jest trzecioosobowa, prawie wszystkie wątki są napisane z punktu widzenia głównej bohaterki, Tamary. Pozwala to bardziej poznać tę postać i poczuć emocje, jakie w niej się gromadzą. Tylko czasami narracja zmieniała swój bieg, gdyż zostawały pokazywane obce postaci, anonimowe, tajemnicze, przez co autorka stwarzała coraz bardziej nerwową atmosferę.

Kiedy tylko Tamara Rastignac przyjechała do Polski, odnalazła oparcie w Weronice Hajduk. Najpierw trzydziestolatka pojechała do Grzmotów, gdzie od roku mieszka jej mama. Tam nie zastała nikogo. Jednak było coś dziwnego w tym domu. Sprawiał wrażenie, że lokatorka wcale nie wyjechała bez wieści. Zostawiła na biurku laptopa, z którym się nigdy nie rozstawała, komórkę, portfel, ubrania. Wszystko było na swoim miejscu... oprócz samej Małgorzaty Zawistowskiej. Zmartwiona córka od razu zaczęła podejrzewać, że coś złego się wydarzyło, chciała zgłosić zaginięcie mamy. Po namowach nowej znajomej, zdecydowała się wszcząć własne śledztwo, popytać znajomych, sąsiadów. W małym miasteczku każdy znał każdego, wszyscy byli ze sobą w jakiś sposób powiązani. Bohaterki musiały dlatego być ostrożne, zwłaszcza, że po jakimś czasie, zaczęły odkrywać zaskakujące rzeczy, o których wcześniej nawet nie myślały.

Tamara podczas swojego śledztwa poznawała swoją mamę taką, jakiej wcześniej nie znała. Ich stosunki zawsze były skomplikowane, córka miała swojej rodzicielce za złe to, że poświęcała jej tak mało czasu, że liczyło się tylko pisanie, a nie ona. Ale, kiedy tylko dowiedziała się o zaginięciu Małgorzaty, zaczęła żałować, że ich kontakt był taki zdawkowy. Kiedy poszukiwała pisarki czuła, że jest to dla niej obca osoba. Nie wiedziała, że ta ma kota, pomaga biednym i angażuje się w rzeczy dotyczące małego miasteczka, w którym mieszkała. Przez to jednak, że tak bardzo ingerowała w to, co się dzieje, zdobyła wrogów, którzy nie życzyli jej zbyt dobrze.

M. Kawka
Książka, tak jak wcześniej wspomniałam, nie przekonywała mnie do siebie. Tytuł nic mi nie mówił i szczerze powiedziawszy, przez całą powieść próbowałam go rozszyfrować. Jednak to takie proste nie było. Historia o zaginionej autorce trzyma w napięciu, momentami stresuje czytelnika, ponieważ ten nie wie, kto z tubylców jest godzien zaufania. „Rzeka zimna” nie skupia się tylko na samym zaginięciu Małgorzaty Zawistowskiej. Gromadzi w sobie takie problemy jak miłość, wierność oraz więź międzyludzka. Główna bohaterka przechodzi bardzo poważny kryzys w swoim życiu. Przez to, że nie chce mieć dziecka [a przynajmniej nie w tym momencie], jej małżeństwo się kruszy, przestaje być trwałe. Wierność zaburza Norbert, który chce się spotykać z Tamarą podczas jej pobytu w Grzmotach. Kobieta jest w rozsypce, czemu nie pomaga sprawa związana z mamą i coraz trudniejszymi i cięższymi informacjami, które zdobywa na temat rodzicielki oraz samych mieszkańców miasta. Bohaterka w całej tej sytuacji dostaje wsparcie od Weroniki, której może się zwierzyć, i która próbuje wszystko zrozumieć, dzięki czemu między nimi wytwarza się silna więź. Magdalena Kawka wykazała się bardzo dużą wyobraźnią w kreowaniu bohaterów oraz wszystkich zamieszczonych w książce wydarzeń. Zaskakiwała mnie co krok, chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, dlaczego znana pisarka zaginęła, w co się wmieszała i kto za tym wszystkim stoi.

„Rzeka zimna” Magdaleny Kawki to powieść, która przypadnie do gustu każdemu, kto tylko lubi zagadki i zniknięcia w tajemniczych okolicznościach. Ja osobiście pozwoliłam autorce na porwanie siebie w całkiem inną rzeczywistość, w której żyłam razem z bohaterkami w opuszczonym domu i rozwiązywałam tę skomplikowaną zagadkę. Książkę polecam serdecznie.  


Za książkę dziękuję: 

09 lutego 2012

Fatum - Piotr Rowicki


Piotr Rowicki z wykształcenia jest historykiem, a z zamiłowania prozaikiem, dramatopisarzem, autorem kryminałów, powieści i książek dla dzieci. Opublikował m.in. Mały poczet królów Polski dla dzieci, Przygody Hektora, Mężczyzna i Bestia. *

Zbrodnia oraz wielka niepewność, to elementy, które towarzyszą książce pt.: „Fatum” P. Rowickiego. Dużo dobrej zabawy, chwile niepewności i targające nerwy, to natomiast to, co towarzyszyło mi podczas czytania tego zbioru opowiadań. Akcja historii dzieje się w Gdańsku, kilkaset lat wcześniej. Jako osoba, która nie bardzo zachwyca się powieściami z czasów odległych, bałam się tego, co może mnie czekać w trakcie czytania tejże lektury. Muszę jednak przyznać, że warto było zaryzykować, gdyż umiliła mi ona czas.

Nigdy tak naprawdę nie byłam fanką opowiadań. Wolę powieści kryminalne, w które mogę się wczuć i przede wszystkim, które nie kończą się góra po czterdziestu czy pięćdziesięciu stronach. Lubię przeżywać akcję, denerwować się razem z bohaterami i przez długą ilość stronic, zastanawiać się, kto popełnił ten straszny czyn. Moja postawa jednak nie sugeruje tego, żeby ten zbiór kryminałów był niewart uwagi. Muszę tutaj stwierdzić, że moje zdanie się nieco zmieniło, ponieważ całość książki mnie urzekła. Wszystkie opowiadania były ze sobą w jakiś szczególny sposób powiązane, wciągały mnie swoją formą i treścią. Także należy zaznaczyć, że autor zaskoczył mnie różnorodnością. Mimo tego, że wszystkie historie toczyły się w Gdańsku, każda z nich była przedstawiona inaczej, poruszała mroczne tajemnice z całkiem różnych perspektyw, uderzały w różne punkty odniesienia. A to, bardzo mi przypadło do gustu.

P. Rowicki posługuje się bardzo ciekawym językiem. Potrafi zaciekawić swojego czytelnika tym, że dostosowuje styl pisania, do lat, w których toczy się akcja danej opowieści. Na pewno autorowi nie można odmówić także pomysłowości. Jak dotąd, wydawało mi się, że kryminały, tak samo jak i romanse, aż tak bardzo nie są w stanie już zaskakiwać. Jednak w tym wypadku pisarz wykazał się rozwiniętą weną twórczą, przez co żadna historia nie jest taka sama.

Z pewnością każdy mógłby znaleźć w całym zbiorze: „Fatum” odpowiednie opowiadanie dla siebie. Ja także wyłoniłam wśród nich swoje perełki, które najbardziej zwróciły moją uwagę. Spodobało mi się to, że P. Rowicki zaprezentował swoim czytelnikom całkiem nową historię Czerwonego Kapturka. Muszę dodać, że jest to wersja dla dorosłych, której dzieci nie mogłyby usłyszeć w żadnym wypadku. Otóż, w tej opowieści wcale nie ma bezbronnej, niewinnej dziewczynki, która idzie przez las, aby zanieść swojej schorowanej babci koszyk z jedzeniem. Jest natomiast bardzo niebezpieczna dziewczyna działająca ze swoją babcią w bardzo tajnej misji, którą same zresztą sobie narzuciły. Niestety, szczegółów nie chciałabym nikomu zdradzać, ale przyznam szczerze, że zaskoczyło mnie to, co wymyślił autor i jak bardzo zepsuł moje wcześniejsze postrzeganie Czerwonego Kapturka.

Myślę, że „Fatum” P. Rowickiego jest odpowiednią lekturą na zimowe wieczory. Jest to przyjemna lektura, którą czyta się w mgnieniu oka. Każde poszczególne opowiadanie zachwyca i zaskakuje, przez co można przeżywać z bohaterami wydarzenia, które toczą się w tych historiach. Serdecznie polecam, gdyż mi przypadła do gustu ta książka i miło spędziłam z nią czas.


*informacja z okładki książki: „Fatum”.

Za książkę dziękuję:

01 lutego 2012

Stosik styczniowo - lutowy - numer trzynaście.

Witam. 

Tak, z moim obiecywaniem jest tak, jak widać właśnie. Niestety, mam nawał pracy, więc zapomniałam nawet o cyklu stosikowym. Na szczęście przypomniałam sobie o nim dzisiaj, więc dla zasady umieszczam ten post. ;) 

Tym razem numer stosiku, to 13. Czy ta liczba jest pechowa? Sama nie wiem. Jedno jest pewne, dzisiaj nie przedstawię Wam żadnej "normalnej" książki, gdyż żadnej nowej nie nabyłam w żaden sposób. Wciąż czekam na książkę od portalu nakanapie.pl, którą dostanę do recenzji. Prawdopodobnie pojawi się ona w lutowym stosiku. W sumie dobrze, gdyż mój styczeń, to jedna wielka sesja i jak widać, nie miałam czasu na czytanie czegokolwiek, nad czym szczerze powiedziawszy ubolewam. Obiecywałam już dawno nową recenzję. Będzie. Z pewnością w przyszłym tygodniu, bo w poniedziałek mam jak na razie ostatni egzamin. Następny [niestety poprawkowy] będzie 22 lutego, przynajmniej mam czas, zarówno na odpoczynek, miłą lekturę, a później na zapoznanie się bardzo dobrze z atlasem, gdyż świat muszę mieć w jednym paluszku. 
W takim razie, co Wam dzisiaj pokażę, skoro nie mam żadnej nowej zdobyczy? Stosik nosi tytuł: "Sesja - kilka notatek". Nie ma nad czym płakać, jedne materiały są ciekawsze, drugie męczą, a trzecie nie wchodzą kompletnie do głowy. Ale uczyć się trzeba, bo to na dobre wychodzi. ;) 




Oczywiście, mojej nieobecności nie chcę zwalać jedynie na sesję. Bo czemu byłaby ona winna? Jednak faktycznie, jeżeli się nie uczę, to śpię, w związku z czym, nie mam nawet ochoty na czytanie książek. 
W pewnym sensie, właśnie spełniam swoje postanowienie na Nowy 2012 Rok. Jeżeli pamiętacie, to pisałam, że zamierzam w tym roku zdobyć mniejszą ilość książek, gdyż chciałabym się skupić na tych pozycjach, które już posiadam i czekają na mnie w biblioteczce. ;) 
W tym momencie się z Wami żegnam i życzę powodzenia. ;) Wrócę do Was niebawem.