Przejdź do głównej zawartości

Kącik tematyczny, part IV

W ogóle nie czuję tego, że dzisiaj jest środa. Wydaje mi się, że jest niedziela. W sumie dla mnie bez różnicy, skoro i tak nadal mam wakacje, a rok akademicki zaczynam w październiku. ;) Powiedzmy... Teraz jestem w takim momencie, że chciałabym przeczytać wszystko naraz. Dosłownie. Przez to rozpoczęłam kilka książek, co nie jest u mnie częstym widokiem. Jutro natomiast przybędę do Was z nową recenzją, będę omawiać Życie bez Lata, powieść, która w pewien sposób mnie wyczerpała. Ale nie będzie tak źle jak się wydaje.

Wszystkim chyba jest znane powiedzenie, że nie ocenia się książki po okładce. Ale... ile jest w tym prawdy? Dzisiejszy wpis, tak samo jak ten sprzed tygodnia, będzie całkowicie subiektywny. Umieszczę tutaj trochę mojego zdania, na temat mniej ważny. 

Nieraz siebie nakryłam na tym, że właśnie poprzez okładkę mam większą ochotę na daną powieść, Czasem nie interesuje mnie opis, tytuł, gatunek, tylko właśnie obrazek. Z jednej strony lubię prostotę, z drugiej subtelność, a jeszcze z trzeciej wolę wyrazistość i przekaz. Jest wiele książek, które przemówiły do mnie dzięki grafikom, zdjęciom i tym czymś, chociaż nie wiem co to jest dokładnie. 

Jeżeli wydanie książki nie przepadnie mi do gustu, wielkim prawdopodobieństwem jest także i to, że czytanie lektury nie będzie dla mnie przyjemne. Sama treść może mi się spodobać, okładka nie mówi o wszystkim,  oczywiście. Lubię podziwiać okładkę, mieć radość, że trzymam w ręku jakąś perełkę. Jednak nie jest tak, że jeżeli grafika jest zdumiewająca, to sama książka i fabuła i wszystko od razu mnie zachwyci. Jestem po prostu wzrokowcem i coś wizualnie musi mi się podobać, aby sprawiać mi radość.

To, co mnie odrzuca, to okładki filmowe. Nic tak nie niszczy lektury, jak bohaterowie z wersji kinowej danej powieści. Niby okładka nie ma znaczenia, tylko treść, ale jednak... Nie wiem jak Wy na to patrzycie, ale mam w takich wypadkach bardzo negatywne odczucia. Jedynie przy okazji książki Pamiętnik, mogę spokojnie patrzeć, ponieważ ukazuje ona jedną z moich ulubionych scen z filmu. Naprawdę. Ale jeżeli mam tylko możliwość zdobycia powieści bez naruszenia jej intymności i w dziewiczym stanie, wybieram właśnie tę. 

Dzisiejszy wpis jest dość specyficzny. Przypomina bardziej takie sobie gadanie, niż rozwinięcie konkretnego tematu. Ale właśnie chyba o to chodziło, żebym napisała kilka słów na temat swoich preferencji czytelniczych, aby poznać także i te Wasze. ;) 




Komentarze

  1. "To, co mnie odrzuca, to okładki filmowe." - no to witaj w klubie ;) Chyba najbardziej zirytowały mnie okładki "Gry o tron" i "Starcia królów" w filmowej edycji, w sumie ilustracje są nawet całkiem fajne, ale ogromy napis "SERIAL JUŻ W HBO" jest po prostu tragiczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Najgorsza jest wiadomość na okładce, że na podstawie tej książki powstał film/serial i jeszcze HBO czy coś innego. Irytujące. ;)

      Usuń
  2. Pamiętnik rzeczywiście ma śliczną okładkę ! Chociaż to nie jest moja ulubiona scena z filmu .. najlepsza jest jak ona do niego wraca i on tak na nią spogląda z balkonu opatulony w koc, a ona wzrusza ramionami przy samochodzie ! :)

    Co do okładek to masz 100 % rację .. ja też zawsze zwracam uwagę najpierw na nią .. z przyzwyczajenia chyba ..bo okładka ma nas zachęcić i jak obojętnie przejść obok delikatnej, innej okładki ?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wiele scen w tym filmie, które lubię, ale właśnie ta najwięcej emocji we mnie wzbudziła. ;)
      Tak, masz racje, okładki mają zachęcić. Ale czasami właśnie takie delikatne są lepsze niż rzucające się w oczy. ;)

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się ten cykl.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja często jak mam do wyboru okładkę książki, a były różne wydania, to skupiam na tym swoją uwagę. Najbardziej lubię takie stare wydania, kieruję się zasadom im starsze tym lepsze, chociaż wiem, że czasem to powoduje trudności w czytaniu (staroświecki język). Okładki filmowe? Zależy, czasem tak, czasem nie, zależy od filmu, obsady i czy mi się podobał. Forma jest ważna, bo czasem, to ona decyduje o tym, czy zwrócimy uwagę na daną pozycje. Tysiące książek, trudno przeczytać streszczenia każdej i w ten sposób wybrać. Czasem po prostu szata graficzna przykuje nasz wzrok i boom. Mamy książkę. Ważne też, według mnie są tytuły. Jeżeli są intrygujące, ciekawe, śmieszne, to zawsze jest to coś, co je wyróżnia. A chyba o to chodzi, żeby książka już z daleka do nas wołała "przeczytaj mnie!". Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W starszych wydaniach książek odrzuca mnie język, dlatego wole nowsze - czasami maja właśnie lepsze okładki. A czasami nie...
      A tytuły tez są ważne, masz rację. ;)Muszą współgrać z okładką.

      Usuń
  5. również nie lubię, kiedy na okładkach książek występują aktorzy z filmów/seriali... tak jak to jest np z serią "Pamiętniki wampirów"... pierwsze tomy mam normalne a potem już jedynie z podobiznami osób grających w serialu, który ma nie wiele wspólnego na dobrą sprawę z książką

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętniki u mnie stoja na półce - mam okładki serialowe, niestety. Jeszcze nie czytałam [od roku] ale wiele słyszałam. Moim zdaniem nie powinno być okładek serialowych własnie z tego powodu, że książka i serial łączą się jedynie tytułem i bohaterami, niekoniecznie fabułą. Ale szczerze powiedziawszy... oryginalne okładki nie podobają mi się za bardzo...

      Usuń
  6. Ja też często sugeruję się okładką, chociaż kilka razy byłam miło zaskoczona, kiedy zupełnie nijaka oprawa skrywała naprawdę świetną treść. Zgadzam się w 100% w stosunku do okładek filmowych - moim zdaniem, nie pozostawiają one czytelnikowi pola popisu dla wyobraźni, dlatego staram się ich unikać.
    Muszę jednak przyznać, że okładki mają dla mnie znaczenie zwłaszcza, jeśli kupuję książki z myślą o zatrzymaniu ich na dłużej - uwielbiam patrzeć na serie, czy to wydawnicze, czy zwyczajnie kolejne "odcinki" danej historii, czyli ciągi jednakowych tomów na półce. Taki mój mały bzik. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka nie mówi za wiele, przecież właśnie można sie pozytywnie albo negatywnie zaskoczyć. Okładka to tylko oprawa, mały dodatek, a najważniejsza jest treść. Lubię jak wszystkie okładki serii książkowej są takie same, bo wtedy lepiej się to prezentuje na półce, współgra ze sobą. ;)

      Usuń
  7. Cóż, szczerze, to zwracam uwagę na okładkę, ale to dopiero jak się zdecyduję na jakąś książkę. Podobają mi się najbardziej te, które mają zdjęcia ludzi, a na tych zdjęciach widać jakieś emocje. Chociaż czasem inne, takie jak przy "kato- tata"... są bardzo sugestywne.
    Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się takie podobają, jak są emocje, coś można wyczytać z niej. ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

NIEWIARYGODNE (2019) | SERIAL NETFLIX

Zwykły, leniwy sobotni wieczór. Dziecko zasnęło, a rodzice siadają do kolacji. W planach miałam czytanie, ale postanowiliśmy do posiłku coś włączyć. Netflix. Padło na miniserial, który mieliśmy od jakiegoś czasu na liście. Na Niewiarygodne.

Pierwszy odcinek nas zmroził, i to dosłownie. Nie drgnęliśmy przez cały jego czas trwania, a po moich policzkach płynęły łzy. Tych emocji nie da się opisać. Już wiedziałam, że nici z czytania. Serial nas pochłonął i nie mogliśmy już skupić się na niczym innym. Dwa wieczory i osiem prawie godzinnych odcinków. Nieźle, bo nie mieliśmy maratonu serialowego od niemal roku. 

Niewiarygodne to historia dziewczyny, która została zgwałcona. To historia dziewczyny, która pod presją organów ścigania, odwołała swoje zeznania, tym samym tracąc swoją autentyczność, ale nie tylko. Straciła też swoje życie. Marie Adler, główna bohaterka, pomimo swojego młodego wieku ma na koncie wiele ciężkich przeżyć. Czy, paradoksalnie, to właśnie jej przeszłość zaowocowała tym,…

WILCZERKA | KATHERINE RUNDELL

Za mną już trzy książki Katherine Rundell: Dachołazy, które skradły moje serce, Odkrywca, który był całkiem okej. Dzisiejszą gwiazdą jest natomiast Wilczerka, która podobała mi się zdecydowanie najbardziej.
Śledząc wydarzenia w książce, zastanawiałam się, jakiej grupie wiekowej jest ona dedykowana. Nie brakuje w niej przemocy, brutalności a nawet rozlewu krwi. I dopiero kiedy przybliżyłam mężowi fabułę, uznał, iż jest to typowa baśń, którą mogą czytać i starsi i młodsi. I chyba to jest racja.
Główna bohaterka, dwunastoletnia Fieo, może pochwalić się ogromną odwagą. Razem z mamą mieszkają w chacie pośrodku lasu, a ich zajęciem jest opieka nad porzuconymi przez arystokrację, wcześniej nieznającymi dziczy, wilkami. Marina i Fieodora są wilczerkami, co niekoniecznie podoba się carowi. W następstwie tego, matka dziewczynki zostaje aresztowana, a dodatkowo, szalony generał Rakow, fan ognia, pali ich dom, a Fieo zostaje z niczym. Dwunastolatka postanawia zatem odbić rodzicielkę i zemścić się…

TRYLOGIA: DOMNIEMANIE NIEWINNOŚCI | WHITNEY G.

Nie wierzę, że mam za sobą romans, a na dodatek trylogię. Nie wierzę, że to jest taki... pikantny romans ociekający seksem. Czasami potrafię samą siebie zaskoczyć, bo potrzebowałam czegoś lekkiego, żeby na chwilę całkowicie się rozluźnić. I tego typu książki mają to do siebie, że wciągają, że nie pozwalają się odłożyć, bo przyciągają do siebie czytelniczkę i zmuszają do lektury. I sama dałam się złapać w pułapkę, do której świadomie się zbliżyłam. Dzisiaj krótko napiszę o całej trylogii Domniemanie niewinności Whitney G., w której skład wchodzą tytuły: Oskarżyciel, Niewinna, Prawo miłości. Jest to seria z prawniczym twistem, a każdy rozdział rozpoczyna się jednym słówkiem z dziedziny prawa i wyjaśnieniem go – przyjemne z pożytecznym – nauką. Nie będę omawiała każdej z książek z osobna, bo są one w specyficzny sposób napisane, a dodatkowo, szkoda by mi było za bardzo zdradzać fabułę drugiego i trzeciego tomu. 
Andrew jest prawnikiem, oczywiście bardzo dobrym. Ma za sobą trudne przejścia…