30 czerwca 2012

Stosik czerwcowy - numer osiemnaście

Witajcie ;)


Dzisiaj pierwszy raz w tym roku prezentuje Wam stosik, który ma w swoim zbiorze więcej niż cztery książki. ;) Cieszy mnie, że tyle ciekawych pozycji trafiło do mojej biblioteczki. Jednak jednocześnie martwi mnie fakt, iż nie mam już miejsca, aby je gdzieś przechować. Koniecznie potrzebuję nowej półki. A nawet dwóch.

Już na wstępie chciałam się z Wami także podzielić dziwną informacją. Zaskoczyło mnie hasło, jakie się wpisuje, aby znaleźć mój blog. ;)  Mianowicie jest to:

gest jak ktos pokazuje ze ktos wypil
tulsa droga i 40-most na rzece arkansas

Z tego co pamiętam, nie miałam nigdy takich tematów. Ale przecież mogę się mylić. ;)


A tymczasem powróćmy do meritum, czyli do tego, o czym ma być dzisiejszy post. Stos prezentuje się następująco:



Jak widać, ten oto stosik, to tylko część tego, czego się uczyłam. Ale szczerze powiedziawszy, najbardziej we znaki dały nam trzy wykłady, które mieliśmy z jednym profesorem. Dodatkowo były one ustne, więc stres był jeszcze większy. W sesji także uzależniłam się od Energy Drinków, które pijałam codziennie. 






Ten stosik jest typowo recenzyjny. W dalszym ciągu trzymam się postanowienia o niekupowaniu książek. Chociaż jest to trudne, bo wiele powieści zwraca moją uwagę, ale wiem też, że nie mam czasu, żeby wszystko móc przeczytać wtedy, kiedy bym chciała. No niestety. 


Od Font. Polskiej Księgarni: 

Andrzej Pilipiuk - Wampir z M-3  
Jest to książka, na którą polowałam już od dłuższego czasu i wreszcie jest mi dane ja przeczytać. W lipcu ja zrecenzuję. 

Jack Ketchum - Dziewczyna z sąsiedztwa  
Już moją opinie na jej temat mogliście poznać. 

Od Autora: 

Spotkała mnie wielka niespodzianka w czerwcu. Mianowicie napisał do mnie Dariusz Rekosz, autor Siostrzyczki, którą recenzowałam w ubiegłe wakacje. Zaproponował on przesłanie książki do recenzji, na co z chęcią przystałam. Zamach na muzeum Hansa Klossa cieszy moje oczy dzięki autografowi. Aktualnie właśnie tę lekturę czytam i jej recenzja pojawi się na blogu niebawem. 


Od Wydawnictwa Replika: 

Ramsey Campbell - Zły wpływ 
Jak dotąd nie czytałam żadnej książki tego autora. Mam nadzieję, że będę się bała ;) Może ktoś już czytał tę powieść, albo jakąś inną?

Edward Lee - Ludzie z bagien  
Na pewno do zdecydowania się na zrecenzowanie tej książki przyczyniło się to, że Sukkub bardzo mi się spodobał, a dodatkowo już kilka opinii na jej temat czytałam. I już nie mogę się doczekać tego, co mnie czeka.  

Od Matras Księgarnie: 

Jan Costin Wagner - Zima Lwów  
Kolejna książka o losach detektywa Kimmo Joenty [nie wiem jak mam odmienić jego imię i nazwisko]. Milczenie wspominam bardzo dobrze, dlatego jestem pełna ciekawości, jakie wrażenia da mi ta. 

Od Grupy Publicat

Robert Graves - Ja, Klaudiusz; Klaudiusz i Messalina 
Następne moje wyzwanie historyczne, których ostatnio naprawdę zadaję sobie wiele. ;) 


I w tym miejscu kolejny raz dziękuję za udostępnienie egzemplarzy do konkursu na blogu. Recenzję opublikowałam już, więc zapraszam do zapoznania się z nią. ;) 


Juraj Červenák - Czarnoksiężnik. Władca wilków
Jest to pierwsza część serii. Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu. Tego autora jeszcze nie miałam okazji czytać, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. ;)


Pierwsza część trylogii. Jestem bardzo ciekawa tego, co autor zaplanował dla swojej powieści. Recenzja jest już na blogu. 

Cecilia Randall - Hyperversum
Wiele opinii już czytałam na jej temat, dlatego zdecydowałam się na tę powieść. ;) 


I to tyle ode mnie dzisiaj. Aktualnie umieram, bo spaliło mnie słońce i nie mogę się ruszać. Ma-sa-kra. Życzę wszystkim miłego dnia i udanej lektury. ;)








Carska Roszada - Melchior Medard



Melchior Mateusz Medard – syn Marty, pojawił się na świecie w 1964 roku, w Saint-Vincent-la-Commanderie. Po powrocie pod ojczystą, czerwono-białą strzechę, zdobył w swoim czasie laury akademickie. Mimo to otworzył "francuską" knajpę, a brak problemów spowodował, iż zechciał parać się literaturą. *

Niedawno właśnie Carską Roszadę mieliście okazję wygrać na moim blogu, a dzisiaj prezentuję Wam swoją opinię na jej temat. Przyznam szczerze, że kiedy przeczytałam nazwisko autora, nie przypuszczałam, że jest to Polak, a akcja powieści będzie miała miejsce w naszej ojczyźnie. Jak widać, łatwo można się zaskoczyć.

Na pewno, pierwsze co rzuca się w oczy, to okładka. W przypadku tej książki, jest ona bardzo klimatyczna i zwracająca uwagę. Z pewnością jest to zaleta i wiele osób sięgnie po tę lekturę właśnie ze względu na nią. Ślady krwi wyraźnie odznaczające się od spokojnej infrastruktury oraz ciemna sylwetka mężczyzny idącego ulicą dają wielkie możliwości do przetestowania swojej wyobraźni.

 „Polityka ma zawsze brudne ręce, lecz nie powinny one być okrwawione. Polityk może być przestępcą, jednak nie wolno mu zostać zbrodniarzem.”


Akcja powieści toczy się pod koniec XIX wieku, głównie w Warszawie. Moskwianin, Estar Pawłowicz Van Houten zostaje wysłany do stolicy Księstwa, aby złapać przestępcę, który w okrutny sposób zabija niewinne kobiety. Ich ciała są znajdowane w strasznym, makabrycznym stanie. Po pierwsze, przed śmiercią prawdopodobnie były gwałcone, ich wnętrzności były rozpruwane, a twarz palona przez kwasy. Tropów jest wiele, a sam urzędnik do zadań specjalnych jest co chwile prowadzony na fałszywe poszlaki. Tak naprawdę tutaj każdy może być wmieszany w zbrodnie, a sam Van Houten może liczyć tylko na siebie. Także w międzyczasie na głównego bohatera czyha wiele pułapek i wielkie niebezpieczeństwo.

Podczas czytania miałam wielki mętlik w głowie. Było to spowodowane oczywiście tym, że nie umiałam zapamiętać ogromu nazwisk i stanowisk postaci. Przez co także musiałam się niejednokrotnie wracać i przypominać, kto kim był. Niestety w niektóre wydarzenia nie umiałam się wczuć, może właśnie dlatego, że w tej książce jest wiele postaci, a może XIX wiek nie jest moim ulubionym w powieściach. Na pewno doszłam do wniosku, że wolę jednak kryminały, których akcja toczy się w czasach współczesnych. Po prostu lepiej mi się takie czyta. I tutaj nie mam żadnych zarzutów do autora, ponieważ Carska Roszada jest interesującą powieścią, gdzie dzieje się naprawdę wiele. Niektóre wątki mi się dłużyły, drugie trochę nudziły. Jest to jednak związane z moją wybrednością i oczekiwaniem większej akcji i napięcia, którego mi po prostu brakowało.


Zaletą powieści z pewnością jest narracja. Jest ona trzecioosobowa, ale większość wydarzeń jest opisywana w oparciu o głównego bohatera. Czasami sposób pisania autora wydawał mi się nieco ironiczny i zdystansowany, co także przypadło mi do gustu. Może to tylko moje wrażenie, a może specyficzny styl pisarza? Na pewno Melchior Medard wiele poświęcił temu, aby język tej historii był jak najbardziej rzeczywisty i oddany epoce. Powiem szczerze, że książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i wciągnęła mnie. Byłam bardzo ciekawa tego, kto stoi za tymi zbrodniami i w jaki sposób bystry umysł urzędnika do zadań specjalnych rozpozna sprawcę. Kolejnym plusem jest sam główny bohater. Spodziewałam się pysznego pana z nadwagą, który pozjadał wszystkie rozumy, a tutaj bardzo miła niespodzianka mnie spotkała. Estar Pawłowicz, to przystojny mężczyzna w średnim wieku, wysportowany i dbający o siebie. Dodatkowo jest on niesamowicie inteligentny i kulturalny. Jeszcze jedną, ogromną zaletą są cytaty przy kolejnych rozdziałach. Są to teksty znanych bardziej lub mniej osób, albo fragmenty wierszy. Zawsze lubiłam taką formę zaznaczania rozdziału [nie wiem jak to nazwać tak naprawdę]. Sprawą oscylującą na plus jest z pewnością opis morderstw. Jest on jak najbardziej minimalny i nie przesadzony. Odbiorca otrzymuje potrzebny mu zarys zmasakrowanego ciała, ale nie odczuwa żadnego zniesmaczenia. Wszystko skupia się na samych poszlakach i poszukiwaniu przestępców.

 „Zawiść to najczęstsza z epidemicznych chorób wśród nieudaczników, karierowiczów, trutniów i złodziei”


Reasumując wszystkie za i przeciw, mimo wszystko, więcej jest tych pozytywów. Każdy minus jest związany tylko i wyłącznie z moim gustem czytelniczym i wybrednością. Melchior Medard napisał naprawdę godną uwagi książkę, która umili niejednemu czytelnikowi czas. Carska Roszada z pewnością jest powieścią dla fanów historii, kryminałów i sensacji. Z mojej strony, mogę Wam polecić tę lekturę.



* Informacja o autorze z okładki książki Carska Roszada Melchiora Medarda







Za książkę dziękuję: 


28 czerwca 2012

Dziewczyna z sąsiedztwa - Jack Ketchum


Horror zawsze kojarzył mi się z duchami, ze zjawiskami paranormalnymi, które nawiedzają niewinnych ludzi, albo tych całkiem winnych, którzy muszą odkupić swoje winy. Jack Ketchum po raz kolejny udowodnił swoim czytelnikom, że są w ogromnym błędzie. To ludzie są potworami krzywdzącymi siebie nawzajem i to ich powinniśmy się bać przede wszystkim.

Zamiast się uczyć, spędziłam sobotę w towarzystwie Dziewczyny z sąsiedztwa. Ten czas absolutnie nie był stracony, wręcz przeciwnie, nie mogłam się oderwać od tej wstrząsającej lektury. Czułam się przywiązana do łóżka i zmuszona do czytania kolejnych rozdziałów.

Akcja powieści została umieszczona w latach 50. XX wieku. Głównym bohaterem jest czternastoletni David, którego oczami obserwujemy całą historię. Na początku poznaje starszą od siebie o dwa lata Meg i od razu ją polubił. Dowiaduje się, że zamieszkała ona wraz ze swoją młodszą siostrą, Susan, u ciotki Ruth. Chandlerowie, u których te dwie dziewczyny trafiły po śmierci swoich rodziców, to rodzina, z którą chłopak spędza bardzo dużo swojego czasu. Ruth wraz ze swoimi trzema synami, na pozór są sympatyczni, wiodą niczym nie wyróżniające się życie na przedmieściach. Jednak David, poznaje ich prawdziwe oblicze całkiem przypadkiem. Nie może uwierzyć w okrucieństwo, jakim darzą swoje dwie podopieczne, a zwłaszcza starszą, Meg. Nastolatka nie ma chwili wytchnienia, ciotka ją kontroluje, zabrania jeść, bo twierdzi, że ta jest gruba, karze za drobiazgi, nawet za rzeczy, które popełnili jej synowie. Jeżeli szesnastolatka myślała, że to najgorsze, co mogło ją spotkać, myliła się. Prawdziwy horror ją dopiero czeka, w odosobnionym pomieszczeniu, w którym została więziona.

Byliśmy „tylko dziećmi”. Byliśmy własnością. Należeliśmy do naszych rodziców ciałem i duszą. To oznaczało, że czekała nas zagłada w obliczu każdego prawdziwego niebezpieczeństwa ze strony świata dorosłych, a także oznaczało to bezradność, upokorzenie i złość.”

Książka jest przepełniona nienawiścią oraz bólem. Czytając, ma się wrażenie, jakby nic, co dobre, nie mogło się wydarzyć żadnemu z bohaterów. Autor ukazuje czytelnikowi problem przemocy i bierności drugiego człowieka, nawet jeżeli miałby to być młody chłopiec. W kolejnych rozdziałach przekraczane są granice, pokazywane jest jak można zniszczyć osobę psychicznie, a przede wszystkim fizycznie, ot tak, dla zwykłej zabawy i satysfakcji obserwatorów. Otoczenie występujące w tej powieści wydaje się mieć problemy. Odbiorca trafia w dziwny świat, na ulicę, gdzie nikt nie wiedzie "normalnego" życia. Nie umiałam zrozumieć zachowania i rozumowania poszczególnych postaci, dlaczego zgadzają się na takie postępowania, czemu nie reagują? Moim wnioskiem jest tylko to, że ludzie to bestie, które żywią się bólem i porażkami innych. To bardzo pesymistyczna wizja świata, jednak właśnie do takiego myślenia zmusza nas pisarz.

Moje drugie spotkanie z twórczością Jacka Ketchum'a uznaję za całkowicie udane i jestem szczerze zafascynowana sposobem, w jaki autor oddziałuje na emocje czytelnika. Każda strona Dziewczyny z sąsiedztwa szokuje, przeraża i mrozi krew w żyłach. Zapoznawania się z tą lekturą powodowało u mnie ogromny mętlik w głowie, ponieważ z jednej strony ogarniało mnie zdziwienie odnośnie tak okrutnych scen i sposobów traktowania niewinnej dziewczyny. Z drugiej byłam wściekła na młodego Davida. Denerwował mnie, ponieważ był słaby i tchórzliwy. Dokładał się do krzywd stosowanych na biednej Meg.

Absolutnie szokująca... Nie jest jedynie obietnicą przerażenia, ale naprawdę w nie wprawia.”
Stephen King

Podczas czytania tej książki czułam, że boli mnie całe ciało. A to wszystko za sprawą bardzo realnych opisów, które paraliżowały. Jestem w szoku, że jedna osoba mogła tak długo wytrzymać w bólu i cierpieniu. Wszystko w tej historii wydawało się być potrzebne, nie pamiętam czegoś, co mogłoby zostać uznane za zbędne, za nudzące czy męczące. Jack Ketchum posługuję się bardzo sprawnym piórem i doskonale wie, czego potrzebują jego czytelnicy. Widać, że dobrze czuje się w tematyce, którą można by nazwać nawet sadystyczną. Gra na emocjach i doprowadza je do skrajnych momentów, a sam odbiorca, zaczyna zastanawiać się nad światem i sensem człowieczeństwa. Mimo tego, że za sobą mam zaledwie dwie książki tego autora, zaryzykuję stwierdzeniem, że ten uważa, iż ludzie kierują się instynktami zwierzęcymi, że sprawia im satysfakcję cierpienie innych.

Na pewno Dziewczyna z sąsiedztwa nie jest książką dla każdego. To jest odpowiednia lektura dla fanów nieco mocniejszych wrażeń i przekraczania możliwych granic. W mój gust czytelniczy ta historia wpasowała się idealnie, co mnie momentami zaskakuje, bo nie podejrzewałam siebie, że potrafię znieść tak wiele. 





Za książkę dziękuję: 

27 czerwca 2012

Kilka słów na temat... mojego studiowania

Witam ;)

Wreszcie zakończyłam sesję. Cieszy mnie ten fakt. Mam już trochę czasu na czytanie książek i nadrobienie zaległości. Ale dzisiaj chciałabym Wam trochę opowiedzieć na temat moich studiów.

Jak wiecie, bądź nie, uczęszczam do PWSZ Oświęcim, która jest filią Uniwersytetu Jagiellońskiego. Powiedzmy. Wybrałam sobie kierunek Politologia o specjalizacji Media i Komunikowanie międzynarodowe.

I jak jest?

Ciężko. Ale tutaj nie chodzi mi w ogóle o to, że jest za wysoki poziom, o nie. Raczej o to, że trzeba się wręcz zmusić do tego, żeby cokolwiek robić. Bo nic tutaj nie ma.

Bardzo dużo osób zastanawia się nad zmiana kierunku, bo te studia nie są przyszłościowe. Pamiętajmy, że żaden kierunek nie daje nam gwarancji pracy, jednak ważne jest to, czego się nauczymy, jakie będziemy mieć doświadczenia. A tutaj nie ma ich za dużo. Przynajmniej takie mam wrażenie po skończeniu pierwszego roku. Mało mamy profesorów, którzy specjalizują się w mediach. I tak naprawdę nie rozszerzamy tej naszej specjalizacji. Sama politologia jest dobra, bo profesorowie i doktorzy są na "swoim miejscu".

Tego, co się boję, to to, że nic z tych studiów nie będę miała. Ale zobaczymy co nam czas przyniesie. 

A jak wygląda, wyglądało Wasze studiowanie? A może ktoś jest przed tym wyborem życiowym? Co chcecie studiować, dlaczego? 

Jutro z pewnością nawiedzę Was swoją recenzją Dziewczyny z sąsiedztwa, która niesamowicie mi się podobała. Jeżeli tak mogę to określić, zważywszy na gatunek? Dodatkowo ta lektura odciągnęła mnie w sobotę od nauki, ale w sumie nie żałuję. Aktualnie czytam Carską Roszadę, którą niedawno mieliście okazję wygrać na moim blogu. Myślę, że niebawem znajdziecie u mnie opinię na jej temat. ;) 




23 czerwca 2012

Skrzydła nad Delft - Aubrey Flegg

Aubrey Flegg urodził się w Dublinie. Wczesne dzieciństwo spędził na farmie w hrabstwie Sligo, później przeniósł się na jakiś czas do Anglii, by kontynuować naukę. Przez kilka lat przebywał też w Kenii, prowadząc badania naukowe. Obecnie razem z żoną mieszka w swoim rodzinnym mieście, a wcześniejszą emeryturę wykorzystuje na realizację pisarskich pasji. *


Skrzydła nad Delft to pierwsza część trylogii o Louise i jej portrecie. Muszę przyznać już na wstępie, że cieszy mnie ta wiadomość, gdyż ten tom bardzo przypadł mi do gustu i umilił mi czas między egzaminami. Aubrey Flegg stworzył trochę ciężką lekturę dla osób, które spodziewały się zwykłego, standardowego romansu. Autor nas zaskakuje.

Nasi filozofowie mówią, że jeżeli ogarniamy coś rozumem, to pojmujemy to znacznie bardziej realnie niż zmysłami.”

XVII wiek. Małe miasteczko Holenderskie, Delft. Młoda Louise Eeden idzie do Jacoba Haitinka, aby ten namalował jej portret. Już na samym początku można zauważyć, że dziewczyna jest inteligentna i mimo trudnego charakteru Mistrza, dobrze się dogadują. Także Pieter Kunst, czeladnik spędzał z nią dużo czasu. I tutaj pojawia się mały problem, ci młodzi ludzie lubią się za bardzo. Skrzydła nad Delft nie jest długą książką, która by się dłużyła podczas czytania. Jest to powieść wciągająca, która zaskakuje swojego odbiorcę co krok. Spodziewałam się wielkiego romansu, namiętności, ale się trochę rozczarowałam. Wiele tutaj jest o malarstwie, o religii i nieco o kulturze. To jest raczej książka pokazująca, że życie w XVII wieku dla młodej dziewczyny nie było tak komfortowe jak dla nas współcześnie. Louise nie miała swobody w związku, musiała uważać na starą nianie Annie, która pilnowała jej każdego ruchu. Była przyrzeczona Reynierowi DeVries'owi, synowi największego producenta ceramiki w Delft.



Młoda Louise była skłonna wyjść za mąż za Reyniera, z którym znała się od najmłodszych lat, tylko dlatego, aby spełnić marzenia swojego ojca. Jednocześnie, chłopak ten, nie był człowiekiem, z którym dobrze by się czuła. Chcąc uciszyć plotki na temat ich zaręczyn, wyjeżdża z kraju, przy okazji załatwiając interesy zakładu ceramiki swojego ojca. Dziewczyna wie i podejrzewa także, że podczas nieobecności młodzieńca, wiele może się zmienić. I miała rację.

Ten chłopiec jest artystą, a Louise właśnie zrozumiała, że artyści patrzą na świat zupełnie inaczej niż pozostali ludzie. Przyglądała mu się, patrzyła jak się zmienia, kiedy mówi o sztuce, jak ruchy jego rąk nagle stają się skoordynowane i same opowiadają historie.”

Pieter i Louise grają na emocjach, i swoich, i czytelnika. Różni ich wiele, zarówno religia, pochodzenie, jednak także wiele ich łączy. Aubrey Flegg napisał książkę tak delikatną, że nie wiadomo jak ją czytać, żeby nie zepsuć jej treści. Wykreował świetnych bohaterów, którzy odzwierciedlają rzeczywistość życia w tamtych czasach. Szczerze irytowała mnie stara niania, która wciskała nos wszędzie, węszyła i nieraz nazwała swoją podopieczną „ladacznicą”. Natomiast relacja dziewczyny z ojcem, Andreasem Eedenem była momentami wzruszająca. Mieli dobry kontakt, rozmawiali o świecie i oglądali wspólnie gwiazdy. Wszystko to zostało napisane bardzo dobrym piórem, dzięki czemu lektura nie męczyła, a umilała czas odbiorcy.

- Ale ojcze, jest Stwórca, bo mamy stworzenie. A skoro tak, to jakiś Stwórca musi być.

- Nie, kochanie, przypomnij sobie logikę, przypomnij sobie Arystotelesa. To jest błędne koło. Tylko dlatego, że używamy słowa „stworzenie”, mówimy, że musi być Stwórca. Pomyśl, gdybyśmy sięgnęli po inne słowo, powiedzmy „natura”, aby opisać wszechświat, to Stwórca nie byłby już potrzebny, powiedzielibyśmy w końcu, że wszystko jest naturalne.”

Dziewczyna w zielonej sukience, nie jest pustą damą, która nic o życiu nie wie. Interesuje się wszystkim, co jest dookoła, zna filozofów i zgłębia wszelką możliwą naukę. Już od początku czytelnik wie, że Louise Eeden nie może wyjść za mąż za Reyniera DeVriesa, gdyż całkowicie się różnią. Los młodej kobiety jest w jej rękach, musi sama przekonać wszystkich, że czeka ją inna przyszłość, niż oni sobie zaplanowali.

Skrzydła nad Delft jest wciągającą powieścią, gdzie wielu rzeczy należy się domyślać, gdzie nic nie jest podane od razu. Mimo tego, daje wiele wrażeń. Dlatego też będę oczekiwała kolejnych części, gdyż nie umiem sobie nawet wyobrazić tego, co Aubrey Flegg może przygotować dla swoich czytelników. Serdecznie polecam.



* Informacja o autorze z portalu lubimyczytac.pl  


Za książkę dziękuję: 

21 czerwca 2012

Wyniki konkursu z Instytutem Wydawniczym Erica

Witam Was Cieplutko. ;) 

Pogoda taka ładna za oknem, aż chce się iść na spacer. Przede mną jeszcze dwa najgorsze egzaminy i będę miała wakacje. Naprawdę nie mogę się ich doczekać! Ale nie o tym miałam Wam dzisiaj opowiadać.

Muszę na początku Wam podziękować za chęć wzięcia udziału w konkursie i za odpowiedzi. Było Was czterdzieści osób i naprawdę żałuję, że 37 z Was zostanie bez nagrody! Przyznam szczerze, że najwięcej z Was w dzieciństwie czytało: Anię z Zielonego Wzgórza oraz Dzieci z Bullerbyn. Mało kto wskazywał inne lektury i to było bardzo ciekawe. Sama powiedziałabym, że moimi ulubionymi lekturami były wiersza Jana Brzechwy i Juliana Tuwima. Uwielbiałam je czytać i samej i z kimś. ;) 

A teraz do rzeczy! Kto zwyciężył? Kto otrzyma książkę: Carska Roszada











Jak widać, zwyciężyły dwie osoby bez bloga. A jedna, czyli Anek7 jest chyba bloggerką dobrze znaną. ;) Gratuluje wszystkim. Skontaktuję się z Wami przez pocztę email. 



17 czerwca 2012

Dzwony - Richard Harvell


Wszystkich fanów pięknych historii o miłości, o wielkich talentach i spełnianiu najskrytszych, zakazanych marzeń, zapraszam do przeczytania książki Dzwony Richarda Harvell'a. Autor ten przedstawił przepiękną opowieść o młodym chlopcu, któremu w życiu wcale łatwo nie było.

"Nie wierzcie w historie, jakie opowiada wam opera. Miłość nie polega na otwarciu drzwi prowadzących do duszy dwojga ludzi. Nieprzynosi tez ukojenia znękanemu sercu. Miłość to środek pobudzający. Pod jego wpływem serce tak bardzo się rozrasta, że nawet najmniejsza niedoskonałość zamienia się w wyraźnie widoczne, bolesne piętno."

Wszystko zaczyna się w szwajcarskim kantonie Uri, gdzie znajdowały się Najgłośniejsze Dzwony na Świecie, które ogłuszały wszystkich mieszkańców. Jednak tam także żyła głuchoniema kobieta Adelheid Froben, która trzy razy dziennie biła w nie, ponieważ czuła muzykę całym ciałem. Miała syna, którego wszyscy uważali za tak samo upośledzonego jak jego matkę. Chłopczyk odkrył w sobie wspaniały dar. Mianowicie, mógł on rozróżniać dźwięki, słyszeć każdy z nich osobno. Cała sytuacja zmienia się w momencie, kiedy chłopak ujawnia fakt, że potrafi mówić, i że słyszy. Na jego życie "zapolował" ukrywający się dotąd ojciec, chciał pozbawić go słuchu, a następnie wrzucił do rwącej rzeki. Wówczas ośmioletni chłopak ostał uratowany przez dwóch mnichów, Mikołaja i Remusa, którzy wracali z Włoch do swojego opactwa. Nazwali o Mojżesz, gdyż został wyłowiony z rzeki, a następnie zabrali ze sobą. Mikołaj postanowił zaopiekować się dzieckiem, jednak ich opat nie chciał zgodzić się na trzymanie go pod swoim dachem.

"Zaczynałem pojmować, że świat zamieszkują miliony ludzi, a każdy z nich mógłby opowiedzieć własną historię życia – najczęściej niefortunną. A ja? Jaka była moja historia? Nie miałem ojca, nie miałem matki i nie miałem domu, do którego mógłbym powrócić"

Główny bohater trafiłby do sierocińca, gdyby nie Ulrich, opiekun chóru, który odkrył jego talent. Chłopak mianowicie miał piękny słowiczy głos, który przyciągał wszystkich słuchaczy. Jednak mężczyzna fascynujący sie jego młodzieńczym głosem, zechciał go zatrzymać na dlużej i wykastrował go. Mojżesz, czuł, że Ulrich go pozbawił czegoś ważnego, jednak kiedy miał około dziesięć lat, nie rozumiał, co się stało. Wiedział jedynie, że musi ukrywać ten fakt przed wszystkimi, nawet przed Mikołajem i Remusem, jedynymi przyjaciółmi w opactwie. Przyznam szczerze, że było mi żal chłopaka, który był tak źle traktowany przez wszystkich dookoła. Jedynie garstka ludzi go szanowała i doceniała jego talent i osobę. Dzwony to nie tylko historia o wielkim talencie. To opowieść o miłości, porządaniu i szczerej przyjaźni. Jednak te wszytskie uczucia nie mogły być ujawniane. Mojżesz i wybranka jego serca, musieli sie ukrywać ze swoją znajomością.

"Miłość ma wstęp na sceny Europy tylko dlatego, że najbardziej nieprzyzwoite dźwięki zostały przetłumaczone na italski."

W tej książce dzieje się tak wiele rzeczy, że nawet nie wiem ile mogę Wam przedstawić. Wszystko wydaje się tak ważne i tak ciekawe, że chciałabym opowiedzieć Wam całą historię, jednak nie mogę odebrać Wam przyjemności czytania. Dzwony są poruszającą powieścią, obok której nie można przejść obojętnie. Osobiście zabrałam się za jej czytanie po roku zwlekania i teraz wiem, że był to błąd [a może nie?], bo historia niesamowicie mnie zainteresowała i nie mogłam się od niej oderwać. Ogromnym plusem tej książki jest narracja. Wszystkie wydarzenia obserwujemy z punktu widzenia głównego bohatera, dlatego też łatwo jest nam się wczuć w historię i w sytuacje w jakich się znajdował. Także styl, jakim posługuje się autor jest bardzo przyjemny w odbiorze. Momentami niektóre opisy mogły nudzić, ale nie uznałabym tego za szczególny minus, ponieważ ogólnie rzecz ujmując, powieść jest fantastyczna.

"Kochamy to, co możemy zobaczyć, usłyszeć, dotknąć. Piękne ciało kobiety w blasku świecy."

Wielką przyjemność sprawiła mi ta podróż po nieznanych mi dotąd miejscach, po Szwajcarii i małym miasteczku St. Gall, gdzie Mojżesz mieszkał w opactwie i szkolił swój talent do muzyki klasycznej. Powieść ta dotyka czułych punktów u czytelnika, wpływa na emocje i porusza wrażliwość. Ta historia opowiada o szukaniu swojego miejsca w świecie, o zaklimatyzowaniu się tam, gdzie na pozór się nie pasuje. Mojżesz miał ciężkie życie, ciągle na jego drodze stawały jakieś problemy. Jak się to wszystko potoczyło? Musicie przeczytać sami.


Richard Harvell – urodził się w New Hampshire w Stanach Zjednoczonych, mieszka w Szwajcarii. Pracuje jako nauczyciel matematyki i angielskiego w szkole sredniej. Publikuje w "The Massachusetts Review", "The Artisan" i "First Class". Dzwony to jego debiut literacki. *

* Informacja o autorze z okładki książki Dzwony


KSIĄŻKA Z PÓŁKI. 


12 czerwca 2012

Kilka słów na temat... zakładek do książek

Dzień Dobry

Dzisiaj mam dla Was wpis, który ma mały związek z książkami. No dobra... nie taki mały. Tak mi smutno teraz, że nie mogę szybciej czytać książki, w trakcie której jestem, bo naprawdę mnie zaintrygowała i każdą wolną chwilę jej poświęcam. A chciałabym się już z Wami podzielić moimi wrażeniami na temat powieści Richarda Harvella: Dzwony. Mam nadzieję, że to nastąpi już niebawem. 


Teraz jednak urozmaicę nieco mojego bloga, który wydaje się opuszczony przeze mnie i zaprezentuję Wam zakładki do książek, których używam. Powiem szczerze, uwielbiam, kiedy do książki jest dodana zakładka. Nie umiem powiedzieć, dlaczego ten kawałek papieru powoduje u mnie uśmiech, ale po prostu uwielbiam jak mam czym zaznaczyć stronę, na której skończyłam czytać. Nigdy nie lubiłam używać starych biletów, papierków czy chusteczek higienicznych. Także nie zaginałam rogów, bo to zbrodnia. Czasami zapamiętuje numer strony, ale zdarzało mi się pomylić i nie było wtedy zbyt ciekawie, jak się nie wie, w którym momencie się jest danej książki. 


Zakładek się trochę uzbierało, więc mam z czego wybierać. Na potrzeby tego wpisu powyjmowałam je z wszystkich książek, w których się znajdowały. 


Na pewno moimi ulubionymi są te od portalu nakanapie.pl. Jak dla mnie grafika jest cudowna i kształt trochę się wyróżnia. Niestety do kompletu brakuje mi jednej.  


Lubię także te zakładki, które są związane z daną książką, czy serią. 








Tutaj są te zakładki, które były dodawane do zamówienia w danych księgarniach.




A te sama nie wiem skąd mam. Ale cieszą oko i to jest najważniejsze. ;)




I to tyle jeśli chodzi o mój zbiór. Czy któreś Wam się powtarzają? 






10 czerwca 2012

KONKURS Z INSTYTUTEM WYDAWNICZYM ERICA

Dzień Dobry Wszystkim. 






Dzisiaj mam dla Was niespodziankę. Jak tytuł tego posta głosi, będzie konkurs. Dzięki Instytutowi Wydawniczemu Erica, mam dla Was trzy egzemplarze książek Carska Roszada 







Zastanawiałam się dość długo nad pytaniem konkursowym. Ale w związku z tym, że niedawno był dzień dziecka, to moje pytanie do Was jest takie:

Jaka jest Wasza ulubiona książka z dzieciństwa? 

Zasady konkursu są proste:

1. Sprawdzamy swoje biblioteczki domowe, aby zobaczyć, czy czasem Carska Roszada Melchiora Medard'a tam nie stoi. 
2. Jeżeli nie ma tam takiej książki, możemy się zgłosić do konkursu. 
3. Cofamy się [myślowo] w czasie i przypominamy sobie ulubiona książkę z dzieciństwa. 
4. Piszemy e-mail pod adres: 
klaudia.dutkiewicz@wp.pl 
gdzie odpowiadamy na pytanie: 
Jaka jest Wasza ulubiona książka z dzieciństwa? 
5. Podpisujemy się w wiadomości imieniem, nazwiskiem i podajemy adres bloga.
6. Jeżeli nie mamy bloga, to piszemy, że bloga nie mamy. ;) 
7. Czas trwania konkursu: od 10 czerwca do 20 czerwca
8. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi dnia 21 czerwca w Pierwszy Dzień Lata. 
9. Zwycięzców będzie trzech, więc warto walczyć, jest więcej szansy na wygraną. 
10. Wytypowanie zwycięzców będzie poprzez losowanie, ale nie chciałam, abyście nic od siebie nie dali w tym konkursie, dlatego wymyśliłam to pytanie konkursowe. Proste. 
11. Jeżeli macie ochotę, polubcie stronę Herbatka z książką na facebooku. A także stronę Instytutu Wydawniczego Erica. 
12. POWODZENIA! 

Walczycie o: 



Dziękuję bardzo za możliwość zorganizowania konkursu: 




09 czerwca 2012

Mogę schudnąć. Cała prawda o odchudzaniu - Tobiasz Wilk, Agnieszka Płaneta


Jaki może mieć wpływ czytanie poradnika na to, jak pokierujemy własnym życiem i zwyczajami? To pytanie nurtowało mnie od pewnego czasu, ale dzięki książce: Mogę schudnąć autorstwa Tobiasza Wilka i Agnieszki Płanety, moje wątpliwości zostały rozwiane. Słowo pisane może wpłynąć na nasze zachowanie i postrzeganie rzeczywistości. Może także zmusić do wszelkich zmian, takich jak rzucenie palenia, albo jak w tym przypadku – przejście na dietę i zmianę złych nawyków jedzeniowych.

Z pewnością jest to książka dla tych, którzy chcą przejść na dietę, ale nie wiedzą do końca jak to osiągnąć. Albo i dla tych, którzy zwątpili w szanse na zdrowe odżywianie i zmniejszenie swojej wagi. Jedno jest pewne – obala mity, których jest niemało dokoła nas, otwiera oczy i pomaga zrozumieć zasady odpowiedniego zrzucania wagi.

Dużą zaletą tego poradnika jest sposób kierowania słów do czytelnika. Jest on bezpośredni i wydaje się, jakby się nie czytało książki, tylko słowa były nam wygłaszane. Przynajmniej ja miałam takie wrażenie. Podobało mi się to, że Tobiasz Wilk opowiadał także na przykładzie swoich zmagań z budowaniem masy mięśniowej, co dodawało całości realny odbiór. Mogę schudnąć jest podzielone na trzy główne rozdziały. Pierwszy: Diety obala wszystkie mity sposobów odchudzania, przez co możemy się dowiedzieć zarówno o wadach jak i zaletach danych diet. Drugi, to: Jak połączyć to wszystko w całość - tutaj właśnie wszystkie informacje zawarte w poprzednim rozdziale są tłumaczone i analizowane. Ostatni natomiast, to: Przepisy, gdzie poznajemy ciekawe sposoby na znane bądź nieznane nam wcześniej dania. Chyba pomoże nam to odświeżyć codzienną kuchnię i urozmaicić menu.


Książka pomaga podtrzymać tę ważną życiową decyzję. Bo nie oszukujmy się – jest ważna i jednocześnie bardzo trudna w utrzymaniu. Nasz wygląd jest wizytówką nas samych i o niego warto dbać. A przecież dookoła jest tyle pokus! Dzięki przepisom wiemy, jak zastąpić wysokokaloryczne potrawy w mniej tuczące i tłuste pyszności. A wszystkie porady są wartościowe i zmienią nasze postrzeganie codziennego posiłku. Naprawdę polecam wszystkim, aby wzbogacić swoją wiedzę.






Tobiasz Wilk – fizjolog żywienia, kulturysta [Uniwersytecki Mistrz Polski 2009 i Vice-Mistrz Polski 2010], ekspert w zakresie kształtowania sylwetki i uznany trener personalny.

Agnieszka Płaneta – technolog żywności, zawodniczka bikini fitness, pasjonatka dobrej kuchni i zdrowego stylu życia, specjalistka w zakresie zdrowych i smacznych potraw.




Za książkę dziękuję: 


06 czerwca 2012

Sukkub - Edward Lee

Edward Lee – amerykański pisarz, autor kilkudziesięciu książek z gatunku horroru, specjalista od prozy ekstremalnej, wychodzący naprzeciw oczekiwaniom czytelników spragnionych kontaktu z literaturą przekraczającą granice wszelkiego tabu. Jako główne źródło swoich inspiracji wymienia Howarha Phillipsa Lovecrafta, którego mitologii Cthulhu poświęcił serię powieści. *

Żywa legenda literackiego zniszczenia. Edward Lee pisze gustownie i cholernie mocno. Czytaj, jeśli się odważysz.” **
Richard Laymon

Sukkub, to moje pierwsze spotkanie z autorem. Szczerze powiedziawszy, jestem w wielkim szoku tego, co napisał. Nie wyobrażałam sobie, że jeden człowiek może mieć takie przerażające wizje świata i społeczności. Z pewnością ta książka pozostanie w mojej pamięci przez długi czas. A teraz... krótko opowiem Wam, o czym jest akcja.

Główną bohaterką jest Ann Slavik, prawniczka. Ma siedemnastoletnią córkę, Melanie, oraz partnera życiowego, Martina. Od dłuższego czasu męczą ją nocne koszmary, w których widzi poród, oraz otaczające ją dłonie, wędrujące po jej nagim ciele. Przestraszona tymi wizjami, chodzi na terapie do psychologa. Odebrała także dziwny telefon od mężczyzny, którego głos był bardzo zachrypnięty. Później, dowiadujemy się, że telefonował Erik Tharp, który przebywał w szpitalu psychiatrycznym, z którego uciekł, aby wypełnić pewną misję. Ten człowiek wydaje się być normalny, może nieco zagubiony, ale na pewno nie myślałam o nim, jako o osobie chorej psychicznie. Zastanawiałam się bardzo długo, przed czym ostrzegał prawniczkę i dlaczego nie chciał, aby pojechała do swojego rodzinnego miasteczka.

Lockwood, tam wychowała się Ann. Główna bohaterka wraz ze swoim partnerem oraz córką wróciła do niego, aby zobaczyć się z umierającym tatą. Na pozór zwyczajne, małe miasteczko, w którym panują nieco inne zasady funkcjonowania, gdzie ludzie pracują bez wynagrodzenia pieniężnego i pomagają sobie wzajemnie bez żadnych oczekiwań. To tutaj, Ann będzie miała jeszcze straszniejsze nocne koszmary, które będą dryfowały pomiędzy jawą a snem. Nic już nie jest normalne, prawniczka czuje, że wszystko się zmienia, a sprawa ze złym stanem ojca, wydaje się być podejrzana. Wkrótce bohaterka zostanie zupełnie sama, ze swoimi złymi majakami, a ze swoimi obawami, nie będzie miała się do kogo zwrócić.

Pisarstwo Edwarda Lee jest tak piła mechaniczna na pełnych obrotach. Jeśli podejdziesz zbyt blisko, urżnie ci nogi” ***
Jack Ketchum

Edward Lee stworzył dzieło, po którym nie wiadomo było, czego można się spodziewać. Ciągle dowiadywałam się nowych rzeczy na temat grupy ludzi, która zamieszkiwała Loockwood. Sama Ann nie miała pojęcia, gdzie mieszkała przez te wszystkie lata, nie znała swojego pochodzenia. A także ludzie, z którymi żyła, okazują się całkiem innymi, niż mogłoby się wydawać. Odkrywamy dzieje Ur-loków, ludu, który żył długo przed naszą cywilizacją. Książka posiada w sobie bardzo dużą ilość scen erotycznych, które były perwersyjne, sadomasochistyczne. Oprócz nich, także wiele wątków było po prostu przerażających, odrażających. Były do odbioru jedynie dla osób o mocnych nerwach. Muszę przyznać, że autor wykazał się wielką pomysłowością i potrafił do końca utrzymać napięcie. Jest to powieść, której w żaden sposób nie mogłam przewidzieć i to bardzo mi się podobało. Dodatkowym atutem jest sam język, który jest przyjemny w odbiorze. Lekturę czyta się szybko, ponieważ chce się wiedzieć od razu, co jeszcze wymyślił pisarz w swoim horrorze.

Zdecydowanie polecam Sukkuba fanom mocnej literatury, w której nie brak nieprzyjemnych scen dla zwykłego czytelnika. Uważam, że Edward Lee napisał niesamowicie wciągającą książkę o miasteczku Lockwood i z każdym rozdziałem zaskakuje czytelnika nowymi pomysłami rozwinięcia głównego wątku. Atakuje swoich czytelników strachem oraz perwersjami, jakimi żywili się bohaterowie.





    * Informacja o autorze z okładki książki: „Sukkub” Edwarda Lee
** Opinia z okładki książki „Sukkub” Edwarda Lee
*** Opinia z okładki książki „Sukkub” Edwarda Lee 








Za książkę dziękuję: 




Niestety jestem bez akumulatorków do aparatu, więc nie mogłam zrobić własnych zdjęć książki. A szczerze powiedziawszy, przyzwyczaiłam się do tego i teraz tak dziwnie mi dodawać recenzję bez dodatkowych zdjęć.