Przejdź do głównej zawartości

Siedem lat później - Emily Giffin



Emily Giffin jest znaną amerykańską autorką bestsellerów: "Coś pożyczonego", "Coś niebieskiego", "Dziecioodporna" i "Sto dni po ślubie". Wszystkie jej powieści zostały przetłumaczone na kilkadziesiąt języków i sprzedały się w wielu milionach egzemplarzy. *

Na początku wspomnę krótko o okładce. Jest ona tutaj ważna, gdyż ostatnimi czasy, szata graficzna wszystkich dotychczasowych powieści tejże autorki się zmieniła. Powiem szczerze, że bardzo podoba mi się zarówno kolorystyka jak i klimat jakie został yw niej zawarte. Wszystko jest przemyślane i poukładane. Tak, tę książkę możnaby kupić tylko ze względu na wygląd. Jednak "Siedem lat później" Emily Giffin zakupiłam z powodu takiego, że czytałam inne powieści tej pisarki i byłam ciekawa, co tym razem zostanie mi przedstawione.

Tessa oraz Nick są małżenstwem od siedmiu lat. Poznajemy ich, kiedy obchodzą swoją rocznicę. Mają dwójke dzieci, Ruby i Franka. Są uważani za udane i szczęśliwe małżeństwo. Chirurg plastyczny – bo to bowiem zawód Nicka – w trakcie ich rocznicowej kolacji musi jechać do szpitala. Ten właśnie wieczór tak naprawdę zmienił wiele w życiu tego dobrego, kochającego się państwa Russo. Ich uczucie zostanie poddane próbie, czy przetrwa? Valerie, druga bohaterka książki, wychowuje samotnie syna, Charliego. Jego ojciec nawet nie wie o jego istnieniu, co wydawało się Valerie dobrym rozwiązaniem. Ale czy na pewno? Podczas, gdy Charlie był na urodzinach swojego kolegi z klasy poparzył sobie rękę i policzek w ognisku. Kobieta przeżywa chwile grozy i zmartwień o życie swojego syna. Martwi się też o to, jak teraz jej dziecko będzie funkcjonowało w społeczeństwie a także jak zostanie odebrane wśród dzieci. W takich momentach żałuje, że nie ma przy niej mężczyzny, że sama musi się zmakać z problemami. Na ratunek przybywa jej doktor Russo, z którym, najpierw nieśmiało, a później już odważniej, zaczyna się wiązać emocjonalnie. Ma wyrzuty sumienia, ale mimo to, pozwala sobie na chwile zapomnienia, gdyż bardzo dobrze się czuje w towarzystwie Nicka.

"Pustka jest lepsza niz wieczne rozczarowanie"

Jeżeli ktoś, tak jak ja, czytał poprzednie książki Emily Giffin, to wie, że autorka lubi wracać do innych, wcześniejszych bohaterów w jakichś małych wątkach. Tym razem także został zastosowany ten zabieg, ale nieco inaczej. Mianowicie, główna bohaterka, Tessa, jest siostrą niejakiego Dexa, którego czytelniczki mogły poznać przy okazji czytania "Coś pożyczonego". Okazali się oni być zgranym i kochającym się rodzeństwem, które wspiera się w trudnych czasach. Odbiorca mógł zobaczyć przy tym, jak potoczyły się dalsze losy Dekstera i jego wybranki Rachel. Pisarka posiada swój sposób patrzenia na świat. W jej pozycjach zazwyczaj przewijają się podobne problemy miłości oraz zdrady, a wszystko to jest oparte o tworzenie ogniska domowego. Także bohaterowie, którzy przewijają się przez jej powieści są bardzo do siebie podobni. Może to tylko moje subiektywne wrażenie?

"A tak przecież w życiu bywa – problemy w jednej sferze życia przekładają sie na wszystkie pozostałe"

Jednak skupiwszy się konkretnie na "Siedem lat później" widzimy mężczyznę, który ma duży problem ze swoimi uczuciami. Jednej kobiecie przysięgał wierność małżeńską i że jej nie opuści, ale z drugą kobietą połączyło go coś świeżego. To od czytelnika zależy jak będzie tak naprawdę interpretował czyny Nicka. Mozna je odbierać jako pomoc w trudnej sytuacji Valerie, przez co zauroczył się i stracił orientację. Albo po prostu w jego małżeństwie pojawiła się rutyna i z żoną wiecznie się rozmijali. Tutaj akurat autorka dała swojemu odbiorcy małe pole na swoją wyobraźnię, a także na to, aby wczuć się w sytuacje, w jakiej znalazł się lekarz. Zastanawiałam się, dlaczego Emily Giffin zdecydowała się na prowadzenie takiej narracji. Z jednej strony mamy Tessę, a z drugiej Valerie. Tylko, że to, co się dzieje wokół Tessy jest widziane pierwszoosobowo, a u Valerie – trzecioosobowo. Przez to, czytelnik widzi jak kobieta odkrywa powoli, że jej małżeństwo umiera, jak mąż się od niej oddala, wszystko dokładnie jest opisane, jej zmagania z tym bólem. A także może zaobserwować, w nieco inny sposób, że inna pani samotnie wychowuje syna i zmaga się z jego wypadkiem, kiedy to, przystojny chirurg plastyczny przychodzi do niej z pomocą. Przeszkadza mi to, że Nick nie wypowiada się w żadnym z rozdziałów i są one podzielone tylko na te dwie kobiety. Z pewnością, gdyby doktor Rosso miał swoje kilka zdań w tej książce, można by było go bliżej poznać, a nie od razu oskarżac o zdradę i samolubność. Tak, mimo tego, że został on pokazany jako szlachetny człowiek i bardzo przystojny mężczyzna, nie czułam do niego sympatii, praktycznie rzecz ujmując, drażnił mnie swoim sposobem bycia i tym, że zachowywał się jakby żona i jego własne dzieci go mało obchodzili. Wolał spędać czas z Valerie i Charliem, tym samym zaniedbując i okłamując własną rodzinę.

"-Ach tak? To w takim razie na czym polega miłość, Nick?
- Na dzieleniu ze soba życia. Miłość to to, co jest między nami"

Na pewno "Siedem lat później" jest książką, którą czyta się w ekspresowym tempie. Lektura jest przyjemna mimo tak smutnego i wyczerpującego tematu. Na pewno ta powieść przypadnie do gustu tym, którzy już wcześniej mieli mozliwość spotkania się z twórczością Emily Giffin i jej stylem pisania. Serdecznie polecam tę pozycję także tym, którzy dopiero chcą rozpocząc przygodę z tą autorką.





 ** 

* Informacja z okładki książki: "Siedem lat później" Emily Giffin. 
** Piosenka została wymieniona w książce. 


KSIĄŻKA Z PÓŁKI. 


Czy Wy tez tak macie, że czasami po prostu nie umiecie napisać recenzji i przez jakiś czas wpatrujecie się w białą, czystą kartkę? Bo mój zastój trwał jakieś trzy dni. 

Życzę Wam miłego i udanego słonecznego weekendu. Ja niestety jestem chora, więc nie mogę wyjść z domu. 

Komentarze

  1. Dużo zdrowia w takim razie. ;)
    Też tak czasem mam i jak dotąd nie odkryłam przyczyny, dla której tak się dzieje, bo zdarza mi się to nawet wtedy, gdy książka bardzo mi się podoba.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czasami jest, że właśnie mimo tego, że książka się podobała, to ciężko jest napisać kilka słów. Ale jak widać, to się spięłam i napisałam recenzje. ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Przypominałaś mi o tym, jak szalenie bardzo mam ochotę na tę książkę... Zaraz otwieram internetową wyszukiwarkę i rezerwuję w bibliotece, póki pamiętam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się za nią wzięłam dopiero jakiś rok po zakupie. Ale widocznie swoje musiała odczekać. Cieszę się, że na coś się przydałam i przypomniałam o wypożyczeniu tej powieści. ;)

      Usuń
  3. Lubię książki Giffin, ale tę akurat kiedyś zaczęłam i dość szybko porzuciłam. Sama nie wiem dlaczego.
    O tak, czasami potrafię przez kilka dni pisać jedną recenzję.
    Zdrowia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swój gust i nieraz jakiś drobiazg w książce może odrzucić. Ta powieść akurat przypadła mi do gustu i po prostu miło mi się ja czytało.;)

      Usuń
  4. Bardzo podobała mi się ta książka :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś, gdy się na nią natknę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Od czasu do czasu lubię takie lżejsze lektury:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealna pozycja na takie ciepłe dni, kiedy nie ma się ochoty na poważne tematy. ;)

      Usuń
  7. O tak, zdecydowanie też tak mamy. I wtedy brutalnie porywam się na szablonową recenzję, czyli robię wszystko zgodnie z tymi instrukcjami danymi w różnych książkach. Potem dochodzę, że wstyd publikowac coś takiego, że zaśniecie w połowie (jeśli już nie zasypiacie) i kasuję wszystko. Wystarczy trochę poczekac i wena sama przychodzi;)

    Co do książki, jak na razie Emily Giffin jest mi kompletnie obca. Jednak nie powiem, jej książki zaczynają mnie interesować, jednak jeszcze nie na tyle by znaleźć się na mojej priorytetowej liście;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałam, że jestem jedyna. ;)

      Z mojej strony mogę polecić tę książkę, a także inne powieści Giffin. Są przyjemnymi książkami na zabicie wolnego czasu. ;)

      Usuń
  8. Jeszcze nie miałam okazji przeczytać tej książki, ale wszystko przede mną ;)

    Pozdrawiam,
    Marie Bell

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*

Zobacz również:

GDYBYM MOGŁA KUPOWAĆ KSIĄŻKI, TO BYM SIĘ SKUSIŁA #4

Dzień dobry moi mili!Mam wrażenie, że w tym roku zrobiłam dla siebie najlepszą rzecz jaką mogłam zrobić, a mianowicie założyłam konto na Legimi. A końcem 2018 roku stworzyłam swój profil na Storytel. Te dwie decyzje zaowocowały u mnie zmianą stosunku do książek i ich formy. Dzisiaj nie będę pisać stricte o powyższych aplikacjach, wspomnę natomiast o kilku książkach, na które z chęcią bym się skusiła w najbliższym czasie, czyli mowa będzie o premierach książkowych. Jednym z moich postanowień na ten (jakże cudowny dla całego świata!) 2020 rok było nie kupowanie żadnych książek. I faktycznie owego postanowienia się trzymam, dlatego seria o interesujących mnie zapowiedziach książkowych nazywa się Gdybym mogła kupować książki, to bym się skusiła. Nie szukam aktualnie jakichś najlepszych ofert sprzedaży, nie śledzę wyprzedaży książkowych, w ogóle mnie nie kuszą promocje. Naprawdę. Jak wiem, że jakaś interesująca mnie książka ma premierę, w pierwszej kolejności sprawdzam Legimi. Jeżeli jest …

OFFLINE. JAK DZIĘKI ŻYCIU BEZ PIENIĘDZY I TECHNOLOGII ODZYSKAŁEM WOLNOŚĆ I SZCZĘŚCIE | MARK BOYLE

Nie da się nie zauważyć, że technologia zawłaszcza sobie naszą codzienność, że jesteśmy od niej uzależnieni. Z jednej strony spełnia ona swoją, chyba najbardziej promowaną, funkcję, czyli zbliża do siebie ludzi, którzy mogą się ze sobą kontaktować niezależnie od miejsca zamieszkania. Z drugiej jednak strony, oddala ona ludzi od siebie. Sama nie mogę patrzeć na to, jak ludzie zamiast ze sobą rozmawiać, wpatrują się w ekrany. Albo kiedy turyści zamiast korzystać z wypoczynku i przeżywać atrakcje, oglądać je własnymi oczami, np. w oceanarium, wszystko nagrywają i oglądają przez ekran telefonu. Po co?

Technologia to jedno, ale sama elektryczność w naszym życiu zakorzeniła się w tak oczywisty i bezpardonowy sposób, że nie wyobrażam sobie przetrwania bez niej. Tak, przetrwania. Mogłabym odciąć się na kilka dni od energii, technologii, ale byłaby to forma rozrywki, wyciszenia tudzież zebrania myśli, a nie sposób na nowe życie. A jednak znalazł się człowiek, który postanowił skończyć z typow…

UNORTHODOX (2020)

Po naszej rewelacyjnej, choć nie łatwej przygodzie z serialem Niemożliwe, skusiliśmy się z mężem na obejrzenie Unorthodox, o którym jest dość głośno ostatnio. Tym razem serial ma cztery odcinki, więc można całość zobaczyć w jeden – dwa wieczory.

Nie było łatwo, powiem szczerze. A jest to związane z tematyką, jaką podejmuje produkcja. Jednak postanowiliśmy z mężem przebrnąć przez serial, bowiem uznaliśmy, że dla prawdy warto się czasem lekko pomęczyć. Tak, serial Unorthodox jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami opisanymi w książce Deborah Feldman o tym samym tytule. Jak się po czasie okazało, słowo inspiracja jest dość kluczowe, co zdecydowanie może być ogromnym minusem całości.

Główna bohaterka Estera ucieka z Nowego Jorku od swojego męża, od społeczności ortodoksyjnych Żydów, w której żyje. Trafia do Berlina, gdzie spotyka otwartych ludzi ze szkoły muzycznej i dostaje od nich całe mnóstwo pomocy. Serial charakteryzuje się masą zbiegów okoliczności, bo nie da się ukryć, główna b…