30 czerwca 2011

Stosik czerwcowy - numer sześć


Mam za sobą bardzo stresujący miesiąc. Ale... ufff... matura zdana. niepewność poszła w niepamięć. Humor jest już lepszy. ;) 


Przed państwem prezentuje się mój czerwcowy zbiór książek. I nie tylko moich. Z mamą w tym miesiącu zaszalałyśmy i wybrałyśmy kilka książek z jej tematyki. Któż wie... może także i ona zacznie pisać dla Was recenzje? ;)

  

Od lewej strony: 

1. "Miłość, tylko miłość" Mirosław Sośnicki - Do recenzji od Wydawnictwa MTM. Bardzo mnie ucieszył autograf autora,zwłaszcza, że książki otrzymałam dzisiaj, tuż przed wyjazdem po wyniki matur.

2. "Modżiburki dwa" Mirosław Sośnicki - Także od Wydawnictwa MTM. Również z autografem autora. Tytuł książki jest bardzo intrygujący i już nie mogę się doczekać, jak zapoznam się z tajemnicą owego tytułu. Dziękuję bardzo za te dwie książki ;)

Od prawej strony:

3. "Szeptem" Becca Fitzpatrick - Zakup własny. 
4. "Crescendo" Becca Fitzpatrick - Dostałam na Dzień Cioci ;) [Tak, tak  - nie ma takiego dnia] 

Od góry: 

5. "Wycieczka na tamten świat" Anna i Siergiej Litwinowie - Książka do recenzji od Wydawnictwa Oficynka. Dziękuję bardzo ;)

6. "Neva" Sara Grant - Książka wygrana na portalu nakanapie. Dziękuję ;)

7. Trylogia Millennium Stieg'a Larson'a - Zakup własny. 


A oto stosik mamy: 

  

Od góry: 

1. "Minaret",  "Tłumaczka"  Leila Aboulela 

2. "Arabska córka" Tanya Valko - do kompletu z "Arabską żoną" 

3. "Za zasłoną strachu""Pohańbione" Samia Shariff

Autografy: 

    

Zakładka od nakanapy:

 


Jak widać, moja czteroletnia siostrzenica pomagała mi dzisiaj przy robieniu zdjęć. Zarówno jej paluszek jak i twarzyczka prezentują dzisiaj moje małe zdobycze. ;) 

25 czerwca 2011

Wirus Ebola w Helsinkach - Taavi Soininvaara


Człowieka wirus Ebola zabijał w taki sam sposób jak małpę. Przy całym swoim okrucieństwie stanowił dzieło natury – był perfekcyjnym mordercą”.

Taavi Soininvaara napisał książkę Wirus Ebola w Helsinkach, kolejną pozycję, do której podeszłam z rezerwą i wielkim stresem, że nie podołam temu zadaniu. Po samej okładce nie wiem czego mogę się spodziewać po całości owej lektury. Jest bardzo subtelna i tajemnicza. Oczy mężczyzny wydają się skrywać jakieś ważne informacje, których treść, czytelnik chciałby znać. Na skrzydełku książki jest między innymi napisane: „Akcja, akcja i jeszcze raz akcja”. Te słowa zdecydowanie mnie zachęcają do przeczytania tego kryminału. Przez pierwsze pięćdziesiąt stron nie umiałam wciągnąć się w treść książki. Musiałam się zmusić do czytania, jednak opłacało się. Kiedy przekroczyłam stronę sześćdziesiątą, nie mogłam się już oderwać od tej powieści. Taavi Soininvaara stworzył genialny świat, którego reguły gry chciałam odkryć. Czy aby na pewno mi się udało?

Wirus Ebola w Helsinkach to całkiem inna książka od pozostałych. Najdziwniejsze a równie interesujące w niej jest to, że od początku czytelnik wie, kto jest zbrodniarzem. Niewinny człowiek jest podejrzany o dwa morderstwa.

Sytuacja wydawała mu się jeszcze bardziej beznadziejna: ścigał go Departament Wywiadu Sił Obronnych, fińscy policjanci i jedna z najskuteczniejszych, cieszących się najgorszą sławą zagranicznych służb wywiadowczych”.

Arto Ratamo przed całym zamieszaniem wokół swojej osoby, był naukowcem, któremu udało się wynaleźć szczepionkę na groźny wirus Ebola-Helsinki. O swoim dokonaniu powiedział profesorowi, który był jego przełożonym. Profesor Manneraho zabronił naukowcowi mówić o swoim odkryciu. Ratamo domyślił się, że ten chce odebrać mu swoje zasługi. Manneraho opowiedział o owej szczepionce Dowództwu Operacyjnemu. I od tego momentu, w książce zaczyna się akcja i dzieją się rzeczy, których czytelnik wcześniej się nie spodziewał.
Rozwiązania problemów w książce tak są rozłożone, że zakończenie, które jest przedstawione w tej lekturze, całkowicie satysfakcjonuje odbiorcę. Powieść Wirus Ebola w Helsinkach sprawiła, że momentami miałam łzy w oczach, ponieważ towarzyszyły mi podczas czytania ogromne emocje. Taavi Soininvaara pisze bardzo przejrzyście i w sposób bardzo łatwy do przyjęcia przez czytelnika. Autor stworzył świat, w który z chęcią chciałam wejść. Akcja trzyma czytelnika w napięciu, w taki sposób, że od lektury nie da się oderwać. To, że cała historia jest zamknięta zaledwie w trzech letnich dniach dodało dynamiczności całej powieści. Główny bohater nie miał czasu na żaden odpoczynek, musiał szybko działać, aby uciec niesprawiedliwej karze. A ja sama, szukałam rozwiązań, jakich mógłby użyć Arto Ratamo, aby żyć spokojnie ze swoją ukochaną córką, Nelli. Bardzo było mi szkoda naukowca, któremu w przeciągu chwili ogromne problemy spadły na głowę. Jednak wykazał się on odwagą i chęcią walki o to, że jest niewinny. Bardzo podobało mi się, że Arto Ratamo w ogóle nie pastwił się nad własnym losem, ani nie myślał, dlaczego akurat jego spotkała taka kara. Myślę, że nie chciałabym czytać o bohaterze, mężczyźnie, który gra męczennika i wielkiego żałobnika swojego losu. 

Uczucia, jakie zostały przedstawione w książce są dość dyskusyjne. Zarówno Arto Ratamo jak i Raimo Siren bardzo kochali swoje córki, wręcz życie za nie by oddali. Jednocześnie w oby dwóch przypadkach ich więź z żoną była znikoma. Uczucie dawno w oby dwóch małżeństwach wygasło i pozostało przyzwyczajenie, albo tylko życie razem dla dziecka. Jest to dość negatywna perspektywa, która daje wiele do myślenia. Więź ojca z córką jest często podkreślana w tej książce, co sprawia, że czytelnik może zastanowić się trochę nad swoją rodziną i przez chwile oderwać od akcji zaprezentowanej w powieści.

Taavi Soininvaara wykreował taki świat w swojej książce Wirus Ebola w Helsinkach, do którego z chęcią się zagląda, który przeżywa się razem z głównym bohaterem. Lektura ta pokazuje, że jeden człowiek potrafi zmanipulować wiele osób, aby samemu nie być podejrzanym, a winę za wszystko zrzucić na jednego, niewinnego naukowca. Powieść jak najbardziej polecam, wszystkim czytelnikom, zarówno tym, którzy lubią kryminały, thrillery, a także tym, którzy chcieliby poczuć dreszczyk emocji związany z tą właśnie książką. 

Za książkę dziękuję:

17 czerwca 2011

LIT-6 - Risto Isomäki


Risto Isomäki – fiński pisarz i dziennikarz, od lat zajmuje się zagadnieniami związanymi z energią jądrową i globalnym ociepleniem klimatu. Pracował także przy wielu projektach na rzecz krajów rozwijających się, między innymi Azji Południowo-wschodniej oraz Afryce.*

Biorę do ręki czerwoną książkę i przyglądam się jej dokładnie. Trzęsą mi się przy tym ręce. Nigdy wcześniej nie czytałam lektury o tematyce ekologicznej. Czego mogę się po tym thrillerze spodziewać? Nie dowiem się dopóki go nie przeczytam. Sama okładka jest intrygująca. Czerwień kojarzy mi się z krwią, a także z jakimś zagrożeniem. A przynajmniej takie skojarzenia przychodzą mi najpierw do głowy.

W Osace zamordowano strażników, którzy mieli pilnować litu-6. Ukradziono także moduły układu chłodzenia do prototypu Rapidu-L. Natomiast z francuskiego koncernu Argeva zniknęło sto osiemdziesiąt gram plutonu. Tyle plutonu wystarczy, aby zbudować małą bombę atomową. Kto jednak jest zdolny do tak potwornego czynu i jaki ma motyw swojego działania? Do czego tak naprawdę są komuś potrzebne te rzeczy i jak je chce wykorzystać? Tego wszystkiego chcą się dowiedzieć agenci rządowi z pomocą Katharine Henshaw – kobiety, która sama zgłosiła się do ich agencji z ważnymi informacjami dla całej sprawy.

Agenci rządowi zostali wykreowani w tej powieści jako naprawdę konkretni ludzie, znający się na swoim fachu. Czytając tę książkę, wiedziałam i wierzyłam, że dzięki nim wszystko się wyjaśni i odgadną tę całą zagadkę. Czy się myliłam? Na to pytanie można odpowiedzieć jedynie po przeczytaniu tej lektury. Momentami wydawało mi się, że małżeństwo Lauri oraz Alice jest przedstawione w sposób idealny. To postaci, które potrafią unieszkodliwić w pojedynkę dużą liczbę uzbrojonych ludzi. Czy takie coś miałoby miejsce w rzeczywistości? Wątpię. Tego typu sceny kojarzą mi się jedynie z filmami akcji, a nie z czymś realnym, wręcz przyziemnym. A może po prostu wątpię w ludzki talent do zabijania?

Jeśli chodzi o styl, jakim autor napisał tę książkę, jest on łatwy w odbiorze. Nie gubiłam się, kiedy czytałam i wszystko dla mnie było jasne i przejrzyste. Gorzej było tylko w momentach, kiedy w dialogi bohaterów wkradało się słownictwo specjalistyczne, naukowe. Wtedy nie rozumiałam wszystkiego, ponieważ nie znam się na chemii, ani fizyce. Jednak dało się tak naprawdę wyczuć, o co chodzi w tych rozmowach, więc niech nikogo to nie przeraża. Podobało mi się bardzo nawiązanie do kultury indiańskiej jednej z bohaterek książki – a mianowicie Alice. Dało to całej powieści trochę świeżości, a także indywidualności. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim nawiązaniemBardzo polubiłam postać Katharine Henshaw. Kobieta ta była jednocześnie wrażliwa, a także silna o dość dominującym charakterze.

Nie wiem, jakiego zakończenia się spodziewałam. To, które jest w tej historii, odpowiada mi, satysfakcjonuje. Ale czy tak do końca jest zadowalające? Można by powiedzieć, że samo zakończenie jest zbyt idealne dla Lauri'ego oraz Katharine. Zbyt pozytywne? Sama nie wiem. Mam po prostu mieszane uczucia. 

Historia, która jest opowiedziana w książce Risto Isomäki: LIT-6 jest warta uwagi. Powieść jest inna, wciągająca, a także zaskakująca w wielu momentach. Niektóre drobnostki, które utrudniały mi czytanie, to tak naprawdę nic wielkiego, gdyż liczy się całokształt, a nie małe szczególiki. Bardzo polecam tę lekturę, zwłaszcza miłośnikom thrillerów ekologicznych i tym podobnych pozycji gatunkowych. Mimo wielkiego stresu jaki miałam przed sięgnięciem po tę książkę, cieszę się, że ją przeczytałam ponieważ dzięki niej doświadczyłam wielu wrażeń, nie tylko estetycznych, społecznych, ekologicznych, ale także i tych naukowych, które zapewne będą mi towarzyszyły przez długie lata.



* Informacja przepisana z okładki książki.

Za książkę dziękuję:

12 czerwca 2011

Rozsypane wspomnienia - Jolanta Kwiatkowska


Wyruszyłam w podroż bardzo emocjonalną razem z główną bohaterką powieści Jolanty Kwiatkowskiej: Rozsypane wspomnienia. Przeżywałam historię życia razem z Małgorzatą, chciałam poznać jej przeszłość i każdy dotychczasowy wybór i wybryk losu.

Jolanta Kwiatkowska już wcześniej stworzyła takie powieści jak: Jesienny koktajl, Tak dobrze, że aż źle oraz Kod emocji. Jednak „Rozsypane wspomnienia” to mój pierwszy krok w stronę twórczości tej pisarki i podejrzewam, że wcale nie ostatni.

Główną bohaterkę poznajemy, kiedy rozmawia ze swoją córką Elżbietą, która ma zamiar wyjechać za granicę. Pół roku wcześniej, jej mąż Michał miał zawał i zmarł. Elżunia nie mogła się pogodzić ze śmiercią męża, jednak po namowie mamy, postanowiła wyjechać, aby pracować w swoim zawodzie w Anglii. Małgorzata po wyjeździe córki, postanowiła przeczytać wszystkie pamiętniki, jakie dotychczas napisała za namową swojego byłego męża, Piotra. Chcąc zażyć trochę spokoju, pojechała na urlop na działkę swojej przyjaciółki, gdzie rozkoszowała się ciszą oraz bardzo jej potrzebną samotnością.

Czytając razem z Małgorzatą jej pamiętniki od czasów jej dzieciństwa, nastoletnich lat, a później życia jako żona i matka, czytelnik dowiaduje się, że życie głównej bohaterki nigdy nie było usłane różami. Jako mała dziewczynka borykała się z chorobą matki, która cierpiała na bliżej nie znaną dolegliwość, którą w tych czasach można nazwać po prostu schizofrenią. Choroba ta została spowodowana poprzez wojnę, w której zmarli wszyscy jej najbliżsi. Małgosia miała swojego rycerza, który miał ją bronić przed łobuziakami, którzy rzucają w dziewczynki kamykami. Piotr, bohater Gosi, był starszy od niej i naprawdę jej bronił, co czyta się z przyjemnością.

Dużo trudniej czyta się już historie, kiedy Małgorzata i Piotr przechodzą trudne chwile życiowe, które oddalają ich od siebie. Później, jedyną ich fizycznością było trzymanie się za ręce, ale miłość przez tak wiele lat, bo już od czasów dzieciństwa, nie zniknęła, dalej była głęboka.

Małgorzata bała się, że jej dziecko także będzie chore, tak jak jej matka. Czytała wiele o chorobach psychicznych, a także prowadziła pamiętnik, w którym zapisywała wszystkie przebyte przez nią choroby w czasie ciąży, a później te, na które cierpiała Kasia, ich pierworodna córka. Dzięki temu pamiętnikowi przyjaciółka Piotra, psycholog Dorota, mogła dokonać fachowej diagnozy dotyczącej zdrowia psychicznego Katarzyny. Przed małżeństwem Piotra i Małgorzaty stanęło ogromne skrzyżowanie, z wieloma możliwościami. Którą drogę wybrać, aby ich córeczka wyzdrowiała? Czy na pewno dobrze robili i odpowiednich wyborów dokonali? Na to żadne z nich, a przede wszystkim czytelnik nie jest w stanie odpowiedzieć.

Rozsypane wspomnienia to wspomnienia, które nie są wcale proste. Nie czyta się ich łatwo, mimo tego, że sama książka jest bardzo wciągająca. Opisane są w tej powieści zarówno te dobre, wywołujące uśmiech na twarzy czytelnika historie, a także i te złe, które doprowadzają odbiorcę do łez.

Książka napisana jest prostym, łatwym w odbiorze stylem. Czytelnik ma uczucie bliskości z Małgorzatą, która czyta swoje pamiętniki, później targa każdą kartkę z osobna, a następnie pali w ognisku. Cała historia jest napisana realnie, dzięki czemu potencjalny odbiorca ma świadomość, że wszystkie opisane w książce rzeczy mogłyby mu się przydarzyć. Dzięki temu, można także bardziej wczuć się w powieść i zaobserwować to, co się dzieje we własnym związku, małżeństwie, rodzinie.
Na ile człowiek jest zdolny, aby ochronić i leczyć swoje dziecko? Czytając tę książkę, zastanawiałam się, czy umiałabym postępować tak jak Małgorzata, czy umiałabym tak bardzo poświęcić swoją idealną miłość, rodzinę? A to wszystko dla dobra córki...?

Jeżeli miałabym wybrać jedno ze swoich ulubionych fragmentów całej powieści, wybrałabym ten, kiedy główna bohaterka w wieku dwunastu lat dostała pierwszej miesiączki. Miałam ogromny uśmiech na twarzy, kiedy czytałam jak Piotr, siedemnastoletni już prawie mężczyzna, niesie przestraszoną Gosię, która jest przekonana, że umiera, do swojej cioci. Sama postać Piotra, rycerza Małgorzaty, jest bardzo interesująca. Nie jedna kobieta czytając tę książkę pożałuje, że takich mężczyzn już nie ma na tym świecie, a jak są, to tylko unikatowe przypadki.

Książka jest przewidywalna. Powoduje to jednak fakt, iż na początku książki znajduje się dość dużo wiadomości z życia Małgorzaty i jej rodziny. W związku z czym, niektóre rzeczy, a raczej większość, wydedukowałam sama. Jednak to nie znaczy, że książki nie warto czytać. Wręcz przeciwnie. Książka jest niesamowicie wciągająca i interesująca. Warto przeczytać tę lekturę, dlatego, aby odkryć na ile jest się zdolnym na poświęcenia dla dobra miłości. Nie tylko tej między kochankami, ale także tej, którą się czuje do swoich dzieci i wnuków. 


Polecam bardzo „Rozsypane wspomnienia” Jolanty Kwiatkowskiej. Książka ukaże się już 16 czerwca.


Za książkę dziękuję:

11 czerwca 2011

Kilka prawd o mnie


Zostałam zaproszona do dość ciekawej zabawy przez LadyBoleyn. Dzięki niej macie możliwość poznania kilku rzeczy o mnie. ;) Zapraszam.

Po pierwsze: Mam na imię Klaudia. Osobiście nie lubię tego imienia. Jak byłam dzieckiem, mówili do mnie Klaudyna - do czego się bardzo przyzwyczaiłam. A aktualnie, odkąd w mojej rodzinie jest najmłodsze dziecię, moja czteroletnia siostrzenica, mówi się do mnie Kala. Właśnie ta mała pociecha zaczęła tak do mnie mówić i nie wyobrażam sobie teraz, że w domu mówią do mnie inaczej. ;)

  

Po drugie: Mam kolczyk w brwi. Uwielbiam go. Mam także kilka kolczyków w uszach. Planuję jeszcze tatuaż, ale zwlekam z tym od mojej osiemnastki.

Po trzecie: Nie wiem jaki mam kolor oczu. Ni to zielone, ni to niebieskie, nawet brązowe to nie jest. Ba! Na pewno brązowe nie są. Zobaczcie sami: 

  

Po czwarte: Uwielbiam rudy kolor włosów. Dlatego farbuje włosy na różne jego odcienie, jednak nie trafiłam jeszcze na idealny kolor, który by mi w stu procentach odpowiadał.

Po piąte: Czytam książki odkąd zaczęłam uczęszczać do gimnazjum. Zaczęło się od serii: Bezsenniki”, a później czytałam już coraz więcej i więcej.

Po szóste: W podstawówce i gimnazjum przeczytałam chyba wszystkie lektury. Jednak w liceum moja wiedza kończyła się na przeczytaniu streszczeń. Nie lubię być zmuszana do czytania. Czytanie ma być przyjemnością, prawda?

Po siódme: Lubię norweską pisarkę Margit Sandemo. Autorka ta pisze książki trochę oparte na historii, na fantastyce, na romansidle. Jest to bardzo pozytywne powiązanie, które ma niezwykły efekt.

Po ósme: Jestem fanką Jodi Picoult. Niestety, nie mam wszystkich jej dzieł na półce, ale będę miała!

Po dziewiąte: Nie lubię chodzić do biblioteki – a raczej nie lubię wypożyczać książek. Uwielbiam posiadać książki, to daje mi wielką przyjemność. Przecież chciałabym mieć kiedyś własną, ogromną biblioteczkę domową,

Po dziesiąte: Uwielbiam sok bananowy, chrupki bekonowe i zwykłą herbatę. Odkryłam ostatnio Earl Grey, którą piję na okrągło. ;)

  

Po jedenaste: Lubię zdjęcia, dlatego też ogromną dumą mojego pokoju jest mój kochany zegar. To nic, że nie umiem z niego odczytywać godzin, ale ważne, że jest cudowny. !

  

Po dwunaste: Lubię serie limitowane piwa Redd's. Mają wtedy ciekawe ilustracje.

  

Po trzynaste: Kiedyś nie wierzyłam w miłość. Teraz już jest inaczej.

Po czternaste: Jestem samotnikiem. Jednak czasami lubię przebywać z ludźmi. Ale kocham sama siedzieć w pokoju, czytać, słuchać muzyki, albo pisać wiersze czy opowiadania. Wiele mi do szczęścia nie trzeba.

Po piętnaste: Nie lubię happy end'ów! Nie ma nic gorszego niż mdłe, szczęśliwe zakończenie. Ale nie zawsze. Lubię oglądać komedie romantyczne, takie filmy są potrzebne ludziom.

Po szesnaste: Z wypiekami na twarzy czytałam sagę Zmierzch. Nie krytykuję tej autorki, jednak życzę jej, aby wreszcie napisała coś nowego i tym samym odcięła się od swojego wyidealizowanego świata wampirów. Fanką Edwarda nie jestem. Wolę jego brata Jasper'a zarówno w książce jak i w filmie. A postać Belli oczywiście mnie irytowała. Ech. !

Po siedemnaste: Przez przypadek zaczęłam oglądać „Pamiętniki wampirów” w te ferie zimowe. Jak obejrzałam jeden, musiałam obejrzeć drugi odcinek. Jak obejrzałam trzeci, to czwarty też wypadało zobaczyć. A jak ósmy zobaczyłam, to siostra weszła do pokoju i tak obejrzałyśmy wszystkie dostępne odcinki i z niecierpliwością oczekujemy września, czasu nowego sezonu.

Po osiemnaste: Oglądam horrory, kryminały, komedie romantyczne i takie seriale jak: „Lost” - skończyłam właśnie. „Grey's Anatomy” - już od samego początku jestem fanką razem z siostrą. „Doktor House”, „Pamiętniki Wampirów”. I chyba tyle.

Po dziewiętnaste: Siostra na imieniny kupiła mi całą serię książek „Pamiętników Wampirów”. Jeszcze ich nie przeczytałam, nawet nie zaczęłam. Ale dostałam do nich cudowny dodatek, w którym oczywiście chodzę, słodkie kolczyki: 

  

Po dwudzieste: Jestem konsultantka firmy Oriflame. Dzięki temu zarabiam pieniądze i mam mnóstwo kosmetyków. Mam zamiar ustatkować się dzięki tej firmie i spełnić swoje marzenia, a wiem, że dzięki Oriflame jest to możliwe. ;) 

  

I tym pozytywnym akcentem kończę swoją autoprezentację. 



07 czerwca 2011

Mordercy - Łukasz Śmigiel


Może źle to zabrzmi, ale często oceniam książki po okładce. Może i jest to płytkie, nietaktowne, albo i też niesprawiedliwe dla niektórych ciekawych dzieł, ale dla mnie okładka musi chwytać, przykuwać uwagę. I okładka książki Łukasza Śmigla Mordercy właśnie taka jest. Pobudzająca wyobraźnię, zachęcająca do przeczytania. 



Co może łączyć podróże w czasie, wilkołaki, Knechta Ruprechta, łowcę duchów, XVI-wieczne zabójstwo, kanibala, tajemnicze wiadomości, a także zlodowaciały świat? Słowo jest jedno i przerażające: MORDERSTWO. W książce Łukasza Śmigla przedstawione są historie, w których pierwsze skrzypce odgrywa zabójstwo. Ale, czy zawsze ono jest z zimną krwią?



Książka napisana jest nie zawsze prostym językiem, w łatwo przyswajany przez czytelnika sposób. Niektóre historie czytało mi się lekko, a na innych musiałam się bardzo skupić. Ale związane jest to zapewne z tematyką tych wszystkich opowiadań, która nie jest przecież przyjemna.



„Jesteśmy istotami brutalnymi. Agresja nas rozpiera i cały ten żałosny system społeczny, który sobie stworzyliśmy, już dawno trafiłby szlag, gdyby nie nasze społeczne i religijne obrzędy.” - można przeczytać już na początku pierwszego opowiadania: „Kozioł ofiarny”. W tej historii mowa jest o detektywie, który ma zostać ofiarą Kolektywnego Mordu. Wszyscy przestępcy zebrali się, aby zabić starego Colton'a.



Niektóre historie były ciekawsze od pozostałych. Jednak jest to zależne tylko i wyłącznie od gustu czytelnika. Osobiście, ciężko było mi przebrnąć przez historię „Klatka Altmana”, gdzie mowa jest o łowcy duchów, który daje zmarłym drugie życie, odnajdując ich duchy i stare ciała. Jedak, każdy chciałby skorzystać z takiej okazji, aby móc żyć dalej. Ale szansa jest tylko jedna i należy ją odpowiednio wykorzystać.



„Krąg” natomiast to historia o czymś w rodzaju wilkołaka, który może zmieniać swoje ciało a także płeć. Jeżeli mielibyście możliwość wyboru, kim chcielibyście być? Kobietą czy mężczyzną?


Wciągnęłam się w zaprezentowane w książce opowiadania. Pochłaniałam je z ciekawością kolejnych wydarzeń. Nie wiedziałam, że w tym temacie można wymyślić tak wiele. Każde opowiadanie było inne, wnosiło coś świeżego dla pożeraczy kryminałów i fantastyki.



Nigdy nie spodziewałabym się takiego rozegrania akcji w historii: „Constant”. Główny bohater dostaje dziwną wiadomość na pocztę elektroniczną. „ZAMIANA”. Krótka wiadomość zdezorientowała Gilberta. O co może chodzić? Mężczyzna ciągle miał wrażenie, że ktoś go obserwuje, zakrywał kamerkę, którą miał przy komputerze. Od lat kochał się w dziewczynie, która na nieszczęście była prawie narzeczoną jego brata. Prawie, bo zaręczyny, starszy brat Gilberta zaplanował na Sylwestra. Co się stało, co to za „ZAMIANA”? Można się tego dowiedzieć tylko po przeczytaniu tej historii. Osobiście, nigdy bym się nie domyśliła takiego rozwiązania sprawy.



Jeżeli miałabym wskazać swoją ulubioną historię, na pewno wskazałabym „Opowieść wigilijną”. Przede wszystkim podobała mi się więź jaka trzymała głównego bohatera z jego młodszą siostrą Gizelle. Wychowywali się w sierocińcu. Jednak starszy brat został wyrzucony „z przybytku dobrych sióstr zakonnych za pobicie do nieprzytomności dwóch rówieśników”. A to wszystko w obronie swojej siostrzyczki. Peter był świadkiem, jak jego siostra w jego obronie popchnęła swojego kolegę. Znajdowała się ona wtedy z tym chłopczykiem wtedy na dachu i na nieszczęście on umarł. Gizelle bała się, że w Boże Narodzenie przyjdzie po nią Knecht Ruprecht, który był złym pomocnikiem Świętego Mikołaja i zabierał ze sobą niegrzeczne dzieci, które albo wracały nad ranem, albo zostawały z nim. I jak można się spodziewać, mała Gizelle została ukarana...



Spodziewałam się po tej książce podróży do skomplikowanego mniej lub bardziej umysłu mordercy. Chciałam się dowiedzieć, czym kieruje się zbrodniarz popełniając ten straszliwy czyn. Znalazłam się jednak w krainie morderstw i zabójstw, które bardzo mnie zaskakiwały. I tutaj należy pogratulować autorowi kreatywności i pomysłowości.



Dużym plusem muszę tutaj jeszcze podkreślić, coś, co dużo pomaga czytelnikowi w odbieraniu opowiadań. Każda historia ma dodany komentarz od autora. Odbiorca dowiaduje się dzięki temu, w jakich okolicznościach i dlaczego powstało dane opowiadanie.



Książkę Łukasza Śmigla Mordercy z pełną świadomością i z przekonaniem mogę polecić wszystkim miłośnikom kryminałów, fantastyki i zbrodni, które nie są banalne. Bo schematyczności tym opowieściom nie można zarzucić. Dwanaście historii, które pojawiły się w całym zbiorze to niesamowita przygoda, kreatywność, coś innego, coś nieprzeciętnego.


Za książkę dziękuję:

Zobacz również:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...