31 sierpnia 2011

Stosik sierpniowy - numer osiem.

Obiecałam sobie, że w sierpniu nie będę miała żadnego stosiku. Jednak obietnice swoja zerwałam. I komu teraz mogę ufać, skoro sama sobie już nie mogę? Prezentuję Wam lektury, które do mnie przywędrowały w ciągu tego miesiąca. Z każdej z nich jestem bardzo dumna. !

Zakupione w Księgarni Kumiko. Skorzystałam z okazji, że zajęłam trzecie miejsce w konkursie na recenzje tygodnia na portalu nakanapie.pl i otrzymałam bon na darmową przesyłkę.

Cristina López Barrio - Ogród wiecznej wiosny.

Ewa Stec - Polowanie na Perpetuę.

Candace Bushnell - Za wszelką cenę.



Od Wydawnictwa Replika

Jonathan Nasaw - Dziewczyny, których pożądał. - Właśnie ją czytam. Bardzo mnie wciągnęła. Mam tylko nadzieję, że mnie nie zawiedzie. ;) Tę pozycję naprawdę polecam.

Agnieszka Pietrzyk - Pałac tajemnic.

Renata L. Górska - Cztery pory lata.

Anna Klejzerowicz - Cień gejszy. - Recenzję mieliście okazję już przeczytać. <link>



Od Instytutu Wydawniczego Erica:

 Romuald Pawlak - Inne Okręty.

Aleksander Wierny - Światło.

Bernard Cornwell - Ostatnie Królestwo oraz Zwiastun Burzy.







Marcus Sakey - Dobrzy ludzie. - Przeczytana. Wczoraj umieściłam recenzję tutaj na blogu. <link>




Tore Renberg - Człowiek, który pokochał Yngvego. - Długo czekałam na tę książkę, aż się doczekałam. ;)




Marcel Pagnol - Żona piekarza. - Moje małe wyzwanie, gdyż nie jest to zwykła 
proza. Zobaczymy jak mi się spodoba. ;)




 

Opracowanie zbiorowe - Książki moja miłość. - E-book'a przekazała mi pani Agata Wiśniewska, za co bardzo dziękuję. "Książki moja miłość" zostało już przeze mnie przeczytane oraz opublikowane na blogu. <link>


Dziękuję bardzo wydawnictwom oraz Księgarniom za zaufanie, chęć oraz możliwość współpracy. ;)

  • Zapraszam wszystkich do Internetowej Księgarni Poczytajka:

  • Jutro Możecie spodziewać się recenzji książki Jonathana Nasaw: "Dziewczyny, których pożądał". 

30 sierpnia 2011

Dobrzy ludzie - Marcus Sakey

Skąd miał wiedzieć jak silny jest jego ból? Czy nie mógł zawsze być gorszy? Takie już jest życie. Wydaje ci się, że wszystko rozumiesz, że wiesz, co jest dobre, a co złe, i nagle bum! - zdarza się coś takiego, co całkowicie redefiniuje system wartości.”

           Co byś zrobił, gdybyś znalazł dużą ilość pieniędzy? Ta kwota pozwoliłaby Ci wyjść z długów, spłacić dom i przez jakiś czas spokojnie żyć. Wziąłbyś te pieniądze bez żadnych wyrzutów sumienia? A może pozostawiłbyś je nawet nietknięte? Z takim właśnie dylematem zmagali się bohaterowie książki Marcus'a Sakey'a: „Dobrzy ludzie”. Przeżyłam emocjonalną przygodę, którą zafundował mi autor wyżej wspomnianej książki. Śledziłam losy bohaterów z zapartym tchem, tym samym oczekując jak najlepszego i najłagodniejszego zakończenia całej historii dla Anny i Toma Reed.

           Czy marzenia, które posiadasz, potrafią całkowicie ukryć rzeczywistość i jasność umysłu pod swoim ciemnym płaszczem? Anna i Tom Reed bardzo pragnęli mieć dziecko. Tonęli w masie długów, a kolejne próby in vitro kończyły się fiaskiem. Jednak nadszedł dzień, który zmienił wszystko. Los tak chciał, że człowiek, który wynajmował od nich mieszkanie, zmarł. Para znalazła jego ciało a wraz z nim, dużą ilość pieniędzy. Po wielu chwilach namysłu i moralnych przemyśleniach, postanowili zabrać tę kwotę, która pomogłaby im w finansowych kłopotach, jednocześnie przybliżając do spełnienia swojego marzenia – dziecka, o które się starali od dłuższego czasu. Po krótkotrwałym szczęściu i euforii z powodu posiadania dużej ilości pieniędzy, przyszła jednak pora na strach i poczucie winy z powodu tejże kradzieży.

           Współlokator państwa Reed, wcale nie był tylko niedostępnym mężczyzną w średnim wieku. Był przestępcą zamieszanym w „Skok na Gwiazdę” - akcję, podczas której zginęły dwie osoby. Jedną z nich był Bobby – młodszy brak Jacka Witkowskiego. Bobby, Jack, Marshall oraz Will – lokator pary – napadli na młodą gwiazdę, aby wejść w posiadanie większej sumy pieniędzy, a także narkotyków. Podczas tej akcji, Bobby zginął, a Jack Witkowski postanowił pomścić brata. Chce zabić Willa a także zdobyć pieniądze i narkotyki, które ten ukradł.

           Anna i Tom Reed, to na pierwszy rzut oka normalni ludzie, którzy tak jak inni posiadają prace, swoje szczęścia i smutki. Wydawali się być dobrymi obywatelami, jednak przerosło ich dążenie do spełnienia jedynego marzenia. Po kolejnej nieudanej próbie zajścia przez małżeństwo w ciąże, zostali poddani wyzwaniu które przegrali. Pan Marcus Sakey w świetny sposób przedstawił czytelnikom zmagania bohaterów, a także kolejne zmiany nastawienia do całej tej sprawy. Z każdą chwilą ich położenie było coraz gorsze, a ich decyzje były trudniejsze. Na każdym niemal kroku czekało na nich niebezpieczeństwo. Z jednej strony, mafia chciała odzyskać to, co do niej należało, z drugiej – przestępcy żądali od nich oddania pieniędzy. Do tego wszystkiego dochodził detektyw Halden, który podejrzewał od samego początku, iż para zrobiła coś niezgodnego z prawem. Musiał tylko dowieść, co to takiego.

              Marcus Sakey posługuje się bardzo przyjemnym dla oka stylem. Książka raczej nie ma momentów, które nudziłyby czytelnika. Wręcz przeciwnie, historia wciąga i chce się ją przeczytać jednym tchem. Powieść jest pisana z punktu widzenia kilku postaci – Anny, Toma, detektywa Haldena oraz Jacka Witkowskiego. Pozwala to lepiej zrozumieć położenie danej postaci, a także poznać jej odczucia i dylematy, przez które aktualnie przechodzi. „Dobrzy ludzie”, to książka, która trzyma w napięciu swojego czytelnika, również momentami zaskakując i szokując tym, do czego zdolni są przestępcy. 

           Bohaterowie zostali bardzo ciekawie przedstawieni. Przestępcy byli bezwzględni, a także przebiegli. Detektyw Halden dobrze wykonywał swoją pracę, jednocześnie zatracając się w swoim marzeniu o awansie. A sami Anna i Tom posiadali wiele dylematów moralnych. Nie wiedzieli jak mają postępować, a także bali się konsekwencji swojego karygodnego czynu. Jednak to małżeństwo było szczęśliwą parą, – przed całym zajściem – kochali się oraz wspierali w trudnych dla nich chwilach. Jedyne, co nie do końca mnie usatysfakcjonowało, to samo zakończenie. Szczerze powiedziawszy, to nie wiem, czego się spodziewałam. To jednak zostanie indywidualną kwestią każdego czytelnika tejże książki.

           „Dobrzy ludzie”, to moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Czy ostatnie – to się jeszcze okaże. Wiem, że Marcus Sakey bardzo mnie do siebie przekonał tą lekturą, prowadząc przez zakątki własnych moralnych dylematów. Książkę polecam fanom – i nie tylko – gatunku. 


Za książkę dziękuję: 

24 sierpnia 2011

JA którym chcę być. W poszukiwaniu Bożej wersji siebie – John Ortberg



Doskonała miłość usuwa strach”.

              Czym dla nas jest wiara? Czy to tylko przyzwyczajenie, zwyczaje, które wynosimy z rodzinnych domów? Czym jest Kościół dla współczesnego człowieka, a Msza Święta, czy to tylko coniedzielny obowiązek? Jakimi powinniśmy być chrześcijanami, aby postępować zgodnie z praktykowanym przez nas wyznaniem? Tego wszystkiego, a nawet wiele więcej można się dowiedzieć po przeczytaniu książki Johna Ortberg'a: „Ja którym chcę być. W poszukiwaniu Bożej wersji siebie”. 
 
                 Ta książka otwiera oczy czytelnikowi zarówno na wiarę, którą wyznaje, ale i również na jego codzienne życie i postrzeganie świata. Już teraz wiem, że każdy jest osobną istotą. A to wcześniej nie było dla mnie, jak i wielu ludzi, oczywistą sprawą. Nie należy porównywać się do nikogo, ani czynić tak samo jak duchowy autorytet. Powinno się samemu układać swój plan dnia i nikim się nie sugerować. Także w różnych czynnościach można odczuć obecność Boga – nie tylko podczas modlitwy czy na Mszy Świętej. Może na pierwszy rzut oka, są to sprawy dla większości bardzo oczywiste, bo każdy jest inny. Jednak nieświadomie porównujemy się do kogoś innego, sugerujemy się czyimś zdaniem, albo na przykład: tym jak się modli.

Jezus powiedział tym, którzy go słuchali, że kiedy zstąpi na nich Duch, otrzymają moc. Kiedy Duch Boży cię wypełnia, otrzymujesz moc potrzebną do tego, by stawać się tym człowiekiem, jakim stworzył Cię Bóg.

Stajesz się coraz bardziej sobą”.

              Bardzo zainteresował mnie rozdział 14: „Gdy stracisz łączność z Duchem, z powrotem wskocz do rzeki życia”. Mówi on między innymi o tym, że jesteśmy zaślepionymi istotami. Dostrzegamy wady innych, jednocześnie nie widząc swoich. Usprawiedliwiamy swoje zachowania, często winę zwalając na drugą osobę. 



Posiadamy zdumiewający wprost talent, jeśli chodzi o oszukiwanie samych siebie i usprawiedliwianie własnego postępowania”.

               Nie lubię przesadnego filozofowania w tego typu książkach oraz wywyższania się. W „Ja którym chcę być”, autor stosuje bardzo przyjemny styl, przez co teksty czyta się z chęcią. John Ortberg utożsamia się z odbiorcami. Nie jest poza treścią tego, co pisze. Autor urozmaica swój tekst w różnej maści anegdoty i historie z własnego życia i innych. Sprawiają one, że czytelnik poznaje bliżej pana Ortberga. A same te wtrącenia wywołują różne emocje u odbiorcy, zarówno te wesołe jak i te nieco smutniejsze. 
 


Zostać w pełni poznanym i być w pełni kochanym to najbardziej uzdrawiający dar, jaki jeden człowiek może otrzymać od drugiego”

                  Podczas czytania tejże książki, miałam ogromną ochotę rzucić wszystko i spojrzeć na kartki Biblii. Miałam chęć czytania jej, zapoznawania się z jej treścią. Chciałam również iść natychmiast do Kościoła, aby być bliżej Boga. Pan Ortberg oprócz licznych wtrąceń z historii z życia wziętych, ukazał w swoim dziele wiele odwołań do Pisma Świętego. Te kawałki książki bardzo mnie interesowały. Dzięki tym odwołaniom, inaczej patrzy się na poszczególne fragmenty Biblii, można je na nowo zinterpretować. W książce pojawiają się także historie odnoszące się do doświadczeń naukowych, które bardzo mi się podobały i jednocześnie szokowały i zadziwiały. Znajdują się tutaj także wszelkiego rodzaju wykresy, rysunki, które przybliżają czytelnikowi tok myślenia tegoż autora. Można również sprawdzić samego siebie w trakcie lektury, gdyż John Ortberg umieścił także testy, dzięki którym można między innymi rozszyfrować swoje zachowania.

Kiedy się urodziłeś, Bóg dał ci łódkę – twoje życie – aby była przygodą przez wszystkie te dni, jakie spędzisz na ziemi. Bóg stworzył również port – twoją rodzinę – który ma być dla ciebie bezpieczną przystanią i schronieniem, aby dawać ci odwagę do wypływania w morze”.

                    O „JA którym chcę być. W poszukiwaniu Bożej wersji siebie” można by było pisać wiele i długo dyskutować. Nie jestem w stanie nawet skrócić wszystkim myśli, jakie przebiegały mi przez głowę, kiedy czytałam tę książkę. Wiem na pewno, że warto przeczytać tę lekturę, nawet z samej ciekawości. Wiem także, że czasu nie zmarnowałam przy dziele pana Ortberg'a, gdyż odnalazłam wiele odpowiedzi na pytania, które nasuwają mi się odnośnie wiary i bycia dobrym katolikiem. Zachęcam wszystkich do poszukiwania swojej własnej tożsamości i odnajdywania „Bożej wersji siebie”.

 Za książkę dziękuję: 


21 sierpnia 2011

Godziny strachu - Nicci French


          Uwielbiam twórczość brytyjskiej pary dziennikarzy, którzy tworzą pod pseudonimem Nicci French. Nicci Gerard oraz Sean French, to małżeństwo, które pisze wspólnie od 1995 roku. Ich twórczość odkryłam przypadkiem i od razu się zauroczyłam. Kiedy książka „Godziny Strachu” wpadła w moje ręce, nie mogłam się doczekać, aż dotrwam do końca powieści. Bynajmniej nie z nudy, tylko z powodu tego, że historia bardzo mnie zaciekawiła.

             Główną bohaterkę, Ninę Landry, czytelnik poznaje dokładnie osiemnastego grudnia, w dzień jej czterdziestych urodzin. Wraz ze swoimi dziećmi oraz nowym życiowym mężczyzną ma wieczorem wyjechać na urlop na Florydę, aby w ciepłym klimacie spędzić święta i przywitać nowy rok. Wszystkie te plany jednak legły w gruzach, gdyż jej piętnastoletnia córka Charlie znika bez śladu. Zdesperowana matka krok po kroku odnajduje nowe ślady, które mogłyby przybliżyć ją do swojego dziecka. Policja działa według swoich zasad, spokojnie przesłuchuje znajomych nastolatki i jej rodziny. Jednak Nina, nie potrafi siedzieć i czekać. Musi działać, bo tak czuje.

           Nicci French pokazali swoim czytelnikom, że potrafią tworzyć niebanalne teksty, które całkowicie pochłaniają odbiorców. Sama nie mogłam się oderwać od lektury i razem z bohaterką szukałam potencjalnych sprawców całego zdarzenia. Oczywiście, moje przypuszczania w ogóle nie pasowały do toku myślenia tych dwóch autorów książki. Zaskoczyli mnie tym, jak rozwinęli całą sprawę z zaginięciem nastolatki. Każda książka tych autorów, którą czytałam, poruszała całkowicie inne kwestie i różne wartości życiowe. Ci pisarze mają ogromną wyobraźnię, a także potrafią wywołać skrajne emocje u odbiorcy. Piszą bardzo realistycznie, bohaterowie w żaden sposób nie są sztuczni i przerysowani. Przez to, można się zastanawiać, czy aby ta historia nie jest pisana w oparciu o fakty.

             Mogłabym się jedynie przyczepić do tego, że czas w powieści mijał, jak dla mnie, zbyt wolno. Wiem, że Nina Landry działała bardzo szybko, aby odnaleźć swoją córkę, ale jednak coś mi nie pasowało z tymi mijającymi minutami i godzinami. Także dziwiło mnie w tej powieści to, że mimo że Charlie miała zaledwie piętnaście lat, chodziła na mnóstwo imprez, oraz mogła bezkarnie pić alkohol. Może to ja jestem jakaś rygorystyczna, ale ten wiek, to jak dla mnie, zbyt mało, żeby mieć aż takie zaufanie u swojej rodzicielki. Kolejną wadą tej książki jest to, że nie ma rozdzielenia na rozdziały. Bardzo mi to przeszkadzało, gdyż prawie trzysta stron powieści było napisanych jakby w jednym rozdziale.

           Koniec narzekania na „Godziny strachu”, gdyż mimo tych małych wad, książka jest bardzo wciągająca oraz poruszająca. Autorzy posługują się bardzo przyjemnym stylem, dzięki któremu przez książkę po prostu się płynie i chętnie czyta kolejne zdania, które wyszły spod pióra tych pisarzy. Całą historię odbiorca obserwuje oczami Niny Landry. Widzi jej wzloty i upadki emocjonalne, załamania i mętlik w głowie, które jej towarzyszyły. W powieści przedstawiony został rewelacyjny obraz zdesperowanej matki, która z determinacją poszukuje swojego dziecka. Odbiorca wie, że ta kobieta nie cofnie się przed niczym, aby tylko uratować swoją córkę. Nina odkrywa szokujące – jak dla rodzica – informacje na temat nastolatki. W trakcie śledztwa mogła liczyć jedynie na siebie, bo nikomu już nie potrafiła ufać. Bo kto tak naprawdę był po jej stronie? Wszyscy jedynie powtarzali, że „wszystko będzie dobrze” i „Charlie się odnajdzie”. Także policja wydawała się nic nie robić, co bardzo irytowało zarówno bohaterkę tejże powieści jak i mnie samą.

               Tak jak już wcześniej wspomniałam, całkowicie zdziwiło mnie rozwiązanie zagadki. Mimo tego, brakowało mi wyjaśnienia poszczególnych elementów układanki. Niby Nina doszła do wielu spraw i motywów zbrodni, to oczekiwałam potwierdzenia tego wszystkiego ze strony samego sprawcy.

              Reasumując, książka: „Godziny strachu” autorstwa duetu Nicci Gerard oraz Sean French, to powieść wciągająca, intrygująca oraz poruszająca czytelnika. Sama jestem fanką tekstów tych autorów, dlatego też z całą świadomością mogę polecić zarówno tę książkę, jak i inne, które się znajdują w ich dorobku. „Godziny strachu” to powieść, którą warto przeczytać, aby poznać możliwości samego siebie w obliczu tak wielkiej tragedii, jak zaginięcie dziecka. Do czego byłabym zdolna, aby znaleźć swoje potomstwo, tego nie wiem. Ale wiem, czego dokonała Nina Landry. 



Za książkę dziękuję: 

19 sierpnia 2011

Książki moja miłość - Opracowanie zbiorowe


            Z reguły nie czytuję e-booków. Po prostu męczę się przy tym. Jednak, kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania tego zbioru opowiadań, z ogromną chęcią się zgodziłam. Sama książeczka już od początku mnie intrygowała, bo chciałam się dowiedzieć, co takiego wymyślili na uczczenie Światowego Dnia Książki.

           „Książki moja miłość”, to zbiór opowiadań, które czyta się z przyjemnością przy kubku herbaty, kawy bądź gorącego kakao. Jednak, ta z pozoru niewinna książeczka, nie jest wcale taką lekką lekturą, na jaką wygląda. Poszczególne prozy są dającymi do myślenia tekstami, nad którymi czytelnik musi się przez chwilkę zastanowić. Już na samym początku, zmusiło mnie do refleksji pierwsze opowiadanie autorstwa Andrzeja S. Pilskiego o znaczącym tytule: „Lubimy książki”. Bo co to właściwie znaczy, że ktoś lubi czytać? Kim tak naprawdę jest książkoholik, bądź po prostu miłośnik książek? Na te pytania już sami musimy sobie odpowiedzieć, a później ocenić swoje miejsce w tym światku czytelniczym.

              Wśród tych siedmiu opowiadań, każdy znajdzie coś dla siebie. Jest w tym zbiorze motyw fantastyczny, kryminalny, a także obyczajowy. Nie będę tutaj omawiała każdego opowiadania z osobna. Chciałabym jednak przytoczyć te, które najbardziej spodobały się mnie samej. Tak jak już wyżej wspomniałam, pierwszy tekst dał mi wiele do myślenia, dlatego też, został szczególnie przeze mnie zapamiętany. „Lubimy książki”, to krótka proza, gdzie bohaterowie dyskutują na temat czytelników. Natomiast: „W pogoni za mordercą” jest pozycją, która najbardziej mnie zaciekawiła. To opowiadanie stworzyły trzy autorki: Agnieszka Lingas-Łoniewska, Sylwia Szymkewicz-Borowska oraz Katarzyna Pessel. Trzy bohaterki o tych samych imionach zdecydowały się na złapanie seryjnego mordercy na własną rękę. Zabrakło mi niestety w tym akcji. Historia wydała mi się nierozwinięta. Ale chyba takie są wady krótkich opowiadań, prawda? Z chęcią przeczytałabym rozszerzoną wersję „W pogoni za mordercą”, gdyż autorki zaciekawiły mnie, a także wykreowały dość intrygujące postaci. Chciałabym je bardziej poznać. Piotr Olszówka zaprezentował czytelnikom tekst pod tytułem: „Uczeń czarodzieja”, w którym tytułowy uczeń poddany jest pewnemu testowi. Więcej nie powiem, gdyż zdradziłabym zbyt wiele. Ta historia jest króciutka, więc nie będę zdradzała szczegółów. Mojej uwadze nie umknął tekst pani Jolanty Kwiatkowskiej „Światowy Dzień Książki”. Śmiałam się z niego a także delektowałam tym podanym mi daniem.

               „Książki moja miłość” naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, zwłaszcza, że rozmiar tej książeczki wcale nie jest zbyt duży. Jednak, siedem opowiadań, które się znajdują w tym zbiorze są bardzo interesujące. Są w nich momenty na chwilę grozy a także śmiechu. Nieraz się denerwowałam, a także zaskakiwałam przebiegami akcji poszczególnych historii. Także styl, w jakim są napisane te opowiadania, jest bardzo ciekawy. Teksty czyta się w bardzo ekspresowym tempie i z miło spędzonym czasem.

                Moje zainteresowanie elektryczną formą książek jest bliskie zeru. Dlatego też bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że „Książki moja miłość” powstała także w wersji papierowej. Jest to duże ułatwienie dla takich miłośników papierowych lektur jak ja. ;) Dodatkową zaletą tego zbioru opowiadań jest to, że pieniążki z jego zakupu pójdą na szczytny cel. Więcej można się dowiedzieć, czytając bloga jednej z autorek tej książeczki, znanej w blogosferze jako Sil. [Link do odpowiedniego posta.]

               Mam nadzieję, że takie książki jak: „Książki moja miłość” będą wydawane co roku, aby uczcić Światowy Dzień Książki. Takie dzieła są miłym ukazaniem faktu, iż pisanie i czytanie są pasjami, które warto przekazywać innym.


 Za możliwość przeczytania tego e-booka dziękuję autorom, a w szczególności pani Agacie Wiśniewskiej, która zaproponowała mi tę miłą współpracę.


  • Dziękuję bardzo za zaproszenia do zabaw blogowych, takich jak: One Lovely Blog Avard oraz Polecanki. Niestety nie wezmę w nich udziału. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone ;)
  • Powolutku wracam do Blogosfery. Ostatnimi czasy kompletnie Was zaniedbywałam i szczerze powiedziawszy, czuję się z tym źle. Brak aktywności w czytaniu Waszych recenzji jest taki dziwny. Bardzo się przyzwyczaiłam do Waszych opinii, dzięki którym mogę poznać Wasz jak i własny gust czytelniczy.
  • Aktualnie kończę "Godziny strachu" Nicci French. Jak zawsze - mój ulubiony duet mnie nie zawodzi. Ale nie będę się teraz rozpisywała. Dowiecie się wszystkiego po przeczytaniu recenzji, którą przygotuję dla Was. ;) 
  • Następne w kolejce na liście czytelniczej jest małe wyzwanie, którego się podjęłam. "Ja, którym chcę być" autorstwa Johna Ortberga. Trochę się boję. Ale z drugiej strony, warto poznawać siebie oraz pogłębiać zainteresowanie wiarą, jaką się wyznaje, prawda?
Pozdrawiam serdecznie, Klaudyna. 

15 sierpnia 2011

Turcja, półprzewodnik obyczajowy - Agata Bromberek, Agata Wielgołaska


Z drżącymi rękoma pochwyciłam książkę „Turcja – półprzewodnik obyczajowy” który napisały: Agata Bromberek oraz Agata Wielgołaska. Wcześniej jeszcze nie miałam do czynienia z taką literaturą, ani nie czytywałam [całych] przewodników, gdyż wydawały mi się zawsze suchymi informacjami.

Turcja jak dotąd, kojarzyła mi się z krajem konserwatystów, gdzie kobiety mają małe prawa oraz chodzą zakryte od stóp do głów. Jak wynikło z tej książki, to tylko pierwszy stereotyp, który przyćmiewa ludziom ten kraj. Turcja wygląda całkiem inaczej, niż zwykły turysta mógłby się spodziewać. Po przeczytaniu tego półprzewodnika obyczajowego, odkryłam na nowo ten kraj oraz całkowicie zmieniło się moje postrzeganie tego państwa a także kultury w nim panującej.

Najbardziej mnie interesowały rozdziały poświęcone zachowaniom Turczyków w ich domach, przywiązaniu do rodziny a także ich gościnności. Zaciekawiło mnie to, że w tym kraju rzadko stosowane są podziały na „Moje – Twoje”, a prawie wszystko jest „wspólne” w obrębie rodziny i bliskich znajomych i przyjaciół. Jest to bardzo zaskakująca cecha, gdyż – tak jak autorki ujęły to w swoim przewodniku – my, europejczycy z natury jesteśmy egoistami. Lubimy posiadać i pilnujemy jak oka w głowie własnych posiadanych majątków i innych rzeczy osobistych. Może właśnie takiej życzliwości powinniśmy się uczyć od tego narodu? Zaciekawiło mnie również to, że na przykład Stambuł jest bardzo tolerancyjnym miastem, gdzie tak zwanych „odmieńców” jest wielu. Ten temat mnie zaintrygował na pewien sposób, gdyż sama jestem dość tolerancyjnym człowiekiem.

Turcja jest krajem tradycji oraz rytuałów kulturowych, religijnych, państwowych i obyczajowych. Pierwsze co się nasuwa na myśl, to sprawa dotycząca obrzezania chłopców. Jest to bardzo znany rytuał, który jest obchodzony z taką samą czułością jak w Polsce Komunia Święta. Także wojsko jest bardzo ważnym elementem w kulturze Turcji. Do wojska przyjmowani są wszyscy mężczyźni, a także nikt nawet się nie ośmiela odmówić obowiązkowej służby.

Turcja niekoniecznie może być państwem dla mnie. Jestem osobą, która ceni sobie prywatność oraz samotność. Ale to nie znaczy, że się izoluję. Wolę posiedzieć sama, niż w „stadzie” spędzać każdą wolną chwilę. Spotykanie się ze znajomymi jest miłe, ale atrakcyjny również jest spokój i relaks przy dobrej książce. Turcja, to kraj bardzo otwarty na inne kultury. Jest to bardzo gościnny naród, w którym wielkim towarzyskim błędem jest odmowa przyjęcia zaproszenia do domu Turka bądź zjedzenia jakiejś potrawy. I tutaj osobiście miałabym kolejny problem... Polega on na tym, że z przekonania jem jedynie mięso drobiowe. W Turcji natomiast taki typ mięsa jest przeznaczony raczej dla wegetarian – a brzmi to dla mnie dość dziwnie. Potrawy bezmięsne są bardzo rzadkim zjawiskiem – co osobiście mnie by przeszkadzało, gdybym oczywiście mieszkała w tym kraju.

Nie chcę pisać tutaj o polityce i rządach jakie panują w Turcji, gdyż jest to dość dyskusyjny temat, który nie każdego ciekawi w ten sam sposób. Sama, jak już wspomniałam, skupiłam się najbardziej na życiu codziennym obywateli tego państwa. W Turcji szanuje się zgodność i jednomyślność. Indywidualizm i odmienność poglądów praktycznie nie ma prawa bytu, co dla mnie oraz, jak podejrzewam, wielu ludzi, jest wręcz nie do pomyślenia. Patriotyzm w Turcji jest normalną cechą, którą warto się chwalić. Ale czy na pewno? Tureckie dzieci są uczone patriotyzmu już od najmłodszych lat.
...ustawieni w równym rządku uczniowie tureckich szkół recytują na apelach, pełni przejęcia i z patriotycznymi wypiekami na policzkach, wyuczone na pamięć formułki: >>Co za szczęście móc powiedzieć: jestem Turkiem<<”.

Bałam się tej książki. Jak już wyżej wspomniałam – nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Czy będzie to przewodnik po państwie, który będzie tylko suchym tekstem, prawie że naukowym? Nie. Książka okazała się relacjami i historiami z realiów z życia w Turcji, które zostały ubrane w emocje i uczucia autorek tejże lektury. Przez to, książkę czyta się z przyjemnością, a same autorki wydają się nam bliższe. Nie są tylko twórcami tego przewodnika, tylko kobietami z krwi i kości, które oprowadzają swoich odbiorców po Turcji, opowiadając przy tym różne anegdoty i ciekawostki kulturowe i obyczajowe z tego kraju. Przewodnik jest napisany bardzo prostym, wręcz normalnym językiem. Podczas czytania ma się wrażenie, że dobra znajoma po prostu opowiada nam te różne historie. Czas podczas lektury mija szybko i wręcz w bardzo miłym „towarzystwie”, a obrazy z ulic Turcji malują się w głowie odbiorcy. Dużą zaletą są zdjęcia, które pojawiły się na końcu tego przewodnika. Szkoda właśnie, że nie zostały one wplecione między poszczególne rozdziały, dodałyby one tekstom odzwierciedlenie na fotografiach. Ale to chyba jedyny minus jaki zaobserwowałam w tej książce.

Momentami uśmiech sam pojawiłam się na mojej twarzy, kiedy czytałam ten przewodnik. Autorki w bardzo miły i sympatyczny sposób opisały zachowania Turków w różnych warunkach, czy to na drodze, czy w banku. Kultura tego narodu bardzo się różni od tego, czego każdy Polak jest nauczony. Do takich innych warunków życia trzeba się przyzwyczaić, albo po prostu należy lubić wszechogarniający chaos, pośpiech oraz wiele rozmów z ludźmi.

Po zapoznaniu się z tą lekturą, oraz po przebrnięciu przez mniej lub bardziej ciekawiące mnie rozdziały, czuję, że ten kraj stał się mi nieco bliższy, oraz mogłabym tam wyjechać i przy tym ominąć wiele błędów towarzyskich czy kulturowych. Przed wyjazdem za granicę warto się zapoznać z rożnymi przewodnikami po danym kraju. Chcąc wyjechać do Turcji, śmiało można sięgnąć po „Turcja półprzewodnik obyczajowy”, którego autorkami są: Agata Bromberek i Agata Wielgołaska.

Tak wiele chciałabym napisać na temat tego przewodnika, jednak zamknę się w minimum jakie zaprezentowałam w tej recenzji. Serdecznie polecam ten przewodnik, nawet jeżeli ktoś nie zamierza wyjechać do Turcji. Warto poznawać inne narody i kultury, bo dlaczego mielibyśmy ograniczać się tylko do swojego państwa?


Za książkę dziękuję: 



Jakiś czas mnie nie było. Wybaczcie. Nadrobię zaległości na blogach, bo tak bardzo lubię czytać Wasze recenzje. ;)

09 sierpnia 2011

Z ciemnością jej do twarzy - Kelly Keaton


              Ta książka już od jakiegoś czasu mnie intrygowała. Ilość recenzji, jakie pojawiły się w sieci jeszcze bardziej ciekawiły mój zmysł czytelniczy... aż w końcu powieść trafiła w moje ręce i zagłębiłam się w hipnotyzujących oczach dziewczyny widniejącej na okładce tejże lektury. „Z ciemnością jej do twarzy” autorstwa Kelly Keaton wciągnęła mnie w swój świat już od pierwszych stron, a samą bohaterkę bardzo polubiłam, za to, że wcale nie jest zwykłą nastolatką. 

              Aristanae, to dziewczyna, która źle się czuje ze swoją innością. Posiada długie jasne włosy, których często chciała się pozbyć. Do tego stosowała już każdej techniki, łącznie z paleniem ich. Jednak na drugi dzień, włosy były tak samo długie jak przed tym ekstremalnym zabiegiem. Bohaterka dobrze wiedziała, że jest adoptowana, bowiem rodzina, w której aktualnie się znajdowała, nie była jej pierwszym tymczasowym domem. Ale to właśnie państwo Sandersonowie na swój sposób wychowywali tę dziewczynę oraz otworzyli drzwi, aby ta poznała swoją przeszłość. 

           Powieść zaczyna się w momencie, kiedy Ari jest w szpitalu psychiatrycznym, gdyż właśnie tam przebywała kiedyś jej matka. Próbuje poznać prawdę o chorobie swojej rodzicielki, jednak dowiaduje się, że kobieta zabiła się, pół roku po tym, kiedy porzuciła swoje dziecko. W szpitalu Ari otrzymuje pudełko po butach, gdzie znajdują się rzeczy jej matki. Dzięki temu podarunkowi, poznaje mały sekret swojej rodziny. Kobiety umierają przed ukończeniem dwudziestego pierwszego roku życia, tym samym porzucając swoje małe córeczki. Z listu, jaki pozostawiła dla niej matka wynika, że musi szybko uciekać, gdyż grozi jej niebezpieczeństwo. Ari już po chwili trafia w ręce tajemniczej postaci, którą udaje jej się unicestwić. Podejmuje również ciężką decyzję – postanawia pojechać do Nowego 2, miejsca, o którym nikt już nie pamięta, miejsca, w którym przed kilkunastoma laty miały miejsca kataklizmy, przez co z miasta uciekło wiele mieszkańców. Ciekawa swojego pochodzenia oraz historii swojej rodziny, chce tam pojechać. Wie jednak, że jest to niebezpieczne i że samotnej podróży w tamto miejsce zabronili jej przybrani rodzice oraz własna matka – co podkreśliła w swojej krótkiej wiadomości do córki. Siedemnastolatka na swojej drodze spotyka Crank, dwunastolatkę, która ku wielkiemu zdziwieniu głównej bohaterki, a także i mojemu zaskoczeniu, pracuje oraz prowadzi samochód. Zabiera Ari ze sobą i pozwala zamieszkać u siebie w domu. Tam bohaterka poznaje współlokatorów swojej nowej znajomej: Duba, Henriego, Violet oraz Sebastiana. Dzięki nim będzie mogła poznać siebie i klątwę jaka wisi nad nią, jako ostatnią kobietą ze swojego rodu.

               Kelly Keaton stworzyła bardzo barwny świat. Autorka wykazała się ogromną fantazja i wyobraźnią. Swoją powieść przemyślała dokładnie oraz starannie wykreowała postaci i klątwę, która wisi nad główną bohaterką. Nie wszyscy mieszkańcy Nowego 2 są zwykłymi śmiertelnikami. Nowi znajomi głównej bohaterki mają dziwne zdolności oraz cechy. W tym mieście nie ma szkoły ani żadnych norm prawnych. Dzieci pracują, są skazani na życie na własną rękę, a pojęcie jakim jest rodzina, niekoniecznie jest im znane. Każdy sam sobie wybiera towarzystwo, co właśnie zrobiła Crank razem ze swoimi znajomymi. Bardzo podobało mi się nawiązanie do mitologii. Ten zabieg bardzo wyróżnił tę książkę spośród już istniejących dzieł, które widnieją na księgarnianych półkach. W tej historii występują zarówno wampiry, czarownice jak i zmiennokształtni. Ta książka nie jest jednowątkową powieścią, która ma tylko cieszyć zmysły czytelnika. Główna bohaterka cierpi, gdyż czuje się inna, czuje, że nie pasuje do swojego otoczenia. Dopiero, kiedy znalazła się w Nowym 2, wydaje jej się, że spotkała podobne do niej osoby – osoby, które także są inne, niepowtarzalne. Sama klątwa, która ciąży nad jej rodziną jest dość intrygująca i niepowtarzalna. Szczerze powiedziawszy, nigdy nie odgadłabym takiego rozwiązania i przebiegu wydarzeń.

               Styl pani Kelly Keaton jest bardzo przyjemny. Z łatwością czytałam jej powieść i z każdym kolejnym zdaniem wciągałam się jeszcze bardziej w całą historię. Mimo tego, że książka jest skierowana raczej w stronę nastolatek, to powieść „Z ciemnością jej do twarzy” powinna zainteresować każdego fana tego gatunku. Historia nie jest banalna, czego można by było się spodziewać, gdyż sam temat wydaje się być wykorzystany i przemaglowany z każdej możliwej strony. Książka powiewa czymś świeżym i nowym, i tym właśnie bardzo mnie zainteresowała.

                 Bohaterowie w tej powieści są bardzo interesujący. Zwykli dwunastolatkowie są bardzo dojrzałymi osobami, które same pracują na siebie. Sama Aristanae jest bardzo barwną postacią. Wydaje się być niezależna i bojowo nastawiona do wielu rzeczy. Potrafi sama się obronić, co może zadziwić w tej powieści. Mimo tej cechy, Ari jest delikatną kobietą, która potrzebuje trochę czułości i uczucia. Może właśnie z tego powodu, w przeciągu zaledwie niecałej doby, zauroczyła się w jednym ze współtowarzyszy Crank, Sebastianie. To uczucie, które zawisło między Sebastianem a Ari wydało mi się dość dziwne i nieprawdopodobne. To wydarzyło się zbyt szybko, zwłaszcza, że główna bohaterka raczej jest dość samodzielną postacią, która raczej starała się odrzucać od siebie chłopaków. Dla Bastiana zrobiła wyjątek. Ten chłopak wywarł na mnie pozytywne wrażenie, mimo tego, że na samym początku był trochę niemiły i niedostępny. Ale chciał pomóc Ari. Sam był nietypową postacią, posiadającą mieszankę genów, ale więcej nie ujawnię, to zostawiam już zainteresowanym tą powieścią. Od samego początku polubiłam także postać Violet. Ta dziesięciolatka to uzewnętrznienie spokoju ducha, oraz samotnicy. Jest to indywidualistka zakochana w pięknych strojach i maskach. Także jej zwierzątko wzbudziło we mnie pozytywne emocje.

                     Nie umiem stwierdzić, czy samo zakończenie przypadło mi do gustu. To już musi każdy czytelnik samodzielnie ocenić. Kilka spraw nie zostało do końca wyjaśnionych. Mam nadzieję, że autorka szykuje już dla swoich odbiorców kontynuację, gdyż „Z ciemnością jej do twarzy” wydaje się być niedokończoną historią, wręcz krzyczącą i proszącą o dalsze wydarzenia. Przywiązałam się i polubiłam główną bohaterkę. I jestem bardzo ciekawa jakie losy mogą jeszcze spotkać Ari. Książkę serdecznie polecam. 


Za książkę dziękuję: 

08 sierpnia 2011

Cień gejszy - Anna Klejzerowicz


         Ostatnimi czasy coraz częściej sięgam po książki stworzone przez polskich autorów. Nie wiem dlaczego, ale wcześniej rzadko się to zdarzało. Może wolałam czytać o obcych miejscach, niż o polskich realiach? Nie wiem. Jednak coraz bardziej się przekonuję do twórców pochodzących z naszej ojczyzny.
             Lubię kryminały oraz charakteryzującą je zagadkę i trudną układankę. Oczekuję od tego gatunku trzymającej w napięciu akcji. Nie lubię ciągnących się wydarzeń ani niepotrzebnych epizodów. Anna Klejzerowicz w swojej książce: „Cień gejszy” ukazała historię, w której wszystko jest na swoim miejscu, nic nie jest niepotrzebne. W tej powieści wydarzenia sprzed stu lat mieszają się z czasem teraźniejszym. Jak duży wpływ na współczesność ma przeszłość?

                Gdański dziennikarz, Emil Żądło, ma do odgadnięcia bardzo ciężką zagadkę. Po pierwsze – dlaczego ktoś wypisuje dziwne rzeczy na forach internetowych i podpisuje się jego imieniem i nazwiskiem? A po drugie – czemu członkowie jednej rodziny w krótkim czasie giną w dziwnych okolicznościach? Sprawa nie jest prosta, gdyż w sidła wpadają także niewinni ludzie. Jedyną poszlaką w śledztwie są japońskie drzeworyty, przez które zginęło już kilkoro ludzi. Marta – narzeczona Emila – zaczęła się interesować historią owych drzeworytów i ich autorów, gdyż uważała, że przeszłość ma duże znaczenie w całej tej sprawie. Czy kobieta miała rację? Czas pokaże. Wiadomo jednak, że zadanie nie należy do zbyt łatwych, a będąc coraz bliżej rozwiązania zagadki, bohaterów czeka coraz większe niebezpieczeństwo. 
 
                    Początek i koniec, to wydarzenia sprzed stu lat. Czytelnik na pierwszych stronach widzi zbrodnię oczami zabójcy, jednak nie zna jego tożsamości ani tym bardziej motywu zbrodni. Ten zabieg spowodował, że już na samym początku tej powieści, całkowicie poddałam się tej historii i szybko chciałam się zapoznać z wszystkimi wydarzeniami w niej zawartymi. „Cień gejszy” jest książką, którą przeczytałam w bardzo szybkim czasie. Sama nie wiedziałam, kiedy znalazłam się już na ostatnich kartkach. Dużym atutem tej książki są krótkie rozdziały, przez które po prostu się przepływa z ogromem wrażeń. Pisarka ukazała swoim czytelnikom historię, która bardzo ciekawi oraz czyta się ją z ogromną przyjemnością. Akcja wcale nie jest szybka, ani bardzo trzymająca w napięciu. Jednak mimo tego, powieść wciąga w świat zagadki. Styl pani Anny Klejzerowicz przypadł mi do gustu, gdyż nie jest ciężki. Jej tekst czyta się z łatwością, a same dialogi nie wydają się być sztuczne i przerysowane. Książka wydaje się być bardzo prawdopodobna, nie ma w niej scen, które byłyby nierealne.

                 Autorka w swojej powieści zaprezentowała bardzo ciekawe postaci, które można by było spotkać w swojej rodzinnej miejscowości. Emil Żądło, to były policjant, który porzucił służbę w imię kariery dziennikarskiej. Jego narzeczona, Marta, pracuje w muzeum i zajmuje się renowacją. Mieszkają wspólnie w Gdańsku i mają upartego kota o ciekawym imieniu – Bolero. Szczerze powiedziawszy, właśnie ten nieznośny kociak zawładnął moimi zmysłami podczas zapoznawania się z tą lekturą. Wydał mi się bardzo barwnym dodatkiem do całej zaprezentowanej historii. Emil oraz Marta mają znajomego policjanta – Marka Zebrę, razem z którym rozwiązywali całą zagadkę. Każde ich spotkanie było w miły sposób opisane, przez co czytelnik mógł odebrać, że taka grupka przyjaciół naprawdę istnieje.

                        „Cień gejszy” to naprawdę miła lektura, którą chętnie przeczytałam. Pani Anna Klejzerowicz w spokojny sposób opisała wszystkie zdarzenia w niej zawarte, przez co czytelnik z cierpliwością oczekiwał na rozwiązanie owej zagadki. Bardzo polecam tę powieść wszystkim fanom kryminałów i thrillerów, których akcja rozgrywa się w polskich realiach. Sama z miłą chęcią sięgnę po inne dzieła tej autorki, ponieważ jej styl oraz wyobraźnia są bardzo zachęcające. 

Za książkę dziękuję: 

05 sierpnia 2011

Pożeracz snów - Bettina Belitz


Masz upór pięciolatki, ciało piętnastolatki, a duszę kobiety co najmniej trzydziestoletniej. Twoje oczy nie mają wieku, jest w nich coś ponadczasowego.”

           Czytelników z każdej strony nawiedzają książki o wampirach i innych stworach, których normalni śmiertelnicy nie są w stanie sobie wyobrazić. Sięgając po powieść Bettiny Belitz: „Pożeracz snów” bałam się, że trafię na schematyczną opowieść o nastolatce – śmiertelniczce oraz mężczyźnie, który nie jest do końca człowiekiem. Nie wiedziałam jednak czy ta pozycja literacka przypadnie mi do gustu, ale warto nieraz zaryzykować, aby przeżyć owianą tajemnicą przygodę razem z głównymi bohaterami.

              Elisabeth, to nastolatka, która razem ze swoimi rodzicami przeprowadziła się na wieś, gdyż jej tata otrzymał ofertę pracy w zakładzie psychiatrycznym. Jak to w przypadku nastolatek, dziewczyna buntuje się i nie jest zadowolona z tej przeprowadzki. W dawnym miejscu zamieszkania miała swoich przyjaciół, z którymi ciężko było jej się rozstać... Ale czy na pewno tak bardzo tęskni za swoimi bliskimi? Czy tak ciężko jest jej się aklimatyzować? Wśród swoich rówieśników ze szkoły uchodzi za paniusię z miasta, ponieważ nie odzywa się do nikogo. Mimo tego, może liczyć na życzliwość ze strony Mike, jedynej dziewczyny, która jest do niej przyjaźnie nastawiona oraz zaprasza na spotkania, albo do siebie na obiad. Jednak to towarzystwo nie satysfakcjonuje Ellie. Mike wydaje się być natarczywa a także nie mają wiele wspólnych tematów. Podczas ekstremalnego spaceru po lesie, Ellie zostaje uratowana przez nieznajomego jeźdźca. Później kilka razy spotyka Colina, nieznajomego, którego jest bardzo ciekawa. Kim on jest? Elisabeth ma zakaz od swoich rodzicieli spotykania się z nim. Dotychczasowe życie dziewczyny zaczyna się zmieniać, nie jest już bezpieczna. Także jej stosunek do ojca się zmienił. Dlaczego? Po odpowiedź odsyłam do książki. Świat z jakim do tej pory się zmagała nabrał nowych barw, spotkała istotę jakby nie z tego świata, istotę, która wpłynęła na jej osobę. 
 
           Elisabeth została wykreowana przez Bettine Belitz na upartą dziewczynę, która za wszelką cenę dąży do wcześniej wyznaczonego przez siebie celu. I to jest wielka zaleta tej postaci. Na wsi odkrywa prawdziwą siebie, która wcale nie lubi być taka jak jej dawne przyjaciółki z miasta. Woli spokój, mniej zabaw, a także mniej makijażu i idealnego wizerunku, jaki miała w swoim dawnym życiu. To wcale nie jest dla niej. Elisabeth jest typową nastolatką, nie jest ideałem, który musi mieć zawsze porządnie ułożone włosy, dobrane ubrania, a także jest dobra we wszystkim czego się tylko dotknie. W głównej bohaterce nie ma niczego niezwykłego. Jak prawie każda nastolatka boi się pająków, odczuwa także lęk przed końmi i ciągle spotykają ją jakieś dziwne wypadki. Musi być chroniona przez Colina, nieznajomego, który wcześniej wybawił ją z lasu. Mimo zakazu rodziców, ciągle się z nim spotyka, ponieważ pragnie poznać jego tajemnice i to, czym on tak naprawdę jest. Poznaje również tajemnicę swojej rodziny. Ellie tęskni za swoim bratem, którego nie widziała już pięć lat. Po przeprowadzce na wieś, odkrywa prawdziwe przyczyny wyprowadzki jej brata.

           Bettina Belitz stworzyła bardzo ciekawy świat oraz intrygujących bohaterów. Polubiłam Elisabeth za jej normalność. Czasami wydawała mi się naiwną nastolatką, która wierzyła, że wszystko jej się uda. Ale taka chyba była już jej natura. Nieraz ta postać doprowadzała mnie do wybuchów śmiechu, gdyż rozważała naprawdę dziwne sytuacje. Postać Colina także nie była przerysowana. Wydawał się zwykłym chłopakiem, który jeździł konno, uczył sztuk walki, oraz był leśniczym. Skrywał ogromną tajemnicę a także nosił na swoich barkach wielki ciężar doświadczeń i przeżyć. Na początku byłam do niego sceptycznie nastawiona, ale po czasie go polubiłam. Także Tillmann, któremu Elisabeth raz pomogła, wydał mi się zwykłym nastolatkiem, który lubi dreszczyk oraz adrenalinę. Pomagał Ellie bez oczekiwania niczego w zamian.

            Bettina Belitz wykazała się wielką kreatywnością, gdyż ciężko jest przebić te wszystkie historie paranormal romance, które są znane oraz nieraz nudzą swoich czytelników. „Pożeracz snów” jest inną historią, która ukazuje nam zmory żywiące się snami i wspomnieniami śmiertelników. Pojawiają się w niej elementy schematu, jednak nie sprawia to, żadnego zawodu oraz nie daje przewidywalności. Styl pisarki jest bardzo ciekawy oraz wciągający. Autorka nie udziwnia dialogów, są one naturalne tak samo jak sytuacje zawarte w tejże historii.

             „Pożeracz snów” jest bardzo przyjemną lekturą, która dostarcza swojemu czytelnikowi wielu wrażeń. Nie można podczas czytania się nudzić, ani liczyć na błahą historyjkę. Książka bardzo mi się podobała, zatem polecam wszystkim tę powieść, zarówno fanom gatunku oraz tym, którzy mają chęć przeżycia przygody z Elisabeth Sturm.


Za książkę dziękuję:

02 sierpnia 2011

Rodzina Wenclów. Wspólnik - Lena Najdecka

               Są takie lektury, które wciągają czytelnika już od pierwszych stron i nie pozwalają na opuszczenie ich świata. Czasami zdarza się, że książka podoba się i interesuje odbiorcę dopiero po przebrnięciu przez kilkadziesiąt kartek. Trzeba się z nią zaprzyjaźnić oraz przywyknąć do stylu autora. I tak właśnie było w przypadku mojej przygody z „Wspólnikiem”, który rozpoczyna cykl „Rodziny Wenclów.” Leny Najdeckiej. Na początku nie umiałam wczuć się w opisywane wydarzenia, jednak później nie mogłam się oderwać od powieści, gdyż byłam ciekawa jak poukładają się losy bohaterów.

           W książce ukazane jest życie klasy średniej na płaszczyźnie polskich realiów. Pokazane są takie sytuacje, w których rodzina wcale nie jest na najwyższym miejscu na drabinie wartości, a drobne zdrady są na porządku dziennym. Opowiedzenie tego, o czym jest ta książka, jest bardzo trudne. Nie zawiera w sobie jednego wątku, na którym by się opierała. Jest wielowątkowa, przez co wydaje się prawdziwa. Bohaterowie tej powieści dążą do kariery i posiadania pieniędzy. W tej lekturze czytelnik poznaje tytułową rodzinę, czyli głowę rodziny Ryszarda wraz ze swoją małżonką Elżbietą. Mają oni trzech synów: Pawła, Mateusza oraz Piotra. Jednak ten trzeci nie występuje w tej części cyklu. Jedynie są wzmianki na jego temat. Czytelnik dowiaduje się, że jest on najmłodszym potomkiem Wenclów, oraz nie potrafi sobie poukładać w życiu tak jak jego bracia. Jednak, czy jego rodzeństwo ma idealne życie? Paweł oraz Mateusz są karierowiczami, oby dwoje mają żony, z którymi mają lepsze i gorsze dni – w zasadzie tak jak w każdej rodzinie. Komu można ufać, kto jest prawdziwym przyjacielem? Tego nigdy się nie jest pewnym. Spisek zawisł nad tą rodziną, czy uda się wyjść z tej na oko ciężkiej sytuacji?

           Posiadając względnie dużą sumę pieniędzy, zawsze czegoś brakuje. W tej powieści, brakowało bohaterom uczucia. Paweł Wencel kochał swoją żonę, Hannę. Jednak ona była zimna niczym skała, nie dopuszczała do siebie swojego męża. Wiele osób za rozpad tego małżeństwa winiło Pawła. Sama się z tym nie zgadzam, ponieważ właśnie on próbował ratować ten związek, chciał mieć dzieci, nie widział świata poza swoją żoną. Miał kilka sytuacji, w których mógł zdradzić, jednak od razu myślami był przy swojej małżonce. Może i był stanowczy, oraz zazdrosny, zależało mu na pieniądzach i nie zawsze potrafił być miły dla innych. Mimo tego, bardzo kochał swoją żonę i posiadał ludzkie uczucia. Polubiłam tę postać, która pojawiała się bardzo często w tejże powieści. Mateusz Wencel wydaje się być dobrym mężem. Wraz z żoną starają się o dziecko. Czy na pewno ich małżeństwo jest udane? Pozory często mylą, idealny mąż, nie zawsze jest taki idealny.

             Lena Najdecka pokazała swoim odbiorcom, że ma wyczulony zmysł obserwacji. Rozmowy, które toczyli ze sobą bohaterowie powieści, były bardzo rzeczywiste, a przede wszystkim poruszały takie tematy, o których rozmawia się w realnych życiu. Wykreowała ciekawe postaci, które w żaden sposób nie wydawały się sztuczne – wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że owa rodzina Wenclów żyje gdzieś w Polsce. Styl pani Najdeckiej jest łatwy w odbiorze, nie ma żadnych udziwnień, jest prosty. Autorka pisze bardzo ciekawie, co jest wielką zaletą w tej powieści. Nieraz jednak męczyły mnie niektóre opisy, ale były one nieuniknione.

            „Rodzina Wenclów. Wspólnik” jest bardzo intrygującą książką, w której losy umiejscowione zostały w polskich realiach. Przez to czytelnik może bardziej wczuć się w lekturę, co jest dużym plusem. Lena Najdecka zaoferowała swoim odbiorcom ciekawy cykl powieściowy, z którym w całości chcę się zapoznać. Polubiłam niektóre postaci, a także ciekawi mnie, co jeszcze autorka przygotowała swoim czytelnikom i jak skomplikuje losy bohaterów. Książkę polecam. 

Za książkę dziękuję:
 
Z lekkim opóźnieniem, ale dodałam recenzję. Weekend byłam poza domem, jednak pogoda się w ogóle nie udała. Cóż, w tym roku lato nie jest dla nas łaskawe.