23 lipca 2011

Wschodzący Księżyc - Keri Arthur


           Po przeczytaniu wielu przychylnych recenzji na temat tej książki, przyszedł czas również na kilka zdań ode mnie. Zanim jednak zacznę, muszę zwrócić uwagę na okładkę tejże lektury. Jestem wzrokowcem, więc takie szczegóły jak okładka mają dla mnie duże znaczenie. To właśnie ona w dużym stopniu przyciągała mnie do siebie. Stojąca po lewej stronie, na tle Księżyca, zakrywająca swoje piękne kształty kobieta, która kusi swoimi rudymi włosami [a mam pociąg do rudego koloru] i czerwonymi ustami oraz paznokciami sprawia, że po tej pozycji literackiej można spodziewać się wiele. I to wcale nie jest mylne wrażenie, gdyż książka Keri Arthur: „Wschodzący Księżyc”, która rozpoczyna serię Zew nocy, wprowadza czytelnika w dotąd nieznany mu świat, w którym niebezpieczeństwo czyha z niemal każdej strony, przez co czytelnik nie ma prawa się nudzić.

           Mimo tego, że świat wampirów i wilkołaków pojawia się w wielu książkach i jest już sceptycznie a nieraz bardzo negatywnie traktowany, autorka tej lektury postanowiła zaryzykować. Tworząc serię Zew nocy poszła o krok dalej. Ludzie, którzy są bardzo rzadkim zjawiskiem w tej historii, dobrze wiedzą o istnieniu wampirów czy wilkołaków. Ponadto, występuje tutaj pełna rzesza zmiennokształtnych wywodzących się z różnych gatunków zwierząt, dzięki czemu pisarka wykazała się ogromną pomysłowością. Mimo ogromnej chęci przeczytania „Wschodzącego Księżyca” obawiałam się, że będzie to kolejna historia bohaterskiej dziewczyny, która walczy o swoje przetrwanie i nie boi się żadnego zagrożenia na nią czekającego. Nic mylnego. Na szczęście pani Keri Arthur nie przygotowała dla swoich czytelników mdłej bohaterki, która tylko użala się nad swoim losem czy udaje dzielną dziewczynę. Od samego początku polubiłam Riley, bo tak właśnie nazywa się główna bohaterka, z której perspektywy, odbiorca może poznawać historię opisaną w tej powieści.

           Riley Jenson pracuje w Departamencie Innych Ras jako zwykły urzędnik, natomiast jej brat bliźniak jest w tej firmie strażnikiem. Próbowali przed wszystkimi ukryć fakt, że w jakikolwiek sposób są spokrewnieni, oraz że są mieszańcami, bowiem są zarówno wilkami oraz wampirami. Ich pokrewieństwa jednak nie da się ukryć, mimo wielu starań. Historia tej rudowłosej kobiety zaczyna się, kiedy przeczuwa, że jej brat jest w niebezpieczeństwie. Od razu dzwoni do swojego szefa, Jacka, jednak ten każe czekać na odzew ze strony Rhoan'a, gdyż ten młody wilkołak lubił spóźniać się ze swoim raportem. Jak można się spodziewać, brat głównej bohaterki nie daje znaku życia, a sama Riley próbuje rozpocząć śledztwo na własną rękę. Prosi o pomoc w odnalezieniu jakichkolwiek informacji, swoich dwóch partnerów, gdyż są to wpływowi osobnicy i mają dostęp do różnych źródeł. Dziwne dla młodej kobiety jest to, że w noc, kiedy przeczuwa, że jej brat jest w niebezpieczeństwie, czeka przed jej mieszkaniem nagi wampir. Podaje on się za przyjaciela Rhoan'a, ale czy w zaistniałej sytuacji, Riley może mu wierzyć na słowo? Quinn nie zostaje zaproszony do mieszkania głównej bohaterki, kilka nocy spędza na korytarzu kamienicy, w której mieszka rudowłosa wraz ze swoim bliźniakiem. Czytelnik dowiaduje się później, że zniknięcie Rhoana jest związane z badaniami nad mieszańcami. Jednak to Riley jest głównym celem, jaki mają na muszce jej wrogowie. 
 
          Kto jest przyjacielem Riley, a kogo z łatwością można nazwać jej wrogiem? Tego nie wie sama główna bohaterka. W ciągu chwili jej świat stanął na głowie i ciężko jest rozróżnić dobro od zła. Rudowłosa musi uważać z kim przebywa i gdzie się znajduje. „Wschodzący Księżyć”, to zaskakująca i trzymająca w napięciu powieść. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się po tej książce tak wielu emocji i tak dobrego pomysłu na fabułę. Podczas zapoznawania się z tą lekturą nie można się nudzić, jest wiele zwrotów akcji oraz zaskakujących czytelnika wydarzeń. Wydawałoby się, że wszystkie tematy dotyczące wilkołaków i wampirów są już zajęte i przerobione na tysiące różnych sposobów, jednak muszę stwierdzić, że ta książka jest godnym uwagi kąskiem dla fanów tego gatunku. Bałam się, co mogę spotkać w tej powieści, jednak pozytywnie zostałam rozczarowana. Moje podejrzenia zostały całkowicie obalone, a sama zostałam zaciągnięta do ciekawego świata Riley i jej przyjaciół.

           „Wschodzący Księżyc”, to powieść przeznaczona dla dużych dziewczynek. Autorka nie szczędzi sobie pikantnych opisów i scen erotycznych. Nieraz wiele stron zostało poświęcony takim właśnie scenom intymnym, w których pisarka wykazała się pomysłowością a także dość lekkim w odbiorze słownictwem. Wilkołaki mocno reagują na bodźce i przez cały tydzień przed pełnią Księżyca muszą zaspokajać swoje żądze. Książka jest przesycona erotyzmem, ale w żaden sposób mi on nie przeszkadzał. Rozumiałam, że taka jest natura wilkołaków, które nie krępują się obnosić ze swoją nagością i intymnością. Zdaję sobie sprawę, że niektórym takie dodatki w tej powieści mogą przeszkadzać, ale na owe sceny można przymknąć oko bądź po prostu ominąć. Sam styl Keri Arthur jest niesamowity. Książkę przeczytałam w mgnieniu oka i nawet nie wiedziałam, kiedy historia chyli się ku końcowi. Dialogi nie są sztuczne, a rozmowy bohaterów nie są przesycone wymyślnym słownictwem. Czytelnik ma wrażenie, że postaci są jak najbardziej zwyczajne, mimo tego, że pracują w takiej a nie innej branży, albo po prostu są multimilionerami. Wykreowani przez autorkę bohaterowie są bardzo charakterystyczni i barwni. Największą moją uwagę przykuła jednak sama Riley, która tak samo jak jej brat bliźniak, jest posiadaczką ponętnych rudych włosów. Wydaje się ona być zdecydowaną kobietą, która wie dobrze czego chce od życia. Nie żałuje sobie niezobowiązujących romansów, bowiem szuka swojego życiowego partnera, z którym chciałaby mieć dzieci. U wilków, przeważającą cechą jest to, że pragną się rozmnażać, a także nie popadają w monogamię, chyba, że znajdą swoją przeznaczoną tak zwaną drugą połówkę.

           Keri Arthur w ciekawy i wciągający sposób zapoznała czytelnika z przygodami Riley Jenson. Na szczęście „Wschodzący Księżyc”, to pierwszy tom cyklu o tej rudowłosej kobiecie, do której bardzo się przyzwyczaiłam. Polubiłam jej postać oraz jej brata, także sam Quinn mnie zaintrygował. Z czystym sumieniem mogę polecić tę serię, gdyż naprawdę jest udanym dziełem, z którym warto się zapoznać. 


 Za książkę dziękuję: 

4 komentarze:

  1. Zarówno pierwsza, jak i druga część ciekawa, choć miałam kilka "ale". Mimo to dam szansę kolejnym pozycjom tej serii. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. W każdej książce można doczepić się i mieć jakieś "ale". Chyba to normalne. Jednak urzekła mnie ta książka i z chęcią przeczytam resztę z serii ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale seria jest w planach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka jest w drodze do mnie,nie mogę się jej już odczekać,choć najpierw wypadało by poprzednie części przeczytać.
    Książki składające się z kilku tomów są jak serial,jednak z tą różnicą,że jak przegapisz jeden odcinek serialu nic nie tracisz,jeśli opuścisz 1 tom książki gubisz się

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji. ;)
Zachęcam do dyskusji na temat powyższego tekstu! *.*